Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Sentencjonalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Sentencjonalnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 listopada 2025

(97/25). UŁUDA ŚWITANIA

 
                                                     **PATRONAT MEDIALNY**

    Autor: Izabella Agaczewska 

    Wydawnictwo: Sentencjonalnie

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 608

    Data premiery: 25. 10. 2025

 *Google

    Izabella Agaczewska (właśc. Agnieszka Imiołek) autorka powieści psychologiczno-obyczajowych oraz przygodowych książek dla dzieci. Zadebiutowała w 2018 roku powieścią "Aleja Cichych Szeptów". Jej twórczość cechuje emocjonalność oraz wrażliwość na problemy społeczne. 
Mieszka w Krakowie, z zafascynowaniem oprowadza czytelników po swoim mieście na kartach powieści. Kocha podróże- i te dalekie, i te bliskie. Autem, pociągiem, samolotem, rowerem czy kajakiem... niestrudzenie przemierza wytyczony szlak. Carpe diem to jej myśl przewodnia- wykorzystuje każdą chwilę. 
Jest oligofrenopedagogiem, pracuje z dziećmi oraz młodzieżą z niepełnosprawnością intelektualną. Z zaangażowaniem prowadzi warsztaty w szkołach, przedszkolach i bibliotekach nawiązujące do jej twórczości.  
(Źródło: Okładka książki)

    Kim tak naprawdę jest Alina: ofiarą czy sprawczynią? Kogo poszukuje: własnej córki czy może siebie – małej dziewczynki sprzed lat, która zagubiła się w niezrozumiałym dla niej świecie? Czego pragnie?
Noc. Zima. Kobieta z dzieckiem na rękach ucieka – może przed kimś, a może przed samą sobą. Staje nad urwiskiem…
Ponad dwadzieścia lat później ta sama kobieta wychodzi z więzienia. Wydaje jej się, że nikt na nią nie czeka, ale to tylko złudzenie. Za nią podąża inna kobieta – ambitna, gotowa na wszystko.
*
Ułuda świtania to jedna z tych historii, w których nic nie jest oczywiste. Bo czasem i my próbujemy uciec od przeszłości, pozwalamy ponieść się marzeniom zbyt wysoko i jak Ikar bagatelizujemy niebezpieczeństwo. Dajemy się zwieść ułudzie, co rozpala wiarę w nierealne sny.
A życie – jak rzeka – rzadko płynie tam, dokąd byśmy chcieli.
Barbara Łukaszewska
(Opis wydawcy. Źródło: Okładka książki)

    Dzień dobry serdeczne! Dziś przychodzę do Was z niezwykłą powieścią, na którą bardzo czekałam i której mam wielki zaszczyt patronować. 
Przychodzę do Was z historią, która doprowadziła mnie do stwierdzenia, że człowiek jest jak takie małe gliniane naczynie, w którym zbiera się i kumuluje wszystko to, co dobre i co złe, pływają w nim wspomnienia, przeżyte emocje, pokłosia sukcesów i gorzki smak porażek, wielkie miłości i jeszcze większe tajemnice, ale gdy to naczynie osiągnie swój limit, pęka i daje upust temu, co przez lata w sobie zbierał...
Czasami nie dzieje się wtedy nic, a czasami zadzieje się wszystko. Życie albo runie w przepaść, albo doświadczymy oczyszczającego katharsis...
Nie będę opisywać całej fabuły, bo została ona utkana tak, że każdy najdrobniejszy szczegół, powiązany jest z poprzednim i wpływa na kolejny. Nie chciałabym Wam zepsuć zabawy z odkrywania ukrytych poszlak doprowadzających do szokującego odkrycia przeszłości. 
To nie jest łatwa historia, ona nie krzyczy całą sobą, wręcz przeciwnie. "Ułuda świtania" to książka, która szepcze do Was spokojnym głosem, płynie niczym senny strumyk, snuje się nićmi unoszącej mgły nad polami, ale trafia tam, gdzie musi, tam, gdzie zaboli najbardziej, zmusi, by przystanąć na chwilę i spojrzeć na siebie oczyma innych.
Jest to opowieść o tym, o czym boimy się mówić na co dzień. Autorka genialnie ubiera w słowa poczucie winy, wstyd, traumy przeszłości żal i tęsknotę za kimś, kto dawno już o nas zapomniał lub nie chce utrzymywać kontaktu, być częścią naszego życia. 
 To opowieść o tym specyficznym rodzaju bólu, który towarzyszy złamanemu człowiekowi każdego dnia, jest nieodłącznym towarzyszem, "wampirem", który pożera duszę każdego dnia. Jest to także opowieść o trudnych wyborach, matczynej miłości i poświęceniu, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, swych rodzinnych korzeni, mierzeniu się z prawdą, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego...

Pokochałam główną bohaterkę całym sercem, za jej prawdziwość i autentyczność, emocje- takie prawdziwe, czasami totalnie sprzeczne, ale zawsze niezwykle autentyczne. Jest to postać niezwykle złożona, rozpada się na naszych oczach wielokrotnie, ale za każdym razem się podnosi, podejmuje decyzje, czasami nielogiczne, wycofuje się z nich, ale nie cofa przed sięgnięciem po swoje cele, zamierzenia i marzenia. Alina stała się takim lustrem, w którym każdy z nas może się przejrzeć, poczuć, że nie zawsze musimy być silni, możemy dać sobie przestrzeń na to, by poczuć czasami bezsilność czy złość, ale mieć zawsze nadzieję, że nawet po największej życiowej burzy, zawsze można się podnieść i pójść dalej z podniesioną głową. Trudno jest ją jednoznacznie ocenić, ferować wyroki, oceniać fakt, czy to, co zrobiła, było koniecznością, wypadkiem czy jeszcze czymś innym.
Jej totalnym przeciwieństwem jest Olga, od samego początku wiadomo, że coś knuje, ma swój ukryty cel- jaki, jestem przekonana, że bardzo Was on zaskoczy. 
Zresztą cała ta historia w kulminacyjnym momencie zmieni Wasze zdanie na temat poszczególnych postaci.

Styl Izabeli Agaczewskiej jest prosty, ale bardzo emocjonalny. Autorka pięknie operuje słowem, które trafia prosto w serce. Fabuła to genialny splot wielu wątków, po mistrzowsku zostały rozmieszczone punkty zwrotne, które wprawiają serce w nieustanne drżenie.
Autorka prowadzi nas przez tę historię za rękę, ale wskazuje delikatnie palcem, wydawałoby się początkowo nieistotne szczegóły, które sprawiają, że wyciągamy swoje wnioski, angażujemy się w tę historię całym sobą, a ona sama staje się intrygująca i niezwykle wciągająca. Zakończenie to totalny sztos! Przyznam, że zaskoczyło mnie bardzo, chcę poznać dalszą część tej historii.

Książka liczy blisko 600 stron, ale śmiało można napisać, że cechuje ją ład, porządek i dbałość o każdy szczegół, to też sprawia, że bardzo lekko i z wielką przyjemnością poznajemy tę historię, stając się tym samym jej częścią. 
Tak jak napisałam wyżej, książka jest doskonała, chce się ją czytać bez końca, nie chce się jej odkładać. Ja jestem kupiona absolutnie i mam nadzieję, że trafi ona do bardzo szerokiego grona odbiorców, czego życzę Autorce z całego serca.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nawet osoby ze słabszym wzrokiem, śmiało mogą po nią sięgać, bo powieść została wydana w większej czcionce.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To opowieść o odzyskiwaniu własnego siebie, o uczeniu się samotności, która też jest czasami dobra, o marzeniach i pasji tworzenia, o odrzuceniu, ale i nadziei. Po jej przeczytaniu poczujecie się dobrze, tak po prostu.

POLECAM...

czwartek, 12 grudnia 2024

(155/24). Чарівний санаторій. SANATORIUM CUDÓW (Wersja polsko-ukraińska)

 
                               ** RECENZJA PATRONACKA/ PATRONAT MEDIALNY **

Część marzeń niemożliwa jest do spełnienia, bo dzieją się w miejscu, do którego rzeczywistość nie ma wstępu"- John Brown


    Autor: Izabella Agaczewska 

   Tytuł w języku polskim: Sanatorium cudów

    Tytuł  w języku ukraińskim: Чарівний санаторій

    Wydawnictwo: Sentencjonalnie.pl

    Tłumaczenie na język ukraiński: Oksana Bunkivska

    Ilustracje: Iwona Pastuszka-Vedral

    Gatunek: Literatura dziecięca, Literatura młodzieżowa

    Liczba stron: 94

    Data premiery wersji polsko-ukraińskiej: 22. 11. 2024

 *Google

    Izabella Agaczewska (pseudonim Agnieszki Imiołek) - to rodowita krakowianka. Jest oligofrenopedagogiem, wraz z uczniami z niepełnosprawnością intelektualną tworzy spektakle teatralne i filmy fabularne. Zapalona podróżniczka uwielbia eskapady rowerowe i piesze wędrówki. Jej pierwszą miłością były i są książki. Jest autorką dwóch powieści obyczajowych: "Aleja cichych szeptów" oraz "Poduszka na parapecie". W jej bibliografii oprócz "Sanatorium cudów" znajduje się "Latawiec", "Magiczny eliksir" oraz "Zbiór Legend Niezwykłych".
(Źródło: Karta książki)

OPIS W JĘZYKU UKRAIŃSKIM: Дев'ятирічний Олександр раптово перестає розмовляти і потрапляє в санаторій, не надто приязне для нього місце. Він та його нові друзі почуваються там доволі самотніми. Вони ізольовані від інших дітей. Але чому?
Проте все змінюється, коли в санаторії з'являється пані Констанція. Нова вихователька відкриває дітям секрет: у підвалі старої будівлі існує таємничий світ. Чи вдасться Олександру та його приятелям потрапити туди? Вирушай разом із героями книжки у неймовірну пригоду, сповнену чудес!

OPIS W JĘZYKU POLSKIM: Dziewięcioletni Aleksander nagle przestaje mówić i trafia do sanatorium. To nie jest przyjazne miejsce. On i jego nowi przyjaciele czują się tam bardzo samotni. Zostają odizolowani od innych dzieci. Dlaczego?
Jednak gdy w sanatorium pojawia się pani Konstancja, wszystko się zmienia. Nowa opiekunka zdradza dzieciom pewien sekret. Otóż w podziemiach starego budynku znajduje się tajemnicza kraina. Czy Aleksandrowi i jego towarzyszom uda się do niej dotrzeć?
Wyrusz wraz z bohaterami na niesamowitą przygodę pełną cudów!
(Źródło opisów: Okładka książki wersji polskiej i ukraińskiej)

    Dzień dobry serdeczne! Dziś przyszłam pokazać książkę, która w niektórych może wywołać różnorodne emocje, ale proszę, pamiętajmy, że dzieci nie są niczemu winne i każda najmniejsza namiastka normalności jest dla nich niezwykle ważna i istotna by choć przez chwilę poczuły się bezpiecznie i być może mniej tęskniły za domem i bliskimi, którzy zostali w strefie wojny.

Gdy w 2022 roku na rynku pojawiło się "Sanatorium cudów" nikt nie spodziewał się, że tak ciepło przyjęta historia małego niemówiącego chłopca, zyska tak olbrzymią rzeszę fanów i zostanie przełożona nie tylko na język angielski, ale i na ukraiński. Dziś trzymając w ręku efekt wielomiesięcznej pracy autorki Izabelli Agaczewskiej, tłumaczki Oksany Bunkivskiej i ilustratorki Iwony Pastuszki-Vedral jestem niezwykle dumna z faktu, że mogłam objąć patronatem medialnym również tę wersję. Jeśli macie w swoich kręgach rodziny z Ukrainy, zaproście je tutaj, niech się dowiedzą o istnieniu tej historii.

Aleksander to dziewięcioletni chłopiec, który nagle przestał mówić. Przyjeżdża do sanatorium, by odzyskać głos. To bardzo nieprzyjazne miejsce. Bohater nie jest tam szczęśliwy. Trafia do grupy dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Ismenka, Leopold i Ksawery - każdy z nich jest wyjątkowy. I choć Normalsi, jak i personel sanatorium, używają wobec nich obraźliwej nazwy Dziwolągi, nie zrażają się tym. Są dziećmi, które muszą stawić czoła trudnej rzeczywistości, ale walczą z całych sił. Choć mają problem z mówieniem, poruszaniem się, myśleniem… Jednak jest coś, co sprawia, że nie poddają się. Więcej nie zdradzę, ale z pewnością małym bohaterom przyjdzie z pomocą nowa opiekunka. Pani Konstancja sprawi, że w Sanatorium zaczną się dziać cuda!

Bariery, jakie stawia przed dzieckiem niepełnosprawność, dla osób postronnych nie zawsze są zrozumiałe, a chore dziecko nie zawsze potrafi wyrazić swoje uczucia emocje i podstawowe potrzeby. I to właśnie o potrzebie zrozumienia i akceptacji opowiada "Sanatorium cudów". 
Jest to książeczka edukacyjno- terapeutyczna, która pokazuje, dzieciom, że każdy z nas jest inny i może cierpieć z powodu choroby, której na pierwszy "rzut oka" nie widać, ale pomimo tego nie umniejsza to jej "ważności". Myślę, że pomoże ona także ukraińskim dzieciom w otworzeniu się i mówieniu o swoich lękach i obawach, że może w bohaterach tej historii znajdą, choć cząstkę siebie i zobaczą, jak ważne jest mówienie o swoich obawach na głos.
Po tę historię powinien sięgnąć również dorosły czytelnik, bo może ona stać się doskonałym zalążkiem wielu cennych rozmów z naszymi pociechami. Pozwoli ona poruszyć w rozmowie takie tematy jak: akceptacja, zrozumienie, otwartość na "inność", empatia i współczucie. Jestem pewna, że wielu z dorosłych, odda się refleksji i być może inaczej spojrzy na świat, w którym żyją niepełnosprawni...
Autorka pięknie pisze o prawdziwej i szczerej przyjaźni, o nadziei i marzeniach. Pokazuje, jak ważne są marzenia... bo w nich możemy być tym, kim tylko sobie wymarzymy, gdzie nie ma chorób i bólu, a niemożliwe nie istnieje. 
Przyznaję... choć znam tę historię niemal na pamięć, nadal wyzwala ona we mnie ogromne emocje i wzruszenie. 
Książeczka jest przepięknie wydana, wyraziste kolorowe obrazki, czytelny tekst,  nie znajdziemy w tej pozycji chaosu i rozgardiaszu. W wersji polsko-ukraińskiej, tak jak w jej poprzedniczce bardzo przypadł mi do gustu układ tekstu. Na jednej stronie mamy opowieść pisaną w języku polskim a na stronie obok te same wydarzenia opisane są w języku ukraińskim. Jak dla mnie jest to trafiony zabieg, bo dziecko może "przez przypadek" podłapać wiele słów w innym języku, a przy tym nie zniechęca się do nauki języka obcego.
Ilustracje są podobne do tych z wersji polskiej i angielskiej i tworzą wraz z tekstem spójną, przejrzystą i bardzo ciekawą historię.

Tak jak w poprzednich wydaniach znajdziemy na końcu opowieści słowniczek trudniejszych wyrazów, także przetłumaczonych na język ukraiński. Będzie to dużym uproszczeniem dla rodziców, a zarazem podpowiedzią jak wytłumaczyć dziecku co to jest: mutyzm, emigracja, ewenement i wiele innych ciekawych słów. Podpowie także, z jakimi trudnościami borykają się chorzy na autyzm, dziecięce porażenie mózgowe czy zespół downa.

Bardzo się cieszę, że ta książka została wydana i jestem niesamowicie dumna, że mogłam ją objąć swoim patronatem- jest to dla mnie olbrzymi zaszczyt. Jedynym takim malutkim minusikiem może być fakt, że opis książki jest tylko w języku ukraińskim. Ale to tylko takie moje czepialstwo ;)

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Bardzo mądra, wartościowa książka. Jak zaznaczyłam wyżej... Każde dziecko w jakiś sposób zostanie nią oczarowane, a i dorosły wyciągnie z niej wiele wniosków. Mówcie swoim ukraińskim znajomych, że taka książeczka została wydana w ich języku, niech po nią sięgają i oni i ich dzieci.

POLECAM...

Za możliwość objęcia patronatem medialnym i egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuje Autorce.