czwartek, 4 lutego 2021

(10/21). AUSTRALIJSKIE PIEKŁO


    Autor: Radosław Lewandowski

    Wydawnictwo: Selfpublishing

    Gatunek: Historyczna, Dramat

    Liczba stron: 438 e-book

    Data premiery: 14. 02. 2021

                                 
*Google

    Radosław Lewandowski- brak informacji.

    Powieść rozmachem i klimatem nieustępująca „Buntowi na Bounty”. Autor przedstawia burzliwe losy bohaterów w ogniu wojny trzydziestoletniej w czasach: kardynała Richelieu, Kartezjusza, Olivera Cromwella i procesów czarownic. Więcej, czytelnik wyruszy na morską wyprawę pełną podstępów, szaleńczej odwagi, honoru i… miłości. Wszystko w otoczeniu nieskrępowanej przygody: lądowych batalii, morskich bitew i wypraw w głąb Czarnego Lądu.
(Źródło opisu: Okładka powieści).

    29. 10. 1628 statek "Batavia" należący do VOC (Holenderskiej Kampanii Wschodnioindyjskiej) wraz z dwoma innymi towarzyszącymi statkami wyrusza w swój pierwszy rejs w stronę Indii. Kierownikiem wyprawy zostaje starszy kupiec Francois Palseart natomiast dowódcą-  kapitan Adrian Jacobosz. Między mężczyznami tli się stary niezażegnany konflikt, który zagraża bezpieczeństwu i porządkowi na statku. Sprawy nie ułatwia również to, że część załogi to typy spod ciemnej gwiazdy i najgorsze szumowiny uciekające przed karą na lądzie. 
Na pokładzie "Batavii" oprócz załogi znajdują się również osoby postronne- pasażerowie. W sumie na pokładzie przebywa około 340 osób.
Rozpoczyna się niebezpieczna podróż w nie do końca poznane rejony... Podróż pełna wyzwań, spisków, intryg i morskich bitew, zaskakujących i dramatycznych wydarzeń...
"Batavia" przegrała, ale co się stało z dwoma innymi statkami oraz z załogą, gdzie rozbitkowie trafili- tego dowiecie się z kart powieści...

Bardzo się cieszę, że ta powieść trafiła w moje ręce, bo odkryłam fantastyczną historię, która okazała się istnym majstersztykiem. Mam nadzieję, że o tej powieści będzie naprawdę głośno.
Fabuła oparta na autentycznych wydarzeniach i życiorysach ludzi (zarówno załogi jak i pasażerów), to strzał w dziesiątkę, a przy okazji fantastyczna lekcja historii- autor przy pracy nad książką korzystał, między innymi z autentycznego dziennika okrętowego Batavii, opisującego dokładnie całą podróż i późniejszą katastrofę.
Książkę czyta się fantastycznie. 
Pan Radosław wspaniale oddaje stan emocjonalny i duchowy podróżnych, dokładnie opisuje, jak zmienia się podejście do życia, gdy zaczyna brakować podstawowych środków do życia, a pierwotne instynkty biorą górę nad resztą. Nie brakuje tu brutalnych opisów morderstw, gwałtów czy walki o dobra materialne, czy też o samo przetrwanie. Nie jest łatwo czytać o wielu bestialskich występkach, szczególnie tych, które dzieją się już na wyspach, ale z drugiej strony to właśnie te opisy pozwalają uświadomić sobie, jaką człowiek jest nieobliczalną i niebezpieczną istotą. Użyty przez autora język pozwala wyobraźni rozwinąć skrzydła i przenieść się w opisywane miejsca, poczuć emocje targające bohaterami, zrozumieć ich dylematy i moralnie trudne wybory.
 Książka wciąga od pierwszych stron, akcja dzieje się szybko i utrzymuje napięcie na najwyższym poziomie, a cała historia dopracowana jest w najdrobniejszym szczególe.
Na duże brawa zasługuje również szata graficzna, jednakowo z zewnątrz jak i wewnątrz. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Lewandowskiego, ale jestem przekonana, że po lekturze "Australijskiego piekła" nie ostatnie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Dla mnie to jedna z lepszych książek, które miałam okazję ostatnio czytać. Fantastyczna i niezapomniana przygoda.

POLECAM...

"Judith Bastianez, młódka, której ku strapieniu rodziców ciało ostatnimi czasy zaczynało nabierać kobiecych kształtów, bez słowa wzięła za ręce najmłodsze z rodzeństwa i wyszła. Dziewczynki cichutko płakały, ale łagodny wiatr i widok wulkanicznych, porośniętych tu i ówdzie zielenią wzgórz szybko osuszył łzy. Stanęły skromnie nieco z boku, z dala od grupek rozentuzjazmowanych pasażerów.
Jedna z nich nie tylko podziwiała widoki, ale i zerkała ciekawie spod opuszczonej grzywki na półnagie torsy biegających po pokładzie marynarzy. Konrad van Huyssen o szerokich ramionach i pokiereszowanej podczas wielu walk twarzy z uśmiechem i bezczelnością odwzajemnił to spojrzenie. Zawstydzonemu dziewczęciu twarz zapłonęła żywym ogniem, a serce omal nie wyskoczyło z piersi. Przeżegnała się, prosząc Boga o wybaczenie, ale ciekawość zwyciężyła.
Gdy zebrała się na odwagę i ponownie odwróciła w stronę pokładu, wielkoluda już nie było."
                             - Radosław Lewandowski "Australijskie piekło" str.189

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.


poniedziałek, 1 lutego 2021

WYWIAD Z PAWŁEM J. Ł. WOJDALSKIM (Post grzecznościowy)


    Dziś będzie troszkę inaczej niż zazwyczaj. Chciałabym zaprosić Was do zapoznania się, z którego wywiadem udzielił Paweł Wojdalski- autor książki "Po drugiej stronie maski" dla której miałam okazję napisać recenzję (Recenzję znajdziecie tutaj)  Autor zdradzi nam swój najnowszy pomysł.

Zaznaczam, że nie ja jestem autorem pytań (R- chce zostać osobą anonimową). Pisownia oryginalna niezmieniona (taki dokument dostałam od autora). Post wyłącznie grzecznościowy. 



* Google

    Rozmowa z Pawłem J.Ł. Wojdalskim. Autorem książki pod tytułem"Po drugiej stronie maski".

R: Jest Pan autorem "Po drugiej stronie maski" (*"Pdsm."). Może Pan powiedzieć, kiedy ukaże
się ona na rynku?

P. W: Już się ukazała.

R:Tzn.?

P.W: Gotowa jest jej wersja elektroniczna. Natomiast planowany wydruk książki, niestety, się opóźnił.

R: Czemu?

P. W: Z powodów budżetowych. Zresztą, rozmawiałem już na temat wydania i poznałemwarunki
publikacji (w tym koszty). To skłoniło mnie do przemyśleń.

R: Jakiego rodzaju? Czego one dotyczyły? I czy"Pdsm"jest już ogóle gdziekolwiek dostępna?

P. W: Jest! Na stronie: (Zobacz tutaj) 
 Można znaleźć wszelkie interesujące informacje. W tym, jak nabyć publikację. Co do
przemyśleń, w pierwszym rzędzie postanowiłem zmniejszyć cenę wydruku poprzez
samodzielny wybór drukarni. Co nakierowało mnie na jeszcze jeden temat.

R: Kosztem czego dokonał Pan tej obniżki? I co to za temat?

P. W: Osobiście tak bym tego nie ujął. Jeżeli już; to kosztem pracy własnej, którą już wykonałem.
Okładka plus projekt układu książki, inne drobniejsze aspekty złożenia tekstu-to wszystko we
własnym zakresie. Pozostało tylko ją wydrukować! Albo aż.

R: Zatem całość projektu książki wziął Pan na siebie. Czy naprawdę uwzględnił Pan wszystko?
Korektę?

P. W: Korektę również. To chyba tylko, jedyna  pięta achillesowa tego założenia, szczerze mówiąc.
Resztę aspektów uważam za więcej niż zadowalające.

R: A temat, o którym Pan wspomniał?

P. W: Pomyślałem, kto jeszcze jest w takiej sytuacji jak ja? Planujący swój debiut bądź kolejną książkę?

 R: Kolejną książkę?

P. W: Za chwilę wrócimy do tego. Pozwolę sobie rozwinąć. Każdy autor w trakcie pracy nad materiałem przechodzi przez kilka etapów niezbędnych do
powstania publikacji. Oczywistym z nich jest samo napisanie tekstu, ale...potem następuje
jego skład. Jeżeli nie wybieramy samodzielnej ścieżki konstruowania danego wydania, szukamy
informacji. Mniej lub bardziej gorączkowo, z zapotrzebowaniem. Szukamy odpowiedzi na
pytanie: Jak wydać? A kiedy zdamy sobie sprawę z zakresu prac niezbędnych do
przeprowadzenia; najczęściej wertujemy Internet w poszukiwaniu wydawnictwa, które za nas to
załatwi. I na końcu rozmowy o naszym wymarzonym celu pojawia się...cena. Jak najbardziej
wymierna.

R: I dziwi to Pana?

P. W: Nie! Każda usługa ma swój koszt-to jest rynek. Czy się to komuś podoba, czy nie. Warto
zadać sobie inne pytanie.

R: Jakie?

P. W: Ile rzeczy możemy zrobić sami, a ile musimy powierzyć na zewnątrz.

R: Co dokładnie ma Pan na myśli?

P. W: Wydruk!

R: To znaczy...?

P. W: Jedyne, co powinno kłopotać autora, to wydruk.
Gotowa książka, która wyjdzie z drukarni. Cennik usług w tym zakresie absolutnie pozwala na rozważanie złożonego tekstu jako publikacji. Nawet przy małym budżecie.

R: A co z ilustracjami, wstępem, komentarzami, ISBN (międzynarodowy znormalizowany numer
książki)? Że o okładce nie wspomnę?

P. W: Wszystko to, poza ISBN, leży w granicach naszych możliwości. Trzeba tylko chcieć!

R: Egzemplarze obowiązkowe przysyłane do bibliotek, bycie odnotowanym z imienia i nazwiska?
O tym Pan nie wspomniał.

P. W: Fakt, wydawnictwa oferują takie funkcjonalności; co samo w sobie jest pozytywne. Lecz- obłożone sporym "podatkiem".

R: Ale jak rozumie Pan słowo "podatek"?

P. W: W skrócie- przy nakładzie rzędu 50 egzemplarzy (ilości rekomendowane przez
wydawnictwa zaczynają się od 100), numerze ISBN, itd.; kwota wynosi orientacyjnie 1500 zł.
Może się oczywiście różnić od tego przykładu w zależności od oferty wydawnictwa.
Odchodząc od tego modelu, można obniżyć koszty o więcej niż 50%, bez zbędnych kalkulacji. Bazując tylko na koszcie drukarni.

R: A co, jeżeli zależy nam na wydaniu tzw.profesjonalnym?

P.W: Ujmę to tak: Nie każdemu taka metodologia przypadnie do gustu. Wymagająca o wiele
więcej pracy i świadomości swojego dzieła, głównie w miękkiej oprawie. Ale jeżeli komuś (poza
samym wydawnictwem) zależy na eleganckim opakowaniu produktu-droga wolna.

R: Czy Pan, aby nie przesadza?

P. W: W żadnym wypadku! Uważam tylko, że w tym wszystkim często zapominamy na czym tak
naprawdę polega "robota literacka". Na "robocie literackie"! Cała ta otoczka, poklepywanie po
plecach, uściski rąk, oficjalne wystąpienia. Są potrzebne, ale bywają celem samym w sobie. A
celem pisarza, twórcy ogółem, powinno być tworzenie. Bez względu na okoliczności. I pokusy.

R:Zatem uważa Pan, że np.wieczory literackie organizowane przez wydawców (w okresie
przed pandemią) to zbędny element?

P. W: Nie. Zarówno one, jak i spotkania organizowane przez zrzeszenia autorów, podmioty
formalne; scalają środowisko kultury. Jednak zbyt mocne trzymanie się realizacji statutów
sprowadza je do pewnego rodzaju kół dyskusyjnych. Zaspakaja potrzeby kanibalistycznej
biurokracji. A cele i działania pozostawia na zewnątrz. W rękach wydawnictw. Ważniejszy staje
się wybór nowego zarządu oraz terminarz aktywności (w tym spotkań) zgodny z zapisami
regulaminu. Wystarczy jeden wiersz na miesiąc, aby stać się aktywnym członkiem. A monopol wydawnictw sprawia, że spotkania te jawią mi się jako jarmarki książki. Na których
chcemy sprzedać oddaną nam w leasing własną twórczość.

R: Jak to w...leasing?

P. W: A tak to! Autor, który skorzystał z usług wydawnictwa i otrzymał nakład oczywiście posiada
prawa autorskie. Lecz jest zobowiązany do zapłaty odsetku zysku ze sprzedaży publikacji.
Zostaje ze składem książek, które próbuje zaoferować...na spotkaniach. Koło zamyka się.
Nie jest o tym głośno.

R: A Panu zależy na pełnej niezależności?

P. W: Tak! Zależy mi. I nie tylko dla siebie. Chcę stworzyć środowisko.

R: Czyli kolejny adres, nazwa, liderzy... Kolejne stowarzyszenie do kolekcji.

P.W: Absolutnie!

R: Nie chce Pan być liderem?

P. W: Tego nie powiedziałem. W tym roku zaczynam tworzyć grupę literacką. Nie stowarzyszenie!

 R: Grupę literacką?

P. W: Zgadza się! Ponieważ chcę stworzyć środowisko, a nie tylko regularnie spotykające się gremium. Same spotkania winny być naturalne. Dopasowane do potrzeb i sytuacji. Mieć mniej
formalną, ale za to bardziej owocną atmosferę. Szczerze powiedziawszy: wolałbym spotkać się przy dobrej wódce...

R: To już przesada!

P. W: A okres międzywojenny? Złote czasy właśnie grup literackich. Oczywiście nie były one
tworzone na zamówienie, ale często rodziły się przy dymku i kieliszku. W lokalach, przy okazji.
Nikt wtedy nie myślał "formalnie". Po prostu pisał. Dyskusje (i animozje) miały wymiar osobisty.

R: To były inne realia, okoliczności.

P. W: Racja. Czy tamte były złe? Dziś już nawet nie piszemy do siebie listów. Co najwyżej e-maile.
A żeby być pisarzem, potrzebujemy legitymacji.

R:Trąci to wszystko myszką. Tylko gdzie się spotykać?

PW: Przecież wszyscy pamiętamy legendy o wierszach pisanych na serwetkach w kawiarni.
Grzesiuk nie tylko śpiewał o "Gnojnej", ale także nie wylewał za kołnierz do "tanga milonga". Mój
Dziadek-ZygmuntWojdalski-przed wojną wypływał z bałałajką łódką na Wisłę, i śpiewał...
Do rzeczy. Wszędzie! Jest możliwość nieograniczająca nas co do jednego adresu-domy
kultury! Są w każdej dzielnicy, ostatnio coraz to nowocześniejsze. Idealnie dopasowane do
organizacji wydarzeń. W tym cyklicznych. W dodatku otrzymują na ten cel finansowanie
odgórne, zatem argument, że stowarzyszenie ma siedzibę, słabnie.

R:Czyli widzi Pan działanie jako instytucja kultury? To nieco kłóci się z Pana tezą o
odformalizowaniu życia literackiego.

P. W: Wręcz przeciwnie. Trzeba myśleć perspektywicznie w skali wstępnie około dwóch lat.
Wtedy możemy mówić o realnych efektach planowanych kroków. A grupa literacka jako taka nie
musi być "formalna" aby brać udział w wielu różnego rodzaju wydarzeniach.

 R: Może podać Pan choć jeden przykład?

P. W: Proszę bardzo. Ostatnio natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł na stronie www
Wojewódzkiego Domu Kultury w Łodzi. Był to przegląd grup literackich działających na danym
terenie połączony z prezentacją wydawnictw oraz panelem nt. dokonań i planów na przyszłość.
Bardzo ciekawa inicjatywa udowadniająca moje zdanie o synergii domów kultury i grup
literackich. Naturalne partnerstwo. Same grupy wg. mnie mogą z powodzeniem prowokować i
prowadzić wydarzenia znacznie urozmaicające krajobraz wokół nas. Jeżeli dodać do tego
samodzielną działalność wydawniczą...

 R: ...to wychodzi jedno wielkie marzenie. Trudne do uwierzenia, wybaczy Pan.

P.W: Kategorycznie jestem przeciw! Marzyć można jedynie o czymś, czego się do tej pory nie
robiło bądź nierobi. A ja mówię o rzeczach osiągalnych, gdyż są ku temu możliwości.
Potrzebna jest jedynie wola. To już nie są marzenia, to działanie!

R: Reasumując- zakłada Pan grupę literacką, która nie jest stowarzyszeniem. Chociaż planuje
Pan formalną współpracę z domami kultury. Planuje Pan samodzielne wydawanie książek
chociaż stanowczo odżegnuje się Pan od koncepcji konkurowania z wydawnictwami...

P. W: Bo nie da się z nimi konkurować. Nie ma na to środków. A jeśli by były, to nie byłoby sensu
iść proponowaną przeze mnie drogą. Gdyż istniałaby potrzeba upodobnienia się, aby móc
ogóle o konkurencji mówić. Te tematy i tak rozjechałyby się w oba niezbieżne ze sobą kierunki.

R:...jednocześnie wspomina Pan o spontanicznie powstających ruchach literackich,od razu
przechodząc do programowego nieformalizmu głoszonego niczym odgórne wręcz zasady.

P. W: W czasach, gdy lgniemy do konkretu; szukamy go. Wręcz pragniemy, trudno o inny sposób
komunikacji. Aby być nieformalnym trzeba się wydzielić, określić. Dać kontrast. Za dużo dzieje
 się dookoła, byśmy mogli zauważyć ten stan rzeczy. Na domiar wszystkiego- zapoznać się z
nim. Zacząc funkcjonować.
Trudno jest mówić o koncepcji spółdzielni autorów (działalność wydawnicza) bez szczegółów.
Ciężko jest omawiać udział w wydarzeniach bez reprezentacji pewnej idei. Jeśli pojawi się okazja do dofinansowania aktywności; co będzie wymagało pewnej rejestracji, osobowości
prawnej; temat ten napewno będzie omawiany w razie potrzeby. Na pewno nie teraz. Jeszcze
nie.

R: Mimo to, nadal mowa o ogromie pracy. Skoro uważa Pan te założenia za realne, jaką
 perspektywę czasową Pan przyjmuje?

P. W: W pierwszym rzędzie należy stworzyć środowisko. Autorów, projektów, społeczności... To
rok kalendarzowy, aby efekty były conajmniej pozytywne i zauważalne.
Kolejno- przyznam- zagadnienie trudne i nieco bardziej marzycielskie. Stworzenie takiego
zestawu narzędzi informatycznych, które pozwolą autorowi na stworzenie od podstaw swojej 
publikacji samodzielnie bądź jako udział w pracy zbiorowej. Z kooperacją online z innymi 
uczestnikami platformy na różnych etapach. Wsparciem oprogramowania typu "opensource". W końcu wydruk książki w systemie self publishing'u wraz z opcją wyboru drukarni na zasadzie
porównywarki, lub też dołączenia do wydania zbiorowego. W tym przypadku przy najbardziej
optymistycznych prognozach z mojej strony- dwa lata.To plan minimum.

R: Teraz zaczął Pan już pisać science-fiction!

P. W: Dla mnie ten "pisarskiWindows" to najtrudniejsza karta do zrealizowania; wymagająca tyle
 analiz potrzeb, modeli funkcjonowania. Sam postrzegam ją jako dość...wybujałą. Ale ciekawie
byłoby mieć takie narzędzie do dyspozycji .Zatem poczekam na rozwój tej tematyki w czasie.
Narazie trudno mi powiedzieć więcej. Chociaż bardzo bym chciał. Kiedy będzie to możliwe, 
chętnie podzielę się najnowszymi informacjami na ten temat.

R: Wracając do teraźniejszości przypomnę, że wspominał Pan o kolejnej książce.

P. W: Tak.W tym roku kalendarzowym ukaże się tytuł "CzarnaSeria.*ConfessionTheology"-
kontynuacja wydawnictwa Cumverbis. JakoVolumen2. W tegorocznych ramach znajdzie
miejsce także tom poświęcony tylko i wyłącznie poezji. Opcjonalnie: eksperyment literacki pt.
"Głucholec." W sumie od dwóch do trzech pozycji.
Wszystkie będą wydane samodzielnie po dokonaniu wyboru drukarni obsługującej projekt Cum
Verbis. Istnieje również plan na Volumen 3 poświęcony tylko jednemu dużemu utworowi. To już 
ewentualny rok 2022.

R: Zatem każda kolejna numeracja to nowy rocznik, zgadza się?

P. W: Tak. Według mnie to najlepsze rozwiązanie. Ponadto świetny grunt pod tytuły seryjne,
niekoniecznie mojego autorstwa.

R: O czym będzie Pana najnowsza pozycja?

P. W: W "CzarnejSerii." koncentruję się na "złej" części ludzkiej natury. Dokonuję wiwisekcji 
podstaw konstrukcji człowieka, teologi i otaczającego go świata. Na zewnątrz i wewnątrz.

R: Zakładam, że nawięcej szczegółów musimy poczekać do zakończenia prac nad materiałem...

P. W: Lub szukać informacji na:

Https://wojdalski-pisze.blogspot.com
https://m.facebook.com/CumVerbis/

R: Myślę że po zapoznaniu się z tym, co Pan nam przekazał, na pewno warto to zrobić. A w związku z niektórymi aspektami tej rozmowy wrócimy do niej nie raz.

P. W: Ja również dziękuję za poświęcony czas. I zapraszam ponownie!

=============================================================

Kochani ja również dziekuję, że poświęciliście czas by zapoznać się z tym obszernym wywiadem. Moim zdaniem to bardzo ciekawy pomysł, a Wy co sądzicie? 


niedziela, 31 stycznia 2021

(9/21). OKO HORUSA

 
    Autor: Jola Czemiel

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Sensacja, Kryminał

    Liczba stron: 440

    Data premiery: 16. 11. 2020

  
 *Google

    Jola Czemiel- Absolwentka SGH, autorka powieści i miniatur literackich. Wielbicielka niezwykłych podróży, ciekawych książek i dobrej muzyki. Obecnie pracuje nad kolejną częścią trylogii z Benedictem Rutherfordem w roli głównej zatytułowaną Perro Negro.
(Źródło: Okładka książki)

    Jeszcze nigdy marzenie o nieśmiertelności nie było tak bliskie spełnienia… Kiedy Hatszepsut, kobieta faraon, zbliża się do kresu życia, pozostawia po sobie przesłanie, spisane na papirusie przez jej architekta i kochanka Senenmuta. To właśnie ono jest kluczem do znalezienia odpowiedzi na pytanie: czy to możliwe, by człowiek stał się nieśmiertelny?
Mijają wieki, a tajemnica Hatszepsut wciąż spędza sen z powiek zarówno naukowcom, jak i wielkim tego świata. Wkrótce do ich grona dołączy były najemnik Benedict Rutherford, obecnie właściciel biura detektywistycznego w Londynie. W jego ręce trafia zagadkowy wisior w kształcie oka, a przyjaciel zaprasza go do Egiptu na uroczyste otwarcie Świątyni Miliona Lat. Rutherford nie wie jeszcze, że właśnie został wplątany w wielką międzynarodową intrygę, która może doprowadzić do rozwiązania zagadki nieśmiertelności.
(Opis wydawcy).

    Od momentu, w którym skończyłam czytać tę powieść, minęło kilka dni, a ja nadal nie wiem jak ubrać w słowa to, co czuję. Przyznam, że mam dość mieszane uczucia.
"Oko Horusa" to na pewno powieść, która wymaga od czytelnika dużego skupienia i zarezerwowania dla  siebie odpowiedniej ilości czasu. Akcja dzieje się bardzo szybko, intryga goni intrygę, a ilość postaci momentami mocno mnie przytłaczała i niejednokrotnie "gubiłam" się w rozpoznaniu kto jest kim i o co aktualnie chodzi. Zdarzyło się, że żeby zrozumieć sens danego wydarzenia lub rozmowy musiałam wracać po kilka stron wstecz by zrozumieć dany kontekst. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że Wasze odczucia mogą być jednak  zupełnie inne, bo przyznam, iż czytałam tę książkę w dość nerwowym okresie i być może to wpłynęło na taki odbiór.

Autorka pięknie pisze o Egipcie- tym współczesnym i starożytnym. Drobiazgowe opisy oddają kulturę i obyczajowość Egipcjan. Łatwo zaobserwować i zrozumieć tło polityczne, oraz morderczą walkę o wpływy. Z książki płynie olbrzymia wiedza i świadomość tego miejsca. Barwny język i plastyczne opisy pozwalają bez problemu wyobrazić sobie i przenieść się tym samym na słoneczne, ale i tajemnicze ulice Kairu.
Książkę czyta się szybko, sto krótkich rozdziałów szybko mija. Powieść gwarantuje zawrotne tempo, wiele tajemnic i intryg oraz emocji, które momentami trudno okiełznać.

"Oko Horusa" to druga część cyklu o przygodach detektywa Benedicta Rutherforda. Niestety nie miałam okazji przeczytać pierwszej części pt. "Protektor", ale odnoszę wrażenie, że jej nieznajomość nie ma wpływu na część drugą i śmiało można czytać je osobno.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Joli, ale wierzę, że nie ostatnie a kolejne będą tylko lepsze.

    Czy polecam?
Polecam. Świetna lektura dla fanów szybkiej sensacji z domieszką kryminału, ale wymagająca sporej dawki skupienia.

POLECAM...

"Kairczycy, mimo licznych problemów dnia codziennego, starają się nie przenosić ich na otoczenie. Tym bardziej wtedy, kiedy na zewnątrz świeci słońce, a temperatura w granicach dwudziestu stopni Celsjusza pozwala na przyjemne spędzania wolnego czasu. 
Kiedy zamkniesz się w domu, udaje ci się uciec na chwilę od tego świata z ulicy, przeładowanych vanów, wrzeszczących z byle powodu dzieci, które wychylają się przez okna lub z bagażników sunących ulicą aut, a także płaczu dzieci na rękach żebrzących kobiet, które przeciskają się między sprzedawcami batoników, chleba czy też innych miejscowych potraw. Ale gdy tylko na nowo przekroczysz próg, staniesz się znowu jego nieodłączną częścią".
                                       - Jola Czemiel "Oko Horusa" str. 179

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES. 

piątek, 29 stycznia 2021

(8/21). HISTORIA PEWNEGO ZAKOŃCZENIA

 
    Autor: Marta Grygiel

    Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

    Gatunek: Obyczajowa, Romans

    Liczba stron: 271 e-book

    Data premiery: 10. 06. 2020

 
 *Google

    Marta Grygiel- z wykształcenia politolog, z zawodu bankowiec i instruktor jogi. Z pasji pozytywnie zakręcona i zaczytana joginka, idąca bądź jadąca przez życie na rowerze. Z uśmiechem na twarzy i małymi kroczkami realizująca swoje marzenia. Rodowita poznanianka, od wielu lat mieszkająca na peryferiach wielkiego miasta z miłości do piękna przyrody i większego spokoju. Autorka blogów: pozytywniezakreconajoginka.wordpress.com  pozytywniezaczytana.wordpress.com
(Źródło: Okładka książki).

   Bohaterki powieści to trzy kobiety w kwiecie wieku: wdowa, rozwódka i przyszła rozwódka z dzieckiem. Co zapowiada taki zestaw bohaterek? Zamknięcie w sobie, żal, pretensje do życia i ludzi? Nic z tych rzeczy! A co jeśli nasze bohaterki umieścimy w małym hotelu nad Bałtykiem? Morze, plaża i joga oraz pies o niekonwencjonalnym imieniu Lucyfer. 
(Opis wydawcy).

    "Historia pewnego zakończenia" to opowieść, która wnosi w zwykłą szarą codzienność morze ciepła i nadziei na to, że wszystko, nawet to, co najbardziej złe może się odmienić w najmniej oczekiwanym momencie...  Choć zdrada i strata najbliższych boli wiele miesięcy i lat, istnieje szansa, że za ciemnych chmur rozpaczy wyjdzie jeszcze słońce, a szczera i prawdziwa (choć niespodziewana i zaskakująca) przyjaźń czeka tuż za rogiem. Oczywiście nie brakuje również miłości- tej delikatnej i subtelnej jak i zaborczej oraz zgubnej. Rodzinne tajemnice, niezadane przed laty pytania i poszukiwanie odpowiedzi, tworzą aurę tajemniczości i zagadki- pomysł na fabułę w moim odczuciu bardzo trafiony. 
Opowieść przepełniona jest przemyśleniami, które zmuszą czytelnika do głębszej refleksji, ale pozwolą się również wyciszyć i spojrzeć na własne kłopoty z innej strony.

Autorka zabiera nas nad nasze polskie morze- barwne i plastyczne opisy pozwalają bez problemu wyobrazić sobie opisywane miejsca i urokliwe zakątki. Możemy również poznać odrobinę Wielkopolski a szczególnie Poznań- część akcji rozgrywa się również tam. 
Akcja dzieje się dość wolno i jednostajnie, nie ma co liczyć na nagłe i zaskakujące zwroty akcji, ale emocje potrafią się zagotować.
Bohaterowie są obdarzeni niezwykłą energią, empatią i wewnętrznym ciepłem- dadzą się lubić.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, przypadł mi do gustu styl literacki autorki, ale mam jedno zastrzeżenie.
Biorąc do ręki "Historię pewnego zakończenia" nie spodziewałam się, że przy okazji dostanę tak dużą dawkę wiedzy o jodze (momentami myślałam, że czytam podręcznik) przyznam, że pod koniec czułam się przytłoczona tą wiedzą a w szczególności długimi monologami instruktorki (Omeny) i niestety, ale kilka tych wypowiedzi ominęłam. W moim odczuciu gdyby było ich mniej, byłoby lepiej, ale zaznaczam, to jest tylko moja subiektywna ocena. 

    Czy polecam?
Polecam. Opowieść z przesłaniem...

POLECAM...

"Na tę chwilę z utęsknieniem czekałam cały rok. Słońce, plaża, szum fal i widok morza. W samotności. Ze wspomnieniami minionych dziesięciu lat i koszmarem ostatniego roku. Na ten tydzień szykowałam się od wielu miesięcy. Być nad morzem i tu uspokoić swoje myśli, przy okazji zahartować swoje ciało, po prostu odetchnąć. Jeszcze do niedawna nie wyobrażałam sobie wakacji bez męża. Zawsze byliśmy razem. Jednak życie pisze różne scenariusze. Życie przywiodło mnie tutaj samą."
                          - Marta Grygiel "Historia pewnego zakończenia" str.7 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.


środa, 27 stycznia 2021

(7/21). TRZECIA TERAPIA

 
    Autor: Danuta Chlupová

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Obyczajowa, Dramat

    Liczba stron: 328

    Data premiery: 16. 09. 2019

  
* Google

     Danuta Chlupová- Jest Polką, lecz od urodzenia mieszka w Czechach. Jej małą ojczyzną jest Zaolzie- część Śląska Cieszyńskiego, która przed blisko stu laty została włączona do ówczesnej Czechosłowacji.
Z wykształcenia ekonomistka, z zawodu i zamiłowania dziennikarka, mieszka z rodziną w spokojnym miejscu pod lasem, w którym w czasie wojny rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Laureatka konkursu Literacki Debiut roku 2017 za powieść Blizna.
(Źródło: Okładka książki)

    Toksyczne związki, skomplikowane relacje i klątwa dziadka z Auschwitz.
Trzydziestoletnia Mathilda i czterdziestoletni Grzegorz, przypadkowo spotykają się na niemieckim campingu. Z zasłyszanej rozmowy telefonicznej mężczyzna wnioskuje, że kobieta przed kimś ucieka. Po powrocie do Polski zapomina o Niemce, lecz kilka miesięcy później Mathilda dzwoni do niego i prosi o pomoc. Zamierza przyjechać do Oświęcimia, rodzinnego miasta Grzegorza, i poznać historię swojego dziadka – esesmana z Auschwitz. Liczy na to, że to pomoże jej uwolnić się od rodzinnej klątwy, o której przekonywała ją matka, a zarazem wyzwolić się z patologicznego związku. Czy Grzegorz, sam uwikłany w trudne relacje z matką i córką, będzie w stanie pomóc zranionej kobiecie?
(Opis wydawcy).

    Czytając opis wydawcy i mając w pamięci wrażenia po pierwszej przeczytanej powieści pani Danuty, byłam nastawiona na emocjonalne tsunami. 
Nie zawiodłam się, choć muszę przyznać, że liczyłam na to, iż postać dziadka- obozowego esesmana, w pewnym momencie wysunie się na pierwszy plan-tak się nie stało, a postać poznajemy tak naprawdę dopiero pod koniec powieści. Nie jest to książka o Auschwitz, ale duch obozu unosi się nad powieścią od pierwszych stron.
"Trzecia terapia" to opowieść o poczuciu winy za wydarzenia z przeszłości, tej bliższej i dalszej, o uzależnieniu od innych i o niełatwej miłości (czasami bolesnej, wyniszczającej, traumatycznej), która może przyjść w każdym wieku. Skomplikowane relacje rodzinne również istotnie wpływają na poczucie bezpieczeństwa i wiarę w siebie i swoje możliwości, a dręczące demony przeszłości nie pozwalają iść naprzód.
Pani Danuta nie boi się pisać o przemocy w związku, depresji i zrzucaniu odpowiedzialności na innych. Pokazuje wyniszczające schematy, które jeśli się w porę człowiek nie opamięta, prowadzą do wielkich dramatów. 
Autorka doskonale buduje napięcie, niesamowicie wzrusza i zmusza do refleksji. Niejednokrotnie złapałam się na myśli- jak ja bym przyjęła tak brutalną i bolesną prawdę o moich przodkach. Czy byłabym w stanie zrozumieć ich postępowanie? Czy umiałabym wybaczyć? Jak zachowałabym się gdybym miała do czynienia z takim mężczyzną jak Thomas? Na wiele tych pytań nie znalazłam odpowiedzi... 

Emocje buzują od pierwszych stron, wciągają w wir wydarzeń i nie pozwalają na złapanie oddechu. Plastyczne opisy, które serwuje nam pani Danuta, pozwalają wczuć się w daną sytuację, przeżywać wzloty i upadki wraz z bohaterami.
Postacie są barwne i dopracowane, przepełnione emocjami i tajemnicami, które odkrywamy krok po kroku- niektóre są naprawdę zaskakujące, a po ich ujawnieniu niejednokrotnie zmieniłam zdanie na temat danego bohatera.
Zakończenie raczej nie zaskakuje, ale pewien pamiętnik wyjaśnia wszystko...

Jestem zachwycona tą powieścią i jestem pewna, że pióro pani Danuty zostanie jednym z ulubionych.

    Czy polecam?
Zdecydowanie. To wciągająca i przepełniona emocjami opowieść o ludziach, którym przeszłość nie pozwala patrzeć w przyszłość...

POLECAM...

"Przez cały dzień, cokolwiek robiła, miała przed oczami obozowe baraki i tory kolejowe, prowadzące do miejsca, z którego dla większości nie było powrotu. W jej uszach ciągle brzmiał głos Grzegorza, opowiadającego zwiedzającym o zbrodniach i o cierpieniu, które trudno sobie wyobrazić. Fakt, że to właśnie on, a nie obcy, anonimowy przewodnik, wprowadził ją do Auschwitz, miał dla niej ogromne znaczenie. Wiedziała, że nawet wtedy, gdy wyjedzie z Polski, ten mężczyzna na zawsze pozostanie dla niej kimś ważnym i wyjątkowym. Jego roli nikt mu już nie odbierze."
                               - Danuta Chlupová "Trzecia terapia" str. 231


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res


poniedziałek, 25 stycznia 2021

(6/21). LUONTO

 
    Autor: Melissa Darwood

    Wydawnictwo: Melissa Darwood

    Gatunek: Obyczajowa, Romans, Fantasy

    Liczba stron: 211 e-book

    Data premiery: 31. 12. 2020

  
*Google


    Melissa Darwood- Autorka powieści dla kobiet i młodzieży, tworząca pod pseudonimem. Pochodzi z niewielkiej leśnej miejscowości w środkowej Polsce. Jej książki cechują lekki styl, solidna dawka emocji, charakterni bohaterowie i romantyzm.
(Źródło: Lubimy czytać).

Można kogoś znać od kilku lat i nie czuć nic. Można być z kimś przez chwilę i poczuć wszystko.

Kiedy rzeczywistość miesza się z fikcją.
Kiedy miłość to za mało, by pokonać prawa natury.
Nie daj się zwieść pozorom. Nie wszystko jest takim, jakie się wydaje.
Koniec jest bliski.
Wystarczy, że otworzysz oczy i umysł, a pojmiesz, że to może wydarzyć się naprawdę.
Pytanie tylko, czy wolisz poznać gorzką prawdę, czy upajać się słodkim kłamstwem?
(Opis autorki).

    Ależ ta książka mnie zaskoczyła... to druga pozycja w tym roku, dla której zarwałam noc i następnego dnia nie żałowałam tego nawet przez moment. 
Apokaliptyczna wizja końca świata, jaką zaserwowała nam pani Melissa wbija w fotel i nie pozwala o sobie zapomnieć przez długi czas.

Chloris- młoda, zbuntowana nastolatka zostaje wysłana do ciotki, która mieszka z dala od wielkiego miasta. Nie potrafi pogodzić się z sytuacją, brak dostępu do nowinek technologicznych wyzwala w niej olbrzymie pokłady frustracji. Podczas spaceru w lesie zaskakuje ją trzęsienie ziemi. Z pomocą przychodzi jej nieznajomy, który potrafi... zmieniać się w orła. Chloris zostaje zabrana przez niego do Luonto - magicznej wioski, gdzie wszyscy mieszkańcy żyją zgodnie z naturą, i ratują zagrożone wyginięciem na Ziemi gatunki zwierząt.
Dziewczyna odkrywa, że wszystkie choroby cywilizacyjne, na które cierpiała, zniknęły. Jak by tego było mało- ma zadanie do wykonania... Rodzące się uczucie między młodymi może wpłynąć na jej obecność w tym pięknym miejscu?  Czy Chloris i lud Luonto będą w stanie uratować Ziemię przed zagładą?
Tego Wam nie napiszę, ale zdradzę tylko, że nic w tej powieści nie jest tak oczywiste jak na pierwszy rzut oka się wydaje.

Autorka otwiera nam oczy na ekologię i życie w zgodzie z naturą. Wędrując przez powieść, możemy zaobserwować, jak świat wyglądał dawniej, jak się ma współcześnie i jeśli ludzie się nie opamiętają, jak może wyglądać w przyszłości (Czy tylko ja myślę w tym momencie o "Opowieści Wigilijnej"?), a podkreślam, nie jest to kolorowy i sympatyczny obrazek...

Pani Melissa doskonale buduje napięcie, a poczucie grozy i nadchodzącej katastrofy, nie odpuszczały mnie do końca. Fabuła jest całkowicie fikcyjna, jednak autorka nie szczędziła opisów prawdziwych wydarzeń takich jak: wybuch w Czarnobylu czy Fukushimie, trzęsienia ziemi czy tsunami. 
Akcja nie dzieje się jakoś szczególnie szybko, ale potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, niezwykle wzrusza i zmusza do refleksji. W moim odczuciu każdy powinien przeczytać tę książkę i zastanowić się co sam może zrobić dla Ziemi.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Melissy jednak jestem zachwycona stylem i barwnym językiem. Z wielką przyjemnością sięgnę po inne powieści tej pisarki.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Myślę, że śmiało mogą po nią również sięgnąć nastolatkowie.

POLECAM...

"Nic nie oddałoby fali bodźców zalewającej teraz zmysły Chloris. Czuła zapach wilgotnej ziemi, z której wykluwają się zalążki łodyg, słyszała ruch pączków rozwijających się w liście. Widziała, jak przyroda rodzi się na jej oczach. Jak rosną trawa, grzybnia, krzewy, lasy. Wszystko, choć początkowo mogło wydawać się chaotyczne, miało swój porządek i czas. Odnosiła wrażenie, że mijają dni, chociaż rozum podpowiadał, że upłynęły zaledwie sekundy. Zielony tunel dookoła nich wypełniła feeria zapachów, dźwięków i barw. Wokół rozlegały się śpiew ptaków, ryczenie żubrów, popiskiwanie wiewiórek i pluskanie ryb w rzece. Ujrzała twarz tej samej kobiety, która ukazała jej się nad przepaścią. Po chwili jednak zjawa zniknęła równie nieoczekiwanie, jak się pojawiła."
                                         - Melissa Darwood "Luonto" str. 14


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz pani Wioletcie Sadowskiej z bloga Subiektywnie o książkach.

czwartek, 21 stycznia 2021

(5/21). PORNO. JAK ONI TO ROBIĄ? (18+)

                                                          ** PRZEDPREMIEROWO**


    Autor: Robert Ziębiński

    Wydawnictwo: MOVA

    Gatunek: Literatura faktu, Reportaż

    Liczba stron: 288

    Data premiery: 27. 01. 2020

  
* Google

    Robert Ziębiński- Rocznik 1978. Dziennikarz, pisarz, miłośnik jazzu. Współprowadzący audycję "Gra wstępna" w Antyradiu. Przez prawie dekadę pracował w dziale kultury "Newsweek Polska", pisał dla "Tygodnika Powszechnego", "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Przekroju" i "Nowej Fantastyki". W latach 2017-2019 kierował redakcją "Playboya". 
Autor dwóch unikatowych na skalę europejską książek o Stephenie Kingu: "Stephen King: instrukcja obsługi" (2019) i "Sprzedawca strachu" (2014), a także kryminałów, powieści grozy i powieści dla młodzieży.
(Źródło: Lubimy czytać).

    Filmowe porno istnieje od ponad stu lat. Od około siedemdziesięciu w takiej formie, jaką znamy dziś. Mamy więc co najmniej cztery pokolenia ludzi, którzy wciąż wierzą w to, że porno to prawda.
W Hollywood rocznie powstaje ponad trzynaście tysięcy filmów porno, z których dochód to około piętnastu miliardów dolarów. Pornografia przynosi więcej pieniędzy niż NBA, Liga Bejsbolowa i NHL razem wzięte.
Mimo to wiedza na jej temat zatrzymała na poziomie domniemywań, przekłamań i konfabulacji. W mediach głównego nurtu nie ma wywiadów z gwiazdami czy aktorkami porno, mało kto dopuszcza je do głosu. Tym razem jest inaczej. Na rozmowę na temat swojej pracy dali się namówić Robertowi Ziębińskiemu m.in.: Holly Randall, najbardziej wpływowa reżyserka i producentka porno według magazynu „Adult Video News”, Buck Angel, człowiek legenda i pierwszy transseksualny mężczyzna z waginą, który występował w filmach porno, czy aktorka Anna Kinski, Polka, która wyjechała do Francji szukać miłości, a przy okazji rozkochała się też w porno.
W tych i kilkunastu innych rozmowach z gwiazdami i reżyserami, a także seksuologami, Andrzejem Gryżewskim i Justinem Lehmillerem, autor szuka odpowiedzi na pytanie: „Czym jest porno?”. Czy na pewno tym, za co się je uważa, czyli współczesnym boogeymanem, który jest odpowiedzialny za całe zło tego świata?
(Opis wydawcy).

    Długo zastanawiałam się, co czuję po przeczytaniu tej książki. Przyznam szerze, że podeszłam do niej z wielką ciekawością, ale i z pewną obawą....zastanawiam się, jak ta książka zostanie odebrana w tak konserwatywnym kraju, jakim jest Polska, a seks od pokoleń jest tematem tabu. Przecież tutaj nikt nigdy nie obejrzał filmu dla dorosłych!
Robert Ziębiński w formie wywiadu pokazuje branżę porno od przysłowiowej kuchni. Rozmawiając z aktorami, lekarzami obala stereotypy i domysły, które snują się w naszych głowach. Forma wywiadów sprzyja czytaniu. W książce nie brakuje anegdot, humoru i zaskakujących ciekawostek. 
Wielu ludzi myśli, że ludzie pracujący w branży to uzależnieni od używek i seksu niewyżyci erotomani. To nie jest prawdą, większość z nich to normalni ludzie, którzy po pracy wracają do domu i przebierają się w dres, mają rodziny, dzieci, z którymi odrabiają lekcje itd. itp.... 
Oczywiście zdarzają się nadużycia, mobbing czy uzależnienia- ale który zawód jest od tego wolny? Są to jednak marginalne zachowania i wszyscy jednym głosem powtarzają: każdy robi tyle na ile pozwala mu jego sumienie, nikt nikogo do niczego nie zmusza (Oby to była prawda!).

W rozmowach wiele razy podkreślano, że porno to bajka, fantazja. To film przeznaczony dla dorosłych widzów, którzy osiągnęli dojrzałość emocjonalną i potrafią odróżnić życie od fikcji. Te zdania są kierowane do młodzieży, by z tych filmów nie czerpali wiedzy, i nie wyrabiali sobie skrzywionego obrazu partnera/partnerki w realnym życiu.... Potwierdzają, jak ważna jest rozmowa z dojrzewającym człowiekiem, ale czy potrafimy to robić? Czy nie zżera nas wstyd, bo przecież to nie wypada?

    Czy polecam?
Ja polecam, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu będzie to książka niezwykle kontrowersyjna. W moim odczuciu jest to książka potrzebna, i powinna ona trawić w ręce wielu osób.

POLECAM...


Za możliwość przeczytana książki dziękuję autorowi oraz wydawnictwo NOVA.