poniedziałek, 12 września 2022

(85/22). ŚLIMOKI

 
    Autor: Patrycja Żurek

    Wydawnictwo: Empik Go/ Virtualo

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 196 (e-book, PDF)

    Data premiery: 15. 07. 2022

   
 *Google

    Patrycja Żurek Szybka jak błyskawica, zawsze wie, co chce napisać. Rzadko wyrzuca coś z tekstu, nie przepada za planami. Lubi poniedziałki i swoją pracę, jest ciekawa pisarstwa - eksperymentuje z różnymi gatunkami. Prywatnie mama Eryka i Lidki, opiekunka Ciri, żona Piotrka. Lubi być przyjacielem, kocha spacery i kosmos. Pożeraczka książek. Recenzent. Szczery do bólu redaktor. Uwielbia jesień i listopad. Ulubione święto: Wszystkich świętych. 
(Źródło: Lubimy czytać)

    "Czterdzieści siedem metrów kwadratowych mieszkania i nasza rodzina. Plus duchy zmarłych dzieci... w sumie czternaście osób. Czasami miałam wrażenie, że ci, którzy odeszli, zajmują najwięcej miejsca, poupychani w kątach pomiędzy tymi, którym udało się przeżyć. Potrząsnęłam głową, odpychając widma przeszłości. Miałam nigdy do tego nie wracać, ale Piotr uruchomił wspomnienia."

Ślimoki to rodzina, w której najważniejszy jest ojciec. To on stanowi centrum Wszechświata zarówno żony, jak i dzieci. Zygmunt to niespełniony malarz, który swoje rozczarowania topi w alkoholu. Wódka sprawia, że mężczyzna niszczy życie wszystkich wokół, co dzieci odczuwają nawet w dorosłym życiu. Ich doświadczenia z domu rodzinnego ciągną się za nimi jak cień.
Czy któremukolwiek uda się uwolnić?
(Opis wydawcy)

    Zawsze przy tego typu publikacjach powtarzam... Gdy słyszycie za ścianą krzyk i widzicie na co dzień, że drugiemu człowiekowi dzieje się źle, nie bójcie się reagować, być może uratujecie mu życie!
Czasami wystarczy tylko jeden telefon. Tylko i aż...

Biorąc do ręki powieść pani Patrycji, nie spodziewałam się, że ta historia tak mnie psychicznie zmiażdży. Ogrom bólu i cierpienia wypływający z każdej strony jest niewyobrażalny, a co najsmutniejsze w tym wszystkich takich rodzin, jak rodzina Ślimoków są setki, a nawet tysiące.
Akcja dzieje się na Śląsku, niewielkim mieście Mysłowice. W malutkim mieszkaniu mieszka wieloosobowa rodzina, której głową jest Zygmunt- wychowanek domu dziecka, niespełniony malarz wyczulony na piękno przyrody, miłośnik zwierząt, bogobojny człowiek, który pracuje w kopalni, by zapewnić byt powiększającej się co chwilę rodzinie. 
Rodzinne tragedie, niezrozumienie swego położenia, rozczarowanie codziennością, niekontrolowane sprowadzanie dzieci na ten świat- coraz częściej wpychają go w ramiona alkoholu, po którym staje się bezwzględnym sadystą niemającym żadnych skrupułów, by sterroryzować i dosłownie sprzedać swych najbliższych...
Jego żoną jest Teresa, niespełniona krawcowa, która nie ma prawa głosu, zdominowana i codziennie upokarzana przez męża sadystę, nie potrafi już obronić siebie a tym bardziej dzieci- wydaje się, że przestała zwracać na nie uwagę, tęskniąc i wspominając dzieci, które zmarły z różnych przyczyn.
Narratorką całej historii jest chorująca na depresję Ula- średnia córka Zygmunta i Teresy. Dziewczyna ma za sobą kilka prób samobójczych i nieudanych psychoterapii.
W ramach kolejnej terapii opowiada swą historię Piotrowi, mężczyźnie, którego poznała nad morzem, gdzie zamieszkała po wyprowadzce z domu.
Poznamy również spojrzenie na całą sprawę z perspektywy Piotra (podobno psychologa, ale czasami bredził jak potłuczony!), rodzeństwa Uli i samego Zygmunta- ale czy jego motywy i tłumaczenia sprawią, że spojrzymy na niego w innym świetle? Może zaczniemy przez moment rozumieć i współczuć?
Czy Ula da radę pokonać demony przeszłości? Czy pogodzi się i przestanie obarczać się winą za śmierć brata? Czy Piotr jest naprawdę taki jaki się wydaje na pierwszy rzut oka? Czy Zygmunt zmierzy się z przeszłością i przeprosi swoje dzieci za zmarnowane życie?
Tego już nie zdradzę, ale odpowiedź na wszystkie te pytania i wiele innych znajdziecie na stronach tej historii.

Przeszłość przeplatająca się z teraźniejszością daje nam obraz tego jak bardzo dzieciństwo i to, w jakiej atmosferze zostaliśmy wychowani, rzutuje na naszą przyszłość, dorosłe życie i to jak podchodzimy w dorosłym życiu do innych. 
Mamy doskonały obraz tego, jak bardzo system pomocy rodzinie jest niewydolny. Szkoła przymykająca oczy na siniaki, wrzucająca takie dzieci do worka z napisem "niezdolny, głupi itp." niewyciągająca pomocnej dłoni. Opieka społeczna zapowiadająca swe przybycie- dając tym samym czas na przybranie maski biednej, ale kochającej i szanującej się rodziny, bez alkoholu i przemocy.
Obserwujemy degradację całego pokolenia, które nie potrafiąc wyrwać się ze znajomych schematów, samo stacza się na to przysłowiowe dno.
To boli, cała ta książka boli... Dopiero siedząc sobie w bezpiecznym domu, w którym panuje miłość i szacunek, człowiek zdaje sobie sprawę, jakie ma szczęście...

W moim odczuciu pomysł na fabułę trafiony w dziesiątkę. Autorka dzięki swym bohaterom porusza naprawdę wiele bardzo trudnych tematów, na które nie zwracamy uwagi w codziennym biegu. 
Akcja nie goni może na złamanie karku, ale doskonale oddaje emocje, które towarzyszą fabule. Trafiło się sporo momentów, w których musiałam odłożyć książkę, bo brutalność, której jest w niej mnóstwo, odbierała mi zdolność czytania, a łzy nie potrafiły wyschnąć, gdy patrzyłam na swojego syna spokojnie śpiącego obok i zadawałam sobie tylko jedno pytanie. Dlaczego?
Postaci jest sporo, są one doskonale wykreowane i poprowadzone. Poranione psychicznie niejednokrotnie fizycznie wzbudzają całą gamę emocji- od współczucia po niezrozumienie a momentami nawet obrzydzenie. Czytając książkę, zrozumiecie, co mam na myśli.

Pomimo tego, że książka jest naprawdę trudna, czyta się ją zaskakująco dobrze. Sporo w niej gwary, dla mnie jako Ślązaczki, jest to olbrzymi plus, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ją zrozumie. Na szczęście na końcu znajdziecie słownik najczęściej używanych słów.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pan Patrycji, ale po tak olbrzymiej dawce emocji, jakie zaserwowała mi przy tej książce, jestem przekona, że nie ostatnie. Z przyjemnością sięgnę po przednie jej książki.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Bez wątpienia. Ale ponownie uprzedzam ogrom tragedii i cierpienia, które z niej płynie na bardzo długo zostanie w pamięci.

POLECAM...

"Nazywam się Urszula i jestem... nikim. Mogłabym nazwać siebie córką, bo przecież miałam rodziców. Albo siostrą z racji posiadania rodzeństwa. Barmanka też by pasowało, gdyż w okresie letnim zatrudniałam się w knajpce niedaleko morza, usytuowanej na skraju lasu. To mały bar, budka z zaledwie kilkoma krzesłami przed ladą, z niewielkim asortymentem. Stałam za barem, słyszałam jednostajny szum fal, mieszający się z pieśnią wiatru. Jednak te słowa nie mają wielkiego znaczenia, ponieważ w środku jestem pusta niczym wydmuszka. Ale przecież i jajko bez białka i żółtka pozostaje skorupką i istnieje. Podobnie jak ja. Samo opakowanie, bez treści w środku."
                                              - Patrycja Żurek "Ślimoki" str. 9

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

1 komentarz:

  1. Niedawno ta książka wzbogaciła moją biblioteczkę, więc na pewno wkrótce ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń