czwartek, 31 grudnia 2020

(124/20). PÓJDZIESZ ZE MNĄ?


    Autor: Konrad Reznowicz

    Wydawnictwo: OFICYNKA

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 300

    Data premiery: 09. 11.2020

 
 *Google

     Konrad Reznowicz- Dziennikarz, muzyk i pełnoetatowy kabotyn. Pisze pod pseudonimem, bo przyzwyczaił się już do swojego rozdwojenia jaźni. Entuzjasta życia, nie lubi się na kimś wzorować, ale niepytany przyznaje się czasami do inspiracji James Deanem. Często kpi ze swojego chropowatego barytonu, choć tak naprawdę jest z niego dumny najbardziej ze wszystkiego, co posiada. Prowokator, deprawator i kobieciarz. Idealna personifikacja Hemingwayowskiej tezy, że lepiej być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem.
(Źródło: Lubimy czytać)

    Konrad jest młodym i pewnym siebie mężczyzną. Unika wszelkich zobowiązań, a seksualne podboje są jego ulubioną metodą ucieczki od otaczającej rzeczywistości. W istocie jest samotnikiem, który nie potrafi sprostać oczekiwaniom, jakie narzucają na niego inni. Prowadzi go to do nieustannych rozczarowań i wpędza w problemy psychiczne.
Podczas jednej z imprez poznaje piękną Natalię, dzięki której odnajduje w swoim życiu równowagę, ale szczęście Konrada nie trwa długo. Toksyczna relacja prowadzi go do katastrofy, której żadne z nich nie jest w stanie powstrzymać.
(Opis wydawcy).

    Nie spodziewałam się, że rok przyjdzie mi skończyć z tak "pojechaną" książką. Dawno nie miałam do czynienia z tak wulgarną, odpychającą, a zarazem... wciągającą historią. 
Pomysł na fabułę był świetny jednak niesamowicie wulgarny język, którego używa pan Reznowicz zniszczył go już na początku. Jak mawia mój bratanek wręcz go "zninczował".
Autor porusza niezwykle ważne tematy takie jak uzależnienia, strata najbliższych czy choroby psychiczne i autodestrukcja, gdyby jednak towarzyszył temu inny styl, to książka byłaby naprawdę świetna.
Autor doskonale oddaje emocje, które towarzyszą Konradowi, pokazuje, jak łatwo jest założyć maskę i udawać zupełnie kogoś innego, oraz to jak łatwo być samotnym w tłumie... obojętnym na wszystko i wszystkich, nieumiejącego kochać.
Książka przepełniona jest seksem, niejednokrotnie czułam zażenowanie, choć zazwyczaj lubię takie sceny i nie mam z nimi absolutnie problemu. W tym przypadku jednak jest tego za dużo, czytelnik dostaje wszystko na tacy, pola dla wyobraźni nie zostaje wcale... nazewnictwo również pozostawia wiele do życzenia. Przekleństwo goni przekleństwo, po prostu masakra, jak z najgorszego rynsztoka.

Z drugiej strony książkę przeczytałam szybko, wciągnęła mnie, bardzo chciałam się dowiedzieć, jak cała historia się zakończy. Przyznaję... zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się tak brutalnego i przykrego końca...

    Czy polecam?
Powiem Wam, że sama nie wiem co napisać. Z jednej strony jest to bardzo ciekawa pozycja, ale z drugiej... wszystko zniszczył styl autora. Chyba że taki był jego zamiar... Zaszokować i nie pozwolić o sobie zapomnieć. W tym przypadku musicie podjąć decyzję sami...

"Jak zwykle w takich sytuacjach, czas leczy rany, ale w przypadku Natalii pomocny okazał się alkohol. Odkąd usłyszała o diagnozie, nie było dnia, w którym nie wypiłaby choć trochę. Nadszedł czas, że każdy dzień kończyła butelką wina. Kiedy nie było wina, nie mogła zasnąć, wstawała z łóżka i chodziła po mieszkaniu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Alkohol dawał jej ukojenie, spokój i zapomnienie, których bardzo potrzebowała."
                              - Konrad Reznowicz "Pójdziesz ze mną?" str.139 


Recenzja powstała dzięki współpracy z panią Dominiką Smoleń oraz wydawnictwem Oficynka.

środa, 30 grudnia 2020

(123/20). NIE CAŁKIEM BIAŁE BOŻE NARODZENIE

 
    Autor: Magdalena Knedler

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Kryminał

    Liczba stron: 438

    Data premiery: 08. 11. 2017

 
*Google

    Magdalena Knedler- autorka trzynastu powieści różnorodnych gatunkowo i tematycznie. Z zawodu filolożka i trenerka dykcji. Prowadziła zajęcia z wymowy scenicznej, na których torturowała aktorów swoimi pierwszymi tekstami. Zawsze w okularach i z wielką torbą na ramieniu. Najszczęśliwsza w muzeach, archiwach i bibliotekach (naprawdę!). Uwielbia czarną kawę, stare zdjęcia i polską fonetykę.
(Źródło: Lubimy czytać).

    Zagubiony w lesie pensjonat Mścigniew tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwyczajnymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić ten czas właśnie tam – w spokoju i w oddaleniu od zgiełku codzienności. Kiedy więc pewnego poranka amatorka nordic walkingu, Olga Mierzwińska, przed wyjściem na trening odkrywa w wannie trupa, nikt nie jest zadowolony, a najmniej właściciel, który staje na głowie, by zatrzymać gości w pensjonacie. Policja początkowo uznaje sprawę za wypadek. Jednak kiedy ta sama dziewczyna znajduje podczas spaceru kolejne zwłoki, sytuacja staje się poważna i do akcji postanawia wkroczyć detektyw Romanowski – amator krówek ciągutek i ekstrawaganckich krawatów.
(Opis wydawcy).

    Czytając opowiadania napisane przez panią Magdalenę do kilku antologii, byłam bardzo ciekawa jej "szerszej" twórczości. Na pierwszy raz wybrałam więc książkę zdecydowanie na czasie, a przy okazji mój ulubiony gatunek, czyli "Nie całkiem białe Boże Narodzenie". 
Nie zawiodłam się, choć przyznam szczerze, że nie nazwałabym tej powieści kryminałem. Powiecie pewnie, że się czepiam, bo wprawdzie mamy trupa, baa nawet dwa, jest śledztwo i podejrzani, ale cała atmosfera stworzona wokół fabuły przypomina mi raczej komedię kryminalną- przy niektórych scenach płakałam wręcz ze śmiechu (pewna akcja w lesie, rozwaliła mnie totalnie na łopatki).
Autorka stworzyła fantastyczne postacie. Każda z nich jest inna i wyjątkowa, każda z nich skrywa mroczne sekrety, boryka się z większymi lub mniejszymi kłopotami, jednak nie daje tego po sobie poznać. Bohaterowie są niezwykle charyzmatyczni i kolorowi a ich wszystkie najgłębiej skrywane tajemnice wychodzą na jaw w trakcie żmudnego śledztwa, które w pewnym momencie wychodzi poza granice kraju, o każdym z mieszkańców pensjonatu dowiadujemy się zaskakujących rzeczy. Każdy odnajdzie w nich jakąś cząstkę siebie.
Akcja całości może nie jest brawurowa, ale bardzo wciąga, intryguje i zaskakuje w odpowiednich momentach. 
Autorka doskonale buduje napięcie, a wprowadzone przez nią niedopowiedzenia i nagłe zwroty nie pozwalają przez długi czas, połapać się kto jest prawdziwym mordercą. Osobiście zostałam zaskoczona, bo spodziewałam się, że będzie to zupełnie inna postać.
Mam tylko problem z zakończeniem, chodzi mi dokładnie o relację Olgi i Grzegorza, między którymi działa się jakaś swoista chemia, można to było bardziej rozbudować, ale jest to zupełnie subiektywna ocena więc absolutnie nie zwracajcie uwagi na to zdanie ;)

Bardzo przypadł mi do gustu styl pisarski i język, którego używa pani Magdalena. Barwne i szczegółowe opisy pozwalają łatwo wyobrazić sobie klimat danej sytuacji, wczuć się w emocje bohaterów, poznać autentyczne miejsca. Dzięki temu powieść żyje i każdy z czytelników może ją interpretować na swój sposób.

Cieszę się, że ta powieść trafiła w moje ręce, z wielką przyjemnością sięgnę po inne powieści pani Magdaleny.

    Czy polecam?
Jeśli poszukujecie mrocznego i brutalnego kryminału, odpuśćcie... ale jeśli chcecie spędzić czas z zagadką kryminalną, a przy okazji dobrze się bawić, polecam z całego serca.

POLECAM...

"Teraz, w nocy, w lesie, wciąż się z tego śmiała. Wtórował jej Suzin, który nie mógł sobie darować wrednych docinków. Po wczorajszym przepiciu i porannym paradowaniu w czerwonych gatkach i swetrze zdążył dojść do siebie. A oni znowu byli w lesie. I znowu po północy. Tyle że wczoraj las wyglądał jak z bajki, a śnieg przyjemnie tłumił echo kroków, a dziś wilgoć przenikała ich do cna i co chwilę ślizgali się na błotnistej ścieżce. Między drzewami i krzewami panowały jeszcze gorsze warunki. Każde trącenie gałęzi było jak odkręcenie wody pod prysznicem. Za wcześnie się ucieszyli, że przestało padać..."
                    - Magdalena Knedler "Nie całkiem białe Boże Narodzenie" str. 239

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

(122/20). GROZA WOKÓŁ K2

 
    Autor: Anna Czerwińska

    Wydawnictwo: Annapurna

    Gatunek: Literatura Faktu, Podróżnicza

    Liczba stron: 328

    Data premiery: 08. 12. 2020 (wydanie drugie, zmienione i poprawione)

  
* Google

    Anna Czerwińska- polska alpinistka i himalaistka, zdobywczyni sześciu ośmiotysięczników (na Lhotse i Makalu weszła jako pierwsza Polka) oraz korony Ziemi. Uczestniczyła w wyprawach wysokogórskich m.in. z Wandą Rutkiewicz i Krystyną Palmowską. Z zawodu jest doktorem nauk farmaceutycznych, lecz od wielu lat nie pracuje w swoim zawodzie- porzuciła go dla gór, które są jej największą pasją.
Zainteresowanie Anny Czerwińskiej wspinaczką rozpoczęło się w roku 1969. Od tej pory Czerwińska wspinała się w górach głównie w zespołach kobiecych. Z Palmowską do 1990 roku tworzyła zgrany zespół i to wraz z nią dokonała szeregu wybitnych przejść w Tatrach, Alpach i Karakorum. W 1991 roku samotnie pokonała główną grań Tatr. Od 1995 roku przez kilka kolejnych lat realizowała program Korona Ziemi. W 2000 roku jako druga Polka po Wandzie Rutkiewicz stanęła na szczycie Mt Everest. Wejściem tym skompletowała Koronę Ziemi (jako pierwsza Polka).
W momencie wejścia na Mt Everest była także najstarszą kobietą, która stanęła na tym szczycie.
Jest autorką kilkunastu książek (w tym serii "GórFanka", relacjonującej całą jej górską drogę). Odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi, członkini honorowa Polskiego Związku Alpinizmu, laureatka wielu prestiżowych nagród za całokształt działalności, m.in. Explorera oraz Super Kolosa.
(Źródło: Okładka książki)

   Przejmujący opis najtragiczniejszego sezonu pod K2 w 1986 roku, gdy na stokach tej góry, obok spektakularnych sukcesów, rozegrały się nie mniej głośne tragedie, które w sumie pochłonęły życie 13 wspinaczy. Autorka, jako uczestniczka jednej z wypraw, próbuje zrozumieć przyczyny, wydawałoby się bezsensownych śmierci, odwołując się niejednokrotnie do wypowiedzi innych wspinaczy. Jednocześnie kreśli trzymający w napięciu obraz zakończonej sukcesem wyprawy na Magic Line, której sama była uczestnikiem.
Wznowienie jednej z najlepszych książek znanej i lubianej himalaistki, uzupełnione o rozbudowany wstęp i zakończenie, z nową szatą graficzną. 
Janusz Kurczab, nasz znakomity wspinacz, a zarazem autor wielu opracowań górskich, tak pisał o tej pozycji: „Powstała książka bardzo dobra, którą nie tylko przeciętny czytelnik, ale i każdy alpinista przeczyta z ogromnym zainteresowaniem, a nawet – z zapartym tchem”. 
(Opis wydawcy).

    Biorąc do ręki "Grozę wokół K2" wiedziałam, że nie będzie to łatwa lektura... minęło kilka dni od momentu, w którym skończyłam czytać, a nadal nie umiem się po niej pozbierać...
"Groza wokół K2" to bardzo osobisty i niezwykle poruszający zapis tragicznych wydarzeń które miały miejsce latem 1986 roku i gdyby nie świadomość, że góra w niespełna dwa miesiące odebrała trzynaście ludzkich istnień, napisałabym, że to bardzo dobra sensacyjna opowieść.... niestety, to nie nie jest film, a bolesna i przerażająca prawda. Niezwykle wzruszająca i porywająca lektura...
Autorka dokładnie tłumaczy, jak ważna jest współpraca pomiędzy uczestnikami poszczególnych wypraw, ale czasami, by przeżyć, potrzebna jest olbrzymia doza egoizmu, oraz zgoda by współtowarzysz odszedł na zawsze. Niesamowicie poruszyło mnie wspomnienie małżeństwa Barradów i jakże wymowny, a zarazem trafny cytat: 
 
  "Dźwiganie uczuć w górach wysokich jest czasami trudniejsze, niż dźwiganie ciężarów". 

Opowiada o przygotowaniach do zakładania poszczególnych baz, atakach szczytowych obawach i strachu, ale także o nadziei, wielkiej miłości, a zarazem ogromnym szacunku do gór. 
Nikogo w tej książce nie oskarża, ale też nikogo nie wybiela. Wytyka błędy, nie koloryzuje, pisze jak było, bez owijania w przysłowiową bawełnę.
Opisana historia tak bardzo wciąga, że nie sposób odłożyć książki na bok bez poznania dalszych wydarzeń. Wielokrotnie zaskakuje i niesamowicie wzrusza. Zmusza do refleksji i zrozumienia, że dla każdego człowieka ważna jest jego pasja, a inni nie powinni nigdy tego oceniać.  Naprawdę warto poświęcić czas tej pozycji... Nie zawiedziecie się- to gwarantuję!

Kiedyś wspomniałam, że uwielbiam książki wydane przez Annapurne za ich cudowne wydania. Nie inaczej jest teraz. Skromna, ale niezwykle przyciągająca wzrok okładka, olbrzymia ilość zdjęć i map z zaznaczonymi drogami, pozwalają sobie wyobrazić niesamowity trud, jaki trzeba znieść, by zdobyć szczyt, ale przede wszystkim przeżyć...

    Czy polecam?
Zdecydowanie. To książka, którą powinien przeczytać każdy z nas, a dla mnie to zdecydowanie jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku.

POLECAM... 

"Całą noc szalała śnieżyca, rankiem baza znalazła się pod grubą warstwą śniegu. Nasze obawy o zespoły na Żebrze Abruzzi wzrosły. Wiatr gnał w górę lodowca strzępy ciemnych chmur znad Concordii, skały nad lodowcem pokryły się szadzią, w pobliskich ścianach huczały lawiny. O dziesiątej oficer łącznikowy Francuzów połączył się z Michelem. Podeszłam bliżej i słuchałam tej rozmowy. K2 ginęło w mgłach, poprzez Żebro Abruzzi z wielką szybkością przewalały się chmury. Tam wyżej musiało być piekło..."
                                    - Anna Czerwińska "Groza wokół K2" str.85 

Recenzja powstała przy współpracy z panią Dominiką Smoleń oraz wydawnictwem Annapurna. 
 

środa, 23 grudnia 2020

(121/20). DOGONIĆ MARZENIA

 
    Autor: Małgorzata Tarczyńska

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 118

    Data premiery: 26. 10. 2020

  
 *Google

    Małgorzata Tarczyńska- brak danych.

    28-letnia Magda przeprowadza się z prowincji do Wrocławia, aby rozpocząć pracę w dużej korporacji. Młoda kobieta, chcąc zrobić dobre wrażenie na swoich przełożonych, poświęca się bez reszty nowym obowiązkom służbowym. Zabierane do domu stosy dokumentów, ciągły stres i konflikty z toksyczną szefową sprawiają, że jej ciało w końcu mówi dość. Pewnego dnia Magda mdleje i zostaje odwieziona do szpitala. Poznaje tam Danutę, kobietę z ogromnym bagażem doświadczeń życiowych, która pomaga jej zrozumieć, że ślepa pogoń za karierą nigdy nie kończy się dobrze. Nowa praca staje się dla Magdy początkiem wielkich zmian i drogowskazem na przyszłość, a spotkany nad brzegiem rzeki mężczyzna o intrygującym głosie sprawia, że w jej życiu pojawiają się uczucia, których zupełnie się nie spodziewała…
(Opis wydawcy).

    Po ostatnim kryminalnym maratonie, dla relaksu postanowiłam sięgnąć po książkę obyczajową, wybór padł na "Dogonić marzenia"- króciutką opowieść o marzeniach, sile przyjaźni i uczuciach, które spadają na człowieka niczym grom z jasnego nieba. 
To jedna z tych książek, która da chwilę oddechu, ale także podniesie na duchu- pokaże, że zmiana może być dobra i pozytywna, choć początkowo się jej bardzo boimy i nie wiemy, co na nas wtedy czeka.
Pomysł na fabułę odważny i bardzo ciekawy, mało jest powieści dotykających tak ważnego tematu, jakim jest mobbing czy wypalenie zawodowe... jednak w moim odczuciu autorka zepchnęła je na dalszy plan i przez to straciły dość dużo na swej ważności...
Autorka stworzyła również piękną prawdziwą przyjaźń, która wesprze, ale również potrząśnie człowiekiem kiedy zajdzie taka potrzeba. Postać Danuty zdecydowanie skradła moje serce, przyznam, że chciałabym spotkać na swojej drodze taką niesamowitą, wręcz magiczną osobę...  
Moją ciekawość bardzo rozbudził wątek nieznajomego znad rzeki, cały czas zastanawiałam się, jak skończy się ta historia. Wprawdzie droga do kolejnego spotkania okazała się kręta i długa, ale tylko potwierdziła to, o czym zawsze mówię... jeśli ktoś lub coś jest nam przeznaczone, prędzej czy później stanie na naszej drodze...
Książkę czyta się niezwykle szybko, lekki styl autorki, przystępny język i objętość tylko temu sprzyjają. Łatwo się wczuć w postacie i zrozumieć ich emocje oraz nie zawsze łatwe wybory. Da się ich polubić, choć niekiedy ich niezdecydowanie i niechęć do zmian mogą irytować. Mam tu na myśli zdecydowanie główną bohaterkę.

     Czy polecam?
Polecam.
Powieść może nie zaskakuje w niespodziewanych momentach, akcja toczy się wolno i jednostajnie, ale całość to niezwykle ciepła, klimatyczna historia, którą przeczytacie jednym tchem, a przy okazji pochylicie się w refleksji nad własnymi marzeniami.

POLECAM...

"Czas szybko mijał. Magda czasami zaglądała nad rzekę z nadzieją, że spotka tam Pawła. Od ich spotkania minęły dwa miesiące. Musiała pogodzić się z faktem, że obiekt jej niedoszłych uczuć zaginął bezpowrotnie. Tylko jego głos- przejmujący, pełen ciepła- szumiał jej w głowie i ulokował się tak, że nie mogła o nim zapomnieć. No cóż, kobieta stwierdziła, że chyba musi się pogodzić z tym, że już go nie spotka. W głębi serca wierzyła jeszcze w cud."
                                  - Małgorzata Tarczyńska "Dogonić marzenia" str.80

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.


piątek, 18 grudnia 2020

(120/20). NOLI ME TANGERE! *

 * Nie dotykaj mnie!


    Autor: Andreas Hoff

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Kryminał

    Liczba stron:224

    Data premiery: 30. 10. 2020

*Google

    Andreas Hoff- brak danych.

                KTO PODNIESIE RĘKĘ NA ZMORĘ, NIGDY NIE ZAZNA SPOKOJU.
Pewnego dnia Krzysztof Tuczyński de Wedel, wielki pan na włościach i zagorzały krzewiciel wiary katolickiej, spotyka na drodze piękną chłopkę. Sądząc, że dziewczyna jest protestantką, postanawia ją pohańbić i w ten sposób zasłużyć się w oczach Boga. Gwałcona dziewka rzuca mu w twarz znamienne słowa: Noli me tangere! Wkrótce do Tuczyńskiego dociera wiadomość, że kobieta jest katoliczką, a jej imiona to Maria Magdalena…
Prawie cztery wieki później na tej samej drodze ktoś morduje młodą dziewczynę, wracającą z randki do domu. W toku śledztwa okazuje się, że zwłoki kobiety leżały w pozie przywodzącej na myśl wizerunek świętej Marii Magdaleny z pobliskiego kościoła. Wygląda na to, że zmory przeszłości wcale nie odeszły w zapomnienie, co więcej – domagają się zadośćuczynienia...
(Opis wydawcy).

    Ostatnio mam to szczęście, że trafiam na naprawdę dobre kryminały. Nie inaczej jest i tym razem, choć w tym przypadku dostajemy również porządną lekcję historii, a sprawa kryminalna (ta współczesna) jest "tylko" tłem dla wydarzeń, które miały olbrzymi wpływ na chrześcijaństwo w szesnastym i siedemnastym wieku. Wydarzenia te powiązane są z Ewangelią Marii Magdaleny oraz morderstwem, które wydarzyło się ponad czterysta lat temu. 
Wątek historyczny jest autentyczny, więc "spotkamy" w tej powieści wiele osób, które znamy ze szkolnych podręczników, a także poznamy legendy oraz inne ludzkie wierzenia (np. w zmory) i inne ciekawostki (chociażby o trzęsieniu ziemi w 1606 roku w Tucznie i w jakich okolicznościach do niego doszło).  
Wyjaśnienie autora, w jaki sposób wszedł w podsiadanie tłumaczenia Ewangelii Marii Magdaleny, dodatkowo rozbudza ciekawość i zmusza do zastanowienia się, co jest takiego wyjątkowego w tych manuskryptach. Wyjaśnienie znajduje się już kilka stron dalej. 

Powieść wciąga i intryguje od pierwszych stron.
Akcja powieści dzieje się szybko, trzyma w napięciu do samego końca. Zaskakuje.
Język użyty przez autora jest zrozumiały i przystępny, choć momentami dość wulgarny, niektórym może to przeszkadzać, mi jednak nie zrobił różnicy w odbiorze całości.
Barwne i szczegółowe opisy pozwalają sobie wyobrazić dane miejsce i jego klimat. Zrozumieć emocje i obawy płynące z myśli bohaterów, oraz poznać panujące nastroje społeczne i polityczne (szczególnie w szesnastym i siedemnastym wieku).

    Czy polecam?
Polecam serdecznie. Niezwykle ciekawe połączenie kryminału i dobrej historycznej książki. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

POLECAM...

"Krzysztof porwał się zza stołu i mimo protestów wbiegł do komnaty żony. Stanął jak wryty i nie mógł się ruszyć. Marianna, spazmatycznie próbując złapać powietrze. Na jej piersiach siedziała postać w białej szacie. Odwróciła do niego głowę, a wtedy poznał zawzięte i harde spojrzenie Marii Magdaleny, którą rano wydał na śmierć. Twarz miała woskowobiałą, bez kropli krwi, niemal przeźroczystą. A na szyi szerokie cięcie.
Próbował krzyczeć, aby ją zabrano, ale z gardła wydobywało mu się tylko charczenie. Opadł bezwładnie na kolana. Żona przestała się ruszać. Wtedy zjawa przykryła twarz nowo narodzonego synka dłonią i puściła, dopiero gdy zsiniał. Spojrzała mu jeszcze raz w oczy i rozpłynęła się w powietrzu."
                                   - Andreas Hoff "Noli me tangere!" str. 69/70

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.
 

poniedziałek, 14 grudnia 2020

(119/20). ORGANISTA Z MARTWEJ WSI


    Autor: Danuta Chlupová 

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 328

    Data premiery: 25. 11. 2020

  
 *Google

   Danuta Chlupová - Jest Polką, lecz od urodzenia mieszka w Czechach. Jej małą ojczyzną jest Zaolzie- część Śląska Cieszyńskiego, która przed stu laty została włączona do ówczesnej Czechosłowacji.
Z wykształcenia ekonomistka, z zawodu i zamiłowania dziennikarka, mieszka z rodziną w spokojnym miejscu pod lasem, w którym w czasie wojny rozegrały się dramatyczne wydarzenia.
Laureatka konkursu Literacki Debiut Roku 2017 za powieść "Blizna". Dwa lata później, nakładem wydawnictwa Novae Res, ukazała się jej druga powieść "Trzecia terapia".
(Źródło: Okładka książki).

    Cena za zdradę jest wysoka, nawet jeśli... zdrady nigdy nie było.
Czasami zbieg okoliczności obraca wniwecz czyjeś życie, a człowiek jest zmuszony ugiąć się przed wiatrem historii. Bywa też tak, że najlepsze intencje wobec kobiety sprowadzają nieszczęście, zamiast pomóc… Teodor, wiejski organista i nauczyciel w polskiej szkole na Zaolziu, jest szczęśliwym człowiekiem – mimo niesprzyjających okoliczności politycznych zajmuje się ukochaną muzyką, tworzy szczęśliwe małżeństwo z piękną żoną, wychowuje utalentowanego syna, w którym pokłada wielkie nadzieje. Na idealnym obrazie jego życia widnieje jednak rysa – są lata pięćdziesiąte, a Teodor nie jest komunistą, dodatkowo wcale się z tym nie kryje. Kiedy w wyniku tragicznego wypadku zostaje oskarżony o spowodowanie śmierci, nie ma nikogo, kto stanąłby po jego stronie. Odtąd życie Teodora i jego rodziny stanie się drogą przez mękę. W jaki sposób może je zmienić spotkanie z autystycznym, muzycznie uzdolnionym chłopcem?
(Opis wydawcy).

    Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Danuty i bardzo żałuję, że nastąpiło ono dopiero przy trzeciej powieści. Zdecydowanie, jak najszybciej muszę nadrobić to niedopatrzenie, bo przy "Organiście z martwej wsi" przepadłam od pierwszych stron.

Główną oś powieści, autorka osadziła w trudnych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych  dwudziestego wieku gdy po Europie szalał ruch komunistyczny, i rządziła jedna słuszna partia. Kto był przeciwko z automatu stawał się wrogiem, represje nie ominęły nawet katolickich księży, a więzienia były ich pełne. 
Autorka doskonale oddała strach, napięcie obawy i nadzieje, które towarzyszyły ludziom na każdym kroku. Przy okazji porusza również inne trudne tematy takie jak alkoholizm, przymusowe przesiedlenia czy autyzm, który w latach pięćdziesiątych był jeszcze nieznany, sama choroba uchodziła za "wydziwianie" a chory i jego rodzina była pozostawiona sama sobie, bez żadnego konkretnego wsparcia. 

Akcja powieści choć wielowątkowa, toczy się miarowo i spokojnie. Momentami niezwykle wzrusza i rozdziera serce na tysiące kawałków, za chwilę wywołuje złość i oburzenie na zaistniałą sytuację. Fabuła gwarantuje emocjonalną huśtawkę, bez chwili na złapanie oddechu. Konsekwentnie budowane napięcie nie opuszcza czytelnika do samego końca.
Bohaterowie są niejednoznaczni, i niezwykle wyraziści- posiadają swoje wady i zalety. Łatwo można się z nimi utożsamić, poczuć ich emocje zrozumieć postępowanie- chociaż wydaje się, że nie zawsze jest ono słuszne.
Barwne i plastyczne opisy sprawiają, że łatwo można wyobrazić sobie miejsca, i wydarzenia, które mają miejsce w powieści. W wyobraźni można wręcz usłyszeć muzykę towarzyszącą całej powieści.

"Organista z martwej wsi" to poruszająca i wyjątkowa opowieść o relacjach międzyludzkich, o ponoszeniu odpowiedzialności za siebie i tych, na których nam zależy, pokazująca jak bardzo jedno wydarzenie może wpłynąć na dalsze życie... Jak może je złamać, a jednocześnie dać nadzieję, że wszystko jeszcze można naprawić, że wszystko może się jeszcze ułożyć...

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To historia trudna i bolesna, ale pokazująca jak bardzo trzeba docenić tych, których mamy obok siebie. "Organista z martwej wsi" to powieść, która po przeczytaniu zostanie z Wami przez długi czas...

POLECAM...

"Ostatnie domy, które stały jeszcze w Dworach, były już tylko pustymi skorupami bez życia. Większość rodzin się wyprowadziła, ostatnie się pakowały. Niedługo spycharki miały zrównać wszystko z ziemią. W Dworach pozostanie już tylko cmentarz. I stojąca za wsią kopalnia, która mieszkańcom dawała pracę. I która wszystko im zabrała."
                           - Danuta Chlupová "Organista z martwej wsi" str.309

Za możliwość przeczytania powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.

czwartek, 10 grudnia 2020

(118/20). ROCKY- BIOGRAFIA LEGENDARNEGO BOKSERA. PRAWDZIWA HISTORIA

 
    Autor: Przemysław Słowiński

    Wydawnictwo: Zona Zero

    Gatunek: Biografia, Literatura faktu

    Liczba stron: 376

    Data premiery: Grudzień 2020 (data przybliżona)

                                    *Google

    Przemysław Słowiński urodził się w 1959 roku we Wrocławiu. Z wykształcenia prawnik, wykonywał wiele zawodów, m.in. malarza, górnika, barmana, agenta ubezpieczeniowego. Autor książek biograficznych.
(Źródło: Okładka książki).

    Biografia Rocky’ego Marciano, który stał się pierwowzorem postaci filmowego „Rocky’ego” z Sylvestrem Stallone’em w roli głównej.
Z zawodowego ringu zszedł niepokonany. Wygrał aż 49 walk z rzędu (z tego 88% przed czasem), ustanawiając rekord do dziś niepobity przez żadnego boksera kategorii ciężkiej.

Syn emigrantów, jego prawdziwego nazwiska (Rocco Francis Marchegiano ) nie mogli wymówić komentatorzy, zaczął więc występować pod pseudonimem Marciano.
Eksperci nie wróżyli mu wielkiej kariery bokserskiej. Uważali, że jest za stary (rozpoczynając karierę zawodową liczył już 24 lata), za niski (178 cm), za lekki (88 kg), z krótkim zasięgiem ramion (172 cm), dysponował tragicznie słabą techniką.
Zajął się nim Charlie Golman - odkrywca i wychowawca czterech zawodowych bokserskich mistrzów świata. Wykorzystał największy atut młodego Włocha: ponadprzeciętną odporność na ciosy i ból, dzięki którym zyskał przydomek „The Rock” - Skała.
Pod jego ciosami pękały szczęki rywali. Carmine Vingo został przewieziony do szpitala ze złamaną podstawą czaszki i wylewem krwi do mózgu. Przez tydzień znajdował się w śpiączce i miał sparaliżowaną połowę ciała.
Był niepokonanym mistrzem świata wszechwag w latach 1952-1956.
W lipcu 1969, a więc trzynaście lat po zakończeniu kariery, zgodził się wystąpić w fikcyjnym filmowym pojedynku bokserskim u boku innej - w tamtych czasach niepokonanej - legendy boksu, Mohammeda Ali.
Dla potrzeb walki schudł ponad 20 kilo a dla potrzeb kinowych - założył perukę.
Porównując 58 parametrów obu zawodników mierzonych podczas walki, najsilniejszy w tamtych czasach Superkomputer, NCR-315, przyznał zwycięstwo Rockyemu - przez nokaut w 13 rundzie.
(Opis wydawcy).

    Biorąc do ręki książkę, spodziewałam się raczej sztywnej biografii, tysiąca dat i zawodowych zwrotów, których totalnie nie zrozumiem i najzupełniej w świecie się znudzę... 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona- to, co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania... Przeczytałam fantastyczną i wciągającą opowieść o mężczyźnie, który zrobił wszystko by spełnić swoje marzenia i osiągnąć postawione przed sobą cele, choć początkowo miała to być zupełnie inna dziedzina sportowa.
Główną osią tej historii jest postać Rocco oraz boks, ale towarzyszy mu wiele pobocznych wątków na pozór nic nieznaczących dla całości, ale cudownie się z nią komponujących. 
Z książki możemy dowiedzieć się, że Rocky był okropnym skąpcem, ale z drugiej strony pożyczał i inwestował pieniądze w zupełnie nietrafione interesy. Jak każdy Włoch stawiał rodzinę na pierwszym miejscu, ale nie potrafił usiedzieć w miejscu. Ciągle gdzieś gonił, czegoś szukał, był bardzo niespokojnym duchem. 
Autor przytacza wiele anegdot dotyczących życia naszego bohatera, a robi to w sposób ciepły i zabawny. Niejednokrotnie szczerze się uśmiechałam. 
Wielkim zaskoczeniem było dla mnie nazwanie każdego kolejnego rozdziału typowym daniem włoskim i podanie na niego przepisu. Zdradzę, że niejeden już sprawdziłam w swoim domu i to jest po prostu bomba!! Ale spokojnie to nie jest książka kucharska... to nadal książka o mistrzu boksu.
Autor dokładnie przybliża sylwetki przeciwników i współpracowników, o większości z nich możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego. Dla fanów boksu fantastycznym prezentem będą wykazy wszystkich walk Rocco, zarówno tych zawodowych jak i amatorskich oraz kwoty honorariów za walki o mistrzostwo świata.
Rocco Francis Marchegiano zginął w katastrofie lotniczej 31 sierpnia 1969 roku, pozostawiając żonę i dwoje dzieci...

Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę książkę i mogłam, choć troszkę poznać, postać mistrza, z jego wszystkimi wadami i zaletami. Książkę czyta się bardzo szybko, choć wymaga ona sporej dawki skupienia, by nie zagubić się w wydarzeniach, które toczą się dość szybko. W moim odczuciu jest to fantastyczna książka nie tylko dla fanów boksu. Jedyne co mi nie gra w całości to okładka. Zdecydowanie lepiej prezentowałby się sam Rocco niż filmowy aktor.
Bardzo przypadł mi do gustu styl Autora i język, którego używa. Jeśli inne biografie napisane przez pana Słowińskiego są w podobnym tonie, z wielką przyjemnością po nie sięgnę.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To nie jest zwyczajna nudna biografia, to fascynująca opowieść o życiu, marzeniach i dążeniu do spełnienia.

POLECAM...

"W ósmym starciu, w trakcie zażartej, obustronnej wymiany ciosów, Marciano trafił lewym swingiem. Prosto w szczękę. Louis upadł ciężko na matę, ale podniósł się, gdy Ruby Goldstein doliczył do ośmiu. Chwilę później Rocky wypuścił straszną serię z obu rąk. Joe wypadł połową ciała poza ring. Widział tylko, jak zawieszona nad kwadratem ringu lampa zaczyna wirować niczym ognista kula. Robiła się coraz mniejsza i mniejsza, aż zgasła zupełnie. Nie słyszał nawet, jak arbiter doliczył do dziesięciu. I taki był koniec wielkiego pięściarza, jednego z największych, jacy kiedykolwiek pojawili się w ogóle między linami ringu. Nie ma jednak nic tak wielkiego, żeby nie mogło upaść, bo już sama wielkość, choćby nie działały inne czynniki, staje się dostateczną przyczyną upadku- powiedział przed wiekami Seneka."
- Przemysław Słowiński "Rocky- Biografia legendarnego boksera. Prawdziwa historia" str.250


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Zona Zero    


czwartek, 3 grudnia 2020

(117/20). IMPRESJE WIKTORII

 
    Autor: Ewelina C. Lisowska

    Wydawnictwo: Do czytania...

    Gatunek: Romans

    Liczba stron: 190 e-book

    Data premiery: 15. 06. 2020

 
* Google

    Ewelina C. Lisowska-  Polska pisarka selfpublisher. 
Autorka ebooków takich jak: "WIEK-NIEWAŻNY cz. 1 Szukając siebie", "Substytuty Miłości", "Natura Derwana", "WIEK-NIEWAŻNY cz. 2 Powroty", "Walerian i Róża".
Tematyka: romans, literatura obyczajowa, duchowość, trudne relacje międzyludzkie.
(Źródło: Lubimy czytać).

    Wiktoria to młoda kobieta z wyższych sfer, niepozbawiona właściwej dla swojej klasy dumy wynikającej z pochodzenia oraz artystycznego wykształcenia. Zamieszkuje dwór wraz z ojcem i dwiema siostrami. 
Pobożny ojciec dba o dobre wychowanie panien i wpaja im zasady moralne wynikające z doktryn religii katolickiej. Dlatego nic dziwnego, że gdy romans Wiktorii wychodzi na jaw, surowy ojciec postanawia ukarać swoją grzeszną córkę w najbardziej upokarzający dla niej sposób. 
Najpierw wiezie ją na ślub kochanka, później wywozi do wsi, gdzie przed wieśniakami wyrzeka się swojej córki, a później oddaje ją jednemu z nich w zamian za cielną krowę, pod warunkiem, że tamten weźmie z nią ślub. Benedykt Walczak jako jedyny podejmuje się dopełnienia tej transakcji i zabiera Wiktorię do swojego domu. 
Dziewczynie nie jest łatwo przystosować się do nowych warunków życia, wciąż myśli o utraconym ukochanym… a zakochany Benedykt robi wszystko, aby jego żonie było dobrze. Między nimi rodzi się uczucie, lecz niespodziewany powrót kochanka Wiktorii przewraca życie Walczaków do góry nogami… Czy Benedykt i Wiktoria w końcu będą razem?

    W dzisiejszych czasach nikogo już nie dziwi nieślubne dziecko czy związek osób o różnych statusach materialnych, ale gdy takie rzeczy dzieją się w XIX wieku, wtedy jest to już olbrzymi problem, i niesie za sobą ogromne i nieprzyjemne konsekwencje. I tak właśnie stało się w powieści "Impresje Wiktorii"... 
Jest to poruszającą opowieść o sile przebaczenia, niezwykłej miłości i wewnętrznej przemianie.
Narratorem tej historii jest Wiktoria, dzięki czemu możemy poznać jej emocje i uczucia, marzenia i wątpliwości. 
Początkowo jej zachowanie strasznie mnie irytowało... nawet nie było mi jej żal, że poniosła tak dotkliwą karę. Na szczęście los okazał się dla niej łaskawy i trafiła na dobrego człowieka, którego niestety nie umiała docenić... Szara, biedna codzienność doprowadziła do jej zmiany i spojrzenia na swojego męża w innym świetle, kobieta dojrzała, wtedy i ja spojrzałam na nią pod zupełnie innym kątem.
Bohaterowie są ciekawi i całkiem sympatyczni. Moim ulubieńcem został oczywiście Benek, ale jego matka również skradła moje serce. Prości ludzie z sercem na dłoni...
 
Znakomity pomysł na fabułę, intryga goniąca intrygę, zakazana miłość, i tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Istne emocjonalne tsunami- powieść porywa od pierwszych stron. Autorka stworzyła nietuzinkową opowieść, którą czyta się jednym tchem. 
Akcja dzieje się niezwykle szybko, zaskakuje  i zmienia bieg w najmniej spodziewanym momencie. Kilkakrotnie tak mnie wzruszyła, że polały się łzy.
Jedyny zarzut, jaki będę wysuwać (przy poprzednich powieściach, również o tym pisałam) to używanie "haha" i "hehe" by podkreślić dobry humor bohatera. Jest to dość irytujące, ale nie rzutuje na odbiór całości.

    Czy polecam?
Polecam. "Impresje Wiktorii" to książka, która rozpali emocje i zmusi do refleksji. Świetna lektura na długi wieczór.

POLECAM...

"Zajmując miejsce u jego boku na wąskiej kaplicznej ławeczce, przypomniałam sobie, jak to było z naszym ślubem. Byłam kompletnie roztrzęsiona i niemal nie zwracałam na niego uwagi, choć przecież stał w niewielkiej odległości ode mnie. Ksiądz odmówił skróconą formułę ślubu, a mnie pytał po kilka razy czy się zgadzam, czy przysięgam? Machinalnie potwierdzałam swoje sakramentalne TAK, choć była to wtedy ostatnia rzecz, której bym chciała."
                      - Ewelina C. Lisowska "Impresje Wiktorii" str. 188

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

wtorek, 1 grudnia 2020

(116/20). CZEMPION SEMAELA- KRONIKI DWUŚWIATA (tom II)


    Autor: Paweł Kopijer

    Wydawnictwo: PANKO

    Gatunek: Fantastyka

    Liczba stron: 228

    Data premiery: 27. 08. 2020

  
 *Google

        Paweł Kopijer-  (1970), absolwent studiów MBA w Wyższej Szkole Zarządzania na kierunku Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Były szef projektu zagranicznych misji studyjnych oraz dyrektor zarządzający w Polskim Stowarzyszeniu Zarządzania Kadrami, HR menedżer jednej ze spółek IT, a wcześniej specjalista ds. szkoleń w centralnym zarządzie Poczty Polskiej. Obecnie prezes 2C Dom Brokerski Rynku Szkoleń, prezes polskiego oddziału międzynarodowego stowarzyszenia American Society for Training and Development przekształconego w Polish Society for Training and Development. Autor licznych artykułów o tematyce dydaktycznej, szkoleniowej oraz związanej z zarządzaniem ludźmi. Twórca pierwszego w Polsce programu certyfikacji kompetencji szkoleniowców pt. „Profesjonalny Menedżer Szkoleń”, autor Modelu SEB. Współautor i współwykonawca projektów doradczych związanych z oceną efektywności szkoleń, szacowaniem rentowności i wskaźnika ROI, usprawniania procesów szkoleniowych. Aktualnie wykładowca studiów podyplomowych lub dziennych na takich uczelniach jak, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie, Politechnika Gdańska, Politechnika Warszawska, Wyższa Szkoła Europejska im. ks. J. Tischnera.
(Źródło: Lubimy czytać).

    Przechodząc przez Mitrys, Winea trafiła na stary kontynent Amadal. Jednak to, co tam odkrywa, zmienia całkowicie sens misji powierzonej jej przez arcymistrza. Czy młoda szamanka zdecyduje się na dołączenie do rebelii zniewolonej ludzkiej rasy? Jak przyjmą jej poświęcenie Ghallowie, Myriadzi i Orogonowie? Dramatyczne zdarzenia i trudne decyzje ukażą kolejne fragmenty układanki jej przeznaczenia.
Zabójstwo zlecone Noranowi przestaje być zwykłym wyrokiem i nieoczekiwanie urasta do rangi zadania na wagę losów całego Dwuświata. Co czeka Syna Nocy na końcu żmudnej batalii z przeciwnościami losu? Kim naprawdę jest ten, którego demoniczna odmienność wyrzuciła na margines społeczeństwa? Ku czemu skłoni się jego gniewne serce, gdy stanie przed wyborem Światłości lub Mroku? Moc i przerażająca potęga czy wierność buntowniczej naturze i jedynemu przyjacielowi?
Najwięksi na Elise zadrżą wobec prawdy o zbliżającym się, nieuniknionym konflikcie, w którym stronami nie będą już tylko istoty z krwi i ciała. Jednak to mroczna władczyni Śnieżnego Azylu dyskretnym posunięciem popsuje szyki okrutnemu, żądnemu zemsty Samaelowi.
Nic nie jest tym, na co wygląda. Wszystko ma wpływ. Wszystko się zmienia.
(Opis wydawcy).

    Na premierę drugiego tomu Kronik Dwuświata przyszło nam czekać rok. Na szczęście ja czekałam trochę krócej, bo pierwszy tom miałam okazję przeczytać w sierpniu bieżącego roku, recenzję możecie przeczytać tutaj: KLIK KLIK KLIK

W moim odczuciu tom drugi jest znacznie lepiej poprowadzony niż pierwszy. Książka liczy niemal sto stron mniej niż jej poprzedniczka, ale szybkość akcji i nowi bohaterowie rekompensują tę różnicę. Wymaga jednak również sporej dawki uwagi, bo naprawdę łatwo się pogubić. 
To część, w której główni bohaterowie dojrzewają do powierzonych im zadań, a także poznają prawdę o sobie i szykują się do ostatecznej walki, by ocalić świat. Dowiadują się kim są, i jakie jest ich przeznaczenie...  
Postaci jest sporo, jednak nie są one wprowadzane tylko po to zrobić sztuczny tłum, każda z nich ma określone zadanie do wykonania, knują, mieszają szyki, ale niosą również nieocenioną pomoc. Momentami trudno jest ocenić kto tak naprawdę stoi po stronie zła a kto dobra.
Magia owszem jest, ale nie widać jej bezpośrednio w działaniu bohaterów, bo jest zakazana, jednak osnuła ona całą powieść delikatną mgiełką czuć ją niemal na każdym kroku. Jest to bardzo przyjemne w odbiorze.
Barwny i plastyczny język którego używa pan Paweł sprawia, że łatwo wyobrazić sobie daną sytuację, poczuć napięcie oraz emocje towarzyszące poszczególnym wydarzeniom. Dzięki fantastycznej wyobraźni autora łatwiej jest poznać i zrozumieć Dwuświat oraz dać się ponieść jego urokowi.
Jestem niezwykle ciekawa, co wydarzy się w trzecim tomie. 
Autor w drugim tomie rozwiązuje wiele tajemnic, ale znów zostawia czytelnika z kolejnymi niedopowiedzeniami...

    Czy polecam?
Polecam serdecznie. "Czempion Semaela" to kontynuacja i nie sposób jej ogarnąć bez znajomości tomu pierwszego, ale jest to fantastyczna historia dla fanów fantastyki. Najchętniej już wzięłabym się za tom trzeci. Czekam na niego z wielką niecierpliwością.

POLECAM...


"Durwian miał rację co do jednego. Składając podstawowe fakty w całość, nie dało się nie zauważyć nadciągającej zmiany, która zatrzęsie podstawami dotychczasowego porządku. Globalny obraz zwiastował pojawienie się na arenie Dwuświata niezwykle groźnego gracza. Ubezwłasnowolnienie Amadal i eliminacja rodu krwi na obu kontynentach stanowiły ewidentne zaburzenie równowagi między Mrokiem i Światłem. Równowagi przypieczętowanej Paktem Odwiecznych w odległych czasach, gdy rodziła się ludzkość. A co, jeśli to sprawi, że zazdrosna i niszczycielska uwaga bogów znów skupi się na tym świecie? Jeśli na Ea ponownie zstąpią zmagające się ze sobą zastępy okrutnych Burghali i mocnych Aldenów? Po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła prawdziwe ukłucie niepokoju."
                                    - Paweł Kopijer "Czempion Semaela" str.76

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi. 

poniedziałek, 30 listopada 2020

(115/20). WIELE DO STRACENIA (tom I)

 
    Autor: Marek Marcinowski

    Wydawnictwo: Anatta

    Gatunek: Sensacja, Kryminał

    Liczba stron: 304

    Data premiery: Październik 2020 (data przybliżona)

 *Google

    Marek Marcinowski- Niepoprawny marzyciel. Pasjonat rynków finansowych, podróży i fotografii. Hobbistycznie trenuje fechtunek. Uwielbia łamigłówki, szachy i jazdę na rowerze.
Wielki fan gier planszowych i obserwacji astronomicznych.
(Źródło: Lubimy czytać).

    W ŚWIECIE NAPĘDZANYM ŻĄDZĄ PIENIĄDZA NIE MA MIEJSCA DLA SŁABYCH
Andrew Freshet sądzi, że złapał szczęście za ogon. Pnie się po szczeblach kariery w jednym z nowojorskich banków inwestycyjnych. Nic nie wskazuje na to, że zwykły służbowy wyjazd do Sierra Leone zamieni jego życie w rozpędzony rollercoaster.
Powieść Marka Marcinowskiego to sensacja z prawdziwego zdarzenia: nieoczekiwane zwroty akcji, intrygi, śmiertelnie niebezpieczna gra, gigantyczne inwestycje, a w ich tle miłość, która w podbramkowej sytuacji przypomina, że jeszcze nie wszystko stracone.
(Opis wydawcy).

    "Wiele do stracenia" to fascynująca i wciągająca opowieść o wielkich pieniądzach. Choć główną osią powieści jest giełda w Nowym Jorku, wielkie inwestycje i straty, towarzyszy jej wiele pobocznych wątków, takich jak: wypalenie zawodowe, strata najbliższych, uzależnienie czy szantaż i finansowe wyłudzenie, pojawią się porwania i spektakularne ucieczki, handel żywym towarem. Rodzi się również nowa miłość, ale czy na pewno jest ona taka idealna i bezinteresowna? 
Tego musicie się już sami dowiedzieć, sięgając po książkę... 
Bohaterowie są bardzo naturalni, dzięki czemu praktycznie w każdym z nich możemy odnaleźć cząstkę siebie. Autor cudownie ubrał je w emocje, lęki i obawy. Mają swoje wady i zalety, za które możemy je polubić lub wręcz znienawidzić.  
Barwne opisy i plastyczny język pozwalają wczuć się w daną sytuację, poczuć emocje i rosnące napięcie, które w punkcie kulminacyjnym po prostu eksploduje i zostawia czytelnika w totalnym zaskoczeniu.
Autor tak złożył fabułę, że nie sposób oderwać się od książki, intryga goni intrygę w coraz szybszym tempie, a wychodzące na światło dzienne tajemnice coraz bardziej zaskakują i szokują. Niespodziewane zwroty akcji potrafią przyprawić czytelnika o zawroty głowy. 
Zakończenie wbiło mnie w fotel. Przyznam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.
"Wiele do stracenia" to istny rollercoaster.  
Z wielką niecierpliwością będę oczekiwać na tom drugi. Mam szczerą nadzieję, że nie będzie to trwało długo i będzie on równie porywający jak ten.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To wybuchowa mieszanka kryminału i bardzo dobrej sensacji. W moim prywatnym rankingu "Wiele do stracenia" plasuje się bardzo wysoko.

POLECAM...

"Odłożył brudny widelec, który najchętniej wbiłby w oko jednemu z tych drabów, po czym wytarł dłonie o ubranie i zaczął nimi jeść. Z nieskrywanym obrzydzeniem przeżuwał żylaste kawałki steków, ale kolby kukurydzy, choć nadgryzione, smakowały całkiem dobrze. Później dostał jeszcze garść orzechów pekan. Ich delikatny, lekko słodki i maślany smak przypomniał mu o przepysznych plackach, które piekła jego babcia na Święta Dziękczynienia.
Traktowali go teraz o wiele lepiej, tak jakby trafił do zupełnie innych ludzi. Wróciła nadzieja na przeżycie."
                           - Marek Marcinowski "Wiele do stracenia" str.224

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.




sobota, 28 listopada 2020

(114/20). SYRYJSKA LEGENDA

 
    Autor: Wojciech Kulawski

    Wydawnictwo: Wydawnictwo CM

    Gatunek: Sensacja

    Liczba stron: 336

    Data premiery: 25. 09. 2020

 
 *Google

    Wojciech Kulawski- Pisanie traktuje jak przygodę życia. Inspiracje czerpie z dalekich podróży i nocnych rozmów z ciekawymi ludźmi, którzy mają ambicję robić w życiu coś więcej, niż pić piwo i oglądać telewizor. Uważa, że wiedza zgromadzona w książkach, to najcenniejszy skarb ludzkości. Nie zamyka się w jednym nurcie literackim, eksperymentując z horrorem, science- fiction, kryminałem, a nawet literaturą obyczajową, thrillerem czy sensacją. Mieszka w malowniczym Rzeszowie.
(Źródło: Lubimy czytać).

    Światowej sławy archeologowie, Tim Mayer i Sara Frei, zostają wezwani do Berna. Od pełnomocnika Rady Federalnej dowiadują się, że jakiś czas temu niejaki Mark Radke przekazał szwajcarskiemu rządowi mapę składająca się z dwudziestu trzech kart zapisanych w języku pragermańskim. Prowadzi ona do Syrii, gdzie najprawdopodobniej ukryte zostały dzieła sztuki zrabowane przez nazistów podczas drugiej wojny światowej.
W międzyczasie zostaje porwana córka znanego profesora Bertranda Cologne, pracownika ośrodka badawczego CERN, który w najbliższych dniach zamierzał zaprezentować światu swój najnowszy wynalazek Magnetron.
Czy zakrojona na szeroką skalę ekspedycja archeologiczna ma jakiś związek z porwaniem Laury Cologne? I jaką rolę w tej piekielnej intrydze gra Mark Radke, który jakiś czas temu zaczął spotykać się z córką profesora?
Wspaniałe pustynne krajobrazy, stare zamki, podwodne jaskinie, zabytkowe miasta przedwojennej Syrii, nieprawdopodobna legenda i skrywana przez lata tajemnica, której ujawnienie odciśnie piętno na losach współczesnego świata. Przygoda i sensacja najwyższych lotów.
(Opis wydawcy).

    Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością  pana Kulawskiego i z przyjemnością mogę napisać, że jest ono udane. Już sam opis wydawcy daje nadzieję na ciekawą przygodę i jest on trafiony w stu procentach. W tej książce jest wszystko to, co lubię w dobrym sensacyjnym kryminale: porządnie zbudowana intryga, zawrotna akcja, źli chłopcy niebojący się używać broni i polityka w tle....
Początkowo miałam problem połapania się, kto jest kim, bo autor operuje imionami i nazwiskami na przemian- początkowo może być to dość irytujące, ale po poznaniu głównych postaci nie jest już tak dużym problemem. Jedyny zarzut, jaki mam do tej powieści to zakończenie, szczególnie dwa ostatnie rozdziały. W moim odczuciu jakoś się one rozjechały i niespecjalnie pasują do całości (Ale to jest moje subiektywne zdanie i nie bierzcie go pod uwagę).
Pomysł na fabułę to strzał w dziesiątkę- ukryte skarby zawsze rozpalają wyobraźnię a odnalezienie ich, dla niektórych staje się celem życia. Przedstawiona historia wciąga, nie pozwala się od siebie oderwać.
Autor prowadzi czytelnika, od zagadki do zagadki, podsuwając tropy i wskazówki, pozwalając mu samemu wpaść na jej rozwiązanie.  
Plastyczne i niezwykle barwne opisy, pozwalają przenieść się na spalony słońcem obszar Syrii. Możemy poczytać o syryjskiej kulturze, wierzeniach, obawach i lękach zwyczajnych ludzi, a także tych, którzy rozdają tam polityczne karty. 
Autor poruszył również niezwykle trudny temat handlu żywym towarem. Opisuje, jak są traktowane europejskie kobiety sprzedawane do arabskich domów. Opisy te przyprawiają o dreszcze i wywołują olbrzymie wzburzenie, a zarazem współczucie. Nie sposób przejść obojętnie obok tych fragmentów. 
Przemoc, której w tej książce również nie brakuje, tylko napędza emocje. Trzyma w napięciu, nie pozwala odetchnąć.
Bohaterowie są szczegółowo dopracowani, (moim ulubieńcem zdecydowanie został Mark Radke- nic nie poradzę, że lubię mocne, czarne charaktery). Autor obdarzył ich cechami, które wyzwoliły we mnie całą gamę uczuć od sympatii po irytację.

Cieszę się, że mogłam przeczytać "Syryjską legendę", bardzo przypadł mi do gustu styl literacki pana Wojciecha i z pewnością sięgnę po jego wcześniejsze powieści. Naprawdę bardzo przyjemnie i szybko się czyta.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Syryjska legenda" to książka, która rozpala emocje i ciekawość. Nie sposób się przy niej nudzić.

POLECAM...

"Mark Radke i Thomas Leke wraz z czwórką pracowników skończyli montować magnetron. Cała praca zajęła im niecałe dwie godziny. Podłączyli urządzenie do prądu, a następnie włączyli je. Mechanizm stojący na stole przypominał niewielkie działo. W obłym korpusie na czterech nogach wkomponowany był ekran do komunikacji z urządzeniem. Z obudowy wystawał rodzaj lufy, zakończonej soczewką. Zasada działania magnetronu przypominała rezonans magnetyczny, używany na szeroką skalę w obrazowaniu medycznym. Różnica polega na tym, że urządzenie działało na odległość. Skalując je odpowiednio, można było niemal z kilometra- i to z dużą precyzją- zidentyfikować dowolny pierwiastek chemiczny. Magnetron  miał w zamierzeniu naukowców zrewolucjonizować geologię i przemysł wydobywczy. Dzięki niemu z łatwością można było odnaleźć złoża gazu, ropy czy nawet diamentów. Choć współczesne sonary echolokacji były w stanie odnaleźć szczeliny skalne i zmiany w strukturze skał, geolodzy nigdy nie dysponowali urządzeniem, które działało z taką precyzją."
                                   - Wojciech Kulawski "Syryjska legenda" str.86  

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję panu Wojciechowi.
     

czwartek, 26 listopada 2020

(113/20). DORZUĆ MNIE DO PREZENTU

 
    Autor: Agnieszka Błażyńska

    Wydawnictwo: Wielka Litera

    Gatunek: Romans, Obyczajowa

    Liczba stron: 208

    Data premiery: 10. 11. 2020

                                   *Google


    Agnieszka Błażyńska- Jest autorką trzech powieści obyczajowych opowiadających o problemach i doświadczeniach trzydziesto- i czterdziestolatków: "Do Wigilii się zagoi", "Ja na to jak na lato", "Wszędzie dobrze (gdzie nas nie ma)". Cechą charakterystyczną jej utworów jest humor słowny, wyraziste postacie i niegasnący optymizm, który jasno określa osobowość autorki.
Poza pisaniem zajmuje się glottodydaktyką. Wierzy, że język polski może być łatwy, dlatego współtworzy kanał edukacyjny "Easy Polish".
(Źródło: Okładka książki).

    Zbliżają się święta, ale nikt nie myśli o światełkach, prezentach i pierniczkach, gdy epidemia wywróciła życie do góry nogami. Maja utknęła na kwarantannie, a jedyną osobą, do której może się odezwać przez drzwi, jest aspirant Sylwester. Andrzej próbuje zdobyć pracę marzeń, ale w międzyczasie oblewa egzamin na bycie ojcem. Perfekcjonistka Paulina nigdy nie pozwala sobie na słabości, przez co zapomniała, że najmilszych niespodzianek nie da się kontrolować…
Losy przypadkowych osób splatają się w opowieść o tym, że nawet jeżeli los nam nie sprzyja, zawsze trzeba mieć nadzieje. Jeden drobny gest może wywołać lawinę cudów, szczególnie w czasie, gdy chcemy się dzielić tym, co najlepsze – sercem.
(Opis wydawcy).

    Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści związanych z obecnie panującą epidemią koronawirusa. Do Autorów piszących o tym strasznym wirusie dołączyła również pani Agnieszka, ale poszła o krok dalej i swą powieść umieściła w okresie nadchodzącego Bożego Narodzenia. 

"Dorzuć mnie do prezentu" to siedem historii, które splatają się w jedną opowieść, pokazującą jak wiele jeden człowiek może znieść, jak długo postępować pod dyktando innych, jak walczyć o siebie i nie stracić nadziei. 
Przychodzi jednak taki moment, że nawet najtwardszy i największy fajter musi czasami odpuścić, zwolnić tempo i przyjąć do wiadomości, że i on czasami potrzebuje pomocy lub chwili wytchnienia.
Wbrew pozorom jest to optymistyczna historia, niosąca w sobie sporą dawkę humoru, ale i pozytywnego wzruszenia... wiele łez popłynęło. 
W moim przypadku "Warkoczyki" i "Frank" doprowadziły mnie do emocjonalnej ruiny. Te dwie historie stały się najbliższe mojemu sercu, wywołały najwięcej emocji, zmusiły do refleksji i zastanowienia się nad tym czy oby nie jestem taka sama jak Paulina i Natalka- dwie niezwykle silne kobiety, którym trudno uwierzyć w to, że nic się nie stanie gdy pójdzie się na pewne kompromisy. 

Książkę czyta się niezwykle szybko, bo naprawdę wciąga i świetnie buduje napięcie. Bardzo byłam ciekawa powiązań między poszczególnymi postaciami- niektóre z nich okazały się bardzo zaskakujące.
Bohaterowie są świetni, w większości bardzo sympatyczni (no dobra jedna osoba nie).
Autorka doskonale opisuje ich emocje, obawy lęki i radości. Łatwo z tymi postaciami się utożsamić i przeżywać ich emocje i rozterki związane z obecną sytuacją epidemiologiczną.

Na uznanie zasługuje okładka. Jest piękna i bardzo klimatyczna. Nie sposób nie zwrócić na nią uwagi.
Książka jest ogólnie bardzo ładnie i estetycznie wydana. W moim odczuciu może zostać wspaniałym prezentem dla najbliższych.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Choć w tle czai się wirus, jest niezwykle ciepła i zmuszająca do refleksji opowieść o tym, że warto otworzyć serce na drugiego człowieka. Ne tylko w zbliżającym się czasie Bożego Narodzenia.

POLECAM...

"Oczywiście Bartek ma rację. Poświęcała swój wolny dzień na to, żeby biegać za prezentami i jedzeniem dla ludzi, którzy przez cały rok raczej nie pamiętają o jej istnieniu. Też by wolała zostać w domu, zrobić obiad i manicure, obejrzeć serial i poleżeć w wannie. Ale przecież rodzina również jest ważna. Mama, tata i brat to nie są obcy ludzie i chociaż czasem doprowadzają ją do szału, to przecież będzie z nimi na zawsze. Nie da się rozwieść z bratem czy rozstać z rodzicami, nawet jeśli to małżeństwo z rozsądku"
                             - Agnieszka Błażyńska "Dorzuć mnie do prezentu" str.47


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

wtorek, 24 listopada 2020

(112/20). ODCIENIE ŻYCIA

 
    Autor: Jagna Rolska

    Wydawnictwo: LUCKY

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 384

    Data premiery: 27. 10. 2020

 *Google

    Jagna Rolska- Absolwentka Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Warszawie. Autorka "SeeIT" nominowanego w konkursie na powieść roku 2019 organizowanym przez portal "Lubimy czytać" w kategorii powieści fantastycznych oraz "Testamentu życia", który otrzymał tytuł "Książki roku 2019" w kategorii powieści obyczajowych plebiscytu Granice.pl. Na co dzień zastępca redaktora naczelnego w najstarszym polskim portalu fantastycznym "Fahrenheit".
(Źródło: Lubimy czytać).

    Ania po odnalezieniu w Helu swojej przyszywanej matki postanawia wyjaśnić wszystkie rodzinne tajemnice z przeszłości. Pomoże jej w tym nie tylko Jaśka, ale także niezawodna pani Jadwiga, Piotrek i jego ciotka, która z życiem Ani ma więcej wspólnego, niż na początku mogło się wydawać.
Ile może namieszać w życiu nastolatki nieżyjąca od dawna matka? 
Jakie niespodzianki i rozczarowania czekają jeszcze wchodzącą w dorosłość dziewczynę? 
Czy zdoła udźwignąć ciężar przeszłości, by móc zacząć normalnie żyć?
(Opis wydawcy).

    "Odcienie życia" to kontynuacja "Testamentu życia". Biorąc do ręki "Odcienie życia" nie wiedziałam o tym... na szczęście z pomocą przyszła mi sama autorka, umieszczając na początku powieści streszczenie tomu pierwszego. Pozwoliło mi to zorientować się w fabule i nie miałam większego problemu z połapaniem się we wcześniejszych wydarzeniach.
"Odcienie życia" to piękna opowieść o szukaniu własnych korzeni, poświęceniu, nadziei i miłości- o tej trudnej i bolesnej oraz tej pierwszej i niewinnej. 
Autorka porusza wiele trudnych tematów takich jak narkomania, bezdomność czy strata najbliższych. Zmusza do refleksji i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Funduje przy tym czytelnikowi niesamowitą emocjonalną huśtawkę. Wyzwala całą gamę uczuć od nienawiści i litości po niedowierzanie i szczery podziw. 
Nieraz złapałam się na tym, że zastanawiałam się nad tym czy naprawdę można tak nienawidzić ludzi i szkodzić im nawet po własnej śmierci, a z drugiej strony być tak niezwykle oddanym, by odpuścić bez walki i odejść.
Możemy zaobserwować, jak jedna decyzja, podjęta pochopnie lata wstecz, wpływa na teraźniejszość- krzywdzi i rani, ale odpowiedzialne podejście do sprawy daje nadzieję, że wszystko może skończyć się dobrze, a duchy z przeszłości w końcu zostaną odesłane. 

Akcja powieści toczy się szybko, porywa, intryguje i zaskakuje. Mnogość wątków, i postaci mimo swej ilości nie przytłacza- z każdym z bohaterów nawiązuje się jakaś nić porozumienia, i chce się poznać ich uczucia i myśli. Zakończenie wbiło mnie w fotel, choć gdzieś w pod skórą czułam, że tak się stanie.

Barwny język, którym pisze pani Jagna, pozwala się zrelaksować i choć przedstawiona historia jest trudna, pozwala przy sobie odpocząć. Tę książkę naprawdę bardzo dobrze się czyta.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To niesamowita historia o rodzinie, która pomimo największych burz, jeśli się kocha i trwa przy sobie, wyjdzie z nich obronną ręką.

POLECAM...

"Dom rodzinny jest miejscem, z którego powinno się mieć jak najlepsze wspomnienia. Powinien być latarnią morską na wzburzonych falach dorosłego życia. Iwona miała to szczęście, że wychowała się w ciepłej rodzinnej atmosferze i właśnie podobny dom próbowała stworzyć z Jackiem i Anią. Niestety to jej się nie udawało. Z mokotowskiego segmentu bił jakiś chłód, a ona nie umiała się do niego przekonać."
                                              - Jagna Rolska "Odcienie życia" str.223

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY.  



sobota, 21 listopada 2020

(111/20). GŁOSOWNIK, CZYLI ODJECHANY DZIENNIK STASZKA JURASZKA

 
    Autor: Paweł Maj

    Wydawnictwo: Skrzat

    Ilustracje: Zofia Zabrzeska

    Gatunek: Dziecięca, Młodzieżowa

    Liczba stron: 128

    Data premiery: 12. 10. 2020

       "...przyjacielem jest się zawsze i bez względu na okoliczności..."


                                              *Google

    Paweł Maj- Jestem tatą i autorem książek dla dzieci. Moja córa jest dla mnie natchnieniem i niewyczerpalnym źródłem pomysłów. Uwielbiam pracę z dziećmi i dla dzieci, dlatego od początku moja kariera zawodowa, a także i zamiłowanie obracało się wokół dzieci - zarówno młodszych jak już i nastoletnich. Uważam, że dzieciństwo to najlepszy czas, jaki w życiu mamy, dlatego warto je wydłużać, a także, będąc już dorosłym, przypominać sobie o nim czytając (i pisząc) książki dla najmłodszych. 
(Źródło: Lubimy czytać)

    Głosownik wersja jeden zero – humor, którego dorosły nie ogarnie!
Staszek zwany słusznie Szajbkiem, pozbawiony za karę laptopa, postanawia użyć smartfona, by na bieżąco nagrywać i komentować wydarzenia równie szaj... szalone jak on. 
Śledząc zapis tych relacji, poznajemy Szajbka z 5 b, Magdę i Plastusia, Grabarza z wysypiska, Dżastę z 7 c, a nawet wiewiórkę na cukrowym haju!
(Opis wydawcy).

    Kiedyś już wspomniałam, że od czasu do czasu lubię sięgnąć po książkę kierowaną do młodzieży. Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać "Głosownik..." i choć na chwilę wrócić do beztroskiego czasu dzieciństwa.
"Głosownik..." to zabawna opowieść o jedenastolatku, który ma tysiąc pomysłów na minutę, wszędzie go pełno, a gdy dostaje szlaban na komputer, jego świat się kończy... na moment... ma telefon, głowę pełną pomysłów i kilku przyjaciół- równie zwariowanych jak on. Staszek nagrywa wszystko, co się wokół niego dzieje. 
Dzięki temu możemy zajrzeć na nudną lekcję, trafić na szkolną dyskotekę dzięki, której Staszek zostaje szkolną gwiazdą, przez co chce kumplować się ze starszymi, chwilowo poświęcając przyjaźń z Plastusiem, a także z całą ferajną włamiemy się na wysypisko i zdemaskujemy pewną tajemnicę związaną ze stróżem i jego psem.
"Głosownik..." niesie w sobie również ważne przesłanie. Pokazuje, jak ważna w życiu jest prawdziwa przyjaźń. Staszek, zauroczony starszą koleżanką chcąc "awansować" w szkolnej hierarchii i być bliżej niej, odwraca się od swoich rówieśników. Niestety nie zostaje zaakceptowany i zostaje sam. Musi zdobyć się na odwagę i przeprosić...

Pan Paweł stworzył zabawną i mądrą  książkę dla dzieci wkraczających w trudny okres dorastania. Pod przykrywką humoru i zabawy chce pokazać młodemu czytelnikowi, że rodzic nie jest jego wrogiem, prawdziwa przyjaźń zawsze wybaczy... a po nadmiarze pączków może boleć brzuch ;)

Książkę dzięki dużej czcionce i zabawnym ilustracjom czyta się niezwykle szybko. Mnie zajęła ona dosłownie kilkanaście minut. 
Akcja goni w szalonym tempie. Bohaterowie są cudowni, pełni energii i z głowami pełnymi pomysłów. Nie jeden rodzic odnajdzie w tych postaciach obraz swojego nastolatka.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Jak dla mnie fantastyczna książka dla każdego, dla dorosłego również, bo przez chwilę będzie mógł wrócić pamięcią do beztroskich lat dzieciństwa.

POLECAM...

"Po wczorajszej dyskotece zostałem zapamiętany. Muszę więc chwilowo odłożyć nagrywanie głoswnika w szkole, aby nie robić sobie siary. Skoro już jestem szanowanym i poważnym członkiem tej zacnej braci, to muszę trzymać poziom. Zapamiętać: więcej czasu spędzać ze starszymi chłopakami a mniej z Plastusiem. Jego wizerunek może mi trochę zaszkodzić, gdyby jakieś starsze dziewczyny chciały się ze mną spotkać. Nie żebym się interesował jakoś bardziej dziewczynami, ale społeczeństwo tego ode mnie wymaga. Na koniec świata i jeszcze dalej!"
      -Paweł Maj "Głosownik, czyli odjechany dziennik Staszka Juraszka" strona 48-49


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję pani Dominice Smoleń oraz wydawnictwu SKRZAT.