Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

(79/25). DZIECI Z KURIM

 
    Autor: Kamila Morzy 

    Wydawnictwo: Sploty

    Gatunek: Reportaż

    Liczba stron: 192

    Data premiery: 16. 09. 2025

 *Google

    Kamila Morzy, jest pasjonatką wszystkiego, co mroczne. Od dziecka fascynuje się horrorami i legendami miejskimi z całego świata. Z czasem zainteresowała się sprawami kryminalnymi, zaczęła również pisać powieści i opowiadania. Swoją pasją dzieli się z innymi, tworząc treści oparte na opowieściach i filmach, które sprawiają, że ludzie oglądają się za siebie, gdy zapada mrok. Na jej profilach na Tik Toku (gdzie zgromadziła już ponad pół miliona obserwujących) i na Instagramie można znaleźć prawdziwe historie kryminalne- zarówno te wciąż żywe w pamięci ludzi, jak i zapomniane- a także legendy i trochę horroru.
(Źródło: Okładka książki)

    Jak rodzona matka mogła zrobić swoim dzieciom takie rzeczy?
Sprawa dzieci z miasteczka Kuřim jest wstrząsająca i wciąż - choć od jej ujawnienia upłynęły całe lata - tajemnicza. Początki były zwyczajne, tak jak zwyczajne może być życie siedemnastolatki, która niespodziewanie zachodzi w ciążę ze starszym mężczyzną. Po szybkim ślubie rodzi się pierwszy syn, potem drugi. Niebawem relacje między małżonkami się psują, na szczęście Klara Mauerowa ma starszą siostrę Katerinę, która jest dla niej wzorem i opoką. Kierując się dobrocią serca, samotna matka dwóch synów podejmuje się dodatkowo opieki nad lekko autystyczną nastolatką Aną. Dla dobra rodziny przeprowadza się do małej miejscowości Kuřim. Brzmi jak bajka? A tymczasem to początek koszmaru...
Historia rodziny szukającej spokoju zamienia się w jedną z najbardziej niepokojących spraw w historii Europy Środkowej. Mimo upływu lat wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Kim naprawdę była Ana? Jaką rolę odegrała Katerina? I co się działo za zamkniętymi drzwiami domu w niewielkim czeskim miasteczku Kuřim?
(Opis wydawcy. Źródło: Okładka książki)

     Dzień dobry serdeczne! Dziś przychodzę do Was z książką, która mnie totalnie przeczołgała, zmiażdżyła emocjonalnie i sprawiła, że nie mogę opisywanej w niej historii wyrzucić z głowy, ciągle siedzi mi ona w myślach, i do tej pory, choć minęło już kilka dni od momentu jej skończenia, nie mogę wyjść z szoku, który mi ona zaserwowała...
W domu, do którego weszła policja po zgłoszeniu przez przypadkowego świadka tego nieludzkiego potraktowania dziecka, znajdowała się jeszcze jedna dorosła kobieta, o zgrozo matka więzionego chłopca, jego brat i przyrodnia siostra... Ondrei miał niecałe osiem lat, gdy usłyszał o nim niemal cały świat. Dzieci w jego wieku spędzają czas, bawiąc się z rówieśnikami. On, pozostawiony sam sobie, spędził na zimnej podłodze w piwnicy kilka miesięcy. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, zobaczyli go skrępowanego tak, że nie mógł nawet swobodnie się poruszać. Przepełnione strachem oczy błagały o pomoc, a ciotka nieudolnie tłumaczyła, że to taka zabawa w Harry'ego Pottera... A chłopiec, gdy robiono mu zdjęcie do akt sprawy, zaczął się uśmiechać do aparatu...moje serce pękło po raz pierwszy.
Z każdą kolejną przewracaną stroną wychodzi na jaw piekło, jakie matka wraz z innymi dorosłymi zgotowała swym dzieciom. Na myśl o nich zbiera mi się na wymioty, a Ana- W MOJEJ OCENIE! chyba najgorsza z nich wszystkich wzbudza tylko uczucie szczerej nienawiści... To chyba najbardziej odrażająca i obrzydliwa postać w tej historii a tłumaczenie swego zachowania chorobą wcale do mnie nie trafia. Nie zdradzę Wam, kim ona jest, co zrobiła, ale gwarantuję, że poznając tę historię, będziecie mieli odczucia bardzo zbliżone do moich.

Podkreślić po stokroć trzeba, że nie jest to lektura łatwa. Jest to historia przerażająca, wstrząsająca, momentami autentyczne obrzydliwa i niemieszcząca się w głowie. To, co najbardziej uderza w tym horrorze to to, że dorosła kobieta została poddana tak potężnej manipulacji, że zatraciła własny instynkt i sama krzywdząc, pozwoliła krzywdzić i torturować, innym własne dzieci, które podobno kochała ponad życie... Ta historia, boli, boli całą sobą. Będąc rodzicem, trudno jest mi się od niej odciąć i podejść do niej z otwartą głową.  Emocje buzują we mnie od kilku dni i ciągle pytam dlaczego? 
Nie umiem i nie chcę nawet sobie wyobrażać jaką gehennę przez lata musiały przechodzić te dzieci. 

Pani Morzy wykonała tytanową pracę. Dzięki temu powstał naprawdę solidny i rzetelny reportaż, który obnaża wszystkie zaniedbania w stosunku do dzieci, podkreśla olbrzymie zaangażowanie służb, które miały za zadanie oddać tym dzieciom sprawiedliwości dać, choć minimalne poczucie bezpieczeństwa, nie tylko tego fizycznego, ale co ważniejsze tego psychicznego, dać im poczucie, że horror się skończył. Autorka opowiada o ich cierpieniu w taki sposób, że włosy na głowie dosłownie stają dęba.

Dzieląc tę książkę na krótkie rozdziały, przeprowadza nas przez całą tę historię, od odnalezienia chłopca w piwnicy po proces skazujący sprawców na karę więzienia. Po tylu latach od tej potwornej zbrodni, z kart tej historii nadal zionie olbrzymi dramat, smutek i żal.

Pomimo wszystko warto sięgnąć po tę książkę, to naprawdę bardzo dobry reportaż, który oddaje nie tylko skalę tej niewyobrażalnej tragedii, i to jak wiele ludzi zostało złamanych i zniszczonych, ale przede wszystkim, by uświadomić sobie, że potwory żyją obok nas, przybierają maski, udają, że są prawi i sprawiedliwi.
Książka pomimo olbrzymiego ładunku emocjonalnego, który w sobie niesie, czyta się bardzo płynnie, choć wywołuje momentami skrajne emocje i zmusza do zastanowienia się nad sprawiedliwością tego świata.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To świetnie napisany reportaż choć przerażający, boleśnie prawdziwy, pozostawiający miejsce na refleksję i zadumę.

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Sploty i grupie wydawniczej Helion.

piątek, 18 października 2024

(140/24). ORDYNAT MICHOROWSKI

 
    Autor: Helena Mniszkówna

    Wydawnictwo: WasPos

    Gatunek: Dramat, Romans

    Liczba stron: 238

    Data premiery: 31. 03. 2022

 *Google

    Helena Mniszkówna z domu Mniszek-Tchorznicka, primo voto Chyżyńska, secundo voto Rawicz-Radomyska (ur. 24 maja 1878 roku w majątku Kurczyce na Wołyniu, zm. 18 marca 1943 w Sabniach)
 – polska powieściopisarka. Była autorką romansów z życia wyższych sfer.
Dwa tomy pierwszej powieści, Trędowata, ukazały się w 1909 roku dzięki wsparciu finansowemu ojca Heleny Mniszkówny. Książka szybko zniknęła z księgarń i została dość ciepło przyjęta przez krytykę literacką (nieprzychylne recenzje przyszły później). Rękopis recenzował Bolesław Prus, który był przyjacielem z dzieciństwa stryja Mniszkówny.
(Źródło: Wikipedia)

    "Trędowata" to najsłynniejszy polski melodramat. Przedwojenny bestseller, którym do dzisiaj zachwycają się rzesze czytelników. Historia nieszczęśliwej miłości ubogiej szlachcianki do arystokraty, która doczekała się aż czterech ekranizacji. 
Przełom XIX i XX wieku
Dalsze losy ordynata Waldemara Michorowskiego, bohatera znanego z powieści "Trędowata" Heleny Mniszkówny.
(Źródło: Okładka książki)

     Dzień dobry serdeczne! Dziś przyszła pora napisać kilka słów o trzecim i ostatnim tomie najsłynniejszego polskiego melodramatu. Przyznać muszę, że byłam porządnie zaskoczona faktem, że taka kontynuacja w ogóle istnieje. Myślałam, że śmierć jednego z bohaterów "Trędowatej" kończy całą historię, jednak okazuje się, że istnieje jeszcze ciąg dalszy i to właśnie tu znajdziemy wyjaśnienie kilku wątków, które zostały otwarte w "Trędowatej".

Akcja "Ordynata Michorowskiego" toczy się kilka lat później. Ordynat Michorowski pogrążony od lat w żałobie podupada na zdrowiu i zostaje wysłany za granicę w celu podreperowania zdrowia. Tam spotyka swojego kuzyna, zubożałego i uzależnionego od hazardu młodego mężczyznę, którego ordynat, widząc w nim siebie samego sprzed lat, postanawia wziąć pod swoje skrzydła i pomóc mu się odbić od dna... Panowie wracają do kraju gdzie Bohdan poznaje Lucię Elzonowską i zakochuje się w dziewczynie, jednak ta, od kilku lat żywi głębokie uczucia do Waldemara- niestety bez wzajemności. Do rywalizacji o rękę dziewczyny staje kolejny mężczyzna. Co zrobi ordynat? Czy Lucia pogodzi się z odrzuceniem przez Waldemara? Czy zapragnie zemsty i wyjdzie za kogoś innego? Kogo wybierze? Czy Bohdan stanie na nogi i zacznie pomnażać rodzinny majątek?
Tego już Wam nie zdradzę, ale gwarantuję, że odpowiedzi na te pytania znajdziecie w niniejszej historii.
Przyznać muszę, że choć historia jest urocza, opowieść o miłości Stefanii i Waldemara mogłaby się śmiało skończyć na tomie drugim "Trędowatej", ta mogłaby być zupełnie oddzielną historią, tym bardziej że Waldemar w tej historii jest gdzieś z tyłu, snuje się za plecami innych i naprawdę nie jest on tu tak naprawdę główną postacią. To Bohdan gra tak naprawdę główne skrzypce w tej historii, to głównie jego i jego przemianę obserwujemy przez cały czas. Oczywiście nie brakuje tu pozostałych bohaterów, których już zdążyliśmy poznać wcześniej, ale to już jednak nie to samo.
Czegoś mi brakowało w tej historii, przeczytałam, bo przeczytałam, ale już bez tak wielkich emocji, jakie mi towarzyszyły przy "Trędowatej". Wtedy towarzyszył mi zupełnie inny nastrój niż teraz.
Akcja dzieje się dość szybko, Autorka konkretnie wskazuje, z jakimi problemami walczyli ludzie na przełomie wieków, i pokazuje, jak surowe konsekwencje były wyciągane wobec osób, które sprzeciwiały się zmianom, które nadchodziły wielkimi krokami.
Zdecydowanie mniej tu barwnych opisów, mniej romantyczności i rodzących się dopiero uczuć, absolutnie brakuje mi melancholii i refleksji, która towarzyszyła mi poprzednio, choć książkę czyta się naprawdę dobrze, nie mogłam wykrzesać w sobie takich emocji, jakie towarzyszyły mi gdy czytałam poprzednie tomy. Myślę, że moim błędem było sięgnięcie po "Ordynata..." zaraz po skończeniu "Trędowatej".
"Trędowata" to historia, która nie traci na wartości i uniwersalności na przestrzeni lat i sądzę, że jej wartość nigdy nie przeminie, o niniejszej kontynuacji mam jednak odmienne zdanie. Nie jest to raczej opowieść, która zapadła mi w pamięć na zawsze, choć nie mówię, że nie cieszę się, że ja poznałam.

    Czy polecam?
Myślę, że tak, choć jest to historia z tych, o której trzeba wyrobić sobie zdanie samemu. W "Trędowatej" jestem zakochana, w "Ordynacie Michorowskim" już nie koniecznie, choć nie mówię, że nie warto poznać tej historii.

"Michorowski nieczęsto pozwalał sobie na chwilę osobistych rozmyślań przy organach, bo wówczas wpadał w nastrój prawie mistyczny. Wszystkie drogie wspomnienia, bóle, tragedie przeżyte przed dwoma laty uwypuklały się i raziły w serce nawałą ciężarów. Ale grał i zanurzał się we wspomnieniach odległych, które jednak przez powiększające szkło duszy były tak blisko, że prawie w tej sali. Waldemar miewał złudzenia, że gdy wstanie, zobaczy za sobą Stefcię Rudecką lub usłyszy jej głos. I patrzył na nią, budząc życie w jej twarzy, malowanej na płótnie. Portret jej umieszczony był obok organów. Gdy ordynat grał sonatę Beethovena, ulubioną niegdyś przez nich oboje, twarz na portrecie zdawała się uśmiechać, promienieć. Gdy grał żałobnego marsza lub nokturny Chopina, rysy zmarłej narzeczonej posępniały, Waldemar zaś wstrząsał się, bo widział ją wówczas już oblubienicą śmierci w ruczajewskim salonie wśród kwiatów."
                                   - Helena Mniszkówna "Ordynat Michorowski" str. 38

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu WasPos.

środa, 16 października 2024

(139/24). TRĘDOWATA (Tom II)

 
    Autor: Helena Mniszkówna

    Wydawnictwo: WasPos

    Gatunek: Dramat, obyczajowa

    Liczba stron: 300

    Data premiery: 31. 03. 2022

 Google

    Helena Mniszkówna z domu Mniszek-Tchorznicka, primo voto Chyżyńska, secundo voto Rawicz-Radomyska (ur. 24 maja 1878 roku w majątku Kurczyce na Wołyniu, zm. 18 marca 1943 w Sabniach)
 – polska powieściopisarka. Była autorką romansów z życia wyższych sfer.
Dwa tomy pierwszej powieści, Trędowata, ukazały się w 1909 roku dzięki wsparciu finansowemu ojca Heleny Mniszkówny. Książka szybko zniknęła z księgarń i została dość ciepło przyjęta przez krytykę literacką (nieprzychylne recenzje przyszły później). Rękopis recenzował Bolesław Prus, który był przyjacielem z dzieciństwa stryja Mniszkówny.
(Źródło: Wikipedia)

    Najsłynniejszy polski melodramat. Przedwojenny bestseller, którym do dzisiaj zachwycają się rzesze czytelników. Historia nieszczęśliwej miłości ubogiej szlachcianki do arystokraty, która doczekała się aż czterech ekranizacji. 
Przełom XIX i XX wieku. Po zawodzie miłosnym Stefania Rudecka zatrudnia się jako guwernantka u baronowej Elzonowskiej. Poznaje tam jej bratanka- ordynata Waldemara Michorowskiego. Młodzi, mimo początkowej niechęci, zbliżają się do siebie, jednakże ich uczucie bulwersuje okolicznych arystokratów, którzy wyraźnie dają odczuć Stefanii, że jej małżeństwo z Waldemarem byłoby mezaliansem a ona zawsze- ze względu na swoje pochodzenie - będzie dla nich "trędowata". Upokorzona i załamana dziewczyna postanawia opuścić siedzibę Michorowskich. Czy nieprzytomnie zakochany ordynat pokona uprzedzenia rodziny i przekona Stefanię do małżeństwa? Czy społeczne konwenanse i szykany rodzin zaprzyjaźnionych z Michorowskimi arystokratów doprowadzą do tragedii?
(Opis wydawcy)

     Dzień dobry serdeczne! Dziś przyszła pora napisać kilka słów o drugim tomie książki, o której napisane i powiedziane zostało chyba już wszystko, a ja opowiedziałam o niej wczoraj. Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że ta książka jest wyjątkowa. 

Ponownie trzeba przypomnieć, że książka została wydana po raz pierwszy w 1909 roku i musimy o tym pamiętać, czytając tę historię. Konieczne jest wczucie się w klimat tej historii, zrozumienie języka, jakim została napisana i przypomnienia sobie, jakie zasady towarzyskie panowały na przełomie XIX i XX wieku, wtedy zrozumiemy, jak wielki dramat wydarzył się w życiu pary głównych bohaterów. Pamiętajmy, że na przełomie poprzednich wieków, medycyna nie była tak rozwinięta i ludzie umierali na naprawdę (dziś) prozaiczne choroby. 
Wczoraj pisałam, że z rżeniem serca podejdę do tomu drugiego, sprawdziło sio to przeczucie w stu procentach. Jak płakałam przy pierwszym tomie, tak śmiało mogę napisać, że teraz sama nie nadążałam za swoimi emocjami. Płakałam jak przysłowiowy bóbr, oczywiście z wiadomych powodów. 
Do dziś nie mogę sobie poukładać w głowie tego, że hejt istniał od zawsze i jedno słowo może tak bardzo zniszczyć człowieka, doprowadzając go do ostateczności. Żal mi niezwykle bohaterów, żal mi tego, że ta miłość tak się skończyła, żal mi czasów, w którym przyszło im walczyć o swoje uczucia. 

Autorka pięknie opowiada o uczuciu, które narodziło się między Stefcią i Waldemarem, o ich walce o szczęśliwe jutro, nadaje odpowiedniego tonu i powagi w kulminacyjnych momentach, pięknie posługując się metaforami, które pobudzają wszystkie możliwe emocje.
Ponowie nie brakuje tu barwnych i szczegółowych opisów, które pobudzają wyobraźnię, pozwalają jej się przenieść w opisywane miejsce, poczuć niemal wszystko na własnej skórze. Zachwyca i chwyta za serce, porusza i wzrusza... wiemy już, jak ta historia się skończyła i przyznać muszę, że jestem wstrząśnięta.
Jak na powieść napisaną początkiem XX wieku, jest to historia niezwykle aktualna także w dzisiejszych czasach, poruszająca podobne problemy, jakie istniały wtedy. Dziś nazywamy to hejtem i brakiem akceptacji otoczenia, wtedy to było nazywane mezaliansem i nie miało prawa się wydarzyć...
Autorka doskonale oddaje ducha tamtych czasów, dokładnie opisuje, co ludzi bawiło, czym się martwili, jakie mieli plany i marzenia. Klimat powieści pozwala zerknąć na szlacheckie dwory, poczuć ich splendor i bogactwo, choć przyznać trzeba, że szlachta to nie było chyba nic dobrego.

"Trędowata" to historia, która nie traci na wartości i uniwersalności na przestrzeni lat i sądzę, że jej wartość nigdy nie przeminie.
Książkę czyta się bardzo dobrze, akcja toczy się dość leniwie, ale w tym tomie naprawdę zaskakuje. Obydwa tomy łączą się w klarowną całość, są spójne i zrozumiałe.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę historię. Jestem przekonana, że jeszcze kiedyś wrócę do tej historii.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To piękna opowieść o miłości, która chciała trwać, ale jej nie pozwolono. Jestem przekonana, że poruszy ona nie jedno serce, a osobom wysokowrażliwym, takim jak ja, na długo zapadnie w pamięć i nie da oczom szybko wyschnąć. Ja jestem niezwykle poruszona.

POLECAM...

"Czoło miała Stefcia odkryte, jasne, przezrocze, i mocno zarumienione policzki. Nieco obnażona szyja pulsowała widocznie, aż koronka bielizny unosiła się leciuchno.
W pokoju pełno światła i powietrza. Dookoła chorej leżały kwiaty zniesione tu przez Jurka. Pan Rudecki chciał je wyrzucić, bojąc się, że zbytni zapach może szkodzić Stefci, lecz jeden z profesorów wstrzymał go.
-Panie, to już nie szkodzi- rzekł ze smutną powagą w głosie.
Pan Rudecki wybiegł z pokoju, upadł na kolana obok żony, która szlochała skulona na ziemi przed obrazem Bogarodzicy.
Waldemar,  klęcząc przy łóżku Stefci, targany szaloną rozpaczą, porywającą go w bezkresy, ściskał drobne ręce dziewczyny, a z piersi jego wychodził jęk zdławiony, do ryku podobny.
- Żyj! Żyj!- Na Boga, zostań... nie odchodź!"
                         - Helena Mniszkówna "Trędowata" (Tom II) str. 264-265

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu WasPos.

poniedziałek, 14 października 2024

(138/24). TRĘDOWATA (Tom I)

 
    Autor: Helena Mniszkówna

    Wydawnictwo: Was Pos

    Gatunek: Dramat, Obyczajowa

    Liczba stron: 396

    Data premiery: 31. 03. 2022

 *Google

    Helena Mniszkówna z domu Mniszek-Tchorznicka, primo voto Chyżyńska, secundo voto Rawicz-Radomyska (ur. 24 maja 1878 roku w majątku Kurczyce na Wołyniu, zm. 18 marca 1943 w Sabniach)
 – polska powieściopisarka. Była autorką romansów z życia wyższych sfer.
Dwa tomy pierwszej powieści, Trędowata, ukazały się w 1909 roku dzięki wsparciu finansowemu ojca Heleny Mniszkówny. Książka szybko zniknęła z księgarń i została dość ciepło przyjęta przez krytykę literacką (nieprzychylne recenzje przyszły później). Rękopis recenzował Bolesław Prus, który był przyjacielem z dzieciństwa stryja Mniszkówny.
(Źródło: Wikipedia)

    Najsłynniejszy polski melodramat. Przedwojenny bestseller, którym do dzisiaj zachwycają się rzesze czytelników. Historia nieszczęśliwej miłości ubogiej szlachcianki do arystokraty, która doczekała się aż czterech ekranizacji. 
Przełom XIX i XX wieku. Po zawodzie miłosnym Stefania Rudecka zatrudnia się jako guwernantka u baronowej Elzonowskiej. Poznaje tam jej bratanka- ordynata Waldemara Michorowskiego. Młodzi, mimo początkowej niechęci, zbliżają się do siebie, jednakże ich uczucie bulwersuje okolicznych arystokratów, którzy wyraźnie dają odczuć Stefanii, że jej małżeństwo z Waldemarem byłoby mezaliansem a ona zawsze- ze względu na swoje pochodzenie - będzie dla nich "trędowata". Upokorzona i załamana dziewczyna postanawia opuścić siedzibę Michorowskich. Czy nieprzytomnie zakochany ordynat pokona uprzedzenia rodziny i przekona Stefanię do małżeństwa? Czy społeczne konwenanse i szykany rodzin zaprzyjaźnionych z Michorowskimi arystokratów doprowadzą do tragedii?
(Opis wydawcy)

    Dzień dobry serdeczne! Dziś przyszła pora napisać kilka słów o książce, o której napisane i powiedziane zostało chyba już wszystko. Klasyka klasyki, książka, o której słyszał chyba każdy, a ja dopiero teraz postanowiłam po nią sięgnąć i samej sobie trudno mi jest odpowiedzieć, dlaczego tak późno, choć film w reżyserii Jerzego Hoffmana znam doskonale. Jednak jak to zazwyczaj bywa, w pewnych kwestiach mocno rozjeżdża się z historią przedstawioną w książce. Film Hoffmana wypaczył i dość mocno zakłamał treść książki. Kto oglądał film, powinien koniecznie przeczytać książkę. Ja zrobiłam na odwrót i chyba dlatego tak długo mi zeszło, by sięgnąć po powieść. Dlatego też nadal zostaje aktualne hasło: Najpierw książka, potem film. 

Helena Mniszkówna w "Trędowatej" opisała świat przedwojennej arystokracji: ich niechęć i bezwzględność do ludzi niższego stanu, oraz świat, w którym intryga goni intrygę, a dobro innych (szczególnie tych niżej urodzonych) jest niewarte zachodu. 
Fabuła powieści toczy się na przełomie XIX i XX wieku, opisuje tragiczną miłość, której stają na przeszkodzie nietolerancja i uprzedzenia społeczne.
Główną bohaterką jest skromna, zubożała szlachcianka Stefania. Z różnych powodów (często bardzo prozaicznych) przyjmuje posadę guwernantki u baronowej Elzonowskiej, ciotki młodego ordynata Waldemara Michorowskiego, znanego w okolicy "bogacza i podrywacza". Początkowo młodzi nie pałają do siebie sympatią, jednak z czasem pojawia się nić zrozumienia i sympatii, tym bardziej że na jaw wychodzi tajemnica z przeszłości, okazuje się, że dziadek Waldemara i babka Stefanii byli zakochani i zaręczeni, choć do małżeństwa, z różnych powodów (zgadnijmy jakich) nigdy nie doszło. Obawiając się powtórzenia sytuacji, Stefania postanawia opuścić dwór Elzonowskiej, ale nieustępliwy i zakochany Waldemar, postanawia zawalczyć o tę miłość wbrew wszystkim konwenansom i obiekcjom pobocznych osób. Młodzi przezwyciężają przeszkody i dochodzi do zaręczyn... 

Książka została wydana po raz pierwszy w 1909 roku i musimy o tym pamiętać, czytając tę historię. Konieczne jest wczucie się w klimat tej historii, zrozumienie języka, jakim została napisana i przypomnienia sobie, jakie zasady towarzyskie panowały na przełomie XIX i XX wieku, wtedy opowiedziana historia trafi (niemal) do każdego serca. Przepiękna historia, może momentami trochę infantylna, ale czy teraz nie mamy takich historii?
Autorka pięknie opowiada o rodzących się uczuciach okraszonych nieśmiałością, skrytymi spojrzeniami, pierwszymi niby przypadkowymi dotknięciami. Nie brakuje tu barwnych i szczegółowych opisów, które pobudzają wyobraźnię, pozwalają jej się przenieść w opisywane miejsce, poczuć niemal wszystko na własnej skórze. Zachwyca i chwyta za serce, porusza i wzrusza... wiem, jak ta historia się kończy i przyznać muszę, że boję się sięgnąć po tom II, już teraz zalewam się łzami, czytając o niesprawiedliwości, która dotknęła nie tylko parę głównych bohaterów, ale i ich przodków, a co będzie dalej?
Jak na powieść napisaną początkiem XX wieku, jest to historia niezwykle aktualna także w dzisiejszych czasach, poruszająca podobne problemy, jakie istniały wtedy. Dziś nazywamy to hejtem i brakiem akceptacji otoczenia, wtedy to było nazywane mezaliansem i nie miało prawa się wydarzyć..."
"Trędowata" to historia, która nie traci na wartości i uniwersalności na przestrzeni lat i sądzę, że jej wartość nigdy nie przeminie.

Książkę czyta się bardzo dobrze, akcja toczy się dość leniwie, nie zaskakuje jakoś spektakularnie, ale otula czytelnika ciepłem pierwszej miłości. Bohaterowie są różnorodni, każdy jest tu ważny i ma swoją rolę do odegrania. 
Autorka doskonale oddaje ducha tamtych czasów, dokładnie opisuje, co ludzi bawiło, czym się martwili, jakie mieli plany i marzenia. Klimat powieści pozwala zerknąć na szlacheckie dwory, poczuć ich splendor i bogactwo, choć przyznać trzeba, że szlachta to nie było chyba nic dobrego.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę historię. Z drżeniem serca idę czytać tom II. 

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To piękna opowieść o miłości, która chciała trwać, ale jej nie pozwolono. Jestem przekonana, że poruszy ona nie jedno serce, a osobom wysokowrażliwym, takim jak ja, na długo zapadnie w pamięć i nie da oczom szybko wyschnąć. Ja jestem niezwykle poruszona.

POLECAM...

"Żniwa, łany żyta i pszenicy chylą ociężałe głowy. Przeciągły chrzęst słomy znamionuje dojrzałość ziarna. Szum przelatuje po polach, jakby żałosny dreszcz, przeczucie śmierci... A świat tak piękny! Czysty błękit, złoto słońca, ciepłe powiewy łączą się w całość barwną i upajającą.
Lato! Lato w całej pełni, w całej krasie! Znojne, wyciskające pot na czołach robotników, pochylonych w pracy, a tak bogate i rozśpiewane. W zbożach krzyczą przepiórki, na łąkach drą się derkacze, odzywają żaby, potężnym chórem zawodzą drobne ptaszęta.
Każdego ranka głośno i wrzaskliwie nad przestrzenią dojrzałych zbóż. Ścięte łany bezmiernie smutne jeżą się krótko przy ziemi. Długie ich włosy, powiązane w snopki, stoją w stożkach niby pomniki na cmentarzu. Zboża, jeszcze nieskoszone, chylą głowy nad pobojowiskiem towarzyszy i dumają żałośnie nad złą dolą, która ich nie minie. Cicho szepczą pacierze przy akompaniamencie organów ptasich."
                                - Helena Mniszkówna"Trędowata" (tom I) str.133

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuje wydawnictwu WasPos.

środa, 20 marca 2024

(43/24). A GDYBYŚ MUSIAŁ ZABIĆ?

 
    Autor: Karolina Osinska-Marcińczyk

    Wydawnictwo: Ridero

    Gatunek: Kryminał, Thriller

    Liczba stron: 198

    Data premiery: 24. 11. 2023

 *Google

    Karolina Osińska- Marcińczyk Mieszka w Świdnicy. Z zawodu i wykształcenia dziennikarka lokalna, ale też blogerka parentingowa, psychodietetyczka i... stylistka paznokci. Nie ma czasu na nudę, całe dnie spędza przy komputerze lub biurku manicurzystki, jednak lub wyjść w teren i pozachwycać się światem. Fanka thrillerów medycznych. Ma 42 lata, pisze całe życie.
(Źródło: Okładka książki)

    Poseł Jan Michalik skrzętnie zaplanował swoją śmierć, której ofiarą padł nie tylko on. Piotr Łuczak chciał tylko bronić swojej rodziny, a został mordercą wbrew swojej woli. Jak poradzi sobie z tym brzemieniem? Czy każdy morderca musi ponieść karę? A jeśli tak, to dlaczego tak dotkliwą?
(Źródło opisu: Lubimy czytać)

    Monika i Piotr Łuczak to młode małżeństwo, które cieszy się malutkim synem Wojtusiem. Krytycznego dnia cała rodzina zostaje uprowadzona spod centrum handlowego, a kilka godzin później dochodzi do tragedii, która zapoczątkuje całą masę zdarzeń, które z każdą chwilą coraz bardziej wymykają się spod kontroli, a ofiarą okazuje się znany poseł na sejm... Rodzina musi nauczyć się żyć z ciążącym im brzemieniem, jednak obok sprawy zaczyna kręcić się lokalna dziennikarka, a do głosu zaczyna dochodzić sumienie i... duch.
Kto lub co było zapalnikiem do zbrodni, która mogła się nigdy nie zdarzyć? Czy na pewno był to przypadek, czy spektakularnie wyreżyserowane widowisko? Do czego zaprowadzą wyrzuty sumienia i niemożność wyrzucenia ich na zewnątrz? Jakie konsekwencje poniesie zabójca i czy zawsze ofiara jest ofiarą?
Tego już Wam nie napiszę, ale gwarantuję, że jeśli sięgnięcie po tę książkę, wasze spojrzenie na różne tematy może ulec zupełnej zmianie, a na pytanie zadane w tytule, już nie mielibyście jednoznacznej odpowiedzi...
Karolina Osińska- Marcińczyk stworzyła niezwykłą opowieść, która wymyka się większości schematów. Konstrukcja fabuły to po prostu majstersztyk gwarantujący emocjonalny rollercoaster. Z każdą kolejną stroną adrenalina rośnie, a gdy dochodzimy do kulminacyjnego momentu i wydawałoby się, że znamy odpowiedzi na wszystkie pytania, okazuje się, że jest to tylko preludium do jeszcze innego dramatu.

Ci z Was którzy tutaj do mnie zaglądają wiedzą, że uwielbiam debiuty. A jeśli ten debiut miażdży mnie emocjonalnie i nie pozwala o sobie zapomnieć przez długi czas, wtedy bez najmniejszego oporu polecam go dalej. Dokładnie tak samo jest w przypadku tej powieści.
"A gdybyś musiał zabić?" to emocjonalna opowieść o potrzebie bycia zauważonym, o złych i dobrych wyborach, niezrozumieniu i wykorzystywaniu drugiego człowieka do osiągnięcia własnych celów. 
"A gdybyś musiał zabić?" to złe decyzje i konsekwencje za nimi kroczące, to historia o walce z samym sobą i przeciwnościami, które rzuca nam los, to ludzie, z którymi nigdy się nie wygra, łzy ból oraz olbrzymi żal i smutek. 
Mimo to styl i "lekkość" pióra pani Karoliny sprawia, że pomimo mroku płynącego niemal z każdej strony książkę czyta się bardzo dobrze.  
Autorka pokazuje, jak łatwo możemy utracić to, na czym najbardziej nam zależy, jak łatwo popaść w chorobę, jak łatwo podjąć jedną złą decyzję, która wpływa na całe życie. 
Przedstawiona historia intryguje od pierwszych stron. Tak jak wspomniałam wyżej, fabuła to majstersztyk i z każdą stroną coraz bardziej wciąga i otacza czytelnika mrokiem, tajemnicą, duszną atmosferą.
Doskonale wykreowani bohaterowie i świetnie poprowadzona akcja sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Niejednokrotnie łapałam się na tym, że oceniam postępowanie bohaterów i zastanawiam się, jak ja bym się zachowała w danej sytuacji- czy dałabym kolejną szansę, godziła się na takie traktowanie, czy może postąpiłabym tak samo jak dana osoba. 
Postaci ogólnie nie jest tu dużo, ale każda z nich jest inna i mocno specyficzna- każda wnosi wiele emocji do tej historii. Ich "psychologiczna konstrukcja" zapewnia całą gamę uczuć. Jednych zaczyna się lubić od samego początku, drudzy wywołują ogrom niefajnych emocji...

Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać tę historię, smutną, bolesną, momentami bardzo zaskakującą, ale co najważniejsze niezwykle prawdziwą. Autorce gratuluję tak udanego debiutu i szczerze wierzę, że będzie mi dane przeczytać jeszcze nie jedną książkę, a o "A gdybyś musiał..." zrobi się naprawdę głośno.

    Czy polecam ?
Zdecydowanie tak. Ta historia ma w sobie coś takiego, że trudno o niej zapomnieć. Zakotwicza się w głowie na bardzo ługi czas. Jestem przekonana, że każdy, kto po nią sięgnie, przekona się, jak bardzo można pogmatwać sobie i innym życie, jedną, wydawałoby się przemyślaną decyzją. Ale czyja decyzja była tą pierwszą, tą tragiczną w skutki... posła czy zabójcy? To osądzi sobie każdy sam ;)

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce

piątek, 15 grudnia 2023

(149/23). RAK. PSY SZCZEKAJĄ, KARAWANA JEDZIE DALEJ (TOM I)

 
    Autor: Nadia Szagdaj, Grzegorz Filarowski

    Wydawnictwo: Lingua Mortis

    Gatunek: Kryminał

    Liczba stron: 480

    Data premiery: 26. 10. 2023


 *Google

    Nadia Szagdaj Urodzona w 1984 roku we Wrocławiu, z wykształcenia wiolonczelistka i śpiewaczka operowa, rozpoczęła karierę pisarską w 2009 roku powieścią "Przepowiednia". Najbardziej znana jest z kryminałów i thrillerów, w tym serii "Kroniki Klary Schulz".
Oprócz pisania książek Szagdaj związana jest z Gazetą Wrocławską. Jest także producentką filmów dokumentalnych. Mieszka prywatnie z rodziną poza Wrocławiem.

    Grzegorz Filarowski Znany również jako entuzjastyczny fan Batmana, jest przedsiębiorcą i prowadzi spółkę technologiczną (logplus.io).
Pomimo intensywnego zaangażowania w świat biznesu i pasję związaną z filmem, to także oddany ojciec dwóch wspaniałych córek. Nagły zakręt życiowy stał się motorem napędowym, dla dociekania sprawiedliwości, a w konsekwencji spowodował, że Grzegorz podjął się projektu napisania pierwszej w życiu książki pt. "RAK".
(Źródło: Okładka książki)

    "Każdy oddech, który weźmiesz i każdy twój ruch, każdy krok, który przejdziesz, każdy związek, który zerwiesz, będę obserwować…" - Sting.
Już tej jesieni poznacie prawdziwą historię człowieka, który niczym nowotwór zniszczył życie wielu ludziom!
Wkrótce premiera niesamowitej książki "RAK". Historii, która wywróci ten kraj. Będzie to ciemna i poruszająca opowieść, oparta na prawdziwych wydarzeniach, która odsłoni brutalne konsekwencje stalkera z Tindera. Ta historia ma więcej niż jeden wymiar…
(Źródło opisu: Lubimy czytać)

    Końcówka roku obfituje w naprawdę dobre lektury, ale "Rak" i to, co ze mną zrobiła lektura tej książki, to po prostu mistrzostwo świata. 
Ta książka jest genialna, niezwykle przenikliwa, pokazująca jak łatwo jest zmanipulować drugiego człowieka, by za chwilę zniszczyć go dosłownie w sekundę. Oparta na autentycznych wydarzeniach, wstrząsająca każdą komórką ciała, niewyobrażalnie mocna, przepełniona złem i mrokiem, wyciąga swe macki po czytelnika i wciąga go w brutalny świat gdzie przemoc zarówno psychiczna jak i fizyczna gra pierwsze skrzypce, a otulona jest złudną nadzieją na szczęście u boku tego jedynego, tego wyjątkowego... potwora w ludzkiej skórze.
Dawno nie czytałam tak mrocznej historii, (a ci, którzy tu do mnie zaglądają, wiedzą, że lubię takie mocne książki i naprawdę dużo ich czytam), w której intryga upleciona jest na najwyższym poziomie. Jestem pod olbrzymim wrażeniem tej historii.

Akcja nie goni może na złamanie karku, ale gwarantuje emocjonalny rollercoaster, potrafi zaskoczyć i zmienić nagle swój bieg w najmniej oczekiwanym momencie. Zakończenie totalnie zaskakuje i naprawdę czekam z wielką niecierpliwością na kontynuację.
Autorzy zmuszają czytelnika do przebrnięcia przez wszystkie możliwe stany- od obrzydzenia po totalne zszokowanie, współczucie i wzruszenie.
Postaci w tej historii jest sporo, ale każda z nich ma swoją rolę do odegrania i wiele do fabuły wnosi. Dzięki temu możemy zrozumieć i "poczuć" to, co czują ofiary przemocy, manipulacji, długotrwałego wmawiania, że jest się nikim.
Fabuła zaskoczyła mnie wiele razy, autorzy genialnie mieszają wątki, urywają snutą historię w najmniej spodziewanym momencie, by jej zakończenie wypłynęło ponownie kilka stron później, i znów porządnie wszystko wymieszała. Budują napięcie z każda przewracaną stroną, by na sam koniec doprowadzić do prawdziwego wybuchu szoku i niedowierzania.

Książkę czyta się doskonale. Mrok i brutalność wyziera z każdej strony, otacza czytelnika strachem i niepokojem. Duszna atmosfera stworzona przez pisarzy nie pozwala na zaczerpnięcie oddechu- wciąga, przeraża, a zarazem (głupio to napisać) fascynuje. Zapewnia sporo wrażeń.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak, ale muszę zaznaczyć, że ilość zła, która płynie z tej książki nie do każdego trafi. Jest to zdecydowanie historia dla czytelnika 18 + dojrzałego emocjonalnie.

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Lingua Mortis.

czwartek, 2 listopada 2023

(134/23). SKAZANI NA BÓL (Wydanie II)

 
    Autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Obyczajowa, Romans, Dramat

    Liczba stron: 322

    Data premiery: 11. 04. 2022

 Google

    Agnieszka Lingas- Łoniewska Wrocławska pisarka, zwana przez swoich czytelników dilerką emocji. Autorka ponad 40 bestsellerowych powieści, stanowiących elektryzujący miks gatunkowy romansu, dramatu i sensacji. Jej książki są hitami wśród czytelników ceniących akcję, emocje i miłość. Sprzedały się do tej pory w setkach tysięcy egzemplarzy.
Autorka kocha zwierzęta, na licznych spotkaniach autorskich prowadzi akcję "Karma zamiast kwiatka"
(Źródło opisu: Okładka książki)

    Będąc ze mną jesteś skazana na ból. Na cierpienie. I na niebezpieczeństwo.
Aleks ma dwadzieścia lat i od szesnastego roku życia jest skinheadem. Ma swoje bractwo, ideały i prawdy, w które wierzy. Amelia to osiemnastolatka, licealistka, która ma za sobą tragiczną przeszłość.
Drogi Amelii i Aleksa nigdy nie powinny się przeciąć. Nie łączy ich nic – ani pochodzenie, ani poglądy, ani rodzinna przeszłość. A jednak młodzi poznają się w dramatycznych okolicznościach i zakochują w sobie. Od tej chwili zmienia się wszystko.
"Skazani na ból" to historia, która zwala z nóg. Dramatyczna pogoń za miłością silniejszą niż uprzedzenia, bolesne poszukiwanie własnej tożsamości i zakończenie, które nie pozwoli zasnąć.
(Opis wydawcy)

    Wstyd się przyznać, ale jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Lingas- Łoniewskiej, i po tej lekturze stwierdzam, że mam bardzo dużo do nadrobienia. W życiu nie przypuszczałabym, że ta  historia, tak mocno mnie poruszy i emocjonalnie przeczołga. 
Dawno już tak się nie upłakałam przy książce. Niech Was, tak jak mnie, nie zwiedzie piękna okładka, to nie jest słodka bajeczka, to opowieść o prawdziwym życiu, do bólu autentyczna, szczera, pokazująca jak łatwo jest urządzić samemu sobie i drugiemu człowiekowi piekło na ziemi kierując się jakąś durną ideologią i ślepym fanatyzmem.
Nie będę ponownie opisywać fabuły, bo sam wydawca już wiele zdradza i nie chciałabym przez przypadek czegoś Wam zdradzić. Zaznaczę, tylko żebyście do lektury usiedli z zapasem chusteczek, bo poznając historię zakazanej miłości, nie będziecie w stanie zachować suchych oczów.

"Skazani na ból" to historia, która wywołuje ogromne, a zarazem skrajne emocje, od radości i wzruszenia przez współczucie po ogromną złość na los, oraz głupotę i niesprawiedliwość tego świata. Szczególnie jeśli spojrzy się na tę sprawiedliwość przez pryzmat dwojga młodych ludzi, których jedynym przewinieniem było to, że przyszli na świat w nieodpowiednich rodzinach, "po różnych stronach barykady". 
Pani Agnieszka nie boi się pisać o trudnych sprawach takich jak ideologia, która ma za nic człowieka, który wyznaje inną wiarę, albo jest innej narodowości, o przemocy wobec słabszego, o chorej i wyimaginowanej nienawiści do świata,  uczuciu, które trwa pomimo niesprzyjającemu losowi.
Autorka nie osładza tych spraw, nie sprawia, że wydają się one błahe i marginalne, nie koloruje i nie owija w przysłowiową bawełnę. 
Jest to równocześnie opowieść o nadziei i o tym, że nic w naszym życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, o dobru które mimo wszystko w sobie nosimy. 
Autorka pięknie pisze o wspomnieniach i skrywanej tęsknocie za utraconą miłością, o wybaczeniu i pojednaniu, o emocjach które rozdzierają serce nie tylko bohaterom, ale i samemu czytelnikowi. 

Książkę przeczytałam dosłownie w jeden dzień, losy bohaterów są niezwykle wciągające i zaskakujące, choć sama akcja powieści płynie dość wolno. Pomysł na fabułę w moim odczuciu jest strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Postawienie naprzeciw siebie tak skrajnych charakterów, zachowań i spojrzeń na życie, musi nieść za sobą ryzyko wybuchu. I ten "wybuch" tutaj dostajemy.
Bohaterowie są bardzo autentyczni, Każdy z nich wnosi wiele do tej historii, nikt tu nie jest zbędny. 
Barwny język nadaje całości lekkości i wyrazistości, ale i zmusza do naprawdę wielu refleksji.
Wszystkie wątki łączą się piękną i poruszającą całość, choć zakończenie miażdży serce.
Autorce gratuluję z całego serca stworzenia przepięknej, głębokiej i zmuszającej do refleksji powieści. Z całego serca życzę, by ta historia trafiła do jak najszerszego grona czytelników, a ja z wielką ciekawością sięgnę po kolejne historie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To jedna z najbardziej poruszających historii, jakie ostatnio poznałam. Jeśli i Wy szukacie poruszającej i emocjonującej lektury, to "Skazani na ból" będzie idealnym wyborem.

POLECAM... 

"- Wciąż się uczę, jak to jest być z kimś. Zawsze myślałem tylko o sobie. Bo przecież nikt inny nie myślał. Nikt się o mnie troszczył, nie martwił. Nikogo nie obchodziłem. [...]
A teraz pojawiasz się ty, martwisz się o mnie, dzwonisz, szukasz mnie. To dla mnie coś nowego, nie pojmuję tego. Nie umiem dzielić się sobą z kimś, musisz dać mi czas, bo to dla mnie zupełnie obce uczucie. Zawsze byłem sam, naprawdę sam. Jakbym żył na bezludnej wyspie."
                     - Agnieszka Lingas- Łoniewska "Skazani na ból" str. 121

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

piątek, 27 października 2023

(132/23). NIEBOŻĘTA

 
    Autor: Urszula Stokłosa

    Wydawnictwo: JanKa

    Gatunek: Obyczajowa, Dramat

    Liczba stron: 192

    Data premiery: 15. 05. 2023

 *Google

    Urszula Stokłosa urodziła się w 1990 roku w Żywcu. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim. Po siedmiu latach życia na emigracji (z miłość) wróciła do Polski, czego nie żałuje. Mieszka z mężem i psem w małej wsi w Małopolsce. Cieszy się spokojem. Na razie niczego więcej nie potrzebuje do szczęścia. Debiutowała "Cichoborkiem" (2019).
(Źródło: Okładka książki)

    Kim są tytułowe niebożęta? Słownik Języka Polskiego podaje, że "niebożę" to przestarzała forma na współczujące i zabarwione litością określenie istoty zwykle młodej. Inaczej: "biedactwo". A może do bohaterów książki bardziej pasowałyby współczesne - ale też negatywne lub wręcz prześmiewcze - określenia: loser, cielę, ofiara losu, smutas, przegryw? Powiedzielibyśmy dzisiaj, że to "osoby nieradzące sobie w życiu", niepasujące do tego świata. Ale to nie jedyna rzecz, która łączy ich ze sobą. Oprócz więzów rodzinnych i przyjaźni oraz wspólnie spędzonego dzieciństwa, łączą ich tajemnice, poczucie winy, trauma, nałogi, całkiem niedziecięce natręctwa. I Jasiek - kontrowersyjny ojciec, wujek, mąż. Bestia? Czy też niebożę?
Powieść napisana z maestrią i subtelnością, z pietyzmem traktująca ludzkie ciemne emocje, traumy, kompleksy, lęki; ale i marzenia-nadzieje. Z nutą liryzmu - o bardzo nielirycznym świecie.
(Opis wydawcy)

Dawno nie czytałam tak oryginalnej książki! 
Trudno jest mi o niej pisać, bo wszystko, co chciałabym o niej powiedzieć, wydaje się zbyt błahe i proste, by uwydatnić wszystkie emocje, które czułam gdy poznawałam tajemnice z dzieciństwa czwórki przyjaciół i zaczynałam rozumieć, dlaczego ich dorosłe życie wygląda w ten, a nie inny sposób. Jest to jedna z tych książek, które niesamowicie trudno jest zamknąć w sztywnych ramach i jednoznacznie ocenić. Nawet w kilka dni po skończeniu lektury czuje się totalny mętlik w głowie i nadal nie wie się jak ubrać w słowa te emocje, które ciągle czuję i refleksje, które nie chcą opuścić mych myśli.
"Niebożęta" to przepełniona emocjami gęsta od skrywanych prawd, opowieść o traumie, marzeniach, przyjaźni na dobre i złe i poszukaniu nadziei. Jest to historia o zagubieniu, trudnościach w życiu mających swoje źródło w dzieciństwie, o trudnościach w nawiązywaniu relacji.
To opowieść o tym co najważniejsze i najcenniejsze w naszym życiu, a zarazem wskazówka jak bardzo ważne jest słuchanie siebie i mówienie o tym co jest złe, o tym co boli. 
Pani Stokłosa w niezwykły sposób podaje nam prawdę o życiu i ludziach. Pokazuje, jak bardzo potrafimy zagrać rolę, którą napisało dla nas życie, rzucając nam pod nogi kłody. Jak potrafimy się dostosować do panujących warunków i potrafimy wyprzeć z głowy to, co złe, poradzić sobie w nowej dla nas sytuacji.
Autorka zaserwowała czytelnikowi cały wachlarz emocji i jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Dawno nie byłam tak poruszona...

Atmosfera tej powieści otula czytelnika tajemnicą, która z każdą kolejną stroną odkrywa się coraz bardziej i niestety, ale coraz bardziej boli, mimo to wciąga, i nie sposób się od niej oderwać. Genialnie poprowadzona fabuła, przeskoki czasowe idealnie obrazują proces dojrzewania, któremu zostali poddani bohaterowie i wpływie jednej osoby na całe ich późniejsze życie.
Bohaterowie są niezwykle realistyczni, pod względem psychologicznym dopracowani w najdrobniejszych szczegółach. Wyzwalają całą gamę uczuć, od sympatii poprzez złość i niedowierzanie, po współczucie a momentami nawet litość.
Akcja może nie dzieje się szybko, ale jej zwroty zaskakują w najmniej spodziewanych momentach- niejednokrotnie  moje serce pękało na tysiące kawałków.

"Niebożęta" to jedna z tych powieści, która pomimo bólu i nieprzepracowanej traumy wypływającej z każdej kolejnej strony, niesie także nadzieję, ale pokazuje również, jak ważne jest pogodzenie z przeszłością i wybaczenie... nie tylko oprawcy, ale i samemu sobie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Napisana przepięknym stylem, niezwykle liryczna opowieść, o której powinno zrobić się naprawdę głośno. To powieść, która zmusi Was do refleksji, pokaże, co jest w życiu ważne. Ja jestem szczerze zachwycona. Dla mnie to zdecydowanie jedna z lepszych powieści, które przeczytałam w tym roku!

POLECAM...

"Z pracownikami wieży widokowej łączyło ją porozumienie zawarte bez słów. Traktowali ją tak, jak sobie w duchu życzyła- jak turystkę podziwiającą miasto z imponujących trzystu metrów. Była im za tę dyskrecję po cichu wdzięczna. Przecież musieli coś podejrzewać. Zauważała czasami, jak twarz kasjerki blednie na jej widok, jak przy podawaniu biletu-przepustki, dzikiej karty, drżą jej ręce. Widziała też, jak na tej samej twarzy odmalowuje się wyraz ulgi, gdy winda zjeżdżała i jej drzwi się rozsuwały, przepuszczając <turystkę>.
Tylko raz, kiedy za długo patrzyła na ludzi- mrówki i ich maleńkie samochodziki, windowy podszedł do niej, złapał za ramę i zapytał, czy wszystko w porządku. Odpowiedziała, że po prostu patrzy sobie w dół. Od tamtej pory już się do niej nie odezwał."
                                            - Urszula Stokłosa"Niebożęta" str. 9

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

piątek, 18 sierpnia 2023

(98/23). ZAPISANE WE KRWI

 
    Autor: A. E. Szumska

    Wydawnictwo: Poligraf

    Gatunek: Thriller, Dramat, Kryminał

    Liczba stron: 204

    Data premiery: 12. 06. 2023

 *Google

    A. E. Szumska Matka dwójki dzieci, żona. Entuzjastka podróży i kobieta wielu pasji. Od lat pracuje w bankowości. "Zapisane we krwi" jest jej debiutem literackim.
(Źródło: Okładka książki)

    Miesiąc wcześniej – Nina ma wszystko, o czym marzyła – kochanego męża i wspaniałego synka, którzy są dla niej całym światem.
Teraz – Niespodziewana śmierć najbliższych doprowadza Ninę do załamania. Jaki sekret skrywa podrzucone bohaterce zdjęcie? Zaczyna się wyścig z czasem, na jaw wychodzą kolejne tajemnice.
Wtedy – Minka jest więziona w piwnicy od urodzenia. W wieku siedmiu lat traci mamę. Przejmuje jej obowiązki w ciemnym pomieszczeniu. Zostaje sama ze swoim oprawcą, który teraz jest całym jej światem.
Kto mówi prawdę? Komu można zaufać? Jakie tajemnice skrywał mąż Niny, któremu tak bezgranicznie ufała? Czy jeszcze kiedyś odnajdzie ona szczęście? Co łączy ze sobą te trzy historie?
(Źródło opisu: Okładka książki)

    Dziś chciałabym napisać kilka słów o bardzo ciekawym debiucie, który mocno mnie zaskoczył i sprawił, że długo o nim myślałam, już po skończeniu lektury.
Powieść debiutującej A. E. Szumowskiej jest rewelacyjna, trzyma w napięciu niemal od początku, jest nieprzewidywalna i zaskakująca, a opisywane wydarzenia na pierwszy rzut oka wydają się totalnie nierealne, zakończenie totalnie zmiażdży mózg, genialnie łącząc wszystkie wątki  w spójną i klarowną całość. 
Jest to opowieść wielowątkowa i mocno złożona, przepełniona skrajnymi emocjami, udowadniająca jak życie potrafi się skomplikować w przeciągu kilku chwil. Autorka pokazuje, jak wiele sekretów potrafią skrywać ludzie pod maską "normalności". Idealnie pokazuje schemat syndromu sztokholmskiego, kolejne fazy żałoby i godzenia się ze stratą. Nie podkolorowuje tego, pokazuje wszystko z brutalną autentycznością.
Fabuła zaskoczyła mnie wiele razy, autorka miesza wątki, urywa snutą historię w najmniej spodziewanym momencie, by ta wypłynęła ponownie kilka stron później, i znów porządnie wszystko wymieszała- kiedy już byłam pewna, że rozwiązałam zagadkę, pojawiał się kolejny trop, który totalnie burzył całą moją koncepcję.

Mroczny, ciężki i duszący klimat powieści podsyca tylko atmosferę niepewności i obawy co do dalszych losów bohaterów. 
Głównych postaci nie jest dużo, ale są one niejednoznaczne, poranione psychicznie, niejednokrotnie także fizycznie, ich dusze przepełnione złem i chęcią zemsty wymagają stalowych nerwów, szczególnie gdy wracamy do historii małej Minki.
Autorka, budując w dość szybkim tempie napięcie, rozbudza ciekawość i nie pozwala, by odłożyć książkę na bok bez poznania zakończenia. "Zapisane we krwi" to totalnie rozpędzony rollercoaster.
Jeszcze co ważne, mamy tu trzy perspektywy czasowe, które są poprowadzone naprawdę intrygująco, oraz naprzemienną narrację, która odkrywa wiele tajemnic z przeszłości bohaterów i zaskakująco łącząc tym samym ich losy.

Książkę przeczytałam dosłownie w jedno popołudnie. Napisana ładnym językiem, jest spójna i logiczna. Jedyne co mi przeszkadzało, to zbyt wiele powtórzeń, ale pomimo tego chciałabym, by o tej książce było słychać, bo naprawdę warto. Pamiętajmy, że jest to debiut, więc takie potknięcia są całkowicie wybaczane.
Pani Szumskiej gratuluję niesamowitego debiutu!
Z wielką niecierpliwością będę wyglądać kolejnych mrocznych historii.

    Czy polecam?
Zdecydowanie! Jeden z ciekawszych debiutów, jakie ostatnio czytałam. Dla mnie bomba! 

POLECAM...

"Nigdy nie myślała, że będzie przechodziła taki okres, w którym cały świat się zatrzymał. Chyba wolałaby nie żyć. Tak sobie myślała, że każdy dzień zawsze wyglądał podobnie: wstajesz, rozpoczynasz obrzed dnia powszedniego, myjesz się, ubierasz, jesz śniadanie, idziesz z psem na spacer, wychodzisz do pracy, wracasz potem do domu, robiąc po drodze zakupy, szykujesz obiad lub kolację, w zależności od pory dnia i jego rozkładu, pomagasz dziecku w lekcjach, oglądasz wspólnie telewizję z mężem, by znów szykować się do spania. Rano zaczynasz od tych samych czynności. Zawsze podobnie, ale to było jej szczęście w porównaniu z chwilą obecną.
To jednak wcale nie było takie łatwe. Gdzieś w głębi duszy ciągle myślała, że jest to tylko koszmarny sen, że w końcu się obudzi i że wszystko wróci do normy, będzie tak jak dawniej. Życie jednak potrafi zaskakiwać. W pewnym momencie jest się w euforii i nagle przychodzi taka chwila, gdzie wszystko się odwraca jak w kalejdoskopie. Tak teraz było w życiu Niny." 
                                       A. E.Szumska "Zapisane we krwi" str. 13

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce.

poniedziałek, 22 maja 2023

(61/23). KAŻDY JEST CIENIEM

                                   "Kiedy jest najciemniej, wtedy błyska znów nadzieja"
                                                            - J. R. R. Tolkien
    
    Autor: Amanda Maria Chudek

    Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza (WFW)

    Gatunek: Kryminał

    Liczba stron: 184

    Data premiery: 03. 05. 2023

 *Google

    Amanda Maria Chudek "Każdy jest cieniem" to druga książka Amandy Marii Chudek, jej debiut to "Rywalka". Autorka jest aktywną obrończynią praw zwierząt, działa w łódzkim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Zakochana w klasyce kryminału, zwłaszcza książkach Agathy Christie. Tworzy literaturę łączącą wątki kryminalne, miłosne i psychologiczne. Uważa, że pisanie książek jest jak podróż bez mapy - "bo nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzą nas ścieżki wyobraźni".
(Źródło opisu: Okładka książki)

    Sztuka, gra namiętności i mroczne sekrety gości hotelu mieszczącego się w XII-wiecznych murach Opactwa Cystersów. Artur, dziennikarz radiowy, otrzymuje zadanie przeprowadzenia wywiadu z piękną i utalentowaną malarką Dianą Bars. Udaje się do monumentalnego opactwa, gdzie artystka prowadzi warsztaty. Rodzi się uczucie, któremu towarzyszyć będą niezwykle silne emocje. Miłość, zdrada, a może zbrodnia? Co kryje się w duszach bohaterów? Czy Anita, policjantka lokalnej komendy, znajdzie klucz do rozwikłania tajemnicy tej pary? Czy zawsze to, co widzimy, jest prawdą? Czeka ją trudne zadanie, a finał totalnie ją zaskoczy.
(Opis wydawcy)

    Jakiś czas temu pisałam o debiucie, który wywarł a mnie ogromne wrażenie, a dziś mam okazję napisać kilka słów o drugiej książce, która wyszła spod pióra Amandy Chudek. Już poprzednio autorka podniosła wysoko poprzeczkę,  a jak jest teraz? Nie będę opisywać fabuły krok po kroku, bo to mija się z celem, ale powiem tylko, że moje czytelnicze serce znów zostało zdobyte.
Sądzę, że zaintrygować i sprawić by czytelnik przepadł w stworzonej przez siebie historii, zapewne nie jest łatwo, ale w tym przypadku pani Amanda z fantastycznego pomysłu stworzyła fabułę wciągającą i nieprzewidywalną, od której bardzo trudno jest się oderwać.
"Każdy z nas jest cieniem" to poruszająca opowieść o sile miłości, radzeniu sobie ze stratą w najróżniejsze, a zarazem niezwykle poruszające sposoby, nieukojonym bólu, to opowieść o ucieczce od samotności i marzeniach, które stają się siłą napędową do pokonywania największych trudności, o uroczych miejscach w naszym kraju, imponującej architekturze, sztuce i historiach pisanych przez życie.
Autorka przy pomocy doskonale wykreowanych postaci pokazuje, co ludzka psychika potrafi zrobić, by się obronić przed przyjęciem najgorszej prawdy. Doskonale zarysowany syndrom stresu pourazowego, wyparcie z pamięci najgorszej i najtragiczniejszej prawdy, pozwala zbliżyć się nam do bohaterów i prześledzić ich cierpienie niemal pod lupą, zrozumieć ich emocje i motywy, które nimi kierują, współczuć, ale i zastanowić się ile człowiek jest zdolny unieść, zanim się załamie i totalnie oszaleje. Genialnie oddane emocje, udzielające się czytelnikowi już od pierwszych stron.
Akcja utrzymana jest w dość szybkim tempie, mocno zaskakuje, końcówka totalnie miażdży mózg, a retrospekcje stanowią przysłowiową ciszę przed burzą. Nie brakuje w tej opowieści znaków zapytania, autorka doskonale miesza wątki, wprowadza w uliczki, które prowadza do zaskakujących i wydawałoby się początkowo niepowiązanych ze sobą historii. Potrafi wyprowadzić czytelnika na manowce, by po chwili zaskoczyć i zszokować. Każdy z bohaterów jest tam po coś, i każdy z nich niesie wielobarwną, ale i nieoczywistą historię.

Napisana bardzo ładnym językiem, okraszona barwnymi opisami, przepełniona emocjami skradła moje serce od początku, choć momentami może być trudna (szczególnie pod koniec), czytało mi się ją naprawdę dobrze i bardzo płynnie a oko cieszyły czarno- białe grafiki przedstawiające mury Opactwa Cystersów. Autorka przekazuje wiele ciekawostek na temat niniejszego opactwa, przez co rozbudza chęć na kolejną wycieczkę.
Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce, jestem nią oczarowana i z wielką niecierpliwością oczekuję kolejnych powieści, które wyjdą spod pióra pani Chudek.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Porywająca opowieść o ludzkich namiętnościach, skrywanych tajemnicach i zatrważającym zakończeniu. 

POLECAM...

"- Wiesz, w pewnym sensie każdy jest cieniem. W trudnych momentach przywdziewa maskę ciemności, czarną zasłonę duszy, za którą stara się ukryć ból, strach, rozczarowanie. Ale za każdą zasłoną kiedyś wschodzi słońce. Tylko od nas zależy, czy będziemy dostatecznie odważni, aby ją odsłonić i znów znaleźć się w świetle dnia. Wierzę, że tak będzie w twoim przypadku. Będę się modlił i jestem pewien, że Najwyższy  nie odmówi tej łaski takiemu staruszkowi jak ja- dodał, delikatnie unosząc w uśmiechu kąciki ust."
                        - Amanda Maria Chudek "Każdy jest cieniem" str. 177
    
Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce.

czwartek, 2 lutego 2023

(13/23). TO JA, MALUCH

             Recenzja nagrodzona tytułem "Wybór redakcji" w serwisie Na kanapie.

    Autor: Marcin Florczyk

    Wydawnictwo: Ridero

    Gatunek: Obyczajowa, Dramat

    Liczba stron: 120

    Data premiery: 2022 (data przybliżona)

 *Google

    Marcin Florczyk brak informacji.

    Jak wygląda świat widziany oczami dziecka? Czy jest ono w stanie rozpoznać czyhające w ukryciu zło? Zwłaszcza wtedy, gdy ten świat wcale nie jest taki idealny? Jakimi oczami widzi nas — dorosłych, chłopiec dorastający w trudnym środowisku? O tym właśnie jest ta książka. Opowieść z dziecięcym optymizmem o ciemnej stronie życia, o błędach dorosłych i ich konsekwencjach, lecz również o bezwarunkowej miłości i nadziei, że świat można jeszcze uratować…
(Źródło: Okładka książki)

    Książkę skończyłam kilka dni temu, a nadal nie wiem, co napisać...
Czasami zdarzają się takie książki, które pomimo swej niewielkiej objętości, już od pierwszej strony miażdżą czytelnika emocjonalnie, wysysają z niego wszystkie siły, nie pozwalają o sobie zapomnieć, błąkają się w myślach i ciągle zmuszają do zadawania sobie pytania- ile jest takich Maluchów na świecie, czy taki Maluch nie mieszka gdzieś obok, czy nie mijamy takiego Malucha każdego dnia, czy jest ktoś, kto zareaguje w odpowiednim czasie, ktoś, kto nie będzie się bał odezwać i wyciągnie dłoń do tego Malucha... 

Historia, o której chciałabym dziś napisać, przedstawiona jest z perspektywy kilkuletniego chłopca, wychowującego się w mocno dysfunkcyjnej rodzinie.
Maluch, jak każde dziecko widzi świat inaczej- ciekawiej, spontaniczniej, bardziej kolorowo, a może nawet zero- jedynkowo, bo wystarczy, że będzie oglądał bajeczki po cichu, to "wujek" go nie uderzy, a mama może nawet się uśmiechnie i dostanie wtedy coś  ulubionego do jedzenia. 
Sądzi, że wystarczy wyjść na ulicę, by odnaleźć dawno zaginionego ojca, a bezdomny to najbardziej życzliwa i kolorowa osoba, jaką spotkał w życiu.
Początkowo Maluch jest nawet szczęśliwy, wszystko powoli się zmienia, gdy w domu pojawia się nowy "wujek" a wraz z nim alkohol i libacje do upadłego. Sytuację dramatycznie zmienia pewne zdarzenie, które naprowadza organy ścigania na postać wujka. 
Życie Malucha staje się gehenną, gdy po częściowym odsiedzeniu wyroku, do domu wraca "wujek" który sądzi, że to dziecko stoi za jego zatrzymaniem... 
Matka Malucha, zastraszona i całkowicie uzależniona od swojego partnera z czasem przestaje już reagować, przyzwalając tym samym na cierpienie swego jedynego i bezbronnego dziecka.

Książka pana Florczyka boli całą sobą, ból wypływa niemal z każdej strony. Nie na miejscu byłoby napisanie, że ta książka jest dobra, jak wspaniale i lekko się ją czyta. Choć ta książka objętościowo naprawdę nie powala, czytałam ją kilka dobrych godzin. Moje emocje szalały, myśli galopowały, długo nie chciały się uspokoić po odłożeniu tej książki na bok. 
Patrząc na mojego syna, dosłownie wyłam nad losem tych wszystkich dzieci. Wiele emocji mnie kosztowała, jednak twierdzę, że powinien sięgnąć po nią każdy.
Każdy powinien ją przeczytać, przemyśleć a później rozejrzeć się wokół.
Napisana bardzo przystępnym językiem, niezwykle refleksyjna a zaraz wsadzająca czytelnika na istny rollercoaster.
Akcja dzieje się dość szybko, jest bardzo dobrze skonstruowana i poprowadzona. Pod względem wydania, tekstu, stylu i innych rzeczy naprawdę nie ma się tu do czego przyczepić, a nawet jakby i było to w tym momencie, to nie jest to istotne.

W dzisiejszych czasach gdy dostęp do informacji jest niezwykle łatwy, niemal codziennie słyszymy, o dzieciach, które przechodzą przez piekło i są krzywdzone przez najbliższe mu osoby już od najmłodszych lat. Uronimy łzę nad dzieckiem, pozłorzeczymy źle oprawcy, wylejemy frustrację w internecie... ale na tym się kończy, za kilka dni zapomnimy o tym Maluchu, bo znów pojawi się kolejne skrzywdzone dziecko. Koło się zamknie. Dlatego też nasz tytułowy Maluch nie ma przypisanego imienia. Nosi on imię każdego z zakatowanych na śmierć dzieci. I to boli...
Boli, że w naszym społeczeństwie nadal jest na to przyzwolenie, przecież nadal panuje przekonanie, że dziecko powinno dostać klapsa raz czy dwa. "Przecież nic mu się nie stanie".
Nie "słyszymy" krzyków zza ściany, nie reagujemy na patologiczne zachowania, odwracamy wzrok, gdy jesteśmy świadkami agresji wymierzonej w dziecko.  
Mnie jako matce niepełnosprawnego dziecka nie mieści się to w głowie, nie wyobrażam sobie, że można z premedytacją krzywdzić kogoś nam najbliższego na świecie, kogoś, kto kocha nas bezinteresownie, kogoś dla kogo jesteśmy całym światem... 

Pomimo ogromu emocji, jakie mnie ta historia kosztowała, bardzo się cieszę, że trafiła ona w moje ręce. Dziękuję...

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To niezwykle ważny głos, pokazujący jak ważne jest, by reagować w odpowiednim momencie, bo raz przymkniemy oko na przemoc i może stać się kolejna olbrzymia tragedia.

POLECAM...

"Gdzie okiem sięgnąć niczym w indiańskiej wiosce, widać było pływających lub zażywających kąpieli słonecznej ludzi. Mniej więcej na samym środku tego dziwnego, a zarazem cudownego koczowiska stała budka, w której można było kupić coś do jedzenia, picia, a nawet lody i to w przeróżnych smakach. Stojąc tam później w kolejce, poznaliśmy takiego jednego miłego pana, który przez resztę dnia siedział potem z nami na kocu. Bez przerwy pili z mamą różne napoje, a ja zjadłem wtedy chyba z pięć porcji lodów, aż zrobiło mi się od nich niedobrze. Mama też zmieniła się na twarzy, jak wtedy, gdy przychodził do nas wujek i siedzieli długo w noc przy kuchennym stole. Mówiła coraz głośniej i udawała wesołą. Ale ja potrafiłem poznać, że wcale taka nie była."
                                   - Marcin Florczyk "To ja, Maluch" str. 61-62

Za możliwość poznania tej przejmującej historii bardzo dziękuję Autorowi.

poniedziałek, 12 września 2022

(85/22). ŚLIMOKI

 
    Autor: Patrycja Żurek

    Wydawnictwo: Empik Go/ Virtualo

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 196 (e-book, PDF)

    Data premiery: 15. 07. 2022

   
 *Google

    Patrycja Żurek Szybka jak błyskawica, zawsze wie, co chce napisać. Rzadko wyrzuca coś z tekstu, nie przepada za planami. Lubi poniedziałki i swoją pracę, jest ciekawa pisarstwa - eksperymentuje z różnymi gatunkami. Prywatnie mama Eryka i Lidki, opiekunka Ciri, żona Piotrka. Lubi być przyjacielem, kocha spacery i kosmos. Pożeraczka książek. Recenzent. Szczery do bólu redaktor. Uwielbia jesień i listopad. Ulubione święto: Wszystkich świętych. 
(Źródło: Lubimy czytać)

    "Czterdzieści siedem metrów kwadratowych mieszkania i nasza rodzina. Plus duchy zmarłych dzieci... w sumie czternaście osób. Czasami miałam wrażenie, że ci, którzy odeszli, zajmują najwięcej miejsca, poupychani w kątach pomiędzy tymi, którym udało się przeżyć. Potrząsnęłam głową, odpychając widma przeszłości. Miałam nigdy do tego nie wracać, ale Piotr uruchomił wspomnienia."

Ślimoki to rodzina, w której najważniejszy jest ojciec. To on stanowi centrum Wszechświata zarówno żony, jak i dzieci. Zygmunt to niespełniony malarz, który swoje rozczarowania topi w alkoholu. Wódka sprawia, że mężczyzna niszczy życie wszystkich wokół, co dzieci odczuwają nawet w dorosłym życiu. Ich doświadczenia z domu rodzinnego ciągną się za nimi jak cień.
Czy któremukolwiek uda się uwolnić?
(Opis wydawcy)

    Zawsze przy tego typu publikacjach powtarzam... Gdy słyszycie za ścianą krzyk i widzicie na co dzień, że drugiemu człowiekowi dzieje się źle, nie bójcie się reagować, być może uratujecie mu życie!
Czasami wystarczy tylko jeden telefon. Tylko i aż...

Biorąc do ręki powieść pani Patrycji, nie spodziewałam się, że ta historia tak mnie psychicznie zmiażdży. Ogrom bólu i cierpienia wypływający z każdej strony jest niewyobrażalny, a co najsmutniejsze w tym wszystkich takich rodzin, jak rodzina Ślimoków są setki, a nawet tysiące.
Akcja dzieje się na Śląsku, niewielkim mieście Mysłowice. W malutkim mieszkaniu mieszka wieloosobowa rodzina, której głową jest Zygmunt- wychowanek domu dziecka, niespełniony malarz wyczulony na piękno przyrody, miłośnik zwierząt, bogobojny człowiek, który pracuje w kopalni, by zapewnić byt powiększającej się co chwilę rodzinie. 
Rodzinne tragedie, niezrozumienie swego położenia, rozczarowanie codziennością, niekontrolowane sprowadzanie dzieci na ten świat- coraz częściej wpychają go w ramiona alkoholu, po którym staje się bezwzględnym sadystą niemającym żadnych skrupułów, by sterroryzować i dosłownie sprzedać swych najbliższych...
Jego żoną jest Teresa, niespełniona krawcowa, która nie ma prawa głosu, zdominowana i codziennie upokarzana przez męża sadystę, nie potrafi już obronić siebie a tym bardziej dzieci- wydaje się, że przestała zwracać na nie uwagę, tęskniąc i wspominając dzieci, które zmarły z różnych przyczyn.
Narratorką całej historii jest chorująca na depresję Ula- średnia córka Zygmunta i Teresy. Dziewczyna ma za sobą kilka prób samobójczych i nieudanych psychoterapii.
W ramach kolejnej terapii opowiada swą historię Piotrowi, mężczyźnie, którego poznała nad morzem, gdzie zamieszkała po wyprowadzce z domu.
Poznamy również spojrzenie na całą sprawę z perspektywy Piotra (podobno psychologa, ale czasami bredził jak potłuczony!), rodzeństwa Uli i samego Zygmunta- ale czy jego motywy i tłumaczenia sprawią, że spojrzymy na niego w innym świetle? Może zaczniemy przez moment rozumieć i współczuć?
Czy Ula da radę pokonać demony przeszłości? Czy pogodzi się i przestanie obarczać się winą za śmierć brata? Czy Piotr jest naprawdę taki jaki się wydaje na pierwszy rzut oka? Czy Zygmunt zmierzy się z przeszłością i przeprosi swoje dzieci za zmarnowane życie?
Tego już nie zdradzę, ale odpowiedź na wszystkie te pytania i wiele innych znajdziecie na stronach tej historii.

Przeszłość przeplatająca się z teraźniejszością daje nam obraz tego jak bardzo dzieciństwo i to, w jakiej atmosferze zostaliśmy wychowani, rzutuje na naszą przyszłość, dorosłe życie i to jak podchodzimy w dorosłym życiu do innych. 
Mamy doskonały obraz tego, jak bardzo system pomocy rodzinie jest niewydolny. Szkoła przymykająca oczy na siniaki, wrzucająca takie dzieci do worka z napisem "niezdolny, głupi itp." niewyciągająca pomocnej dłoni. Opieka społeczna zapowiadająca swe przybycie- dając tym samym czas na przybranie maski biednej, ale kochającej i szanującej się rodziny, bez alkoholu i przemocy.
Obserwujemy degradację całego pokolenia, które nie potrafiąc wyrwać się ze znajomych schematów, samo stacza się na to przysłowiowe dno.
To boli, cała ta książka boli... Dopiero siedząc sobie w bezpiecznym domu, w którym panuje miłość i szacunek, człowiek zdaje sobie sprawę, jakie ma szczęście...

W moim odczuciu pomysł na fabułę trafiony w dziesiątkę. Autorka dzięki swym bohaterom porusza naprawdę wiele bardzo trudnych tematów, na które nie zwracamy uwagi w codziennym biegu. 
Akcja nie goni może na złamanie karku, ale doskonale oddaje emocje, które towarzyszą fabule. Trafiło się sporo momentów, w których musiałam odłożyć książkę, bo brutalność, której jest w niej mnóstwo, odbierała mi zdolność czytania, a łzy nie potrafiły wyschnąć, gdy patrzyłam na swojego syna spokojnie śpiącego obok i zadawałam sobie tylko jedno pytanie. Dlaczego?
Postaci jest sporo, są one doskonale wykreowane i poprowadzone. Poranione psychicznie niejednokrotnie fizycznie wzbudzają całą gamę emocji- od współczucia po niezrozumienie a momentami nawet obrzydzenie. Czytając książkę, zrozumiecie, co mam na myśli.

Pomimo tego, że książka jest naprawdę trudna, czyta się ją zaskakująco dobrze. Sporo w niej gwary, dla mnie jako Ślązaczki, jest to olbrzymi plus, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ją zrozumie. Na szczęście na końcu znajdziecie słownik najczęściej używanych słów.
Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pan Patrycji, ale po tak olbrzymiej dawce emocji, jakie zaserwowała mi przy tej książce, jestem przekona, że nie ostatnie. Z przyjemnością sięgnę po przednie jej książki.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Bez wątpienia. Ale ponownie uprzedzam ogrom tragedii i cierpienia, które z niej płynie na bardzo długo zostanie w pamięci.

POLECAM...

"Nazywam się Urszula i jestem... nikim. Mogłabym nazwać siebie córką, bo przecież miałam rodziców. Albo siostrą z racji posiadania rodzeństwa. Barmanka też by pasowało, gdyż w okresie letnim zatrudniałam się w knajpce niedaleko morza, usytuowanej na skraju lasu. To mały bar, budka z zaledwie kilkoma krzesłami przed ladą, z niewielkim asortymentem. Stałam za barem, słyszałam jednostajny szum fal, mieszający się z pieśnią wiatru. Jednak te słowa nie mają wielkiego znaczenia, ponieważ w środku jestem pusta niczym wydmuszka. Ale przecież i jajko bez białka i żółtka pozostaje skorupką i istnieje. Podobnie jak ja. Samo opakowanie, bez treści w środku."
                                              - Patrycja Żurek "Ślimoki" str. 9

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.