Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna M. Brengos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna M. Brengos. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 listopada 2021

KILKA PYTAŃ DO... ANNA M. BRENGOS

 

    Serdecznie zapraszam do przeczytania krótkiej rozmowy z panią Anną M. Brengos. Najnowsza powieść "Noc prawdy"  świętowała swą premierę 27.10. 2021.
W dorobku pani Anny znajdują się następujące powieści: "Scenariusz życia" (2014), "Sami sobie nigdy" (2018), "Prażeńka" (2018), "Nigdy nie będziesz mną" (2019), "Matką już byłam" (2020), "Dzień prawdy" (2021), "Noc prawdy" (2021)
Mam niesamowity zaszczyt zostać patronem medialnym najnowszej powieści. 
Zapraszam...

    Anna M. Brengos - magister wychowania fizycznego z dyplomem menedżerskim i patentem sternika jachtowego.
41 lat pracowała w oświacie z dziećmi i młodzieżą, a także w fundacjach działających na ich rzecz. Obecnie pisze, czyta, piecze torty i żegluje. Na co dzień w Warszawie, gdy rusza kra, przenosi się na pokładzie jachtu "Gratka" na Szlak Wielkich Jezior.
(Źródło: Okładka książki).

* Poznajmy się... Proszę opowiedzieć nam kilka słów o sobie.

Ci z Państwa, którzy czytają ostatnią stronę okładek już wiedzą, że przez długie lata
pracowałam z dziećmi i młodzieżą jako nauczyciel i wychowawca a później na rzecz dzieci w
fundacjach. Teraz jestem szczęśliwą emerytką i jest to najfajniejszy okres w życiu. Wstaję,
kiedy chcę, kładę się, kiedy chcę i robię, co chcę, kiedy chcę i z kim chcę. Przy czym, jak
większość emerytów, na nic nie mam czasu. I tylko jedno mi w tym dobrostanie przeszkadza- ograniczenia wynikające z tego, o czym już nawet mówić się nie chce.

* Jaką literaturę Pani czyta na co dzień? Do jakiego autora jest Pani najbliżej?

Jestem rozdarta. Bowiem albo się pisze, albo się czyta. Nie można pogodzić tych dwóch
czynności w jednym czasie. Mam w planach kilka pozycji z "klasyki gatunku" (nie mylić z
klasyką jako taką), ale ostatnio w ramach obowiązków towarzyskich skupiłam się głównie na
tych pozycjach, które piszą moje koleżanki. Trochę to niezręczne, kiedy się spotykamy na
tagach czy festiwalach i pada sakramentalne: "czytałaś?" a ja miałabym odpowiedzieć "jeszcze
nie". Biorąc pod uwagę, że znam wiele osób piszących i one ciągle coś wydają, więc lektury mi
nie zabraknie przez długie lata.
Co do drugiej części pytania, odniosę się do dawniejszych moich wzorców. Niezmiennie podaję
tu trzy nazwiska: Stanisława Fleszarowa-Muskat i Krystyna Nepomucka jako prekursorki
polskiej literatury kobiecej (pomijam tu Rodziewiczównę, chociaż jako nastolatka pożarłam jej
wszystko, ale nie jest dla mnie wzorem) i Kornel Makuszyński jako mistrz operowania dobrem.
Na nim dorastałam i chciałabym jak Mistrz potrafić na jednej stronie rozrzewnić do łez i
rozśmieszyć do parskania nimi po kartkach.

* Kiedy pani zaczęła pisać i skąd pani czerpie inspiracje do książek?

Od zawsze coś sobie dłubałam "do szuflady". Mam trzy powieści, których świat nie zobaczy, bo
są tak naiwne, że aż nieporadne. I dość późno zdecydowałam, że jednak trzeba te "sztuki dzieła" komuś pokazać. Miałam 52 lata, kiedy nawiązałam pierwsze kontakty wydawnicze.
A inspiracji nie potrafię wskazać jednoznacznie. Jak to mawia moja Pani Redaktor, piszę "z głowy, czyli z niczego". 
Do napisania "Matką już byłam" skłonił mnie artykuł, który przeczytałam.
"Dzień..." i "Noc prawdy" powstały poniekąd na zamówienie: "Weź, napisz coś lżejszego, bo ty ciągle o tych patologiach", no to napisałam. 
Przyznam szczerze, że sama musiałam odpocząć od trudnych tematów. Przy powieści, która właśnie powstaje, zadecydowała przekora. Nie po raz pierwszy, bo była motorem napędowym również dla mojej debiutanckiej powieści "Scenariusz z życia" (na marginesie, spodziewajcie się Państwo wznowienia).

* Od premiery najnowszej Pani książki minął już pewien czas. Jakie emocje towarzyszyły Pani
w okolicach premiery, a jak one wyglądają dziś? Jak zmieniło się (o ile to się stało) podejście do
tej historii, napisałaby Pani ją tak samo czy coś zmieniła?

Emocje związane z premierą miotały maną dość silne, ale nie z powodu "radosnego oczekiwania" albo obaw przed jej przyjęciem. Byłam rozczarowana, smutna i zła, że nie mogę świętować premiery wspólnie z Przyjaciółmi i Czytelnikami. Zwykle, kiedy wychodzi moja nowa książka, organizuję jakieś miłe spotkanie, na które przybywa kilkadziesiąt osób, opowiadam o nowości, podpisuję książki, gadamy, śmiejemy się, coś zjemy, coś wypijemy, porobimy focie.
A tu...
Żal.
Jeśli chodzi o historię opisaną w powieści, to jest z tym tak jak z wychowankami – zrobiłam, co
mogłam, a teraz żyją własnym życiem.

* Czy mając koncepcję na książkę, zmienia Pani w trakcie pisania losy bohaterów bądź zakończenie książki, mimo że na początku miała Pani inny zamysł?

Zwykle jest tak, że wiem, o czym powieść będzie i znam jej zakończenie. W trakcie pisania
muszę tylko wypełnić czymś środek. Dotychczas tylko w jednym przypadku zakończenie samo mi się przyspieszyło i przybrało nieco inną formę niż założona na wstępie. Było tak przy okazji
"Nigdy nie będziesz mną". Początkowo Karolina w wieku około 13 lat miała.... No nie zdradzę, co miała zrobić ;)
Ale często zdarza mi się, że bohaterowie robią, co chcą. Raptem do powieści wchodzi nowy, nieplanowany gość albo główna postać dokonuje jakiejś wolty. Lubię, kiedy tak mnie zaskakują.

* Czy zdarzało się Pani przeżyć jakieś zdarzenie zawarte w Pani książkach, po ich napisaniu, i
odwrotnie - czy zdarzenia zapisane w książkach są też Pani wspomnieniami/doświadczeniami z
przeszłości?

Pod względem adaptacji "tego co w życiu" na karty powieści wszelkie rekordy pobiła "historyczna" część "Prażeńki". Jest to powieść oparta o opowiadania mojej Mamy i Babci o tamtych czasach, tamtych miejscach i tamtych ludziach. 
Żeby oddzielić fikcję od prawdy, musielibyśmy usiąść ramię w ramię i strona po stronie sczytywać każde zdanie: to prawdziwe, to zmyślone. W pozostałych powieściach już tak wiele z życia nie podkradłam do opisywanych historii.
Jak to często zaznaczałam we wcześniejszych wypowiedziach, w moich powieściach to się wydarzyło naprawdę, co jest najmniej prawdopodobne. Marcie ze "Scenariusza z życia" użyczyłam mojego skoku ze spadochronem i łamania strzały, tylko ja w przeciwieństwie do niej swoją łamałam gardłem (nie próbujcie sami!). "Ona" z "Sami sobie nigdy" przeszła mój zabieg na serduchu. To właśnie tak wygląda- lekarz grzebie ci w sercu, a ty, człowieku, możesz wrzeszczeć z bólu albo dowcipkować. Tyle, jeśli chodzi o wykorzystanie w książce tego, co w życiu. No, może jeszcze kilka drobiazgów...
A w odwrotną stronę, to w "Samych sobie..." opisałam rowerek dziecka. Szłyśmy w Ząbkowicach Śląskich na spotkanie z Czytelnikami i przed sklepem zobaczyłam właśnie taki jak w powieści. Aż się zatrzymałam, żeby ochłonąć z zaskoczenia.

* Czy w Pani życiu pojawiły się momenty takiego wyczerpania, że miała Pani ochotę rzucić to
wszystko?

Rzucałam wszystko, choć niekoniecznie z wyczerpania.
W wieku 51 lat odeszłam z pracy donikąd, nie mając żadnych widoków na zatrudnienie gdziekolwiek. Wszyscy znajomi uznali, że zwariowałam i powinnam się zastanowić.
Zastanowiłam się. Prawdopodobnie już bym nie żyła, gdybym została w tamtym miejscu. Zawsze byłoby coś ważniejszego niż zdrowie. Miałam całą walizkę dyplomów i świadectw, więc propozycję zatrudnienia dostałam w każdym miejscu, do którego się skierowałam.
A teraz o wyczerpaniu. Zarówno sport jak i codzienne życiowe przeszkody nauczyły mnie, że są sytuacje, w których trzeba zacisnąć zęby i robić swoje wylewając krew, pot i łzy. Czasem nie ma
innego wyjścia, tylko ciągnąć wózek, żeby on nas nie pociągnął.
Ale w innych sytuacjach wyznaję zasadę "Love it, change it, or leave it". Jeśli czegoś nie mogę pokochać ani zmienić, poważnie rozważam porzucenie.

* Przeczytałam ostatnio takie słowa "Nie klasyfikuj mnie, czytaj mnie. Jestem pisarzem, nie
gatunkiem". 
Czy klasyfikowanie literatury, szufladkowanie, co komu ma się podobać, jest
według Pani krzywdzące dla pisarza? 
Czy Panią jakoś dotknęły takie podziały, np. usłyszała Pani od mężczyzny "no może bym przeczytał Twoją książkę, ale to babska powieść, więc nie dla mnie, bo nie wypada"?

Jeśli mężczyzna nie robi/czyta czegoś, bo jest niemęskie, to znaczy, że ma problemy z
poczuciem własnej męskości. Ktoś, kto wie, że jest męski, nigdy nie będzie się z tego powodu wystrzegał babskich kolorów, babskiej literatury, czy babskich czynności. To oczywiście nie oznacza, że prawdziwi mężczyźni będą chodzić w szpilkach (są niewygodne), ale spokojnie sięgną po romans, szydełko, czy zmywanie garów.
Jeśli chodzi o szufladkowanie, to myślę, że Czytelnikowi łatwiej jest dokonać wyboru lektury, jeśli wie, czego się spodziewać między okładkami. Czyli zakwalifikowanie powieści to tego czy innego gatunku głównie temu powinno służyć. I oddzielmy tu książkę od autora. Oczywiście są tacy, którzy dobrze czują się w jednym i zawsze tym samym klimacie. Trudno wówczas unikać jednoznacznego określenia: to "kryminalista", to "fantastyk", a to "romasowiec". Ale to nie oznacza, że jeden gatunek, jest lepszy od innego. "O gustach się nie dyskutuje" i nie widzę powodu, dlaczego mielibyśmy stygmatyzować kogoś, kto czyta "romansidła". 
Jeśli ktoś twierdzi, że piszę literaturę "dla kucharek" niczym mi nie ubliża. Kucharki też czytają, często więcej niż pozostałe grupy zawodowe i im też się coś specjalnego od pisarzy należy. 
Natomiast, jeśli istnieje jakikolwiek powód, dla którego ktoś zakłada, że nie przeczyta mojej książki, to nie pozostaje mi nic innego, jak to uszanować. Uważam, że moje książki są dla wszystkich, ale to
nie oznacza, że wszyscy muszą je przeczytać.

* Jest wiele nowości na rynku. Gdyby Pani mogła w kilku słowach lub zdaniach zareklamować
swoją książkę czytelnikom - dlaczego warto po nią sięgnąć?

"Dzień prawdy" i "Noc prawdy" są powieściami typowo dla rozrywki. Jeśli szukasz czegoś "na leżak/fotel" czy "pod kocyk", to właśnie te dwie książki. Przy nich odpoczywa się od trosk, "przewietrzają głowę" i pozwalają zapomnieć o kłopotach codzienności. To pozycje na urlop i na weekend. Jeden- dwa wieczory i ze świeżym spojrzeniem na świat oderwiesz się od lektury.
"Dzień prawdy" został uznany za Najlepszą Książkę na Lato w swojej kategorii w plebiscycie
portalu Granice.pl głosami Czytelników. Można się pośmiać, zaznać życzliwości i solidarności, jaką darzą się bohaterowie.

*Może na sam koniec zechciałby Pani podzielić się z czytelnikami jakąś zabawną anegdotą lub
ciekawostką związaną z powstaniem książki ?

Pytano mnie, skąd tak dobrze znam wieś. To wcale nie jest śmieszne, ale pisałam o wsi, chociaż jestem w każdym calu miastowa. Nie znam wsi. Każdy szczegół dotyczący upraw, czy hodowli, musiałam sprawdzić i potwierdzić. To samo dotyczyło fotowoltaiki, naprawy pralek, broni, polowań i poszukiwań "skarbów". 
Wykonałam sporo telefonów zaczynających się od słów: "Dzień dobry, nazywam się Anna M. Brengos i dzwonię do pana w nietypowej sprawie. Jestem pisarką i właśnie moi bohaterowie... W panu/pani jedyna nadzieja". 
I okazuje się, że ludzie są bardzo życzliwi. "Gdyby pani miała jeszcze jakieś pytania, to proszę dzwonić. Jakby mnie nie było, to koledzy pomogą". 
Spotkałam się z morzem życzliwości. Chyba mam szczęście do ludzi.

Dziękuję za naszą rozmowę, ciekawe pytania i możliwość za Pani pośrednictwem trafienia do
Czytelników. Serdecznie pozdrawiam i zachęcam do czytania moich książek.

                                                               KONIEC.

Serdecznie dziękuję Pani Anno za poświęcony czas i opowiedzenie o swej najnowszej powieści. 
Was moi drodzy zachęcam z całego serca do sięgnięcia po tę powieść, i odnalezienia w sobie swojej najpiękniejszej prawdy. Wszystkiego dobrego!

Serdecznie pozdrawiam. Ewelina.


  

czwartek, 4 listopada 2021

(88/21). NOC PRAWDY

                                                  ** RECENZJA PATRONACKA**

    Autor: Anna M. Brengos

    Wydawnictwo: LUCKY

    Gatunek: Komedia kryminalna

    Liczba stron: 306

    Data premiery: 27. 10. 2021

  
*Google

    Anna M. Brengos - magister wychowania fizycznego z dyplomem menedżerskim i patentem sternika jachtowego.
41 lat pracowała w oświacie z dziećmi i młodzieżą, a także w fundacjach działających na ich rzecz. Obecnie pisze, czyta, piecze torty i żegluje. Na co dzień w Warszawie, gdy rusza kra, przenosi się na pokładzie jachtu "Gratka" na Szlak Wielkich Jezior.
(Źródło: Okładka książki).

    Anna M. Brengos znów nas zaskoczy i… rozśmieszy.
Nad Wioską Małą od wieków ciąży klątwa. Obecnie walczą z nią Babcia z Zuzką.
W deszczową noc pojawia się w ich domu tajemnicza postać. Ma zamieszkać w opuszczonym domu. Wygląda na to, że ktoś dybie na jej życie.
Czy Eulalia ma powiązania z mafią?
Czy mafia coś ukryła w wiosce?
Kto rozwiąże problemy przyjaciół?
(Opis wydawcy).

    Jeśli nie czytaliście jeszcze "Dnia prawdy" to proszę szybciutko nadrobić, bo dosłownie przed chwilą swą premierę świętowała "Noc prawdy". A tej kontynuacji nie można przegapić!

W Wiosce Małej zapanował pozorny spokój. Mafia została rozbita, niebezpieczni bandyci siedzą w więzieniu, wiejska świetlica działa niemal od rana do wieczora, życie toczy się swoim spokojnym rytmem- do momentu, w którym w drzwiach Nowaczek staje nieznajoma kobieta. 
Joanna z Zuzą udzielając jej schronienia, dowiadują się, że to weterynarka, która kupiła dom i lecznicę od Zatopków, którzy mieli mocne powiązania z mafią. 
Nie zdają sobie jeszcze sprawy, jakie niebezpieczeństwo się zbliża, a co najgorsze nadchodzi kolejny Dzień Prawdy... Jak sobie poradzą tym razem, czy uda się w końcu zdjąć klątwę, która wisi nad wsią od stuleci? Czy mafia na pewno odpuściła? Czy tajemnicza Eulalia jest tym, za kogo się podaje?  I jaką rolę w całej sprawie odegra mały Hubercik, tego już Wam nie zdradzę, bo dowiecie się tego, sięgając po "Noc prawdy".

    Im bardziej poznaję warsztat pani Anny, tym bardziej wpisuje się Ona na listę moich ulubionych autorek i autorów, po których książki sięgam niemal w ciemno. 
Książkę czyta się fenomenalnie, wciąga, intryguje, zaskakuje, bawi i momentami niesamowicie wzrusza- w tym miejscu mam na myśli małego chłopca, który swoją postawą najpierw mnie mocno zdenerwował, ale w momencie, w którym poznałam motywy jego działania, niesamowicie mnie poruszył. Na długo zapadnie mi w pamięci jego podejście do sprawy, z którą mieszkańcy nie mogą sobie poradzić od stuleci. 
Urzekła mnie również historia znajomości babci Joasi i Leszka- pokazująca, że na miłość nigdy nie jest za późno, a prawdziwe uczucie może się przytrafić w najmniej spodziewanych i czasami zaskakujących momentach.

Choć z założenia ma to być książka lekka i przyjemna (taka też jest!), ta jak i inne historie pani Anny niesie w sobie ważny przekaz i zmusza czytelnika do refleksji- choć nie raz pokładałam się ze śmiechu, gdzieś tam z tyłu głowy kotłowały się tysiące myśli, pytań i refleksji nad codziennością.
A to jest to, co lubię i doceniam najbardziej- świadomość, że nie jest to książka, którą przeczytam i za kilka dni nie będę pamiętać, o czym czytałam.
Utrzymana w tym samym klimacie co "Dzień prawdy" nie pozwala ani przez moment poczuć się znudzonym. 
Akcja toczy się bardzo szybko i dynamicznie, zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie i przynosi najmniej spodziewane rozwiązania.

Pani Anna poprzez swój spokojny, a zarazem barwny styl, świetnie oddaje klimat małej miejscowości, w której wszyscy się znają i choć czasami się pokłócą, gdy tylko zajdzie potrzeba rzucą wszystkie swoje zajęcia, by pomóc współmieszkańcowi. 
Bohaterowie są niesamowici, dialogi błyskotliwe i zabawne, perypetie poszczególnych osób bawią i poruszają.
Stopniowo budując napięcie, wprowadzając nowe, coraz skrytsze i mroczniejsze postacie autorka sprawiła, że nie mogłam się oderwać od lektury od samego początku aż do zakończenia, które swoją drogą jest niezwykle ciekawe.
W tej części przeczytacie o początkach bytności Nowaczek w Wiosce Małej, polecam jednak zacząć tę przygodę od "Dnia prawdy" (link do recenzji poniżej). Będziecie mieli wtedy w lepszy wgląd w sytuację poszczególnych postaci.

Bardzo się cieszę, a zarazem jestem niesamowicie dumna z tego, że mogłam objąć patronatem medialnym tę powieść. Jest to świetnie napisana historia, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Jest lekko, zabawnie i przyjemnie, a zarazem gdzieś w tyle "czai" się tajemnica, intryga i niebezpieczeństwo.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Świetna historia z mocnym morałem.

POLECAM...


"-Przykład? Proszę bardzo- Miron chwilę zastanawiał się nad jakimś twardym dowodem. -Artur mi opowiadał, jak bodaj trzy lata temu umawiał się z jakąś dziewczyną z Miasteczka. Zależało mu, żeby obejrzeć mecz do końca i spóźnił się na spotkanie. Ale przecież nie powie pannie, że mecz ważniejszy od niej, więc zadzwonił, żeby uprzedzić, że będzie później, bo mu niby PKS uciekł. Spotkali się. Jakiś tam spacerek, kawa, te rzeczy, no i późno się zrobiło. Odprowadził pannę pod dom i popędził na przystanek. Zdążył jeszcze zobaczyć światła odjeżdżającego autobusu. Nie muszę dodawać, że to był ostatni."
                                         - Anna M. Brengos "Noc prawdy" str. 240


Za możliwość przeczytania i objęcia patronatem medialnym tej powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY.


 

poniedziałek, 21 czerwca 2021

(47/21). DZIEŃ PRAWDY

 
    Autor: Anna M. Brengos

    Wydawnictwo: LUCKY

    Gatunek: Komedia kryminalna, Kryminał, Sensacja

    Liczba stron: 288

    Data premiery: 25. 05. 2021

 
*Google

    Anna M. Brengos- magister wychowania fizycznego z dyplomem menedżerskim i patentem sternika jachtowego.
41 lat pracowała w oświacie z dziećmi i młodzieżą, a także w fundacjach działających na ich rzecz. Obecnie pisze, czyta, piecze torty i żegluje. Na co dzień w Warszawie, gdy rusza kra, przenosi się na pokładzie jachtu "Gratka" na Szlak Wielkich Jezior.
(Źródło: Okładka książki).

    Rodzina Nowaków, chcąc odpocząć od interesów i miejskiego gwaru, przeprowadza się do nowej willi na wieś. Miało być cicho i spokojnie. Nic bardziej mylnego...
Nad wsią zawisła rzucona cztery wieki temu klątwa. Działa przez jeden dzień w roku. Rodzice dezerterują przed nią w popłochu. Na placu boju zostają Babcia i Zuzanna. W ich beztroskie życie wkradają się działania lokalnej mafii. Kim jest ofiara znaleziona w lesie i tajemniczy rycerz na czarnym motocyklu? Czy Nowaczkom uda się uwolnić mieszkańców wsi od groźnej szajki i od klątwy?
Tym razem Anna M. Brengos daje nam odpocząć od trudnych tematów społeczno-obyczajowych na rzecz powieści kryminalnej z przymrużeniem oka.
(Opis wydawcy).

    Zgłaszając się do zrecenzowania tej pozycji, nie przypuszczałam, że będę się tak świetnie bawić i naprawdę odpocznę przy tej lekturze. Przepadłam od pierwszych stron, a bohaterowie oczarowali i skradli moje serce na długi czas.

Marek z rodziną przeprowadza się do nowo wybudowanego domu w małej i cichej wiosce. Niestety nie mają oni pojęcia, że nad wsią wisi klątwa rzucona wieki temu przez miejscową zielarkę, i działa tylko w jeden sierpniowy dzień. 
Początkowo wydaje się ona niegroźna, jednak gdy dotyka bezpośrednio Nowaków, rodzice dochodzą do wniosku, że pomysł z przeprowadzką był pochopny i zaczynają planować alternatywne rozwiązanie. Na początek wyjeżdżają na wakacje, a na posterunku zostaje Zuzanna i babcia Joasia...
Życie płynie leniwie, znajomości z sąsiadami kwitną, aż w końcu nadchodzi dzień felernego  grzybobrania, i w domu kobiet przez przypadek pojawia się pewien pobity i tajemniczy Anonim. 
Kim on jest, nie napiszę, by nie zdradzić niespodzianki, ale wprowadza on ogrom zamieszania i ściąga olbrzymie niebezpieczeństwo na Zuzannę i Joannę- dodatkowo zbliża się kolejny dzień prawdy, a po wsi zaczynają się kręcić podejrzane typy...
Kto jest przyjacielem, a kto nie? Czy klątwa zostanie ze wsi ściągnięta? Kim jest Anonim i co tak naprawdę ukrywa? Kto niszczy kapliczki? 
Milion pytań, prawda? Nic więcej nie zdradzę, ale wszystkie odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce.

    "Dzień prawdy" to pełna humoru, błyskotliwych dialogów i odważnych postaci idealna pozycja na letnie popołudnia. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Autorka zabiera nas na spokojną (?) wieś, dając nam chwilowy oddech od zgiełku i hałasu wielkiego miasta. Opisując leniwo toczące się życie, mieszkańców, przyrodę... poczułam się jak na prawdziwych wakacjach. Rozleniwiłam się, a nagle przychodzi wielkie BUM! 
Pomysł na fabułę genialny, zupełnie niesztampowy (przynajmniej ja jeszcze nie widziałam takiego połączenia)! 
Akcja toczy się bardzo szybko i dynamicznie, zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie i przynosi najmniej spodziewane rozwiązania.
Stopniowo budując napięcie, wprowadzając nowe, coraz skrytsze i mroczniejsze postacie autorka sprawia, że w ostatecznym rozrachunku  zadawałam sobie pytania: czy oby na pewno na wsi jest tak przyjemnie i bezpiecznie jak początkowo się mi to wydawało, bo ostatecznie nic nie jest takie, jak wydawało się na początku...
Postacie są niezwykle barwne i błyskotliwe, uwielbiam je wszystkie, ale moim zdecydowanym faworytem została babcia Asia, chociaż i Anonimowi niczego nie brakuje...

Tak jak wspomniałam, świetna lekka pozycja na letnie popołudnia. Każdy znajdzie w tej historii coś dla siebie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak.
Anna M. Brengos dostarcza w swej powieści ogrom rozrywki, ale zmusza też do refleksji nad życiem, marzeniami i drodze ich spełnienia. Pokazuje, że warto żyć w prawdzie i zgodzie, bo każde kłamstwo, nawet te najmniejsze może zniszczyć wszystko to, co budowaliśmy wiele lat.

POLECAM...

"Wiatr ogromny się zerwał i trzy razy trzeba było podkładać ogień pod stos, bo trzy razy już rozpalony ogień zdmuchnęło. Sypnęło kurzem i piachem po oczach gawiedzi, aż zasłaniali twarze i dusili się w tym tumanie. Chmura pyłu i klątwa zawisła nad zebranym i przeniosła się za nimi do Wioski Małej i została po dziś dzień, bowiem do tych czasów nigdy nie zdarzyło się, by przez cały 3 sierpnia (świętego Nikodema- patrona miłujących prawdę), mieszkańcy Wioski Małej w tej prawdzie wytrwali."
                           - Anna M. Brengos "Dzień prawdy" str. 13- 14


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY.



wtorek, 6 listopada 2018

SAMI SOBIE NIGDY


    Autor: Anna M. Brengos

    Wydawnictwo: Lucky

     Liczba stron: 272
 

    Dziś chciałabym zaprosić na moją recenzję książki, która wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Mam tak olbrzymi mętlik w głowie po tej lekturze, że sama nie wiem jak ubrać to w słowa- by przekazać Wam moje odczucia, byście zakochali się w tej powieści tak, jak ja. By Wami wstrząsnęła, rzuciła na "glebę" ale i dała nadzieję. Zastanawialiście się kiedyś nad zjawiskiem przemocy domowej? Tyle się słyszy o maltretowanych kobietach, dzieciach, ale również mężczyznach. Mam jednak wrażenie, że niezbyt się tym martwimy, dopóki, dopóty nie dotknie nas bezpośrednio. Jak pomóc takim ludziom, gdzie się udać po pomoc dla nich, a co najważniejsze czy samemu interweniować, gdy słyszymy awanturę za ścianą, a może zostawić i się nie mieszać? Przecież to nie nasza sprawa...

    On, Ona i Ono. Tacy zwyczajni, anonimowi, niczym się niewyróżniający. On po rozwodzie, walczy o dziecko z byłą żoną- alkoholiczką i furiatką. Ona była pracownica biura, wracająca do zdrowia po operacji serca i rozstaniu z narzeczonym. Mieszkająca po sąsiedzku, wiedząca i słysząca, co się dzieje za ścianą. Nie jest wścibska. Ono (dokładnie dziewczynka), rozdarte pomiędzy rodzicami, zastraszone, nieszczęśliwe, nie raz uderzone, chcące być tylko kochanym.
Co ich łączy? Wiara i nadzieja w lepsze jutro. W to, że wszystko się ułoży, że kiedyś będzie lepiej.
Są jeszcze dziadkowie, którzy walczą razem z byłym zięciem, o lepsze jutro ukochanej wnuczki. Mimo trudnych wyborów między własną córką a wnuczką zawsze znajdują rozwiązanie.
Problemy dnia codziennego zbliżają do siebie tę dwójkę, ale czy możliwe jest uczucie między takimi życiowymi rozbitkami. Robią wszystko, by tak się stało, powolutku zbliżają się do siebie, jest coraz lepiej, a wtedy nadchodzi kolejny dramat...

   "Sami sobie nigdy" napisana jest w taki sposób, że możemy poznać każdego bohatera osobno. Z każdym z nich możemy się zżyć, poznać jego pragnienia, oczekiwania i lęki. Nieraz miałam wrażenie, że czytam ich pamiętniki, uczestniczymy w życiu tych ludzi. Chce się im pomóc.
Autorka wspaniale oddaje emocje, nieraz doprowadziła mnie do łez...jedynym minusem (ale nie takim złym) dla mnie jest zakończenie. 
Zostawia nas z tysiącami pytań... na które nie poznajemy odpowiedzi.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po ten tytuł. Jeśli tak, będzie mi nie zwykle miło.

" Babcia usiadła przy mnie na łóżku, głaskała mnie i mówiła same miłe rzeczy: że mnie kocha, że  jestem śliczną dziewczynką i że wszystko będzie dobrze. A kiedy myślała, że już zasnęłam, to najpierw płakała, a później poszła do kuchni i nie wiem, co tam robiła, bo zrobiło się całkiem cicho. Ale to było dobre cicho, takie, kiedy człowiek wie, że ma gdzieś blisko drugiego człowieka. Bo ja i babcia to przecież też człowiek."
                                      -Anna M. Brengos "Sami sobie nigdy"

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania i wyrażenia swojej opinii serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY