Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2025

(91/25). ZIMA W SZMARAGDOWYM LESIE. ZIMOWE OPOWIADANIA

 
    Autor: Barbara Wicher

    Ilustracje: Joanna Kenecka

    Wydawnictwo: Wilga

    Gatunek: Literatura dziecięca

    Liczba stron: 98

    Data premiery: 29. 10. 2025

 *Google

    Barbara Wicher  autorka ponad trzydziestu książek dla dzieci i młodzieży. Jej największą pasją jest literatura. Tę dla dzieci odkryła ponownie, kiedy została mamą. Z przyjemnością czyta książki dla tych najmłodszych i trochę starszych i z radością spisuje wymyślane przez siebie opowieści.
(Źródło: Okładka książki "Tomo. Tomo w tarapatach")

    Mieszkańcy Szmaragdowego Lasu przygotowują się do świąt. Wśród nich są Cyryl, Iwo i Amalia- rodzeństwo białych lisów, które od niedawna zamieszkuje las i nie ma jeszcze żadnych przyjaciół. Przeszkadza to zwłaszcza Amalii, która napisała w tej sprawie list do Mikołaja...
Pewnego dnia lisy znajdują tajemniczy dzwonek. Postanawiają odegrać role detektywów i wytropić jego właściciela. Podczas poszukiwań przeżywają przygody i poznają różne zwierzęta.
Do kogo należy dzwonek? Jak skończy się ta historia?
(Opis wydawcy. Źródło: Okładka książki)

    Dzień dobry serdeczne! Zbliża się najpiękniejszy czas w roku, więc pora na najpiękniejsze świąteczne historie! Dziś przychodzę do Was z propozycją dla najmłodszych czytelników i ich rodziców oraz opiekunów, książką pełną uroku, ciepła i świątecznej atmosfery.

Osobiście bardzo się cieszę, że mogłam poznać kolejną wartościową historię, która pokaże młodemu czytelnikowi, co tak naprawdę jest wartością w dzisiejszych czasach.
Barbara Wicher stworzyła przepiękną opowieść o sile rodziny, wsparciu, dziecięcych marzeniach i sile wyobraźni, pierwszych przyjaźniach, zaufaniu i jego braku oraz pozytywnym myśleniu i nastawieniu do otaczającego nas świata. 

"Zima Szmaragdowym lesie" to historia przepełniona wartką akcją i zaskakującymi zwrotami akcji, osadzona w pięknym zaśnieżonym lesie i jednym z najpiękniejszych okresów roku, czyli Bożego Narodzenia, gdzie życzenia i marzenia spełniają się wyjątkowo często. 
Książka wciąga i jestem przekonana, że przypadnie każdemu maluchowi do serca i na długo zostanie w jego pamięci, nieustannie przypominając, że przyjaźń może się narodzić w najmniej spodziewanym momencie. 
Co jeszcze ważne... dzieciaki przy okazji poznawania przygód niesfornego rodzeństwa będą miały również okazję poznać innych mieszkańców lasu, takich jak sarny dziki czy ptaki, które zamieszkują las.
Na olbrzymie brawa zasługuje wydanie tej książki. Bardzo cenię sobie panią Barbarę za to, że każda książka, którą mam okazję poznać, jest przepięknie wydana. Zespół wydawczy dba o każdy szczegół, czcionka jest dostosowana do wzroku, niebanalny tekst uczy i przemyca w sobie całą masę wiedzy i ciekawostek dotyczących różnych zagadnień, barwne i bardzo wyraziste ilustracje pobudzają i stymulują małe głowy, przyciągają wzrok i skupiają go na sobie przez dłuższy czas. 

Książka podzielona jest na dwadzieścia cztery krótkie rozdziały, które można potraktować niczym kalendarz adwentowy- czytając po jednym rozdziale na dzień aż do samej Wigilii, a na zakończenie dzieciaki dostają jeszcze wciągające zadania do wykonania- w dwóch muszą odkryć różnice między obrazkami a w jednym znaleźć kilka wskazanych zwierzątek ;)
Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać tę historię i wyruszyć w pełną przygód podróż po pięknym zimowym lesie... Jak myślicie? Amalia dostała przyjaciółkę w świątecznym prezencie, a ja zgadłam do kogo należał zaginiony dzwoneczek? 

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak, kolejna bardzo wartościowa książeczka dla młodszego czytelnika. Cudowna pełna przygód, a zarazem  klimatyczna, opowieść, która pokaże moc przyjaźni i to jak ważna jest bezinteresowana pomoc.

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce.

piątek, 29 listopada 2024

(150/24). PRZEPIS NA ŚWIĘTA

 
    Autor: Monika Konefelt

    Wydawnictwo: Magia Słów

    Gatunek: Komedia

    Liczba stron: 320

    Data premiery: 19. 11. 2024

 *Google

    Monika Konefelt Urodzona 07. 02. 1983 roku w Wągrowcu. Kiedyś dziennikarka lokalnej gazety, dzisiaj żona i mama trójki wspaniałych dziewczynek, już nastolatek. Na co dzień pomaga mężowi prowadzić firmę i zajmuje się domem. Kiedy ma wolną chwilę, zajmuje się rękodziełem i pisaniem. Ma za sobą debiut"Grubsza sprawa" i opowiadanie "Wsiąść do pociągu". Potrafi zarwać noc dla dobrej książki lub gry w Simsy. Uwielbia muzykę, spacery z psem oraz poranną kawę na tarasie.
(Źródło: Okładka książki)

    Święta. Najlepszy czas na totalną katastrofę. Na nic planowanie, na nic pilnowanie tradycji. A gdy jeszcze dojdą do tego rodzinne tajemnice i do akcji wkroczy zwariowany wujek, to nawet Rudolf uciekłby, gdzie raki zimują! Na szczęście „dobrze zorganizowana” pani domu przystąpi do działania i jeszcze bardziej wszystko spierniczy… Na nic starania, na nic płacz i przeklinanie, kiedy w pierogi kocia karma się dostanie! Ups…
(Opis wydawcy)

    Dzień dobry serdeczne! Zostając nadal w klimacie świątecznym, biegnę do Was z opinią o najnowszej książce Moniki Konefał, autorki świetnie przyjętej komedii kryminalnej "Grubsza sprawa" którą również miałam przyjemność dla Was opiniować.

Elżbieta wpada na pomysł, by zorganizować w swoim domu idealne i przede wszystkim bardzo rodzinne Święta Bożego Narodzenia. Planowanie rozpoczyna już we wrześniu, zaprasza całą rodzinę, eksperymentuje z przepisami, rozgląda się za prezentami, planuje, notuje zapisuje itd. Mąż przygląda się jej z przerażeniem, lojalnie uprzedza, że to się nie uda, ale kobieta postanawia, że nawet teściowa, kobieta z piekła rodem, pedantka i perfekcjonistka, niedościgniony wzór cnót i samych zalet nie zepsuje jej tego magicznego i wyjątkowego czasu. Zaczyna się wyścig z czasem, do świąt zostało tylko sto dni... a plan zaczyna się sypać.
Elżbieta nie zdaje sobie sprawy, że wszechświat postanowił sobie z niej zadrwić, rzucając pod nogi kłody, teściowie ukrywają straszną tajemnicę, a wujek, który postanawia pomagać w organizacji, chyba nie do końca przejmuje się sugestiami i robi to co mu się żywnie podoba, a że tradycja rzecz święta... trzeba wypić piwo, które się samemu nawarzyło, a Paweł przecież ostrzegał. 
Czy to nie jest idealny przepis na katastrofę? Czy rodzinne święta dojdą do skutku, czy wszyscy przeżyją ten zwariowany czas i przy stole zasiądą w komplecie? Jaki sekret skrywają teściowie Elżbiety? Dlaczego warto czasami odpuścić i pozwolić by wszystko toczyło się swoi torem? Tego już Wam nie zdradzę, bo odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej zwariowanej komedii. 

Przyznać muszę, że świetnie się bawiłam, choć Autorka poruszyła tu naprawdę ważne tematy. Po pierwsze zaznaczyła, żeby nie dać się zwariować. Też kiedyś marzyłam o tak idealnych świętach, na szczęście dla mnie i mojego zdrowia psychicznego w porę odpuściłam i teraz nie martwię się tym czy mam okna umyte, czy nie, dwanaście potraw na stole czy tylko trzy, i serio jest mi z tym dobrze. Drugi ważny temat, który został tu poruszony, jest ważny nie tylko od święta, niestety nie mogę wspomnieć co to bo zepsuję Wam całą zabawę z odkrycia tego faktu samemu. Zaznaczę tylko, że jest on naprawdę istotny i prowadzi do wielu przykrych niespodzianek, rozczarowania i niedowierzania, nie zawsze można się z nim pogodzić i zachowywać się tak jak jedna z bohaterek, przymykając na to oko, przelewając całą swoją złość i frustrację na wszystko i wszystkich wokoło. Autorka świetnie podkreśliła fakt, że wszyscy nosimy maski i choć życzymy innym dobrze, nie zawsze potrafimy to okazać w zrozumiały dla innych sposób.

Pomysł na fabułę w moim odczuciu trafiony został w dziesiątkę i zrealizowany w stu procentach. Książka tak bardzo wciąga, że książkę odłożyłam dopiero w momencie, w którym skończyłam czytać. Tak, zarwałam dla niej noc i nie żałuję ani minuty.
Wszyscy bohaterowie są świetnie skonstruowani i poprowadzeni, ale wujek Zenon to totalne mistrzostwo świata. Ich błyskotliwe przemyślenia, trafne i zabawne dialogi, słowne utarczki i zabawne przepychanki, powodują nieustanny uśmiech na twarzy, tworząc idealny balans. Nie sposób ich polubić, i nawet Honorata przy bliższym poznaniu naprawdę sporo zyskuje. Autorka doskonale oddaje emocje wszystkich postaci, pokazuje ich uczucia lęki i zmartwienia, ale także podkreśla, jak ważny jest szacunek (mniejszy bądź większy), troska o drugiego człowieka i samozaparcie w dążeniu do celu. 
Książkę czyta się bardzo szybko, wciąga, bawi, ale udowadnia także to, że rodzina to siła i każdy jej członek jest ważny.
Akcja nie goni może na złamanie karku, ale ma w sobie "to coś", coś, co spowodowało, że nie poczułam się znużona nawet przez chwilę. Momentami potrafi zaskoczyć, szczególnie końcówka to absolutny majstersztyk, nie wiedziałam, czy śmiać się, płakać, czy płakać ze śmiechu.

Bardzo spodobała mi się ta historia, poczucie humoru Autorki idealnie pokrywa się z moim, co zauważyłam już przy debiucie. Uwielbiam ten rodzaj humoru, cięty z nutką ironii i sarkazmu. Zdecydowanie czekam na więcej.
Dodatkowym bonusem jest krótkie opowiadanie "(Nie)spokojne święta" jest ono momentami tak absurdalne, że aż genialne, tutaj wyobrażając sobie całą sytuację, szczególnie tą umiejscowioną w ciemnym lesie, piałam jak głupia ze śmiechu, ale to już historia na inny czas :D

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Przepis na święta" to idealny przepis na poprawę humoru, odskocznia od codzienności... i kopalnia inspiracji. Mądra, a zarazem zabawna historia, która pokaże, że czasami warto, a nawet i trzeba odpuścić. Wesołych i przede wszystkim spokojnych Świąt!

POLECAM...

"Za każdym razem, kiedy wujek Zenon przychodził po dzieciaki, zawieszał lub stawiał jakąś ozdobę. Koniecznie czerwoną, bo według niego, to jest tradycyjny kolor Bożego Narodzenia.
To samo robił z lampkami. Jak sprawdziłam mieszkanie, to nie wiem kiedy, ale powiesił je nawet w łazience!! Z pomocą dzieci znalazłam jeszcze kilkanaście na czerwono ubranych gwiazdorków, parę sznurków lampek, kilkanaście bombek na baterie, które po włączeniu mrugały jak pijane świetliki na sylwestrowej imprezie. Większość z nich mrugała bardziej niż światła na dyskotece. Chociaż już tyle lat nie byłam na takiej imprezie, że mogłam się mylić."
                                       - Monika Konefelt "Przepis na święta" str. 177

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Magia Słów.

poniedziałek, 18 listopada 2024

(146/24). ŚWIETNY MIKOŁAJ

 
                             **PATRONAT MEDIALNY/ RECENZJA PATRONACKA**
                                                   **PRZEDPREMIEROWO**

    Autor: Helena Leblanc

    Wydawnictwo: Litera Inventa

    Gatunek: Obyczajowa, Romans

    Liczba stron: 232

    Data premiery: 06. 12. 2024


 *Google

    Helena Leblanc brak informacji.

    "Możecie nazwać mnie Grinchem albo Scrooge'em, ale żadne z tych określeń nie zrobi na mnie wrażenia. Przywykłem do inwektyw. Jestem prawnikiem".
Radca prawny Michał Myszkowski prowadzi własną kancelarię i musi zmierzyć się z pierwszym poważnym problemem w swojej karierze: skandalem wywołanym przez zaginionego biznesmena, z którym współpracował. To dla niego nie tylko sprawa honorowa, ale i kwestia zawodowej reputacji.
Poza sferą zawodową mężczyzna koncentruje całe życie wokół własnych potrzeb. Traktuje kobiety instrumentalnie i nie ma ochoty na związki.
Michał nie lubi końca roku. Wzdryga się na myśl o świątecznych piosenkach, płynących z głośników. Nie widzi w świętach nic dobrego. Irytują go zaproszenia na jasełka i ignoruje każdą prośbę o pomoc. Samolubny prawnik mógłby podać sobie rękę i z Grinchem, i ze Scrooge’em.
Niespodziewanie jednak w jego życiu pojawia się tajemnicza Tilda, która żąda od niego niemożliwego. Jest tak niezwykła, że pierwszy raz w życiu Michał czuje się… bezbronny.
(Opis wydawcy)

    Dzień dobry serdeczne! Dziś wpadłam z kolejnym grudniowym patronatem medialnym, który skradł moje serce od pierwszej strony. 
Pani Leblanc udawania w tej wyjątkowej historii, jak bardzo życie potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, stawiając na naszej drodze osobę, bez której jak się okazuje w bardzo krótkim czasie, nie potrafimy żyć. Wystarczy moment, jedna chwila by nasze marzenia stały się faktem, wskazuje jednak, że trzeba otworzyć na nie serce i uwierzyć, że to, co się dzieje wokół nas, jest prawdziwe... 
"Świetny Mikołaj" to książka niebanalna niby akcja w niej nie goni złamanie karku, ale jest mocno zaskakująca. Zakończenie i "TA jedna" sytuacja, która wywraca całą historię do góry nogami, to po prostu mistrzostwo świata.
Książka ta porusza także ważny temat autyzmu, zmuszając czytelnika do przystanięcia w biegu i oddaniu się  refleksji na temat nie tylko choroby samej w sobie, ale także tego jak człowiek neruatypowy musi się odnaleźć w dzisiejszym świecie pełnym bodźców, z którymi nie zawsze może sobie poradzić w odpowiedni sposób. Myślę, że wielu rodziców dzieci w spektrum odnajdzie tu mnóstwo znanych sobie sytuacji i zachowań.
Dodatkowo historia ta wciąga w swą fabułę od pierwszych stron, nie tylko uczy, ale i bawi, gwarantuje dostawę endorfin do każdej komórki ciała, pozwala przy sobie odpocząć i czyta się ją bardzo przyjemnie.
Nie będę opisywać ponownie fabuły, bo sam wydawca już wiele zdradza, od siebie dodam tylko, że historia ta opowiada o różnego rodzaju stracie i odnalezieniu, ogromnym zagubieniu, poszukiwaniu własnego "Ja", złości i wybaczeniu, przyjaźni i miłości. To opowieść, która niesie przesłanie, że życie jest jedno i musimy je wycisnąć jak cytrynę, nawet jeśli musimy wyjść ze swojej strefy komfortu i zrobić dla bliskich coś, czego nie chcemy... nawet odegrać rolę Mikołaja.

Książkę czyta się ekspresowo, a autorka doskonale buduje napięcie, podkręca atmosferę zaskakującymi zwrotami akcji, genialnie wodzi czytelnika za nos, by nagle dać mu w niego pstryczka, wyjawiając coś, co zmienia ogląd sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni, a wszystko to okrasza wyjątkowym ciepłem i humorem, ale i nutką ironii oraz sarkazmu. Nie brakuje w tej historii optymizmu, marzeń i planów, ukrytych tęsknot i niewypowiedzianych żali oraz zwyczajnych codziennych zawirowań życiowych.... cóż samo życie, w którym każdy się odnajdzie, dzięki temu historia ta staje się bliska czytelnikowi, nabiera autentyczności i sprawia, że czytelnik może poczuć się jej częścią.
Napisana bardzo ładnym i barwnym językiem, zachwyca i gwarantuje doskonale spędzony czas przy lekturze.

    Czy polecam?
Zdecydowanie. Idealna pozycja na zimowy czas, otulająca czytelnika magią i ciepłą świąteczną atmosferą, autorka pięknie pokazała ten magiczny czas.

POLECAM...

"Zobaczyłem czerwone włosy i moje serce zaczęło bić jak szalone. Uśmiechnąłem się mimowolnie na jej widok. Tilda wyglądała obłędnie. Miała na sobie skórzane spodnie, glany i czarną kurtkę nabijaną ćwiekami. Groźna wersja spodobał mi się jeszcze bardziej niż ta seksowna. Zbuntowany anioł podbiegł do mnie i stęskniony już miałem wziąć ją w ramiona, kiedy prawie zostałem znokautowany plaskaczem z liścia w twarz.
- Ty draniu! Jak możesz to robić?!- krzyczała, okładając mnie pięściami."
                               - Helena Leblanc "Świetny Mikołaj" str. 161

Za egzemplarz recenzyjny oraz możliwość zostania patronem medialnym tej wyjątkowej historii serdecznie dziękuję Autorce, oraz wydawnictwu Litera Inventa. 

wtorek, 17 października 2023

(128/23). W TĘ GRUDNIOWĄ NOC

             Recenzja nagrodzona tytułem "Wybór redakcji" w serwisie Na kanapie.

    Autor: Dorota Dea Makowska
 
    Wydawnictwo: Replika

    Gatunek: Obyczajowa, Romans

    Liczba stron: 304

    Data premiery: 31. 10. 2023

 *Google

    Dorota Dea Makowska Urodziłam się 24. 04. 1992 roku, po to, by w kolejnych latach życia oswajać Słowa. Moje serce od pierwszego taktu składa się z błękitu nieba i soczystej zieleni- kolorów domu. Jestem autorką tomików "Wykrzyczane ciszą", "Misterium M. A. R." i "Słabość", zbioru opowiadań świątecznych "Cuda jak płatki śniegu" oraz książki "Bądź moim światem".
Uwielbiam kawę, Marka Grechutę, Poświatowską i Zafona. Codzienność przeplatam poezją, muzyką i czekoladą. Mam psa, kota i Męża.
(Źródło opisu: Książka)

    Czy zaczarowana grudniowa noc wystarczy, by odnaleźć to, co stracili?
Drogi Iwony i Roberta od zawsze splatały się ze sobą. Połączyły ich nie tylko studia, miłość do książek czy kawy, ale i przeświadczenie, że razem będą szczęśliwi.
Kiedy po kilku wspólnych latach udało im się spełnić marzenia o rodzinie, pewnego świątecznego dnia do głosu doszedł upór, egoizm i niezdrowa ambicja. Cicho nucone kolędy nie zdołały zapobiec kłótni, a przełamanie opłatkiem nie stało się gestem pojednania.
Dwie minuty na drodze między sądem a domem małżonków sprawiły, że wszystko zawisło na włosku.
Zaparz kawę, usiądź wygodnie w fotelu i przeczytaj, jak skończyła się ta historia. 
(Opis wydawcy).

    Wchodząc w związek, wydaje nam się, że to będzie zawsze i na zawsze. Patrzymy wtedy w jednym kierunku, nosimy różowe okulary, nie widzimy wad w partnerze, nie zastanawiamy się, co będzie dalej. Kiedy po latach w życie wkrada się rutyna, ogień namiętności lekko przygasa, coraz częściej dochodzi do nieporozumień, niedomówień a skrywany żal, niespełnione obietnice i zbyt wygórowane oczekiwania i ambicje zaczynają prowadzić do rozłamu i rozejścia się tej wspólnej życiowej drogi. Na takim rozdrożu stanęli właśnie nasi główni bohaterowie...
Iwona i Robert to dwie skrajne osobowości (szczerze dziwię się, że udało im się stworzyć kilkuletni związek). On cichy i opanowany, człowiek o duszy romantyka, ona totalne przeciwieństwo- perfekcjonistka żyjąca za maską obojętności i skrupulatnego działania z planem. Są rodzicami, małego rezolutnego chłopca, który zaczyna dostrzegać zachowanie rodziców i coraz częściej zadaje pytania, na które trudno jest znaleźć odpowiedzi. 
Niestety po latach ich drogi zaczęły się rozchodzić, oboje byli zmęczeni wspólnym życiem, ale to Robert postawił znak stop i złożył pozew o rozwód... 
W drodze z sądu wystarczyła jedna sekunda, by oboje zrozumieli, jak szybko można stracić to co się ma. Czekając na pomoc, otwierają się na siebie i zaczyna się chyba najtrudniejsza rozmowa w ich całym dotychczasowym życiu.
Czy dojdą do porozumienia? Dlaczego ich drogi tak drastycznie się rozeszły? Czy starczy im sił i samozaparcia, by trwać razem, a nie obok siebie? 
Tego już Wam nie napiszę, ale wszystkie odpowiedzi na te pytania znajdziecie na kartach tej zimowej opowieści.

"W tę grudniową noc" to słodko- gorzka opowieść o zwyczajnym życiu ludzi, którzy kiedyś się szaleńczo kochali, a nie są pewni tych uczuć w tej chwili, o trudnych relacjach na linii mąż- żona, rodzic- dziecko, zarówno tego dziecka całkiem małego jak i już zupełnie dorosłego, o potrzebie kochania i okazywaniu tego nawet najdrobniejszymi gestami. Nie jest to na pewno typowo świąteczna historia (nie sugerujcie się okładką), ale dziejąca się w tym magicznym czasie. Jest to historia trudna, pokazująca jak ważna w naszym życiu jest rozmowa z bliskim człowiekiem, zaufanie mu, ale i otoczenie uwagą, zrozumieniem i wsparciem. 
Jest to historia, która złapie za serce i nie pozwoli przejść obok siebie obojętnie, zmusi do refleksji, przyjrzenia się własnemu życiu, wysnuciu odpowiednich wniosków i być może uświadomi, że jeszcze nic straconego, że może uda się jeszcze naprawić popsute relacje, że trzeba walczyć do samego końca...
Bardzo mnie poruszyła ta historia, choć napisana prostym językiem, ubrana w zwyczajne słowa, otuliła moje serce olbrzymim ciepłem i nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Sporo łez się polało...

Autorka stworzyła wielowymiarowe postacie, obdarzając je całą gamą uczuć i emocji sprawiła, że trudno jest przejść obok nich obojętnie. Wywołują one skrajne odczucia, od sympatii po zniechęcenie, ale  z drugiej strony łatwo jest się z nimi utożsamić, poznać ich motywy, i spróbować zrozumieć. Nikt w tej historii nie jest zbędny, a każdy wiele tu wnosi, tworząc wielobarwną mieszankę różnowrodnych charakterów.
Akcja powieści nie toczy się jakoś specjalnie szybko, może i nie zaskakuje jakoś szczególnie, ale mimo to wywołuje mnóstwo skrajnych odczuć.
Pomysł na fabułę bardzo trafiony, uświadamiający, że rozwód to nie jest rozwiązanie.  
Pomimo tylu trudnych tematów poruszonych w tej historii książkę czyta się doskonale. Jestem zauroczona, ale i mocno poruszona tą historią. Autorce dziękuję również za przepiękne życzenia, poruszają one wszystkie ukryte struny w sercu i duszy, zawarła w nich Pani całą istotę Świąt Bożego Narodzenia.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Makowskiej,  i mam nadzieję, że nie ostatnie. Bardzo spodobał mi się jej styl pisania i z wielką przyjemnością sięgnę po wcześniejsze książki.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Nie jest to typowo słodka opowieść świąteczna, ale jest to historia, która sprawi, że jeszcze przed świętami spojrzymy inaczej na swoich życiowych partnerów i być może uda się jeszcze wiele poprawić w naszych relacjach.

POLECAM...

"- Pamiętaj, że czas na szczęście nie płynie wstecz.  I to, co złe, już nie wróci. Na pewno nie w tej samej postaci. Zawsze możesz- oczywiście, jeśli chcesz- starać się, żeby kolejne takie słowa już nie padły. Jeśli czujesz, że nie zasługujesz na uczucia, które Robert wciąż ci okazuje, możesz postarać się odpowiedzieć tym samym, jeżeli oczywiście to czujesz. Nie oszukuj go. Nie łudź, że jest dobrze, że nagle uczucia wybuchły ze zdwojoną siłą, jeśli po trzech miesiącach znów masz się kłócić. Bądź szczera. Odpowiadaj na pytania i pytaj. Mów o tym co czujesz. Jeśli chcesz się przytulić- przytul, jeśli chcesz powiedzieć coś dobrego, powiedz, a jeśli w  przypływie złości chcesz powiedzieć, coś, czego wcale nie myślisz, to przemilcz. Jeśli jakiekolwiek zdanie podpowie ci twoja impulsywność- przemilcz. Jeśli słowem chciałabyś zrobić mu krzywdę- przemilcz. Takie milczenie jest o wiele lepsze niż cisza po kłótni. Nie chodzi o to, by ukrywać uczucia i w ogóle się nie złościć, ale by nie ranić pod wpływem impulsu".
                  - Dorota Dea Makowska "W tę grudniową noc" str. 288- 289

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika.

piątek, 13 października 2023

(126/23). OTWÓRZ SIĘ NA CUDA

 
    Autor: Nika Kardasz

    Wydawnictwo: Replika

    Gatunek: Obyczajowa, Romans

    Liczba stron: 320

    Data premiery: 31. 10. 2023


 *Google

    Nika Kardasz Polka mieszkająca w Islandii.
Pisanie i zumba są odpowiedzią na wołanie jej kreatywnej duszy. Spełnia się również jako nauczycielka. Każdą wolną chwilę spędza z dziećmi i uczy je języka polskiego. Pasje nadają jej życiu sens, dlatego nazywa siebie szczęściarą.
Debiutowała w roku 2021 książką "Oddychaj". Jest autorką książek "Otwórz oczy" i "Dotknij serca".
(Źródło: Książka "Otwórz się na cuda")

    Życie jest magiczne pod warunkiem, że będziemy w to wierzyć i otworzymy się a cuda, które dla każdego z nas są już przygotowane. 
Rozalia dzieli swój czas pomiędzy pracę a klinikę, gdzie jej mąż od trzech lat leży w śpiączce. Tuż przed świętami przyjaciel robi jej prezent i wysyła ją na daleką Islandię, żeby odpoczęła i zregenerowała siły. 
Rozalia trafi do domu Unnur, z którą się zaprzyjaźnia. Poznaje tam nie tylko Bjarmiego, jej syna, ale przede wszystkim odnajduje samą siebie. Za namową nowych przyjaciół spędza z nimi rodzinne Boże Narodzenie, chyba pierwsze takie w jej życiu.
I właśnie wtedy, otulona świąteczną magią dostaje wiadomość z Polski...
(Opis wydawcy)

    Co roku z wielką ciekawością wypatruję książek w klimacie świątecznym, które skradną moje serce i otulą magią, szczególnie odczuwalną w tym wyjątkowym okresie. W tym roku pierwsze takie książki trafiły do mnie już we wrześniu, a dziś mogę podzielić się wrażeniami o pierwszej z nich...

Pani Kardasz udawania w tej wyjątkowej historii, jak bardzo życie potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, stawiając na naszej drodze osobę, bez której jak się okazuje w bardzo krótkim czasie, nie potrafimy żyć. Wystarczy moment, jedna chwila by nasze najpiękniejsze marzenia stały się faktem, trzeba tylko otworzyć na nie serce i uwierzyć, że to, co się dzieje wokół nas, jest prawdziwe... 
"Otwórz się na cuda" to książka niebanalna niby nic w niej nie goni złamanie karku, ale wciąga w swą fabułę od pierwszych stron i czyta się ją bardzo przyjemnie.
Historia ta opowiada o różnego rodzaju stracie i odnalezieniu, ogromnym zagubieniu, poszukiwaniu własnego "Ja", złości i wybaczeniu, przyjaźni i miłości, ale przede wszystkim o nadziei. To opowieść, która niesie przesłanie, że życie jest cenne i należy wykorzystać każdą daną nam chwilę. 

Pomysł na fabułę bardzo trafiony, świetnie poprowadzony. Dla mnie olbrzymim plusem jest naprzemienna narracja głównych bohaterów, dzięki temu możemy poznać spojrzenie na dany temat z dwóch stron, zrozumieć emocje i motywy, które nimi kierują. Łatwiej dzięki temu się z nimi zżyć i autentycznie polubić. Bohaterowie są doskonale wykreowani i poprowadzeni. Autorka konsekwentnie buduje napięcie między nimi, ale otula je magiczną aurą, zbliżających się świąt i czasu po nich. 
Pomimo trudnych tematów historia ta pozwala się zrelaksować i napełniać świąteczną atmosferą, choć tak jak wspomniałam wyżej, nie brakuje również wzruszeń i tematu do przemyśleń.

Autorka pięknie oddaje klimat Islandii, czytając jej barwne opisy otoczenia kultury czy tradycji, chce się odwiedzić ten kraj, poznać go i poczuć na własnej skórze. Mnóstwo ciekawostek i anegdot związanych z tym krajem, pobudza wyobraźnię, zachęca do otworzenia się na nowe, zobaczenia tego magicznego miejsca na własne oczy. Niejednokrotnie wyobrażałam sobie opisywany widok, spacerowałam i chłonęłam tajemniczą atmosferę tego miejsca.
Książka skradła moje serce od początku, do końca. Otuliła ciepłem, wzruszyła, wywołała uśmiech.
Jest to pierwsze spotkanie z twórczością pani Kardasz, ale jestem pewna, że nie ostatnie, z dużą dozą ciekawości sięgnę po poprzednie historie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie. Idealna pozycja na zimowy czas, otulająca czytelnika magią i ciepłą świąteczną atmosferą, choć tych świąt tak naprawdę wiele w tej historii nie ma. Szkoda, bo autorka pięknie pokazała ten magiczny czas.

POLECAM...

"Wszechogarniająca radość i zabijający smutek. Ulga i głaz nie do uniesienia. Szczęście i rozpacz. Światło i cień. Nie można w jednym momencie odczuwać tak skrajnych emocji. Ale kiedy żyje się w dwóch równoległych światach i jest się dwoma osobami naraz, to zupełnie normalne. Rozalia z Polski pragnie się cieszyć, a Rosalie z Islandii jest o krok od postradania zmysłów. Kim jestem naprawdę> tylko jedną z nich? Mieszanką obu? W tym momencie czuję się nikim. Stanęłam między nimi obiema. Nie śmieję się, nie płaczę, jestem gdzieś pomiędzy. Nie przyjmuję żadnych emocji i żadnej tożsamości. Boję się wybrać."
                              - Nika Kardasz "Otwórz się na cuda" str. 285

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika.

piątek, 2 grudnia 2022

(134/22). ŚWIĘTY

 
    Autor: Sylvia Wyka

    Wydawnictwo: Wonder

    Gatunek: Romans

    Liczba stron: 150 (e-book, PDF)

    Data premiery: 04. 12. 2022

 *Google

    Sylvia Wyka Urodzona 9 czerwca 1990. Początkująca pisarka z ogromną ilością pomysłów. Uważa, że na debiut nigdy nie jest za późno. Trzydziestoletnia matka dwójki dzieci.
Do komputera zawsze zasiada z rodzynkami i białą kawą. Nieuleczalna romantyczka, która walczy o swoje marzenia. Twierdzi, że czuję oddech swoich bohaterów na karku, dopóki nie przeleje ich historii na papier. Posiada wykształcenie ogólnokształcące, ale była również na profilu hotelarstwa, technika żywienia, kosmetologii i bhp, poszukuje swojej drogi w życiu. Pisząc, stwierdziła, że właśnie ją odnalazła.
(Źródło opisu: Lubimy czytać)

    Święty pokaże w tym roku, że potrafi być bardzo niegrzeczny. Pikantna opowieść, która rozgrzeje w chłodne wieczory.
Jakub uwielbia święta i zimową porę. Przez przypadek musi wcielić się w rolę Świętego Mikołaja. Kiedy na jego kolanie zamiast dziecka ląduje piękna dziewczyna, wbrew swojej przeszłości postanawia za wszelką cenę zaprosić ją na randkę.
Anastazja zostaje okradziona i w ten sam dzień poznaje tajemniczego Świętego Mikołaja – to właśnie on postanawia udzielić jej pomocy. Czy to zwykły zbieg okoliczności, czy może zadziałała magia świąt? Nagłe spotkanie przerodzi się w coś więcej, a może pozostanie jedynie przelotną przygodą...?
(Opis wydawcy)

    Jeśli macie jakieś dwie godzinki luźnego czasu chcecie oderwać się od szarugi za oknem, poczuć zapach mandarynek (są dość istotne w tej historii), dać się wprowadzić w przedświąteczną atmosferę, rozpalić emocje... i być może coś jeszcze... ta krótka opowieść będzie do tego idealna. 

Nie będę zdradzać, co się dzieje w fabule, bo już opis wydawcy wiele zdradza, a nie chciałabym Wam odbierać radości z jej odkrywania. Powiem tylko, że jest naprawdę pikantnie, momentami słodko i romantycznie, zdarzają się też chwile niebezpieczne i skrajnie nieodpowiedzialne. 
Akcja i emocje buzują już od pierwszej strony. Biorąc do ręki czytnik, nie spodziewałam się, że ta historia mnie tak zauroczy, a na niewielu stronach będzie skrytych tyle skrajnych emocji. Śmiałam się, złościłam i płakałam po równo. A to tylko 150 stron.
Książkę czyta się bardzo szybko, akcja toczy się jeszcze szybciej, zapewniając czytelnikowi emocjonalny rollercoaster. Bawi, wzrusza, ale zmusza także do refleksji nad ludzkim losem i tym jak jedno zdarzenie może wywołać nieoczekiwane skutki i prowadzić do dramatycznych konsekwencji. 
Pokazuje i udowadnia, jak wielką siłę ma szczerość wobec drugiej osoby i jak ważne jest wybaczenie, które przynosi ulgę. 

Bohaterowie są szczerzy, fajnie wykreowani i "poprowadzeni". Nikt nie jest zbędny i każdy coś do tej historii wnosi. 
Fabuła jest przemyślana, choć moim zdaniem, zakończenie może sprawiać wrażenie nie do końca przemyślanego, jakby autorka na siłę chciała uszczęśliwić swoich bohaterów- ale to jest moje bardzo mocno sugestywne odczucie, więc wiecie ;) nie traktujcie tego zdania zbyt dosłownie.
Bardzo fajnie spędziłam czas z tą historią. Nie znam innych książek pani Sylvi, ale po "Świętym" na pewno to się zmieni.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Bardzo przyjemna odskocznia od świątecznych przygotowań. Lekka, łatwa i bardzo przyjemna lektura.

 POLECAM...

"Lodowisko mieniło się całą paletą barw, pod ogromnym zadaszeniem powieszono lampki, małe i  duże. Sznury oplatały wszystkie belki, a w każdym rogu wisiała wielka gałąź jemioły.
Pachniało zimą, tego specyficznego zapachu nie dało się pomylić z żadnym innym. Mróz szczypał w policzki, z daleka słychać było subtelne nuty świątecznych piosenek. Jakub wypożyczył nam łyżwy, a ja poczekałam na drewnianej ławeczce. Kucnął, chcąc pomóc mi je założyć. Sprawnymi palcami zapinał zatrzaski, muskając niby niewinnie moje łydki."
                                  - Sylvia Wyka "Święty" str. 44 (e-book, PDF)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce. 

poniedziałek, 25 października 2021

(84/21). W GÓRĘ RZEKI

 
    Autor: Magdalena Wrocławiak

    Wydawnictwo: OFICYNKA

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 410

    Data premiery: 07. 06. 2021

 
 *Google

    Magdalena Wrocławiak- od najmłodszych lat z piórem w dłoni i głową pełną historii. Zafascynowana życiem, ludźmi i światem. Interesuje się akwarystyką, filmem i górskimi wędrówkami.
(Źródło: Okładka książki)

    Sebastiana Akermana spotkała w życiu wielka tragedia. Dręczony wyrzutami sumienia, trafia do więzienia, żeby odpokutować winę. Pewnej nocy ma sen. Spotyka w nim wyjątkową kobietę, która opowiada mu o pięknej prawdzie. Pod jej wpływem Sebastian zaczyna iść pod prąd… żeby zrozumieć. Przecież właściwe wybory nigdy nie są łatwe.
To niezwykła historia o prawdzie i nadziei. Życiu i śmierci. Wielkiej samotności. O drodze ku szczęściu, która zawsze wiedzie w górę rzeki.
(Opis wydawcy).

    "W górę rzeki" to powieść, z którą mam spory problem. Czytają opis, byłam niemal pewna, że będę miała do czynienia z zupełnie innym typem literatury. Może nie jestem bardzo rozczarowana tym, co dostałam, ale nie czuję się też w pełni usatysfakcjonowana. Mam sporą zagwozdkę z tą historią.
 Autorka miała świetny pomysł na fabułę, stworzyła świetne postacie, potrafiła zbudować napięcie, ale to wszystko (w moim odczuciu) zbyt mocno okrasiła... wiarą w Boga. Niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że pani Magdalena narzuca mi swoje przekonania i jestem niemal zmuszona, by myśleć tak samo jak postacie, bo to jest jedyna słuszna droga i poza nią nic nie ma.  
Przyznaję, ominęłam kilka stron. Po prostu do mnie nie docierały, a czytając, że in vitro jest złe, tęcza została zagrabiona... przez wiadomo kogo, i sugerowana jest aborcja w przypadku (tylko!) zagrożonej ciąży... po prostu mnie coś trafiało (takich kwiatków jest więcej, ale już sobie odpuszczę).
Pomijając te aspekty, przedstawiona historia pokazuje obraz człowieka, który poprzez jeden błąd traci wszystko i wszystkich, których kocha. Człowieka pogubionego i  
Autorka pokazuje, jak trudne jest odnalezienie sensu życia po opuszczeniu więziennych murów, jak trudno jest wrócić do realnego życia gdy zostajemy na świecie sami, bo najbliżsi się odwracają od nas, nie chcąc nawet słuchać naszej racji. Jak łatwo możemy się zagubić i znaleźć się wśród nieodpowiednich osób, które wydają się namiastką rodziny. Historia Sebastiana zmusza do refleksji, wyciągnięcia wniosków i być może przewartościowania niektórych priorytetów... Poznając głównego bohatera bliżej, niejednokrotnie żal zalewał mi serce i popłynęła niejedna łza. Naprawdę nie miał chłopak lekko...

Akcja powieści dzieje się dość szybko, zaskakuje w niespodziewanych momentach. Styl autorki jest przyjemny w odbiorze. Plastyczne opisy pozwalają się przenieść w malownicze Bieszczady i poczuć ich wyjątkowy klimat. Musi tam być wyjątkowo pięknie w śnieżną zimę. 
Postacie są ciekawe, choć niektóre zbyt jaskrawe i przerysowane, ale nie wpływa to szczególnie na ich odbiór.
Książkę czytało mi się dość opornie, ale to tylko przez te czynniki, o których wspomniałam wyżej. Reszta jest ok.

Akcja powieści osadzona jest w okolicach Bożego Narodzenia, sądzę więc, że to dość ciekawa historia otwierająca sezon na tego typu literaturę. Niesie w sobie nadzieję, wiarę, że prędzej czy później słońce wyjdzie dla każdego z nas. Że gdzieś na świecie jest ktoś, kto jest nam przeznaczony i stanie po naszej stronie nawet wtedy gdy popełnimy niewybaczalny błąd, a własna rodzina odwróci się do nas plecami.

    Czy polecam?
Trudno mi odpowiedzieć. Jest to taka pozycja, która będzie miała wielu zwolenników jak i przeciwników. Ja się nie opowiem po żadnej stronie, musicie się sami przekonać, ale sądzę, że każdy w tej powieści znajdzie coś dla siebie.

"Wtedy pierwszy raz od roku siedzenia w tej przeklęte dziurze uśmiechnąłem się i poczułem z siebie zadowolony. Uczucie radości było tak zapomniane, że wydawało się kompletnie obce. Zwłaszcza dla kogoś, kto od ponad roku marzył o samobójstwie. Nie umiem nawet opisać, jak to jest uratować komuś życie. Myślę, że to jedna z najwspanialszych rzeczy na świecie. Kiedy jednak chwilowe szczęście ustąpiło, przypomniało mi się, z kim mieszkałem w celi. Komu właśnie się przeciwstawiłem. Nie obleciał mnie strach. To była panika w czystej postaci."
                                     - Magdalena Wrocławiak "W górę rzeki" str. 67


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka.

czwartek, 26 listopada 2020

(113/20). DORZUĆ MNIE DO PREZENTU

 
    Autor: Agnieszka Błażyńska

    Wydawnictwo: Wielka Litera

    Gatunek: Romans, Obyczajowa

    Liczba stron: 208

    Data premiery: 10. 11. 2020

                                   *Google


    Agnieszka Błażyńska- Jest autorką trzech powieści obyczajowych opowiadających o problemach i doświadczeniach trzydziesto- i czterdziestolatków: "Do Wigilii się zagoi", "Ja na to jak na lato", "Wszędzie dobrze (gdzie nas nie ma)". Cechą charakterystyczną jej utworów jest humor słowny, wyraziste postacie i niegasnący optymizm, który jasno określa osobowość autorki.
Poza pisaniem zajmuje się glottodydaktyką. Wierzy, że język polski może być łatwy, dlatego współtworzy kanał edukacyjny "Easy Polish".
(Źródło: Okładka książki).

    Zbliżają się święta, ale nikt nie myśli o światełkach, prezentach i pierniczkach, gdy epidemia wywróciła życie do góry nogami. Maja utknęła na kwarantannie, a jedyną osobą, do której może się odezwać przez drzwi, jest aspirant Sylwester. Andrzej próbuje zdobyć pracę marzeń, ale w międzyczasie oblewa egzamin na bycie ojcem. Perfekcjonistka Paulina nigdy nie pozwala sobie na słabości, przez co zapomniała, że najmilszych niespodzianek nie da się kontrolować…
Losy przypadkowych osób splatają się w opowieść o tym, że nawet jeżeli los nam nie sprzyja, zawsze trzeba mieć nadzieje. Jeden drobny gest może wywołać lawinę cudów, szczególnie w czasie, gdy chcemy się dzielić tym, co najlepsze – sercem.
(Opis wydawcy).

    Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści związanych z obecnie panującą epidemią koronawirusa. Do Autorów piszących o tym strasznym wirusie dołączyła również pani Agnieszka, ale poszła o krok dalej i swą powieść umieściła w okresie nadchodzącego Bożego Narodzenia. 

"Dorzuć mnie do prezentu" to siedem historii, które splatają się w jedną opowieść, pokazującą jak wiele jeden człowiek może znieść, jak długo postępować pod dyktando innych, jak walczyć o siebie i nie stracić nadziei. 
Przychodzi jednak taki moment, że nawet najtwardszy i największy fajter musi czasami odpuścić, zwolnić tempo i przyjąć do wiadomości, że i on czasami potrzebuje pomocy lub chwili wytchnienia.
Wbrew pozorom jest to optymistyczna historia, niosąca w sobie sporą dawkę humoru, ale i pozytywnego wzruszenia... wiele łez popłynęło. 
W moim przypadku "Warkoczyki" i "Frank" doprowadziły mnie do emocjonalnej ruiny. Te dwie historie stały się najbliższe mojemu sercu, wywołały najwięcej emocji, zmusiły do refleksji i zastanowienia się nad tym czy oby nie jestem taka sama jak Paulina i Natalka- dwie niezwykle silne kobiety, którym trudno uwierzyć w to, że nic się nie stanie gdy pójdzie się na pewne kompromisy. 

Książkę czyta się niezwykle szybko, bo naprawdę wciąga i świetnie buduje napięcie. Bardzo byłam ciekawa powiązań między poszczególnymi postaciami- niektóre z nich okazały się bardzo zaskakujące.
Bohaterowie są świetni, w większości bardzo sympatyczni (no dobra jedna osoba nie).
Autorka doskonale opisuje ich emocje, obawy lęki i radości. Łatwo z tymi postaciami się utożsamić i przeżywać ich emocje i rozterki związane z obecną sytuacją epidemiologiczną.

Na uznanie zasługuje okładka. Jest piękna i bardzo klimatyczna. Nie sposób nie zwrócić na nią uwagi.
Książka jest ogólnie bardzo ładnie i estetycznie wydana. W moim odczuciu może zostać wspaniałym prezentem dla najbliższych.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Choć w tle czai się wirus, jest niezwykle ciepła i zmuszająca do refleksji opowieść o tym, że warto otworzyć serce na drugiego człowieka. Ne tylko w zbliżającym się czasie Bożego Narodzenia.

POLECAM...

"Oczywiście Bartek ma rację. Poświęcała swój wolny dzień na to, żeby biegać za prezentami i jedzeniem dla ludzi, którzy przez cały rok raczej nie pamiętają o jej istnieniu. Też by wolała zostać w domu, zrobić obiad i manicure, obejrzeć serial i poleżeć w wannie. Ale przecież rodzina również jest ważna. Mama, tata i brat to nie są obcy ludzie i chociaż czasem doprowadzają ją do szału, to przecież będzie z nimi na zawsze. Nie da się rozwieść z bratem czy rozstać z rodzicami, nawet jeśli to małżeństwo z rozsądku"
                             - Agnieszka Błażyńska "Dorzuć mnie do prezentu" str.47


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.