środa, 23 października 2019

CICHOBOREK


    Autor: Urszula Stokłosa

    Wydawnictwo: JanKa i...

    Liczba stron: 252

    Data premiery: 30. 09. 2019

    

    Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym Wam przedstawić historię ludzi mieszkających w malutkiej wsi Cichoborku- gdzieś na południu Polski.
Miejsce takie samo jak tysiące wsi w naszym kraju czy może zupełnie inne?
Zapraszam...

    Urszula Stokłosa- urodziła się w 1990 roku w Żywcu. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim. Obecnie mieszka w Unterhaching- niewielkiej miejscowości pod Monachium.
Prywatnie- szczęśliwa żona, zawodowo- zadowolona z życia pomoc domowa.
Lubi dobrą literaturę i podróże, a przy tym obserwować i rozmyślać. Oprócz kilku ludzi kocha swojego psa i swoje roślinki. Nie wyobraża sobie życia bez kawy, za to spokojnie mogłaby się obejść bez słodyczy i internetu. (informacja z okładki książki).

    Justynę poznajemy w momencie, gdy przyjeżdża do Cichoborka podjąć się opieki nad starszą Panią. Jej przyjazd wywołuje niemałe poruszenie w sennej wsi, w której prym wiedzie sklepowa Jadzia i proboszcz tutejszej parafii- Kazimierz. Nic nie umknie ich uwadze, wszystko o wszystkich wiedzą i z przyjemnością dzielą się z innymi tymi wiadomościami.
Pomimo że Justyna sama nosi w sercu żałobę i ból po stracie najbliższych, stara się jak najlepiej wypełnić swoje obowiązki wobec starszej kobiety i nawiązać nić porozumienia z tutejszymi mieszkańcami.
Życie płynie sennie i spokojnie, a jedyną dostępną rozrywką jest zabawa w remizie lub wypad do Semięcic- sąsiedniego miasta.
Czas płynie nieubłaganie, ludzie odchodzą, małżeństwa stają na granicy rozpadu, na wierzch wypływają tajemnice, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego...
Jak odnaleźć się w tej małej mieścinie, zostać zaakceptowanym przez tutejszych, uratować coś, co z góry skazane jest na porażkę, jak zacząć żyć, gdy tak naprawdę się już nie chce?
Na te i wiele innych pytań musi sobie odpowiedzieć nie tylko Justyna a cała społeczność Cichoborka.

    Kiedy zobaczyłam, że wydawcą tej powieści jest JanKa i..., pomyślałam sobie "Oo, to będzie na bank dobre". I jak zwykle się nie zawiodłam. Jestem pod olbrzymim wrażeniem, że taka mała niepozorna książka niesie w sobie tak niesamowity ładunek emocjonalny.
Ta opowieść jest jak kropla, która drąży skałę. Prze do przodu nie pozwalając odłożyć się na bok i zapomnieć osobie. To jedna z tych powieści, które każą czytelnikowi zatrzymać się, spojrzeć na swoje życie z boku, ocenić je i wyciągnąć wnioski. Zmienić je, póki jeszcze jest to możliwe.
Ta historia to opowieść o odchodzeniu, godzeniu się samym z sobą i z tym, co przynosi los, o spełnianiu marzeń, ale także, a może przede wszystkim o nadziei, którą nosimy w sercu, bo tylko ona potrafi nas uratować i nie pozwoli, byśmy znaleźli się w marazmie szarej codzienności i beznadziei, która będzie zjadać nas od środka.
Pani Urszula Stokłosa w niezwykle ciekawy sposób podaje nam prawdę o życiu i ludziach. Pokazuje, jak bardzo potrafimy zagrać rolę, którą napisało dla nas życie, rzucając nam pod nogi kłody. Jak potrafimy się dostosować do panujących warunków i potrafimy sobie poradzić w nowej dla nas sytuacji.

"Cichoborek" to książka, która jest tak wciągająca, że wręcz pochłoniecie ją w kilka godzin. Czyta się niezwykle szybko i bardzo przyjemnie.
Pani Urszula Stokłosa ujawnia w niej olbrzymi potencjał, a kończy opowieść w taki sposób, że aż chce się wierzyć, że to jeszcze nie koniec.

    Czy polecam?...
Mam to szczęście, że ostatnio trafiam na same dobre pozycje i przyznam szczerze, że "Cichoborek" wchodzi do mojej topowej dyszki w tym roku.
Jest nostalgicznie, wzruszająco, smutno momentami też wesoło. Jest to książka dla każdego.
Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Więc odpowiedź jest oczywista...


POLECAM...

"Pięć lat po ślubie, dwudziestego pierwszego listopada, w deszczowy, wietrzny wieczór, zgodnie ze swoimi i matki przewidywaniem Dorota siedziała w łazience własnego dom, zupełnie naga, z twarzą skierowaną w stronę pokrytej niebieskimi płytkami podłogi, a wzrok miała równie tępy, jak w dniu swojego wesela. Uczucie rezygnacji dopadało ją w najmniej spodziewanych momentach, a myśli wirowały wtedy w jej głowie z zawrotną prędkością. Jacek nigdy nie słyszał  nocnych ataków myśli Doroty, bo nawet walenie głową w mur nie mogło przedostać się do jego snów, których i tak nie zapamiętywał. Dorota nie chciałaby zakłócać snów małżonka, a tym bardziej budzić go tylko po to, żeby nazajutrz szedł do pracy z podkrążonymi oczami. Niczego już nie chciała."
                                          - Urszula Stokłosa "Cichoborek" 





czwartek, 17 października 2019

SEKRET GUWERNANTKI


    Autor: Marta Grzebuła

    Wydawnictwo: LUCKY

    Liczba stron: 528

    Data premiery:  11. 07. 2019



    Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję powieści, która przeniesie nas w czasy epoki wiktoriańskiej, postawi zagadkę do rozwiązania, zaskoczy finałem.
Zapraszam...
Na początek tradycyjnie kilka słów o Autorce.

    Marta Grzebuła (Jarzębina) - Z domu Łukomska, urodzona 22 listopada 1960 roku we Wrocławiu. Tu ukończyła Szkołę Podstawową i Studium Medyczne. [...]

W swoich powieściach i wierszach przeprowadza Czytelnika, po świecie, zmagań wyrzeczeń, prawd, miłości, zdrad, śmierci w taki sposób, by ten zagłębiając się w kolejne strony, odczuwał nie tylko wzruszenie, sympatię, do bohaterów, ale budzi w Czytelniku jeden, z największy z darów, jaki sądzi, że posiada człowiek, empatię. Marta Grzebuła, sama mówi: „Sercem do serc, piszę” i to jest chyba najlepsze, podsumowanie, Jej twórczości. 
(Źródło Lubimy Czytać.pl)

    Gdy w ręce młodej bibliotekarki z Wrocławia wpadają ponad stuletnie listy angielskiej guwernantki, nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wielką i tragiczną tajemnicę skrywają. Dzięki wstawiennictwu pracodawcy, Natalia wyjeżdża do Anglii, by przeprowadzić skrupulatne śledztwo i odkryć tajemnicę, którą zabrała ze sobą do grobu guwernantka Martha.
Natalia dzięki swojemu „darowi” nawiązuje kontakt z duchem Marthy, który przez ukrywany sekret nie może przejść spokojnie na „drugą stronę”. 
Dziewczyna przy pomocy lorda Arthura- młodego wdowca i kilku zaufanych osób, zagłębia się w rodzinne archiwa. Nie zdaje sobie sprawy, że tropy, na które wpadła, po ujawnieniu mogłyby wywołać wielki skandal na samym dworze królewskim. 
Natalia odkrywa przykre fakty również z życia samego lorda Arthura i jego przodków, a nią samą zaczyna interesować się tajne bractwo. Jego zadaniem jest niedopuszczenie, by na jaw wyszły sekrety przeszłości.
Natalia im więcej się dowiaduje, tym bardziej jej życie zostaje zagrożone, a rodzące się uczucie między nią a młodym lordem komplikuje jeszcze bardziej sytuację. Dziewczyna musi sama odpowiedzieć sobie na pytanie, czego pragnie i kto tak naprawdę jest jej wrogiem a kto przyjacielem.

    „Sekrety guwernantki” to jedna z tych historii, które są idealne na długie jesienne wieczory. Znalazłam tu wszystko, to co lubię, czyli tajemnice i intrygi; kryminał, romans. Jedyne co do mnie nie trafiło to wątek z duchami i kontakty z nimi. Niestety tak już mam, że zawsze będę patrzeć z przymrużeniem oka na ten temat. Jakoś nie potrafię się przekonać do faktu, że ludzie posiadają takie „dary”, choć oczywiście tego nie neguję.
Autorka w fantastyczny sposób połączyła teraźniejszość z przeszłością, zabiera nas w czasy królowej Wiktorii, (dla mnie osobiście niesłychanie intrygującej i tajemniczej postaci w historii Anglii), przypomina o kilku tajemnicach, które miały nigdy nie wyjść na światło dzienne, chociażby potajemny ślub z koniuszym.

Plastyczne opisy, barwny i ciekawy język, sprawiły, że poczułam się, jakbym sama wędrowała po starym angielskim pałacu, przyległych do nich ogrodach i parkach, nie chciało  się wręcz wracać do rzeczywistości.
Poruszony temat mezaliansu między Natalią a Arthurem zaskoczył mnie tak bardzo, że aż sama się zdziwiłam. Myślałam, że takie praktyki nie są już stosowane i młodzi zakochani mogą sami decydować o swoim związku. Tu w opowieści widzimy jak bardzo, jest to potępiane i do czego może prowadzić sprzeciw. Następstwa takiej niesubordynacji potrafią być tragiczne w skutkach. Wstrząsnęło mną to bardzo.

Minusem powieści poza duchami oczywiście, jest jeszcze zakończenie. Odniosłam wrażenie, że Autorka nie chciała kończyć szczęśliwym happy endem i na siłę dodała epilog z wydarzeniami, które zadziały się rok później. Cała ta historia jest całkowicie oderwana od rzeczywistości i bardzo odbiega od całości fabuły. 
Dla mnie osobiście był to zbędny rozdział, pozostawiający po sobie jakiś mały niesmak.

    Czy polecam?...
Mnie osobiście nie zachwyciła, ale mimo to jest ciekawie. Przyjemnie się czytało i tak jak wspomniałam, dla mnie to była bardzo fajna pozycja na wieczór.
Jeśli lubicie odkrywać krok po kroku tajemnice, odkrywać kto jest tym złym, lubicie zostać zaskoczonym w najmniej odpowiednim momencie, to będziecie zadowoleni i na pewno się Wam ta opowieść spodoba.
Osobiście z ciekawością sięgnę po inne powieści Pani Marty.

POLECAM...

"Ciemność, rozproszona gwałtownie przez zapalone światło, umknęła w postaci cienia pod sklepienie. Ale Natalia tego zjawiska nie zauważyła. Zbyt skoncentrowana na zadaniu, szybkim krokiem podeszła do mahoniowego biurka, na którym nadal spoczywały liczne kopie. Nerwowo zaczęła je czytać. Nawet nie usiada. Stojąc, przekładała  kolejne papiery w poszukiwaniu tego jedynego. Czuła podekscytowanie połączone z lekką obawą, że może spóźniła się. Po prawie dwudziestu minutach, zrezygnowana, usiadła na skórzanym, czarnym fotelu. Jej obawy urzeczywistniły się. Nie znalazła kopii. Zrozumiała, że ubiegł ją ktoś, kto wiedział, iż Darren jej ją wskazał."
                                               - Marta Grzebuła „Sekret guwernantki”  

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu LUCKY 

środa, 16 października 2019

RÓŻOWE KARTOTEKI


    Autor: Mikołaj Milcke

    Wydawnictwo: Dobra Literatura

    Liczba stron: 288

    Data premiery: 22. 09. 2015



    Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym zabrać Was w świat polityki i pokazać jak bardzo trzeba być twardym człowiekiem, by tam funkcjonować. Jak trzeba grać, by przetrwać... 

Książka bierze udział w BookTour organizowanym przez blog Ewelina-czyta.blogspot.com oraz Autora Mikołaja Milcke. Zapraszam

    Mikołaj Milcke- ur. w 1981 r. w Sokołowie Podlaskim, pisarz, dziennikarz, autor tekstów piosenek. Przez wiele związany zawodowo z TVP, później z Wirtualną Polską. Publikował w „Polityce”, „Sukcesie”, portalach Onet i Polki.pl, współpracował też z Polskim Radiem, Radiem Kolor i TVN24
Należy do najpoczytniejszych w Polsce autorów literatury LGBT. Debiutował powieścią „Gej w wielkim mieście” (2011), następnie ukazała się jej druga część „Chyba strzelę focha!” (2013).
„Różowe kartoteki” jest to jego trzecia powieść. W 2019 wyszły dwie kolejne części „Geja w wielkim mieście”. (informacja z okładki książki „Gej w wielkim mieście”).

    Rok 2015. Polska żyje zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że głównym kandydatem zostanie Ksawery Downar- sześćdziesięciojednoletni kandydat Prawicy Polskiej, wicemarszałek Senatu RP. Człowiek prawy i uczciwy, wręcz chodzący ideał. Mąż, ojciec, katolik i wielki patriota.
Na pół godziny przed ogłoszeniem jego kandydatury, mężczyzna dowiaduje się, że ktoś dostarczył do siedziby partii kompromitujące go materiały. Po blisko trzydziestu latach na jaw wychodzą sprawy, o których główny zainteresowany sam chciałby zapomnieć. 
Okazuje się, iż powszechnie szanowany polityk w czasach PRL, walcząc o wolność i demokrację,  został tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a jego teczka ujrzała światło dzienne. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie tajemnice skrywa w środku, i jak w ich świetle przedstawia się Ksawery. 
Rozpoczyna się wyścig z czasem, poszukiwanie zdrajcy i walka o zachowanie twarzy. 
Kto jest wrogiem a kto przyjacielem- okazuje się, że nie jest to takie oczywiste, jak się z początku wszystkim wydaje.

    Akcja „Hiacynt” - Masowa akcja Milicji Obywatelskiej przeprowadzona w PRL w latach 1985- 1987, polegająca na zbieraniu materiałów o polskich homoseksualistach i ich środowisku, w wyniku której zarejestrowano około 11 000 akt osobowych.
Oficjalnie ogłoszonym powodem przeprowadzenia akcji „Hiacynt” - było, jak twierdzono -przeciwdziałanie rozwojowi epidemii AIDS   na terenie Polski, kontrola „wysoce kryminogennego” środowiska oraz walka z prostytucją. [...] 
Akcja była prowadzona do 1987, choć kartoteki „Hiacynta” uzupełniano jeszcze co najmniej do 1988; w wyniku akcji zgromadzono około 10- 12 tysięcy akt osobowych, które dziś tworzą tzw. różowe kartoteki   (źródło- Wikipedia)

    Wyżej przedstawiona akcja to ciemna karta w historii naszego kraju. Jest mi niezwykle przykro, że się o niej nie mówi i że została zepchnięta gdzieś w zakamarki ludzkiej pamięci. Wielka szkoda, bo przyznaję, że sama osobiście o niej chyba nie słyszałam.

    „Różowe kartoteki” to niezwykle odważna i zaskakująca powieść. Autor zabiera nas w świat brutalnej polityki, gdzie nie ma sentymentów, a przeciwnicy tylko czekają na to, aż powinie nam się noga. 
Przyznam Wam szczerze, że jestem zaskoczona, jak bardzo ta historia jest aktualna. Czytając program wyborczy wyimaginowanego Downara, miałam wrażenie, że już gdzieś to widziałam, a tuż przed rzeczywistymi wyborami ta myśl była jeszcze mocniejsza... a że historia lubi zatoczyć koło mam nadzieję, że jednak żyjemy w wolnym kraju i taka akcja już się nie powtórzy.
Mikołaj Milcke po raz kolejny porusza tak ważne tematy, jak: aborcja, propagowanie i  narzucanie innym chrześcijańskiego i jedynie słusznego modelu rodziny, prawa mniejszości seksualnych. 
Udaje mu się zaciekawić czytelnika, wciągnąć w wir wydarzeń a na koniec zaskoczyć w sposób wydawałoby się banalny, jednak pokazujący, do czego może prowadzić życie w zakłamaniu, w przeciwieństwie do swoich idei i wartości. 
Pokazuje nam, jak ważne jest bycie „fer” wobec siebie i innych, jak jedną źle podjętą decyzją można w kilka chwil zniszczyć sobie i innym życie.

    „Różowe kartoteki” i ukryta na ich kartach intryga wciągają od pierwszych stron, przyjemnie i bardzo szybko się czyta. Kapitalnym pomysłem było zamknięcie całej historii w kilkunastu godzinach. Od porannego wywiadu w radiu, po północ, gdy już wszystko jest już jasne.
Bardzo dobrze i wyraziście wykreowani bohaterowie, ciekawe studia ich osobowości i charakterów. 
Jest zaskakująco, w niektórych momentach wręcz bulwersująco, szczególnie we wspomnieniach zatrzymań i przesłuchań. 
Czy polecam... Zdecydowanie TAK!!


Książka bierze udział w akcji BookTour organizowanym przez blog Ewelina-czyta.blogspot.com oraz Autora- pana Mikołaja Milcke.

„Ksawery nigdy nie poznał człowieka, który dostarczył mu jego teczkę, a Miron nigdy nie zobaczył obciążających senatora papierów. Lewkowicz jako pośrednik wymienił pomiędzy Downarem a sprzedającym dwie zaklejone koperty. W jednej były dokumenty z przeszłości, w drugiej banknoty. Dostał też zapewnienie, że reszta dokumentów po prostu nie istnieje, że przepadła w bliżej  niewyjaśnionych okolicznościach i nie ma szans, by kiedykolwiek wypłynęła. Uwierzył. Wszystkim wydawało się, że to kończy sprawę. I kończyło. Do dziś”.
                                - Mikołaj Milcke „Różowe kartoteki”
     
  

      

     
     

wtorek, 8 października 2019

MIŁOŚĆ W CZASACH IN VITRO

 
    Autor: Anna Żelazowska

    Wydawnictwo: Videograf

    Liczba stron: 280

    Data premiery: 13. 08. 2019


     „Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można nie wiem, ile odrąbać gałęzi i zniszczyć, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy”.


    Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję książki, która porusza bardzo kontrowersyjny w naszym kraju temat. In vitro, bo to o nim mowa ma tak samo wielu zwolenników, jak i przeciwników... Dla mnie osobiście jest to temat, o którym trzeba mówić i uświadamiać innym, że czasami to jest jedyna droga do upragnionego szczęścia.
Zapraszam...

    Anna Żelazowska- wielbicielka podróży, kawy i dobrej literatury. Z wykształcenia italianistka i dziennikarka, z zawodu urzędnik państwowy, matka dwóch córek. (informacja wydawnictwa)

    Alicja wiedzie niezbyt interesujące życie. Pracuje jako rejestratorka w renomowanej klinice leczenia niepłodności i na tym skupia się najbardziej. Dziewczyna urozmaica sobie pracę obserwacją ludzi, którzy są pacjentami kliniki. Sama jednak tkwi w jednym miejscu, nie mogąc się zdecydować na pierwszy krok, by wyrwać się z marazmu, w którym się obecnie znajduje.  
Gdy w klinice zaczynają się dziać niepokojące rzeczy, najlepszy lekarz znika bez śladu, a na wierzch wypływają tajemnice innych członków zespołu lekarskiego, Alicja postanawia coś zmienić i wyjść życiu naprzeciw...

    Wbrew pozorom, nie jest to książka typowo o zabiegu In vitro. Jeśli się tego spodziewaliście, to się zawiedziecie. 
Jest to książka opowiadająca o dążeniu do celu, o spełnianiu swoich marzeń, o życiu pełnią piersią.
Wprawdzie dowiadujemy się, jak przebiega cały proces zabiegu, jednak moim zdaniem nie jest to temat przewodni tej powieści.
Autorka świetnie opisuje wewnętrzne dylematy, które targają wszystkimi bohaterami. Każdy z nich z czymś walczy, przed czymś ucieka, marzy i pragnie spełnienia. 
Pokazuje nam, jak bardzo los potrafi sobie zakpić z człowieka, w najbardziej brutalny sposób.
Udowadnia także, że warto iść czasami pod prąd, by na końcu powiedzieć „Tak, udało się, jestem szczęśliwym człowiekiem” 

    Czy polecam tę książkę?
Polecam, jest to ważna książka, którą na prawdę warto przeczytać. To ciekawa i wciągająca pozycja. „Miłość w czasach in vitro” uczy nas, że warto, jest wyjść życiu naprzeciw.

POLECAM...


„Żyłam historiami ludzi z kliniki. Część z nich była tak dramatyczna, jak historia Barbary i Jerzego czy choćby Sylwii, większość jednak była zwyczajna. Tak zwyczajna, na ile mogą być historie wielkiego pragnienia i uporu mającego doprowadzić do jego spełnienia. Niezmiernie budziły mój zachwyt i zawstydzenie, że ja bym tak nie potrafiła. Nie umiałabym tak bardzo czegoś chcieć, by być gotowym zrobić dosłownie wszystko, by to dostać, za cenę wszelkich wyrzeczeń, a nierzadko upokorzeń.
Próbowałam sobie nawet kilkukrotnie wyobrazić, jak to jest, pragnąć czegoś tak mocno, że mogłabym zapłacić za to każdą cenę. Nie przychodził mi nawet do głowy żaden hipotetyczny przedmiot pożądania”.
                           - Anna Żelazowska „Miłość w czasach in vitro”  



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu VIDEOGRAF 





  





  



poniedziałek, 30 września 2019

ZŁE



    Autor: Michał Jan Chmielewski

    Wydawnictwo: LITERATE

    Liczba stron: 338

    Data premiery: 18. 12. 2016




     Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym Was zaprosić na recenzję książki która...boli całą sobą. Niszczy emocjonalnie, zostawia kolejny ślad w sercu...

    Michał Jan Chmielewski- Rocznik Czarnobyla, mieszka na Facebooku. Uwielbia lata dziewięćdziesiąte i muzykę instrumentalną. Zazwyczaj czyta trzy książki na raz (jedna nowa, dwie pozostałe czytane po raz kolejny), często spaceruje.
Pasjonat wszystkiego, między innymi origami, deskorolki, rolek, propagowania, gier komputerowych, jojo, piłki nożnej, muzyki, rysowania, robienia zdjęć. Z tego wszystkiego ostało się pisanie.
Na poważnie rozpoczął od e-zinów, skupiając się na legendarnym niegdyś ActionMagu, potem zaczął bawić się w dziennikarstwo na terenie województwa zachodniopomorskiego, ale opowiadanie prawdy szybko go znudziło, więc przerzucił się na fikcję.
Wydał darmowy e-book „Zrobiłbym coś złego”, a w 2016 roku ukazała się jego bestsellerowa powieść „Złe”, której akcja toczy się w fikcyjnym miasteczku Baskin Zachodnie- miejscu, do którego wielokrotnie zapraszał już czytelników. (informacja z okładki)

    Baskin Zachodnie- mała miejscowość na wybrzeżu. Tam, w domu na wzgórzu mieszka zwyczajna rodzina- taka, jakich tysiące w kraju. Państwo Iwona i Andrzej Jasińscy i trójka ich dzieci- Justyna, Kryspin i mały Michałek.
Wiodą oni z pozoru normalne życie, ale to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich domu... jest ZŁE !
Niby wszyscy w miasteczku się znają, niby wszystko o sobie nawzajem wiedzą, ale cudownym sposobem mało kto zauważa podbite oczy, zaniedbane dzieci, wiecznie pijanego i agresywnego Andrzeja, demoralizację rosnącą każdego dnia.
W Baskinie pojawia się Tomasz, dawny kolega Iwony ze szkoły, czy to przypadkowe spotkanie odmieni życie kobiety, a nauczyciel z pasją da radę wyciągnąć Kryspina z bagna, które coraz bardziej go pochłania? Tragedia, która za chwilę się wydarzy, odsłoni wiele rodzinnych tajemnic.
Dwadzieścia cztery godziny z życia rodziny, czająca się tragedia i postronne ofiary...

    Niemal każdego dnia słyszymy doniesienia o przemocy w rodzinie, słyszymy awantury u sąsiadów,  gdy zauważymy jakieś sygnały, odwracamy głowę w bok, nie chcemy się mieszać w cudze sprawy, odchodzimy czym prędzej, przypominając sobie o błahych pierdołach ... to właśnie pokazuje nam Pan Chmielewski. Pokazuje jacy ludzie są, wytyka brak empatii i współczucia, otwiera nam oczy na zło które dzieje się wkoło, a my go nie zauważymy, dopóki nas nie dotknie osobiście.

Autor stworzył historię brutalną, niezwykle dramatyczną i mroczną. Akcja, która toczy się w przeciągu doby, porywa czytelnika od pierwszych stron, a współczucie dla głównych bohaterów rośnie z każdą kolejną kartką. Krok po kroku poznajemy rodzinne tajemnice, które są coraz bardziej tragiczne. Gdy się to czyta i próbuje wyobrazić, krew automatycznie zaczyna się gotować w żyłach.
Tym bardziej że wszystkie wydarzenia widzimy z perspektywy danego bohatera- możemy niemal wejść w jego skórę, tak mocno oddany jest dramat sytuacji. Widzimy, co czują poszczególne osoby, ich emocje są bardzo przytłaczające, a czytając rozdziały z perspektywy dzieci, nie raz uroniłam łzę nad ich losem.
Kreacja bohaterów jest niezwykle głęboka. Przedstawieni ludzie są tak bardzo prawdziwi, że nie sposób pozbyć się wrażenia, że czytamy o autentycznych zdarzeniach.
Zakończenie zaskakuje, nic nie jest oczywiste, a Autor zostawia wiele niedomówień, tak naprawdę ta historia może się skończyć na wiele różnych sposobów.
Książkę pomimo ładunku bólu i złych emocji, jakie ze sobą niesie, czyta się dobrze i szybko. Dla niektórych czytelników minusem może być ilość wulgaryzmów, których jest naprawdę sporo. Mnie one akurat nie przeszkadzały, ale osoby wyczulone na takie słownictwo, mogą mieć z tym pewien problem.

    Czy polecam Wam tę książkę?
Polecam... ale pod warunkiem, że macie mocne nerwy, i nie szukacie przyjemnej lektury na długi wieczór... w tym wydaniu jej nie znajdziecie.
Osobiście, za jakiś czas pewnie do niej wrócę.


POLECAM...

„Kiedyś, gdy mieli jeszcze samochód, były i dobre dni. Jeździli nad morze, w drodze powrotnej ojciec sadzał go na kolana, by przejechał polną drogę do domu, tą samą, za którą zarobił później wstrząs mózgu. Wieczorami rozpalali ogniska przed domem, były kiełbaski i kaszanka na obiad. Spędzali czas razem, śmiejąc się, żartując, często bawiąc się w berka dookoła domu. Piwa, które ojciec wypijał wtedy do kiełbasy, nie zamieniały go w tego wrzeszczącego Grendela, jakim jest obecnie”
                                       -Michał Jan Chmielewski „Złe”




   

środa, 25 września 2019

POGOŃ. WSZYSTKO ALBO NIC



    Autor: Agnieszka Frątczak

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Liczba stron: 358

    Data premiery: 16. 05. 2019

    Witam Was serdecznie. Dziś chciałbym przedstawić Wam historię młodej, ambitnej dziewczyny, która dla kariery jest gotowa poświęcić wszystko...nawet siebie.
Zapraszam serdecznie.



    Agnieszka Frątczak- Założycielka strony www.newchapters.pl. Pisanie od zawsze było jej pasją, jak i sposobem na wyrażenie siebie oraz swoich emocji. Ma głowę pełną pomysłów i wierzy, że trzeba podążać za marzeniami, ponieważ to one nadają życiu sens. (informacja wydawnictwa).

    Ewa to dziewczyna, która od najmłodszych lat wie, czego chce. Od dzieciństwa i wczesnej młodości, które spędziła w małej miejscowości na Podkarpaciu, realizowała swój plan na lepsze jutro. Już na studiach wkracza w świat warszawskiego marketingu i w zawrotnym tempie pnie się po szczeblach kariery. Jako trzydziestolatka osiąga szczyt- zostaje głównym prezesem szanowanej na całym świecie firmy.
Niestety na jej drodze pojawiają się osoby, którym jej pracowitość i ambicja bardzo przeszkadzają. Ewa zostaje wplątana w intrygę, dzięki której jej kariera zbliża się ku spektakularnemu upadkowi.
Kłopoty ze zdrowiem się pogłębiają, co zmusza dziewczynę do weryfikacji swoich wartości i sensu życia.
Ewa dostaje srogą i bolesną lekcję życia, gdy odbiera list, którego nadawcą jest jej własna matka...

    Pewnie już niejednokrotnie słyszeliście określenie- wypalenie zawodowe.
Jest to stan, w którym wykonywana do tej pory z wielkim uczuciem i zaangażowaniem praca przestaje przynosić satysfakcję. Nie sprawia już przyjemności, coraz bardziej męczy, zniechęca i przynosi wyczerpanie psychiczne i fizyczne. Po dłuższym czasie pojawią się objawy fizyczne, których nie zniweluje weekendowy odpoczynek za miastem.
Właśnie w takim momencie spotykamy naszą główną bohaterkę Ewę.
Autorka w sposób perfekcyjny pokazała nam, jak wygląda machina korporacji, która weźmie z człowieka co najlepsze, przemieli i wypluje. Wszędobylski pęd, walka o karierę i lepsze posady sprawia, że nie zwracamy uwagi na drugiego człowieka i tylko czekamy, by powinęła mu się noga na zawodowej karierze, by wskoczyć na jego miejsce. Niestety tak zwany wyścig szczurów jest widoczny już od najmłodszych lat. Młodzi ludzie gonią przez życie niczym huragan, chcąc osiągnąć wszystko, bo jeśli teraz ma się niewiele, jest się po prostu nikim. Liczy się tylko prestiż i pieniądze.
„Pogoń. Wszystko albo nic” jest właśnie taką analizą ludzkich zachowań, jest niezwykle szczera i prawdziwa. Pokazuje wartości, które są tak naprawdę w życiu najważniejsze, a jest to miłość, przyjaźń i szczęście. Pamiętajcie, praca to nie jest wszystko.

    Książkę Pani Agnieszki mimo trudnego tematu, czyta się bardzo szybko, mi osobiście zajęło to nie cały dzień. Powieść bardzo wciąga.
Kreacje bohaterów są bardzo prawdziwe i naturalne, pomimo jakie kontrowersji zbudzają, można ich polubić i utożsamić się z nimi. Brakowało mi głębi w relacji między Ewą a Adamem, wydawała mi się bardzo spłycona. Odnosiłam wrażenie, że gdyby jej nie było, to w sumie nic by się nie stało. Może w drugiej części będzie inaczej. Relacje z matką, również pod koniec się gubią i przestają być istotne, choć zapowiadało się inaczej.
Uwielbiam czytać opisy miejsc, w których dzieje się akcja, tutaj moje zachcianki zostały spełnione. Spokojna i cicha wieś na Podkarpaciu- tak to moje klimaty, jestem jak najbardziej za.

    Czy mogę polecić książkę?
Myślę, że tak, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jest i romans i sprawa kryminalna, dla każdego coś.


POLECAM...


"Miała wrażenie, że właśnie tak wygląda szczęście, o którym każdy marzy- dobrze płatna praca w renomowanej firmie, respekt, służbowy samochód i poczucie bycia niezastąpionym. Praca była w centrum jej wszechświata, a na każde pytanie o hobby odpowiadała lekceważącym prychnięciem i wzruszeniem ramion. Po co miała tracić czas na jakieś durne bieganie, czytanie romansów czy oglądanie nic niewnoszącej w życie opery mydlanej. Spacery?  Chodzić bez celu po parku? Bez sensu. Gotowanie? Wolała zamówić idealnie dopasowaną do jej potrzeb dietę pudełkową, którą można  było zabrać nawet na przelotne spotkanie ze znajomymi. W końcu musiała być zawsze w formie i na najwyższych obrotach, więc ślęczenie w kuchni absolutnie nie wchodziło w grę". 
                     - Agnieszka Frątczak „Pogoń, wszystko albo nic” 





wtorek, 24 września 2019

CZERWONA ZEMSTA



    Autor: Krzysztof Goluch

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Liczba stron: 474

    Data premiery: 30. 05. 2019



*Google


     Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym przedstawić Wam historię opartą na faktach i autentycznych wydarzeniach.
Jest to hołd dla polskich partyzantów, którzy walczyli o wolną Polskę.
„Czerwona zemsta” jest debiutancką powieścią Pana Krzysztofa.

     Krzysztof Goluch-  (brak informacji o autorze na stronach wydawnictwa)**

    Gdy w 1945 roku II wojna światowa dobiega końca, a na tereny Polski wkraczają Sowieci, młody Jan Walkiewicz postanawia się ujawnić i rozpocząć nowe życie u boku ukochanej kobiety. Niestety w niedługim czasie mężczyzna, żołnierz AK, zostaje aresztowany, a jego ukochana ginie od kuli przeznaczonej dla niego.
Jan poprzysięga zemstę i tuż po odbiciu przez partyzantów wkracza w ich szeregi. Rzuca się w wir walki z okupantem, za nic mając widmo rychłej śmierci. Trafia pod dowództwo Mariana Bernaciaka zwanego „Orlikiem”, jest to człowiek niezwykle odważny, dający swoim wiarę i nadzieję na lepsze jutro. Jan szybko odnajduje się w nowej sytuacji i zostaje jednym z lepszych żołnierzy... ramię w ramię przemierzają tereny zajęte przez okupanta i stają z nim do walki.
Gdy z transportu śmierci jego grupa odbija między innymi Małgorzatę, serce Janka zaczyna bić szybciej...pomimo wewnętrznej walki, zaczyna kapitulować pod naporem rodzącego się uczucia...

    Losy żołnierzy wyklętych, tak bardzo niedocenianych w dzisiejszych czasach, powoli odchodzą w zapomnienie. Żyje coraz mniej świadków tamtych dramatycznych i bolesnych czasów, a dzisiejsze pokolenia nie mają już czasu „obejrzeć się za siebie” i przypominać sobie jak wiele tym ludziom zawdzięczamy.
Pan Krzysztof oddaje im cześć i pamięć. A my jako ludzie żyjący w wolnym i bezpiecznym kraju nie możemy pozwolić, by ta pamięć minęła.

    Biorąc do ręki „Czerwoną zemstę”, byłam zaskoczona jej objętością, nie spodziewałam się bez mała pięciuset stron i zapowiedzi drugiej części.
Nie zmienia to jednak faktu, że powieść wchłonęła mnie na kilkanaście dobrych godzin. Autor zafundował mi ciekawą huśtawkę odczuć i emocji.
Momentami trochę irytował mnie styl, jakim napisana jest książka. Przez chwilę było jałowo i nijako by za chwilę pojawiały się niezwykle brutalne opisy tortur stosowanych na więźniach (odnoszę wrażenie, że i tutaj autor nie pokazał, na co go stać i bardzo okroił, to co wie na ten temat).
Pan Krzysztof w dokładny sposób ukazuje, jak działało NKWD, czy KBW ujawnia ich bezlitosne praktyki i cele, które nimi kierowały.
Przykro mi, że niektóre postacie, chociażby „Orlik” nie były głębsze, odnosiłam wrażenie, że są bardzo spłycone, autor nie oddał w słowach tej charyzmy i władczości, która bije od takich ludzi.
Czy mi to pasowało? Przyznaję, że nie specjalnie. Zwalam to jednak na brak doświadczenia.
Pomimo tych kilku niedociągnięć książkę czyta się szybko i dość przyjemnie.
Przedstawiona historia miłości Janka i Małgorzaty jest bardzo ciekawa, a wydarzenia dziejące się w tle nadają jej autentyczności i swoistego romantyzmu.
Opisy polskiej wsi, jej mieszkańców przywodzą na myśl wspomnienia i chwilę oddechu od wojennej zawieruchy toczącej się na kartach powieści.

    Czy polecić Wam tę powieść?
Myślę, że jest to pozycja godna uwagi.
Jeśli spodziewacie się typowej lekcji historii, suchych dat i definicji, tutaj tego znajdziecie. Cała historia podana jest czytelnikowi w bardzo przystępny sposób, jednak nie jest bardzo przytłaczająca.
Myślę, że powinny tę książkę przeczytać również młode osoby, i zastanowić się co zawdzięczamy tym dzielnym i niezłomnym ludziom...
Z przyjemnością sięgnę po drugi tom.


POLECAM...

„Baranów był jednym z wielu żydowskich miasteczek rozsianych po całej Rzeczpospolitej. Ludzie tamtejsi parali się garncarstwem i rolą. Miasteczko zbudowano bez nijakiego ładu i porządku, trawione było ono przez liczne pożary. Mieszkańcy jednak odbudowywali się na dawnych pogorzeliskach z dziwną zawziętością, więc miejsce to przetrwało- także kataklizm wojenny, choć po żydowskich mieszkańcach ani ślad, ni popiołu nie sposób odnaleźć. Pozostały po nich tylko ruiny spalonej przez Niemców synagogi i rzeźni rytualnej. Na ich miejsce przybyli inni, których zawierucha wojenna w te strony przygnała". 
                                  - Krzysztof Goluch „Czerwona zemsta”

* źródło Google
** gdy tylko uzyskam informację, uzupełnię wpis.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu NOVAE RES