czwartek, 29 kwietnia 2021

(31/21). ZAPACH MAZUR (tom I, wydanie drugie poprawione)

 
    Autor: Małgorzata Manelska

    Wydawnictwo: WasPos

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 406

    Data premiery: 20. 02. 2021 (wznowienie)

                                    
   *Google

    Małgorzata Manelska- Urodziła się na Mazurach, w Szczytnie, tutaj mieszka. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Oligofrenopedagog, bibliotekarka, nauczycielka. Od kilkunastu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie. Prywatnie jest żoną,
a także matką dorosłej córki Adrianny, opiekunką wierniej suni Melki. Pasjonuje ją czytanie. W wolnych chwilach zajmuje się decoupage, techniką handmade, polegającą na ozdabianiu różnych powierzchni za pomocą serwetki lub papieru ryżowego. Kocha podróżować, poznawać nowe miejsca i ludzi.
(Źródło: Lubimy czytać)

   Julka dostaje pismo z ośrodka pomocy społecznej, z małej miejscowości na Mazurach, z prośbą o zaopiekowanie się nieznaną krewną. Pełna sprzecznych emocji, udaje się do Barwin, gdzie poznaje uroczą staruszkę, Gertrudę Skrocką. Między kobietami tworzy się niewidzialna więź. Podczas ich kolejnych spotkań, Truda opowiada o swoim życiu w Prusach Wschodnich. Na dziewięćdziesiątych urodzinach Trudy pojawiają się niespodziewani goście. Na jaw wychodzą skrzętnie skrywane tajemnice rodzinne.
Akcja książki toczy się na dwóch płaszczyznach: w czasach współczesnych, na Mazurach, i w czasach dzieciństwa oraz młodości Gertrudy – w okresie drugiej wojny światowej, na terenach Prus Wschodnich, obecnych Mazurach. Poruszana jest tu problematyka samotności, przyjaźni, poszukiwania swojego miejsca na ziemi, własnej tożsamości.
Otwierając stronice "Zapachu Mazur" czytelnik słyszy klangor żurawi i cykanie świerszczy. Zagłębiając się w treść książki, zewsząd otacza go zapach skoszonej trawy, rozgrzanych w lipcowym słońcu jagód i sosnowego lasu. Jeszcze długo po przeczytaniu czuje smak świeżej, smażonej ryby…
Jak wygląda wojna widziana oczami młodej Niemki?
Czy wojna może się śnić wiele lat po jej zakończeniu?
Czy czas naprawdę leczy rany?
(Opis wydawcy).

    Uwielbiam książki, w których przeszłość przeplata się z teraźniejszością, dlatego "Zapach Mazur" porwał mnie od pierwszych stron. Autorka zabiera nas na piękne Mazury, gdzie poznajemy historię dwóch Niemek i ich przeżycia w trakcie II Wojny Światowej. Opowieści dwóch starszych Pań niesamowicie łapią za serce, a wzruszenie niejednokrotnie odebrało mi możliwość czytania. 
Historia, która dzieje się współcześnie nie jest już tak fascynująca, aczkolwiek pojawia się również sporo emocji. 
"Zapach Mazur" to opowieść o przyjaźni, poszukiwaniu swego miejsca na ziemi, przemijaniu i co najważniejsze pogodzeniu się przeszłością i próbą zbudowania dobrej przyszłości. Jest to również opowieść o tym jak nie zatracić swojego człowieczeństwa i wyciągnąć pomocną dłoń do drugiego człowieka- bo każda wojna najbardziej krzywdzi tych bezbronnych- po obu stronach barykady!

Akcja powieści nie goni na złamanie karku, wręcz przeciwnie, płynie niemal leniwie, ale ma to swój urok i pomimo trudnych wojennych wspomnień można się naprawdę zrelaksować i poczuć ciepły wakacyjny klimat.
Fabuła jest spójna i dopracowana w najdrobniejszym szczególe. W opowieściach Trudy doskonale widać dużą wiedzę autorki na temat wojennych wydarzeń mających miejsce w tamtych rejonach. Autorka przemyca kilka ciekawostek dotyczących tamtego okresu.
Bohaterowie są doskonale wykreowani. Obdarzeni całą masą emocji sprawiają, że czułam, jak bardzo są mi bliscy. 
W postaci Trudy odnalazłam moją własną Babcię, która opowiadała mi niejednokrotnie historię, której była świadkiem. 

Książka, objętościowo na pierwszy rzut oka może trochę przestraszyć, ale obiecuję gdy tylko zaczniecie czytać, magiczny klimat powieści tak Was oczaruje, że nim się zorientujecie, będziecie już kończyć. Autorka ma niesamowicie lekkie pióro i ma w sobie to "coś" co sprawia, że czytając, czułam się, jakbym osobiście siedziała w malutkim domku Trudy, i słuchała jej wspomnień. "Spacerując" wraz z bohaterami po mazurskich lasach czułam na twarzy słońce i niemal słyszałam brzęczące owady na pobliskich łąkach. Magiczne doświadczenie i śmiało napiszę, że pani Małgorzata, czarując słowem, tworzy przepiękne obrazy. Nie chce się wracać do rzeczywistości.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To przepiękna opowieść o życiu...
Każdy z czytelników znajdzie w niej coś magicznego, i dla każdego będzie to coś innego.

POLECAM...

"W tym momencie kątem oka zobaczyłam, że leżący na ziemi Rosjanin poruszył się. Przed moimi oczami jak w zwolnionym tempie zaczęły pokazywać się pewne obrazy. Najpierw leżący na ziemi człowiek otworzył oczy, następnie jego ręka uniosła karabin nieco do góry, po chwili drugą rękę powoli zaczął ciągnąć w kierunku cyngla. Miałam wrażenie, ze gram w jakimś filmie, chociaż nigdy nie byłam w kinie. Wszystko działo się tak, jakby obok mnie, jakbym patrzyła na całą tę scenę stojąc gdzieś z boku. Dopiero kiedy padł wystrzał  z karabinu, złapałam łopatę i ponownie się nią zamierzyłam w kierunku Ruska. Nie zwróciłam uwagi na to, że gdzieś obok padł drugi strzał.
Truda przerwała swoją relację, ciężko oddychając. Wyjęła z kieszeni faktura chustkę i wytarła nią krople potu z czoła." 
                               - Małgorzata Manelska "Zapach Mazur" str. 380

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu WasPos.


poniedziałek, 26 kwietnia 2021

(30/21.). CZERWONY KALENDARZ

 
    Autor: Sylwia Markiewicz

    Wydawnictwo: OFICYNKA

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 262

    Data premiery: 30. 11. 2020

  
 *Google

    Sylwia Markiewicz- mieszka w Częstochowie, szczęśliwa mama i żona, która nawet w najgorszej sytuacji umie dostrzec coś dobrego. Idealny moment dnia dla niej to filiżanka cappuccino, gorzka czekolada z orzechami i wciągająca książka w ręce. Pisanie daje jej szczęście i spełnienie, a obcowanie z przyrodą, napełnia ją spokojem i natchnieniem do dalszej pracy. Lubi ludzi, kocha przyjaciół, jest urodzoną optymistką patrzącą na świat przez różowe okulary.
(Źródło opisu: Okładka książki).

   Amelia ma specjalny kalendarz. Zaznacza w nim na czerwono dni, w które była nieszczęśliwa. Jak się po pewnym czasie okazało, takich dni było wiele, zbyt wiele, by dalej trwać w życiowej pułapce. Z tego powodu kobieta decyduje się na odejście od męża i postanawia powalczyć o szczęście swoje i dziecka. Wyrwana z bezpiecznego domu, próbuje się odnaleźć w nieznanej rzeczywistości. Jak potoczą się jej dalsze losy? Czy odnajdzie spełnienie i szczęście? 
(Opis wydawcy).

    Napisałam kiedyś, że lubię sięgać po debiuty, bo nigdy nie wiem, czego mogę się spodziewać po danym autorze/ autorce i naszą wspólną przygodę zaczynamy od przysłowiowej czystej kartki. Podobnie jest z "Czerwonym kalendarzem", byłam niesamowicie podekscytowana tą historią, jednak muszę przyznać, że w trakcie lektury mój zapał trochę zmalał. Strasznie irytowało mnie nadużywanie imienia głównej bohaterki. Zdecydowanie za dużo- ale to moje subiektywne zdanie, komuś innemu może to totalnie nie przeszkadzać, więc nie zwracajcie na nie uwagi.
W książce znajdziemy mnóstwo życiowej mądrości, a przemyślenia i wnioski głównej bohaterki zmuszą czytelnika do refleksji (Czasami odnosiłam wrażenie, że Amelia jet już staruszką i to nieźle doświadczoną przez życie).
Pomysł na fabułę w moim odczuciu bardzo trafiony. Autorka nie boi się pisać o tak trudnych tematach jak przemoc ekonomiczna, mobbing czy samotne rodzicielstwo.
Akcja powieści dzieje się dość szybko, jest sporo pobocznych wątków, które nie wpływają jakoś szczególnie na główny temat, ale pozwalają wyrobić sobie zdanie na temat poszczególnych postaci, których jest dość sporo.
Bohaterowie są ciekawi, ale w niektórych przypadkach zdecydowanie za idealni, wręcz irytujący w swej dobroci. Narracja trzecioosobowa pozwala spojrzeć na całą sytuację z boku i wyciągnąć wnioski co do postawy poszczególnych osób. Łatwo jest też zrozumieć ich motywy, które nimi kierują, choć decyzje nie zawsze są zrozumiałe.
Ogólnie, przymykając oko na kilka niedociągnięć i nadużywanie imienia głównej bohaterki, jest to udany debiut i szczerze wierzę, że kolejne książki pani Sylwii będą jeszcze lepsze. 

Potrzebujemy takich książek na rynku, które pokazują, że warto walczyć o swoje szczęście za wszelką cenę i niosą nadzieję, że po każdej burzy wychodzi słońce. Zdecydowanie "Czerwony kalendarz" podtrzymuje na duchu i jest idealną lekturą na czas, w którym wydaje się nam, że nic nie ma sensu. 

Pamiętajcie, zawsze jest sens, by walczyć o swoje szczęście!

    Czy polecam?
Polecam. Wbrew pozorom to optymistyczna historia, która niejednokrotnie wzruszy.

    POLECAM...

"Była piękna pogoda, a letni wiatr owiewał jej twarz. Aż chciało się zamknąć oczy i zatrzymać na chwilę. Lubiła takie letnie dni i zieleń dookoła. Brakowało jej w tym mieście przyrody, którą miała na co dzień, kiedy mieszkała w domku na wsi. Marzyła, by wypić kawę w swoim ogródku, patrzeć, jak pszczoły zaglądają do kwiatów. Nagle wróciły wspomnienia, które gdzieś głęboko schowała. Starała się nie myśleć o przeszłości, bo tak było łatwiej. Wtedy rozstanie z Jerzym i jej poprzednim życiem bolało mniej".
                    - Sylwia Markiewicz "Czerwony kalendarz" str. 226- 227


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka.


piątek, 23 kwietnia 2021

(29/21). FRUWAJĄCE FIGURKI

 
    Autor: Adam Molenda

    Wydawnictwo: AKRONIM

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 256

    Data premiery: 13. 11. 2018

  
 *Google

    Adam Molenda- Wydawnictwo AKRONIM to oficyna autorska, założona  w 2001 roku. Nasz autor jest z wykształcenia i zawodu dziennikarzem,  pracował w Polskim Radiu oraz w  gazetach i czasopismach wychodzących w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Jako autor opowiadań  oraz słuchowisk debiutował  w połowie lat osiemdziesiątych. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach literackich. Jego utwory publikowane były w prasie, na antenie radiowej oraz w pracach zbiorowych.  Wydał, również w innych wydawnictwach, tomy opowiadań i powieści dla dorosłych, dzieci i młodzieży.
(Źródło: Strona internetowa wydawnictwa AKRONIM)

    Zabawna, pełna erotyki, utrzymana w żartobliwej konwencji powieść o życiowych wyborach dokonywanych pod wpływem ambicji oraz pod presją bliskich i otoczenia. Perspektywa zarobienia dużych pieniędzy, wielostronne relacje damsko-męskie oraz dowód na odwiecznie znaną tezę, że los, jeśli chce z nas zakpić, spełnia nasze marzenia.
(Opis wydawcy).

    Artur Grono to dyrektor liceum przymierzający się do napisania pracy doktorskiej. Nie doceniając swej życiowej stabilizacji oraz walorów żony w ramach przygotowań i zebrania doświadczenia przed doktoratem zaczyna ją regularnie zdradzać, wzorem erotycznych podbojów staje się dla niego promotor. Pewnego dnia poznają Żyłów- ludzi o totalnie innym podejściu do życia. Od początku znajomości  nie pałają do siebie sympatią, ale nie przeszkadza im to by otworzyć wspólny biznes i spróbować zbić na nim olbrzymi majątek.
Od początku wszystko zaczyna się walić i idzie nie tak, Żyłowie podkładają trefny towar, oszukują księgi rachunkowe, rozsiewają plotki. 
Gronowie nie potrafią połapać się w rachunkach, a zadłużenie wobec wierzycieli rośnie... pojawiają się niebezpieczni ludzie, a życie wszystkich zaczyna przypominać istny rollercoaster. 

Jest takie ostrzegawcze przysłowie: "Mówiły jaskółki, że nie dobre są spółki"- stwierdzenie to oddaje całego ducha tej powieści, bo to wokół spółki kręci się główna oś tej historii. Łatwo wyciągnąć wniosek, że nie warto tracić czasu i pieniędzy na coś, co z góry jest skazane na niepowodzenie. Dziwię się Gronom, że nie wycofali się z biznesu już na etapie kupna miejsca pod sklep. Zresztą wiele ich decyzji nie do końca zrozumiałam i zastanawiałam się, czy to na serio, czy autor sprawdza etykę i inteligencję czytelnika, pokazując chorą, momentami wręcz zadziwiającą i komiczną pogoń za pieniędzmi czy przygodnym seksem.
W moim odczuciu "Fruwające figurki" to obraz społeczeństwa pokazany w bardzo krzywym zwierciadle momentami ocierający się o groteskę, ale z dużą dozą czarnego humoru- a jak wiecie- mamy z autorem podobne poczucie humoru, więc ja jestem zachwycona niektórymi komentarzami i dygresjami dotyczącymi fabuły.
Nie jest to pierwsze moje spotkanie z twórczością pana Adama, ale za każdym razem jest ono totalnie inne i zaskakujące. Czytając poprzednie książki (recenzje znajdziecie na blogu) byłam przepełniona refleksją i wspomnieniami. Tym razem jest całkowicie inaczej- zaśmiewałam się do rozpuku i naprawdę fantastycznie się bawiłam. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Nie ma mowy o zagubieniu czy niezrozumieniu tekstu. Pojawiła się cała gama uczuć, choć rozbawienie i niedowierzanie naiwności bohaterów zdecydowanie grały pierwsze skrzypce.

Muszę przyznać, że sama jestem zaskoczona, jak bardzo lektura mnie wciągnęła, bo nim się obejrzałam byłam już przy końcu. Z ciekawością czekam na kolejne książki autora.

    Czy polecam? 
Polecam. Ja jestem zadowolona, że "Fruwające figurki" pojawiły się w mojej biblioteczce. Zabawna, ale dająca też sporo do myślenia, pełna ironii i czarnego humoru opowieść o żądzy pieniądza. 

POLECAM...

"W jego podświadomości walczyły niepewność i chęć sprawdzenia się. Widywał siebie oczyma wyobraźni w audi, koniecznie metallic, bywał w myślach wraz z rodziną na plażach Madery lub Lazurowego Wybrzeża albo też grillował przed własnym pałacykiem w rozległym ogrodzie obsadzonym egzotyczną roślinnością.
Obudził go ...ciężar. Wpółprzytomny Grono czuł ciepło na lewym boku i kolanach. Otwarł oczy i jego źrenice zaokrągliły się ze zdumienia. Wtulała się weń szczupła blondynka o prostych długich włosach".
                                          - Adam Molenda "Fruwające figurki"

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.


poniedziałek, 19 kwietnia 2021

(28/21).WIETRZNY WOJOWNIK ( Wydanie II poprawione i uzupełnione)

 

    Autor: Adam Molenda

    Wydawnictwo: AKRONIM

    Gatunek: Młodzieżowa, Obyczajowa

    Liczba stron: 176

    Data premiery: 02. 01. 2018


                                 *Google

    Adam Molenda- Wydawnictwo AKRONIM to oficyna autorska, założona  w 2001 roku. Nasz autor jest z wykształcenia i zawodu dziennikarzem,  pracował w Polskim Radiu oraz w  gazetach i czasopismach wychodzących w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Jako autor opowiadań  oraz słuchowisk debiutował  w połowie lat osiemdziesiątych. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach literackich. Jego utwory publikowane były w prasie, na antenie radiowej oraz w pracach zbiorowych.  Wydał, również w innych wydawnictwach, tomy opowiadań i powieści dla dorosłych, dzieci i młodzieży.
(Źródło: Strona internetowa wydawnictwa AKRONIM)

    Dziewczęta i chłopcy z klubu żeglarskiego spędzają wakacje nad jeziorem. Pierwsze miłości, sportowa rywalizacja, wesoła zabawa oraz zranione uczucia, słodki smak zwycięstw i gorycz przegranej. Wchodzenie w dorosłość dostarcza wielu sprzecznych emocji… Czy młodzieńcze zauroczenia i przyjaźnie mogą trwać dłużej niż kilkanaście letnich dni?
(Opis wydawcy).

    Kiedyś napisałam, że lubię od czasu do czasu sięgnąć po książkę skierowaną do młodszego czytelnika. Daje mi to chwilę oddechu, a przy okazji pozwala przenieść się w czasie i powspominać swoje nastoletnie lata. "Wietrzny wojownik" spełnił idealnie swoje zadanie i zabrał mnie w takie czasy, w jakich sama dorastałam.
Akcja powieści rozgrywa się nad jeziorem Żywieckim się w trakcie obozu regatowego dla młodzieży. Młodzi pływacy przygotowują się do zawodów, w których udział wezmą również zagraniczni goście. Niestety metody jednego z trenerów nie cieszą się popularnością i poklaskiem wśród zespołu, główny zawodnik Robert- w związku z decyzjami trenera popada w konflikt z najlepszym przyjacielem, a zarazem członkiem swojej załogi... dodam tylko, że to dopiero początek zmartwień Roberta, bo na horyzoncie pojawiają się dwie całkiem różne dziewczyny... Aby dowiedzieć się więcej, musicie sięgnąć po książkę...

Adam Molenda zabrał nas w świat młodzieży, w którym emocje i ledwo rozbudzone hormony grają pierwsze skrzypce. Uczucia i emocje idą przed rozumem, co w konsekwencji prowadzi do wielu niedopowiedzeń i  nieporozumień. Doskonale uwydatnia potrzebę przynależności do grupy i chęci bycia w niej tym "pierwszym", a jeśli to się nie udaje, możemy zobaczyć, jak czuje się niedoceniony i  odrzucony nastolatek- a niestety nie zawsze tak młody człowiek potrafi przyjąć "na klatę" gorycz porażki.
Autor zbudował bardzo ciekawe postacie. Obdarzając je całą gamą uczuć i emocji pozwala ich poznać i zrozumieć, przypomnieć sobie jak my dojrzali czytelnicy reagowaliśmy na dane wydarzenia w wieku nastoletnim, dzięki temu łatwo zrozumieć ich nie zawsze przemyślane postępowanie.

Jak kiedyś wspomniałam, bardzo lubię styl pana Adama, więc ta powieść bardzo przypadła mi do gustu. Plastyczne opisy pozwalają przenieść się w rejony Kotliny Żywieckiej i poczuć jej swoisty klimat. Czytając niektóre opisy (i pamiętając, jak one wyglądają na żywo), czułam się, jakbym sama przebywała nad tym jeziorem, a słońce muska moją skórę. Przez moment czułam  się jak na wakacjach. Totalnie się wyluzowałam. 
Akcja powieści nie toczy się jakoś zawrotnie szybko, ale potrafi zaskoczyć, wzruszyć momentami rozbawić.
Jak dla mnie olbrzymim plusem jest spora wiedza autora na temat żeglarstwa i użycie fachowego nazewnictwa, nadaje to wyjątkowego klimatu całości.

    Czy polecam? 
Zdecydowanie tak. "Wietrzny wojownik" to opowieść o przyjaźni, sporcie, relacjach międzyludzkich. Myślę, że każdy się odnajdzie w tej historii.

"Były sekundy, kiedy Niedźwiadek nie wiedział, czy katamaran płynie, czy frunie. Wiatr nasilił się od czasu, gdy zrobili pierwszy oszałamiający hals. Marek nigdy wcześniej nie pływał na czymś równie szybkim jak te dwa wąskie, połączone płóciennym pomostem kadłuby. Zdawało mu się, że pomiędzy świstem wiatru i łopotem żagli słyszy, jak cła konstrukcja trzeszczy, zmagając się z wodą i podmuchami. Ben chyba wyczuwał jego obawy, gdyż co chwila spozierał na Marka. Kiedy księżyc oświetlał okoloną białymi kosmykami twarz, w oczach staruszka migały wesołe ogniki."
                             - Adam Molenda "Wietrzny wojownik" str.112- 113

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi i wydawnictwu AKRONIM.



czwartek, 15 kwietnia 2021

(27/21).MASKARADA WOKÓŁ ŚMIERCI. NAZISTOWSKI ŚWIAT NA WĘGRZECH.

 
    Autor: Tivadar Soros

    Tłumaczenie: Emilia Ewa Siurawska (1939- 2017)

    Wydawnictwo: NOVAE RES 

    Gatunek: Literatura faktu, Wspomnienia

    Liczba stron: 360

    Data premiery: 10. 03. 2021

 *Google

    Tivadar Soros- brak danych.

    Poruszające świadectwo, w którym okrucieństwo wojny zderza się z miłością.
Dla Węgier, a szczególnie dla węgierskich Żydów, ostatni rok II wojny światowej był najtrudniejszy. Żydzi na Węgrzech od lat cierpieli z powodu różnych form dyskryminacji, ale od tego momentu rozpoczęła się ich masowa eksterminacja. Tivadar Soros, ojciec znanego wszystkim biznesmena i społecznika George’a Sorosa, opowiada o losach swojej rodziny podczas tego ostatniego roku wojny. Pogodne usposobienie, doświadczenia żołnierskie z I wojny światowej i wrodzony spryt sprawiły, że Tivadar i cała jego najbliższa rodzina – w tym 14-letni wówczas George – przeżyli. W tej spisanej w esperanto opowieści pasja życia miesza się z bliskością śmierci, codzienność z duchowością, a chęć niesienia pomocy z wszechobecnym okrucieństwem. To wyjątkowe świadectwo nieludzkich czasów, w których miłość i poświęcenie wybrzmiewa głośniej niż kiedykolwiek.
(Opis wydawcy).

   Fragment z przedmowy George’a Sorosa:
Niemcy okupowali Węgry od 19 marca 1944 roku. Wyzwolili nas Sowieci 12 stycznia 1945. W czasie tych dziesięciu miesięcy żyliśmy w poczuciu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Więcej niż połowa Żydów żyjących na Węgrzech i jedna trzecia mieszkających w Budapeszcie w tym czasie zginęła. Ja i moja rodzina przeżyliśmy. Ponadto mój ojciec pomógł innym ludziom. Był dobrym człowiekiem. Nigdy nie widziałem go bardziej pracującego niż wtedy. (…) Mówienie tego jest niegodziwością, ale te dziesięć miesięcy było najszczęśliwszymi w moim życiu. Miałem czternaście lat. Byliśmy zagrożeni, ale wydawało się, że mój ojciec panuje nad sytuacją. Byłem świadomy niebezpieczeństwa, ojciec wiele mi tłumaczył – lecz nie wierzyłem, że można mnie zranić. Polowały na nas złe siły, ale my byliśmy po stronie aniołów, bo przecież niesprawiedliwie nas męczono. 

    Bardzo się cieszę, że po ostatnich powieściach przyszła kolej na totalnie inny rodzaj literatury. Bardzo potrzebowałam tej odmiany.
Jak wiecie, dość często sięgam po literaturę dotyczącą II wojny światowej oraz Holocaustu, zazwyczaj są to tragiczne historie, w których ból, strach i rozpacz wysuwają się na pierwszy plan. Zawsze taką opowieść mocno "odchorowuje" a myśli o danej pozycji towarzyszą mi przez dłuższy czas i trudno mi po nich dojść do równowagi psychicznej. 
Z "Maskaradą wokół śmierci" jest trochę inaczej... oczywiście nadal jest to wspomnienie o wojnie, śmierci strachu i bólu, znów długo o niej myślałam...  ale na pierwszy plan wysuwa się tutaj wiara i nadzieja, że uda się wyjść z tej wojennej zawieruchy obronną ręką- trzeba wykorzystać tylko wszystkie możliwości, choć niektóre z nich na pierwszy rzut oka wydają się niezwykle kontrowersyjne, sprawiają, że kolejne ludzkie życie zostało ocalone.
W swej opowieści Soros opisuje wszystko, co działo się z węgierskimi Żydami, wspomina łapanki i wywózki do obozów, opisuje brutalne morderstwa nad Dunajem, ale tę brutalność równoważy wspomnieniami związanymi z rodziną, przyjaciółmi, mniej i bardziej przypadkowymi osobami, które stanęły na jego drodze. Zdarzają się chwile, że można się szczerze uśmiechnąć.
Może to zasługa doskonałego tłumaczenia... ale przez tę opowieść dosłownie się płynie. Momentami czułam się jakbym "słuchała" moich ukochanych dziadków, którzy chcą opowiedzieć mi o tragicznej przeszłości, ale robią to tak, by rozbudzić moją ciekawość, zachęcić do poznawania historii, ale tak bym się nie bała. Wciąga, rozbudza ciekawość- zarówno tą dotyczącą bohaterów i ich dalszych losów, jak i tą historyczną- jak wojna wpłynęła na cały kraj. Nie daje się odłożyć bez poznania zakończenia.

Bardzo mi się podoba dodanie do tej historii rodzinnych zdjęć Sorosów, a także przedmowy napisane przez synów Tivadara. Są one niezwykle wzruszające przepełnione podziwem i miłością do ojca. Posłowie redaktora, który rozmawiał z Tivadarem na rok przed jego śmiercią, rzuca nowe światło na jego działalność na Węgrzech, w czasie wojny i tuż po. 

Tivadar Soros zdecydowanie udowodnił, że zawsze warto być człowiekiem dla drugiego człowieka.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Każdy powinien ją przeczytać i przemyśleć, by ta straszna historia nigdy się nie powtórzyła!

POLECAM...

"Prawda jest taka, że oprócz Żydów ortodoksyjnych, którzy wyróżniają się swoim strojem i pejsami, nie sposób na podstawie wyglądu zdecydować, kto jest Żydem. Dlatego właśnie konieczne było zastosowanie zewnętrznej oznaki, żółtej gwiazdy, aby pokazać wszystkim, kto jest Żydem. I to uwolniło wszystkich od wahania i rozważań. Gwiazda po prostu pokazywała: to jest Żyd, tego wolno bić."
       - Tivadar Soros "Maskarada wokół śmierci. Nazistowski świat na Węgrzech" str. 41


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.


poniedziałek, 12 kwietnia 2021

(26/21). KSZTAŁT DŹWIĘKU

 

                   "Muzyka jest namiętnością, miłością i tęsknotą"
                                               Richard Wagner


     Autor: Paula Er.

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 332

    Data premiery: 17. 02. 2021

                                       *Google

    Paula Er.- Autorka Wolności jaskółki. Powieść zdobyła tytuł książki marca 2018 w kategorii „proza polska”, który przyznany został przez Magazyn Literacki Książki. Brała udział w tworzeniu powieści „Dowód dojrzałości”, z której całkowity dochód ze sprzedaży został przekazany na budowę domu dla samotnych, nieletnich matek. Od 2014 roku prowadzi profil na Facebooku o nazwie Wkurzona żona [https://www.facebook.com/wkurzonazona/], na którym publikuje historie małżeńskie kobiet, które nie mają z kim porozmawiać o dręczących je problemach. Prywatnie żona i matka dwójki dzieci. Interesują ją ludzkie historie i sposób, w jaki wpływają na życiowe decyzje.
(Źródło: Okładka książki).

    Nie wahaj się żyć tak, jak gra melodia twojej duszy.
Maria to zbliżająca się do czterdziestki kobieta sukcesu, która wraz z mężem prowadzi modny antykwariat. Ich wspólne życie, na pozór szczęśliwe i spokojne, mąci jednak nieustannie powracająca myśl o braku dziecka. Oboje czują się coraz bardziej sfrustrowani i zniechęceni, a kłótnie i wzajemne pretensje wciąż przybierają na sile. Pewnego wieczora, po kolejnej ostrej wymianie zdań, Maria udaje się na samotny spacer i słyszy muzykę, która prowadzi ją do starego, opuszczonego domu. To właśnie tam poznaje Jakuba, młodszego o trzynaście lat, zagubionego mężczyznę, starającego się w nostalgicznych dźwiękach pianina ukryć rodzinne sekrety… Dokąd doprowadzi ich obojga tragiczna historia sprzed lat?
(Opis wydawcy)

    "Kształt dźwięku" to przepiękna, niezwykle poruszająca opowieść o miłości, przeszłości, przyszłości... i muzyce, dzięki której przez powieść się płynie a dźwięki pianina wybrzmiewają z każdej strony i stają się swoistym ukojeniem dla umęczonej duszy. 
Polecam serdecznie posłuchać przy czytaniu "Oltremare" Ludovico Einaudi... obiecuję, przepadniecie w tej muzyce całym ciałem i duszą, a książka przemówi do Was jeszcze bardziej.

Tym razem autorka pokazuje, jak bardzo można być samotnym wśród ludzi, jak oddalamy się od najbliższych, nie rozmawiając z nimi, obarczając winą za swoje nieszczęście. Otaczając się demonami przeszłości, ciągle obwiniając się o tragedie, które wydarzyły się lata temu, nikomu nie pomagamy, a już na pewno nie sobie. Narastające frustracje, wzajemne oskarżenia potrafią zniszczyć wszystko, co najpiękniejsze, niestety później jest coraz trudniej odbudować to co utraciliśmy.
Wplatając w opowieść miłosną Marii i Jakuba, wspomnienia jego nieżyjącego dziadka o utraconej miłości, możemy zaobserwować co dzieje się z człowiekiem, gdy przestaje walczyć przede wszystkim o siebie. Bolesna historia Sali i Ernesta zmusza czytelnika do refleksji i docenienia tego, że żyjemy w bezpiecznym miejscu, nie grozi nam wojna i nie możemy żyć z kim i gdzie nam się podoba...

W moim odczuciu pomysł na fabułę genialny, poprowadzony po mistrzowsku. Akcja, choć wprowadza czytelnika w melancholijny nastrój, płynie dość szybko- zapewnia całą gamę emocji, choć mi towarzyszył bardziej smutek i refleksja. Niejednokrotnie wzruszenie odbierało mi zdolność czytania.
Cała historia poprowadzona z perspektywy Mari pozwala poczuć tę bohaterkę "całym sobą". Niejednokrotnie widziałam w niej siebie...
Zakończenie wstrząsnęło mną do głębi... na szczęście ostatni rozdział wyjaśnia, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów.

Jak wiecie z poprzednich recenzji, uwielbiam styl autorki i z wielką niecierpliwością oczekiwałam tej powieści. Warto było!
Dodatkowym plusem jest tutaj okładka. Jest przepiękna- jak dla mnie najlepsza ze wszystkich dotychczasowych.

    Czy polecam? 
Oczywiście, że tak. Ja jestem zauroczona... a muzyka, którą odkryłam dzięki tej powieści, towarzyszy mi niemal codziennie... Jak dla mnie to najlepsza z dotychczasowych powieści Pauli Er.

POLECAM...

"Pierwsze dźwięki przyprawiły mnie o gęsią skórkę. To właśnie ta melodia zwabiła mnie do tego domu. Z początku nostalgiczna, zmieniała się stopniowo w ożywczą i dającą nadzieję kompozycję. Działała jak narkotyk, jak ogromny szalony wir, który wciągał mnie w swój nierzeczywisty świat. Dałam się jej pochwycić. Dzięki niej stawałam się jednym, wielkim pulsującym uczuciem. Zastanowiło mnie tylko jedno. Chciałam wiedzieć, o czym myśli Jakub. W muzyce piękne było to, że podczas gdy ja tańczyłam z motylami wśród łanów zboża, on mógł walczyć ze sztormem na potężnym statku".
                                      - Paula Er "Kształt dźwięku" str. 72-73

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.



sobota, 10 kwietnia 2021

(25/21). SAMOTNOŚĆ DO WTORKU

 
    Autor: Adam Molenda

    Wydawnictwo: AKRONIM

    Gatunek: Opowiadania

    Liczba stron: 404

    Data premiery: 2021 (data przybliżona)

                                          *Google

    Adam Molenda-  Wydawnictwo AKRONIM to oficyna autorska, założona  w 2001 roku. Nasz autor jest z wykształcenia i zawodu dziennikarzem,  pracował w Polskim Radiu oraz w  gazetach i czasopismach wychodzących w Warszawie, Katowicach i Krakowie. Jako autor opowiadań  oraz słuchowisk debiutował  w połowie lat osiemdziesiątych. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach literackich. Jego utwory publikowane były w prasie, na antenie radiowej oraz w pracach zbiorowych.  Wydał, również w innych wydawnictwach, tomy opowiadań i powieści dla dorosłych, dzieci i młodzieży.
(Źródło: Strona internetowa wydawnictwa AKRONIM)

    Czy możliwy jest związek kobiety i mężczyzny o skrajnie przeciwstawnych poglądach? Bywa, że spędzany w sielankowej scenerii urlop zmienia się nagle w dramat. Jakie skutki może dziś wywołać polsko-żydowski konflikt o kamienicę sprzed stu lat? Współczesność zawsze przesycona jest przeszłością, której jakaś cząstka nieuchronnie w nas pozostaje...
(Opis wydawnictwa).

    Opis wydawcy, choć krótki jest bardzo intrygujący, nie spodziewałam się, że biorąc do ręki "Samotność do wtorku" trafię na zbiór trzech opowiadań, z których każde zmusi mnie do tak głębokich refleksji na temat życia, przyjaźni czy przemijania.
Nostalgiczne spojrzenie w przeszłość, próba jej zrozumienia i pogodzenia się z nią, sprawia, że bohaterowie wszystkich trzech opowiadań wydają się czytelnikowi niezwykle bliscy, w każdym z nich można odnaleźć cząstkę siebie, utożsamić się z nimi i wyciągnąć ciekawe wnioski z własnej przeszłości. 
W moim odczuciu jest to również dobra lekcja historii szczególnie dla młodszego czytelnika, który spotkał się z ustrojem komunistycznym tylko przy opowieściach rodziców lub dziadków. Nie można nie wspomnieć również o okresie powojennym, który był dla wielu niezwykle trudny i bolesny.
Trudno jest mi ocenić, które z tych trzech opowiadań przypadło mi najmniej, a które najbardziej do gustu. Każde z nich jest inne, a przy tym samym wyjątkowe i przyprawiało mnie o różnego rodzaju stany emocjonalne od złości po wzruszenie.

Ogólnie książkę czyta się bardzo przyjemnie, krótka forma opowiadania kondensuje w sobie ogrom emocji, dzięki czemu przyjemność lektury można sobie stopniować. Nie ma mowy o zagubieniu czy niezrozumieniu tekstu. 
Nie jest to pierwsze spotkanie z twórczością pana Adama, ale jest ono zupełnie inne od poprzedniego. Czytając poprzednią książkę (recenzję znajdziecie na blogu) zaśmiewałam się do łez, tym razem jest całkowicie inaczej. Czy gorzej? Zdecydowanie nie... Inaczej, choć i tutaj parskałam niepohamowanym śmiechem ;)

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Każdy znajdzie tutaj cos dla siebie, a wrażenia po lekturze będą jeszcze długo wam towarzyszyć.

POLECAM...

"Na ślubnym zdjęciu dziadek Karol stał obok babki, trzymany przez nią pod rękę. Kobieta sięgała mężowi do pół głowy, co oznaczało, że Nowak był wzrostu ponad dwumetrowego. Poza tym odznaczał się wyjątkową osobliwą posturą. Mówiąc bez ogródek, wyglądał, jak gdyby figlarny kucharz postawił sztorcem niezdarnie zwiniętą w roladę kupę mięsa o objętości właściwej nosorożcom. Przy odrobinie wyobraźni można było wziąć Nowaka za uklepany byle jak łopatami, gliniany blok, który pod własnym ciężarem rozlał się na boki, tracąc własny kształt. Ojciec Janusza wspominał, iż Karol był milczący, odznaczał się wielką siłą fizyczną oraz słuchał babki posłusznie niczym robot. I taki był jej potrzebny."
                              - Adam Molenda "Samotność do wtorku" strona 341 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.


poniedziałek, 5 kwietnia 2021

(24/21). GANGSTERSKA GRA

 
    Autor: Dominika Smoleń

    Wydawnictwo: WasPos

    Gatunek: Romans

    Liczba stron: 312

    Data premiery: 29. 03. 2021

 
 *Google

    Dominika Smoleń- Urodzona w 1997 roku mieszkanka Śląska, na co dzień studentka psychologii. Jej wielką miłością jest czytanie i pisanie, ale też zwierzęta, fotografia, gotowanie, oglądanie seriali medycznych oraz słuchanie muzyki. Od niedawna fascynuje ją także dbanie o rośliny doniczkowe.
Zadebiutowała w 2015 roku, ale od tego czasu wydała już kilka innych książek, głównie z nurtu literatury kobiecej, w tym kilka opowiadań do antologii, których część dochodu przeznaczana była na cele charytatywne. Zdradza, że w głowie dalej ma mnóstwo pomysłów, które z wielką chęcią przeleje na papier, jeśli tylko pozwoli jej na to czas.
(Źródło: Okładka książki).

    Maksymilian ma niebawem objąć funkcję bossa w swojej familii, która od lat zajmuje się nielegalnymi interesami. Biznes idzie świetnie, jego rodzinie prawie nic nie zagraża. W dodatku niebawem ma poślubić przepiękną Jasmine, a małżeństwo zapewni mu jeszcze większą władzę. Pewnego dnia na jego drodze staje Erika - słynąca z ciętego języka pisarka erotyków i barmanka w klubie należącym do Maksa. Swoimi niewybrednymi ripostami przyciąga uwagę szefa, który czuje się zaintrygowany kobietą z pazurem, tak inną od jego narzeczonej. Mężczyzna obiecuje sobie, że przed ślubem przynajmniej raz prześpi się z Eriką, żeby wypędzić ją ze swoich myśli. Problem w tym, że nie wszystko idzie zgodnie z jego planem...
(Opis wydawcy).

     Przyznam Wam szczerze, że jeszcze nigdy nie przeczytałam żadnego mafijnego romansu. Jakoś tak zawsze wydawało mi się, że nie jest to lektura dla mnie i z góry zakładałam, że się nią rozczaruję.
Zgłaszając się do zrecenzowania najnowszej powieści, czułam się podekscytowana, bo totalnie nie wiedziałam czego się spodziewać, ale pojawił się również niepokój i myśl co będzie jeśli ta powieść do mnie nie przemówi. Na szczęście strach ma wielkie oczy, a ja po raz kolejny zostałam niesamowicie zaskoczona. 
Jak wiecie, bardzo lubię styl i lekkość powieści Dominiki Smoleń, choć w większości z nich porusza naprawdę trudne tematy, w moim odczuciu jej książki bardzo dobrze się czytają. Dodatkowym plusem jest duża czcionka, która nie męczy wzroku- ale to już plus dla wydawnictwa.

Z "Gangsterską grą" jest podobnie, przepadłam od początku...
Autorka zaserwowała swoim czytelniczkom totalną emocjonalną rozpierduchę. Kiedy w końcowych scenach rozpaczam nad losem wszystkich głównych bohaterów, wtedy cały na biało wchodzi epilog i zostawia mnie z totalną sieczką w mózgu. 
Chyba jeszcze nie czytałam tak genialnego i zaskakującego zakończenia!! Totalny sztos! 

Akcja dzieje się szybko, momentami miałam odczucie, że trochę za szybko, ale to tylko podkręcało atmosferę i nie pozwoliło odłożyć książki na bok. Istny wulkan emocji.
Bohaterowie ciekawie wykreowani, erotyzm i napięcie kipi między nimi od pierwszej strony, ale momentami niezdecydowani i strasznie irytujący. Szczególnie działał mi na nerwy Max i jego "ciapowatość" w niektórych sytuacjach. Postacie drugoplanowe barwne, zaskakujące w odpowiednich momentach. Tworzą ciekawe tło dla głównej dwójki.
Bardzo fajnym zabiegiem okazała się naprzemienna narracja głównych postaci. Dzięki temu możemy "wejść w ich skórę", poczuć i poznać ich emocje, pragnienia i rozterki. Daje to takie poczucie bliskości z nimi, łatwiej wyrobić sobie o nich zdanie, polubić, współczuć i obdarzyć momentami szczerą nienawiścią.
 Co do minusów. Za wiele ich nie ma, ale moim odczuciu mogłoby być trochę więcej "mafii w mafii" i gangsterskich porachunków (przypominam jednak, że jest to moja pierwsza przeczytana "mafijna" książka i nie mam odniesienia).

Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce. Z wielką niecierpliwością będę oczekiwać kolejnych książek Dominiki Smoleń. Myślę, że jeszcze nie raz nas zaskoczy.

    Czy polecam?
Zdecydowanie. Już dawno nie zostałam tak bardzo zaskoczona zakończeniem. Zdecydowanie genialne posunięcie.

POLECAM...

"Jeden z żołnierzy dał mi znać, że nasz mafijny lekarz chce w końcu wybudzić Sergia ze śpiączki farmakologicznej. Mój kuzyn zapadł w śpiączkę w wyniku otrzymanych ran, a lekarze zdecydowali się kontynuować ten stan za pomocą leków, żeby jego organizm się zregenerował. 
Takim sposobem przez dobry miesiąc nie byłem w stanie zlokalizować kreta. Nie trafiłem na żadne dowody. Nic."
                                      - Dominika Smoleń "Gangsterska gra" str.189


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce oraz wydawnictwu WasPos.