Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Wojtkowska-Witala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Wojtkowska-Witala. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lipca 2023

(89/23). DOM NA GRANICY

  
                          ** RECENZJA PATRONACKA/ PATRONAT MEDIALNY **

    Autor: Anna Wojtkowska- Witala

    Wydawnictwo: LUCKY

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 372

    Data premiery: 07. 08. 2023

 *Google

    Anna Wojtkowska- Witala brak informacji

    Ania wiedzie skromne, zwyczajne życie. Kiedyś postanowiła poświęcić się rodzinie: zrezygnowała z wymarzonych studiów i wielkich planów, po to, by zaopiekować się niepełnosprawnym bratem. Teraz, kilkanaście lat później, kiedy brat odszedł, została sama na świecie i szuka w nim nowego miejsca dla siebie. Niespodziewana propozycja od byłej przełożonej okazuje się dla niej szansą i… wyzwaniem. Zamieszkanie w domu na granicy, w którym dzieją się niezwykłe rzeczy, wywraca życie Ani do góry nogami. Nie mniej niż pewien interesujący mężczyzna, z którym ląduje… w jednym łóżku.
Czy Ania uwierzy, że jej los może się odmienić?
Czy odważy się zrealizować marzenia?
I czy wreszcie znajdzie prawdziwą miłość?
(Opis wydawcy)

    Dziś chciałabym opowiedzieć o książce, która mnie niezwykle oczarowała, i nie dlatego, że jest to mój patronat medialny, ale dlatego, że w historii Ani odnalazłam dużo z siebie samej, i przyznam, że kosztowało mnie to naprawdę sporo emocji i wzruszeń. 

Pani Anna stworzyła historię szczerą do bólu, obnażającą ludzkie słabości, pokazującą, jak łatwo jest ocenić drugiego człowieka, a zarazem jak trudno jest przyznać się do popełnionego błędu. W tej historii musimy zmierzyć się z niepełnosprawnością, chorobą i śmiercią- zmusza to nas do refleksji nad stratą i radzeniem sobie z żałobą- gdy wydaje nam się, że nikogo obok nas już nie ma. Kiedy przychodzi ten moment, że człowiek nie dostrzega wyciągniętej w swoją stronę pomocnej dłoni, zatraca się w swym bólu... chce zniknąć... na szczęście w odpowiednim czasie pojawia się przyjaciel z "kołem ratunkowym". Tak właśnie odbieram relację dwóch głównych bohaterek po pewnej scenie przy torach, w której moje serce stanęło na kilka dobrych sekund.
"Dom na granicy" to historia, która uderza w nas swą autentycznością i (wbrew pozorom) głębią przekazu. Jest to książka, która niesie w sobie wiarę i nadzieję. Wiarę w to, że każde marzenie i pragnienie jesteśmy w stanie spełnić. Nadzieję, że na końcu wszystko się jakoś poukłada, a prawdziwa miłość zawsze nas odnajdzie. Nie ważne, jaką drogą do nas idzie, ale zawsze przyjdzie...
Autorka porusza w swej powieści także wiele innych trudnych tematów, między innymi takich jak: rodzicielska miłość, porzucenie i odrzucenie, zaufanie, odpowiedzialność za innych...
Pokazuje, jak ważne jest łapanie dobrych chwil i wspomnień, by później czerpać z nich siłę napędową do dalszych działań. Zmusza również do zastanowienia się nad własnym życiem i odpowiedzeniem sobie na kilka zasadniczych pytań, chociażby na to czy zrobiłam/zrobiłem wszystko, co było możliwe, by być naprawdę szczęśliwym człowiekiem?

Ciekawa fabuła, wartka akcja, autentyczni bohaterowie- te wszystkie składniki składają się na bardzo wciągającą lekturę. Trudno jest odłożyć książkę na bok, nie wiedząc, jak się potoczą dalsze losy głównych postaci. 
Autorka w doskonały sposób buduje napięcie, emocje uderzają w nas już od pierwszych stron, motywy, które targają bohaterami, sprawiły, że nieraz pojawiły się łzy wzruszenia, przeplatane szczerym uśmiechem. Istna emocjonalna huśtawka, od uśmiechu aż po łzy. Intryga, którą wymyślił podopieczny Ani i Krzysztofa to po prostu mistrzostwo świata. Bawiłam się przednio, czytając, jak wychodzi na jaw to, co uknuł Marcin, choć późniejsze zachowanie Emmy mocno mnie zaskoczyło. Niejednokrotnie płakałam przy scenach, w których siostry stają "oko w oko" i nie mogą się porozumieć. Niezwykle smutne to były momenty.

Jestem niesamowicie dumna, że mogę patronować tej powieści. Jest ona niesamowita, mądra i niesie w sobie przepiękne przesłanie.
Jestem zachwycona stylem i lekkością pióra pani Anny, choć porusza niezwykle trudne tematy, jej książki czyta się naprawdę doskonale. Być może dzięki temu problemy ukryte na kartach książki nie wydają się tak bardzo przytłaczające i pozwalają, by bohaterowie stawili im czoło i wyszli z tego obronną ręką. 

    Czy polecam? 
Oczywiście, że tak. "Dom na granicy"  to nietuzinkowa opowieść o miłości, przyjaźni, samotności i walce o siebie. Każdy z Czytelników znajdzie w niej coś dla siebie.

POLECAM...

"Czy to grzech, mimo iż tak mało czasu minęło od śmierci brata, że odważyła się poczuć ulgę z powodu pozbycia się zmartwień? Nienawidziła siebie za to. Dlaczego nie wystarczało jej do szczęścia to, że w tamtym czasie miała mamę, brata, a nawet siostrę, rzadko obecną w domu, ale siostrę? Że kochali się w tych trudnych chwilach. Dlaczego w przeszłości nie mogło być tak dostatnio jak w domu na granicy? Czy w życiu każdego człowieka jest tak, że nie zauważa tego, co ma, i chciałby więcej i więcej? Czy to grzech, że wygodne życie wydaje się nam łatwiejsze i proste? Przecież nie umieramy z tymi, którzy odeszli. Musimy żyć dalej."
                                - Anna Wojtkowska-Witala "Dom na granicy" str. 152-153

Za możliwość przeczytania i objęcia patronatem medialnym powieści serdecznie dziękuję Autorce oraz wydawnictwu LUCKY.

    


środa, 8 marca 2023

(28/23). BASIA URWISKA

                     Recenzja nagrodzona tytułem "Wybór redakcji" w serwisie Na kanapie.

    Autor: Anna Wojtkowska-Witala

    Wydawnictwo: Astrunum

    Gatunek: Opowiadania, Dla młodzieży 

    Liczba stron: 64

    Data premiery: 2009 (data przybliżona)

 *Google

    Anna Wojtkowska- Witala brak informacji.

    Basia Urwiska to debiut książkowy Anny Wojtkowskiej- Witali, ale nie debiut literacki. W 1995 roku na łamach miesięcznika "Gospodyni" (nr 9, s. 29) opublikowano wyróżnione w konkursie literackim opowiadanie-obrazek "Siostra". W tym samym roku za opowiadanie "List z rejsu" otrzymała wyróżnienie w V Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Jerzego Szaniawskiego na opowiadanie lub nowelę o tematyce współczesnej organizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną i Towarzystwo Przyjaciół w Zduńskiej Woli. Wyróżnione utwory pisane były z myślą o czytelniku dorosłym, natomiast Basia Urwiska napisana została dla czytelnika dziecięcego. Co jednak łączy te opowieści? Otóż są one oparte na faktach autentycznych i zaadaptowane dla potrzeb literackich. Coś pominięto, coś dodano, ale wydarzenia lub nazwijmy je przygody, miejsca, główne postacie są prawdziwe. Autorka Basi Urwiski jest lepszym słuchaczem, aniżeli mówcą. Wsłuchuje się w otaczającą ją rzeczywistość i wyłapuje ciekawe historie, które później zamienia w opowiadania.
Czy Basia Urwiska spodoba się czytelnikom i będą chcieli poznać inne jej przygody? Czy opowieści, w których brak komputera, telefonu komórkowego i magii mogą liczyć na popularność? Wszystko zależy od tych, którzy po tę książę sięgną.- Barbara Wojtkowska- Latocha
(Źródło opisu: Okładka książki)

    Na niewielkim osiedlu w Mikołowie mieszka sobie jedenastoletnia Basia, dziewczynka pełna energii i szalonych pomysłów, które nie zawsze okazują się "strzałem w dziesiątkę" i ściągają na dziewczynkę niemałe kłopoty. Basia urwiska przyjaźni się z Anią Porządną, całkowitym swoim przeciwieństwem, jednak nie stanowi to problemu w ich codziennych relacjach i przyjaciółki idealnie się uzupełniają. Dziewczynki przeżywają wspólnie wiele szalonych i (czasami) niebezpiecznych przygód. Basia je uwielbia, a Ania stara się by choć część szalonych pomysłów Basi została tylko w jej głowie. 
Dziewczynki chodzą razem do klasy, razem się uczą i razem spędzają wspólny czas...

     Przyznaję, że nie spodziewałam się, że ta skromna i niewielka książeczka dedykowana młodzieży (i to tej młodszej) przeniesie mnie w czasie i przywoła ciepłe myśli i wspomnienia o ludziach, których już od lat nie widziałam bądź nie przebywają oni w moim życiu na co dzień, i spotykamy się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Obudzi tęsknotę i wywoła falę wzruszenia, ale i ciepła, które otuliło mnie na cały kolejny dzień...
"Basia Urwiska" to zbiór kilkunastu krótkich opowiadań podzielonych na dwie części. W pierwszej z nich poznajemy dwie dziewczynki, oddane sobie przyjaciółki, które dzielnie wspierają się w najtrudniejszych momentach, zawsze stają w swojej obronie i dzielą ze sobą wszystkie smutki i radości. Opowiadania te oparte są na autentycznych wydarzeniach i w większości dzieją się w prawdziwych miejscach, choć niektóre z nich dziś już nie istnieją, bądź zostały przekształcone w obiekty o innym przeznaczeniu. 
Druga część to opowiadania zatytułowane "Na Starej", które Ania Porządna napisała na podstawie wspomnień swojego taty. Tak jak w części pierwszej- miejsca, postaci i wydarzenia są autentyczne i z tego co wyczytałam we wprowadzeniu do tej książki, są one szczególnie bliskie autorce- są częścią historii jej rodziny. A krótka przedwigilijna piosenka o myszce, wciąż jest obecna w domu autorki 23 grudnia każdego roku.

Przeczytanie książki zajęło mi dosłownie kilka minut, ale wrażenia po lekturze towarzyszą mi aż do teraz, i choć jest to książka kierowana do młodszego czytelnika, zmusza ona do refleksji i niesie w sobie wiele ważnych przesłań. Autorka pod płaszczykiem wielkich przygód porusza kilka istotnych tematów i mam tutaj na myśli przemoc (fizyczną i psychiczną) wśród rówieśników, wpływ (z pozoru) niewinnego kłamstwa na rozwój sytuacji i przez to trudność z jej rozwiązaniem, itp. Z drugiej strony i co w moim odczuciu najważniejsze książka ta staje się świetnym "punktem zaczepnym" do wielu ciekawych rozmów z dorastającymi dziećmi, przy okazji pozwalając nam dorosłym, przenieść się w czasy swojego dzieciństwa i wspomnień z nim związanych... 

"Basia Urwiska" napisana przystępnym i barwnym językiem, nie powinna przysporzyć kłopotów z jej zrozumieniem, nawet tym trochę młodszym dzieciom, które dopiero zaczynają przygodę z literaturą dla młodzieży.
Krótkie opowiadania, i ich wyraźne rozdzielenie pozwalają podzielić całość na jeszcze mniejsze części, dzięki czemu dziecko nie poczuje znużenia, bo lekturę można przerwać niemal w każdym dogodnym momencie.
Mnie osobiście brakowało koloru, bo cała książka utrzymana jest w konwekcji czarno-białej, ale to jest taki tylko mój malutki "zarzucik"- jeśli zaglądacie tu na blog- wiecie, w jaki sposób wykorzystuję kolory książeczki w codziennej terapii wzroku mojego syna. Tak poza tym nie mam się do czego przyczepić.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie, może zaskoczyć, bo akcja potrafi się obrócić o 180 stopni w przeciągu sekundy i to w najmniej spodziewanym momencie, przy okazji mając swój niezwykły urok i wyjątkowy klimat, który otula czytelnika (nawet tego starszego) niezwykłym ciepłem w okolicach serca.

     Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Każdy młodszy czytelnik i ten trochę starszy znajdzie tu coś dla siebie. A dorosły wróci wspomnieniami do beztroskich lat swojego dzieciństwa, przypomni sobie, jak to "kiedyś było" i nawiąże nić porozumienia ze swoją pociechą, opowiadając jej, jak to się żyło bez komputera i telefonu ;)

POLECAM...

"W niedużym mieście Mikołowie jest długa ulica z dwiema górkami, która nazywa się Stara Droga. Jest tam mnóstwo domków jednorodzinnych, a w nich mieszka wiele mam i tatusiów, córek i synów, sióstr i braci, babć i dziadków, wnucząt, cioć i wujków, kuzynów i  kuzynek. Wiele lat temu przy Starej Drodze stało tylko kilka domów, a ostatni budynek z numerem siedem był wyjątkowy. Było tam zawsze wesoło, ciepło i przytulnie. Codziennie przynajmniej jeden gość odwiedzał zbudowany z żółtego i różowego piaskowca parterowy domek z białymi firankami w oknach. Kiedy gość, będąc jeszcze w swoim domu, wkładał wizytowe ubranie, mówił, że idzie na Starą. Nie na Starą Drogę, ale na Starą, gdzie zawsze czekał na niego uśmiech i drożdżowy, makowy lub serowy kołacz."
                           - Anna Wojtkowska- Witala "Basia Urwiska" str. 50

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

poniedziałek, 13 września 2021

KILKA PYTAŃ DO... ANNA WOJTKOWSKA- WITALA



    Serdecznie zapraszam do przeczytania krótkiej rozmowy z Panią Anną Wojtkowską- Witalą, autorką takich powieści jak: "Zapach makadamii", "Odnaleźć marzenia" oraz książki dl dzieci i nastolatków "Basia Urwiska".
Pani Anna zgodziła opowiedzieć się o sobie i swojej najnowszej powieści "Odnaleźć marzenia" której miałam olbrzymi zaszczyt patronować.

1. Poznajmy się... Proszę opowiedzieć nam kilka słów o sobie.

Jestem bibliotekarką, w zawodzie pracuję 28 lat. Jestem mamą nastolatka. Moje pasje to pisanie i bieganie. Piszę powieści obyczajowe, opowiadania, jednoaktówki po śląsku, artykuły do prasy fachowej i lokalnej, mam na swoim koncie trzy scenariusze do filmów amatorskich, pisałam też wiersze, ale to już zamknięty i spalony rozdział.

2. Od premiery najnowszej Pani książki minął już miesiąc. Jakie emocje towarzyszyły Pani w okolicach premiery, a jak one wyglądają dziś? Jak zmieniło się (o ile to się stało) podejście do tej historii, napisałaby Pani ją tak samo czy coś zmieniła?

Im bliżej było do premiery, tym bardziej byłam podekscytowana i zdenerwowana. Odczuwałam radość, ale też strach przed odbiorem mojej książki przez czytelników. Po miesiącu emocje nie są już tak wyraziste, ale nadal są, zwłaszcza gdy pojawia się recenzja, gdy ktoś do mnie napisze lub znajomi powiedzą kilka słów na temat mojej powieści. Podejście do historii opisanej w „Odnaleźć marzenia” nie zmieniło się, myślę, że napisałabym ją tak samo.

3. W wielu książkach dobro jest zawsze dobre, a zło złe. W "Odnaleźć marzenia" bohaterowie nie są tak kryształowo czyści i nie zawsze stają „po swojej stronie”. Dlaczego? Co nimi kieruje?

Człowiek nie jest od początku do końca tylko dobry lub tylko zły, wciąż walczą w nas te dwie twarze. Zło przychodzi zdecydowanie łatwiej, dobro często wymaga od nas wyrzeczeń. Moi bohaterowie mają swoje dylematy, wątpliwości, czasem muszą wybierać wbrew sobie, miotają się. Moimi bohaterami kierują emocje – m.in. miłość, strach, smutek, złość, radość, nie zawsze są one dobrym doradcą. Jednak ostatecznego wyboru dokonałam ja – autorka, czy jest to słuszny wybór? Nie wiem.

4. W "Odnaleźć marzenia" bohaterka musi zmierzyć się z wielką stratą, jak piszę się o takich sytuacjach? Utożsamia się Pani ze swoimi bohaterami? Współczuje, płacze nad ich losem?

Staram się nie utożsamiać ze swoimi bohaterami, ale mają oni na mnie wpływ, bo budując ich charaktery, są we mnie obecni, rozmyślam o nich, zastanawiam się nad ich postępowaniem. Moje dzieciństwo naznaczone było wieloma pogrzebami – umierali najstarsi członkowie mojej rodziny, pogrzeby były zatem częstym wydarzeniem w moim życiu. Odeszło już kilkoro moich szkolnych rówieśników, byłam świadkiem rozpaczy bliskich znajomych po stracie dziecka. Zawsze wówczas cierpiałam i zastanawiałam się, co czują ci, których ta strata dotknęła najbardziej, jak w ogóle są w stanie żyć dalej. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, myślę, że w cierpienie Alicji nieświadomie przelałam wiele z osobistych przeżyć.

5. Czy pisząc ma Pani gotową powieść "w głowie", czy tak naprawdę sama Pani nie wie, jakie będzie zakończenie, bo treść ewoluuje z biegiem czasu? Ile treści w danej powieści pochodzi z Pani wyobraźni, a ile czerpie Pani z własnego życia, doświadczeń, życia znajomych czy zasłyszanych historii?

Pisząc powieść mam główną historię od początku do końca w głowie, to znaczy wiem, jak się rozpocznie i jak się zakończy, co zdarzy się z głównymi bohaterami po drodze. W trakcie pisania pojawiają się czasem wątki poboczne, a nawet postaci, czasem z czegoś rezygnuję, czasem zmieniam. W „Odnaleźć marzenia” podczas pisania zmaterializował się Bilbo, który wywrócił mi jeden z wątków do góry nogami. Staram się, aby historia dwójki głównych bohaterów była od początku do końca fikcyjna. W pierwszej powieści „Zapach makadamii” wszystko było od początku do końca wymyślone. W „Odnaleźć marzenia” wiele wątków bohaterów drugoplanowych zaczerpniętych zostało z życia. Oczywiście coś usunęłam, coś dodałam, niektórzy znajomi odnaleźli się na kartach mojej powieści. Nikt się jednak nie obraził. Na razie!

6. Co sprawiło największy problem podczas pisania powieści? Czy było to wykreowanie głównych bohaterów mierzących się z własnymi lękami i traumami, które nie pozwalają im zapomnieć o przeszłości, czy może całkiem coś innego?

Największą trudnością był brak możliwości pisania wówczas, gdy słowa czekały gotowe w mojej głowie. Pracuję na pełnym etacie, jestem mamą, jest wiele domowych obowiązków – one mają pierwszeństwo przed pisaniem. Gdy zasiadałam do pisania, wiele z tych słów mi umknęło, musiałam sobie je przypominać, zdarzyło się, że umknęły na zawsze.

7. W swoim dorobku posiada Pani również książkę dla młodzieży. Jaka jest różnica między pisaniem dla dorosłego czytelnika a tego młodszego, który dopiero odkrywa świat literatury?

Inaczej pisze się dla czytelnika dorosłego, który ma już spore doświadczenie i często pewne sprawy są dla niego oczywiste, wiele rzeczy potrafi sobie sam dopowiedzieć. Młodemu czytelnikowi trzeba objaśniać świat, często pisać wprost. Myślę, że w książkach dla dzieci ważny jest morał, ukierunkowanie czytelnika na to, co właściwe.

8. Jaką literaturę Pani czyta na co dzień? I do jakiego autora jest Pani najbliżej?

Czytam różną literaturę, to zależy od nastroju, aktualnych zainteresowań. Na pewno zawsze sięgnę po biografie twórców młodopolskich, gdyż bardziej fascynuje mnie ich życie niż twórczość. Miewam także „etapy” w swoim czytaniu, np. na dziewiętnastowieczne powieści angielskie, literaturę norweską i o Norwegii, książki popularnonaukowe traktujące o średniowieczu, a ostatnio fascynuje mnie twórczość Janoscha i jego biografia.

Najbliżej, pod względem emocjonalnym jest mi do twórczości sióstr Brontë – tragiczna samotność, odrzucenie, trudna miłość, tajemnica i ten specyficzny, zdawałoby się mroczny klimat. Jakże chciałabym tak pisać! Pod względem pisarskim nie wiem do kogo mi najbliżej, na nikim się nie wzoruję i myślę, że to pytanie do moich czytelników. Chętnie poznałabym ich opinie w tym temacie.

9. Jest mnóstwo tytułów na rynku. Gdyby Pani mogła w kilku słowach lub zdaniach zareklamować swoją książkę czytelnikom - dlaczego mają po nią sięgnąć?

„Odnaleźć marzenia” to książka o miłości ze szczęśliwym zakończeniem, która w pozornie lekkiej formie porusza też takie problemy jak samotność, depresja, poszukiwanie szczęścia. I jak powiedziała moja koleżanka z pracy Agnieszka Wróbel, wielokrotnie mrugam z jej kart do czytelnika, przemycając własne poglądy na różne tematy.

10. Może na sam koniec zechciałby Pani podzielić się z czytelnikami jakąś zabawną anegdotą lub ciekawostką związaną z powstaniem książki ?

W tej chwili nie przypominam sobie takiej historii związanej z pisaniem, ale z odbiorem książki. Na "VIII Biegu Wyrskim" spotkałam znajomą i rozmawiałyśmy, niedaleko przechodził akurat jej bliski znajomy i ona woła:

- Chodź tutaj, chodź! To jest właśnie Ania, przez którą nie pojechaliśmy na wycieczkę rowerową.

Okazało się, że Kasia zaczytała się w mojej powieści i chciała wiedzieć, co będzie dalej, więc zrezygnowała z wcześniejszych planów. Powieść przeczytała, ale na wycieczkę nie pojechali.


                                                                      KONIEC


Serdecznie dziękuję Pani Anno za poświęcony czas i opowiedzenie o swej najnowszej powieści. Was moi drodzy zachęcam z całego serca do sięgnięcia po tę powieść, i odnalezienie swoich wyjątkowych marzeń.

Serdecznie pozdrawiam. Ewelina.




poniedziałek, 16 sierpnia 2021

(67/21). ODNALEŹĆ MARZENIA

                                          *RECENZJA PATRONACKA*


    Autor: Anna Wojtkowska- Witala

    Wydawnictwo: LUCKY Wydawnictwo

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 372

    Data premiery: 16. 08. 2021

  
 *Google

    Anna Wojtkowska- Witala- brak danych*

   Małżeństwo z Jakubem miało być kolejnym etapem szczęśliwego i uporządkowanego życia Alicji. Nagła śmierć męża sprawiła, że każdy dzień stał się cierpieniem. Nielubiana praca bibliotekarki, powroty do pustego mieszkania i życie wspomnieniami nasilały depresję.
Niespodziewana propozycja przyjaciółki stała się wybawieniem. Dzięki zmianie miejsca zamieszkania i zawodu zaczęła wracać do życia. Pojawił się jednak w jej otoczeniu tajemniczy mężczyzna o intrygująco niebieskich oczach. Alicja zostaje wplątana w nieplanowane zdarzenia.
Czy można odnaleźć marzenia? Marzenia dawno zapomniane i ukrywane przed światem. Marzenia, o których istnieniu nie miało się nawet pojęcia. Kto oprócz Alicji je odnajdzie?
(Opis wydawcy).

        Każdy z nas czegoś pragnie... dla jednych będzie to inny człowiek, dla innych dobra materialne, a dla jeszcze innych możliwość życia według własnych zasad...
"Odnaleźć marzenia" to historia, która uderza w nas swą autentycznością i głębią przekazu. W której każdy z nas odnajdzie cząstkę siebie, autentyczna, naszpikowana emocjami opowieść o tak zwanej "samotności w tłumie", gdzie niby wszystko gra i jest poukładane, a tak naprawdę ludzie żyją obok siebie, zupełnie się nie dostrzegając. 
Autorka porusza w swej powieści wiele trudnych tematów, zmusza również do zastanowienia się nad własnym życiem i odpowiedzeniem sobie na kilka zasadniczych pytań, chociażby na to czy zrobiłam/zrobiłem wszystko, co było możliwe, by być naprawdę szczęśliwym człowiekiem?
Jest to książka, która niesie w sobie wiarę i nadzieję. Wiarę w to, że każde marzenie i pragnienie jesteśmy w stanie spełnić. Nadzieję, że na końcu wszystko się jakoś poukłada, a prawdziwa miłość zawsze nas odnajdzie. Nie ważne, jaką drogą do nas idzie, ale zawsze przyjdzie i będzie tą pierwszą i wyjątkową.
Pani Anna stworzyła historię szczerą do bólu, obnażającą ludzkie słabości, pokazującą, jak łatwo jest ocenić drugiego człowieka, a zarazem jak trudno jest przyznać się do popełnionego błędu. Musimy zmierzyć się z chorobą i śmiercią- zmusza do refleksji nad stratą i radzeniem sobie z żałobą gdy wydaje nam się, że nikogo obok nas już nie ma. Kiedy przychodzi ten moment, że człowiek nie dostrzega wyciągniętej w swoją stronę pomocnej dłoni, zatraca się w swym bólu... chce zniknąć... gdzieś obok jest przyjaciel.

Ciekawa fabuła, wartka akcja, autentyczni bohaterowie- te wszystkie składniki składają się na bardzo wciągającą lekturę. Trudno jest odłożyć książkę na bok, nie wiedząc, jak się potoczą dalsze losy głównych postaci. Wpleciona w fabułę historia sprzed wieków, osnuwa opowieść tajemniczością i pozwala "pobawić" się w detektywa. Nie zdradzę Wam, o co chodzi, ale jestem przekonana, że i Was zauroczy.
Autorka w doskonały sposób buduje napięcie, emocje uderzają w nas już od pierwszych stron, motywy, które targają bohaterami, sprawiły, że nieraz pojawiły się łzy wzruszenia, przeplatane szczerym uśmiechem. Istna emocjonalna huśtawka, od uśmiechu aż po łzy. Intryga, która pozwoli oczyścić głównego bohatera- poprowadzona po mistrzowsku, niejednokrotnie wstrzymywałam oddech w trakcie kulminacyjnej sceny. 

Jestem niesamowicie dumna, że mogłam patronować tej powieści. Jest ona niesamowita, mądra i niesie w sobie przepiękne przesłanie.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Anny, ale jestem przekonana, że nie ostatnie. Jestem zachwycona jej stylem, porusza niesamowicie trudne tematy, ale pisze o nich z niesłychaną lekkością. Być może dzięki temu nie wydają się one tak bardzo przytłaczające i pozwalają, by bohaterowie stawili im czoło i wyszli z tego obronną ręką. 

    Czy polecam? 
Oczywiście, że tak. "Odnaleźć marzenia"  to nietuzinkowa opowieść o miłości, przyjaźni, samotności i walce o siebie. Każdy z Czytelników znajdzie w niej coś dla siebie.

POLECAM...

"Pomyślała, że to koniec. Znowu uciekła. Chciała poczuć ulgę. Doskonale wiedziała, czego pragnęła, ale nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego wciąż ucieka. [...] Strach? Strach!  Uciekała, bo się bała. Bała się straty. Gdzieś w podświadomości tkwiło w niej przekonanie, ż jeśli będzie szczęśliwa, to los wkrótce jej to szczęście zabierze. Tak jak Jakuba."
                             -Anna Wojtkowska- Witala "Odnaleźć marzenia" str.364 

Za możliwość przeczytania i objęcia patronatem medialnym powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY.