Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla autora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla autora. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2025

(21/25).MĘŻCZYZNA Z DOŁECZKIEM W BRODZIE ZWIASTUJE KŁOPOTY

 
                            **PATRONAT MEDIANY/ RECENZJA PATRONACKA**

    Autor: Kamila Szczepańska- Górna

    Wydawnictwo: Erxos Wydawnictwo

    Gatunek: Romans

    Liczba stron: 268

    Data premiery: 03. 03. 2025

 *Google

    Kamila Szczepańska-Górna pisarka, kryminalistyczka, project managerka, programistka, żona bezdzietnica oraz pozytywnie zakręcona kobieta.
Jej pisarska droga zaczęła się od opisowych gier i miłości do fantastyki, która wciąż zajmuje w sercu Kamili bardzo wysoką pozycję. Dopiero później przyszedł czas na horrory, thrillery czy kryminały. Jedyne czego nie lubi, to melodramaty i tego gatunku próżno szukać w jej biblioteczce.
Dużą rolę w jej życiu odegrała kryminalistyka. Z sukcesem ukończone studia, przynależność do Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego oraz publikacje naukowe pozwoliły rozwinąć pisarskie skrzydła.
(Fragment biogramu zawartego w książce "98% Klary")

    Tam, gdzie kłamstwo spotyka pożądanie, rodzi się niebezpieczna gra.
Eliza, mistrzyni podwójnego życia, nie zauważyła momentu, w którym wymknęła jej się z rąk kontrola. Każda decyzja oznacza wyścig z czasem i przeznaczeniem, a jeden fałszywy ruch może odsłonić sekrety strzeżone za wszelką cenę.
Nikodem dzięki ciężkiej pracy i sprytowi osiągnął wiele, ale jego sukces ma swoje konsekwencje. Mężczyzna codziennie walczy o utrzymanie przewagi w świecie, w którym lojalność jest towarem deficytowym, a uśmiech może skrywać zdradę.
Kiedy drogi tych dwojga się przecinają, ich życie przeobraża się w rywalizację z niewidzialnym wrogiem. Pomiędzy kłamstwem a zaufaniem, pożądaniem i niebezpieczeństwem muszą dokonać wyborów, które nie tylko zmienią ich losy, lecz również przesądzą o przyszłości najbliższych.
Romans pełen pasji, napięcia i zaskakujących zwrotów akcji.
To opowieść o miłości w rzeczywistości, w której granica między światłem i cieniem jest cienka jak ostrze noża, a ryzyko to jedyny język przetrwania.
"Nie jestem aniołem. Jestem diablicą szukającą diabła".
Książka zawiera sceny erotyczne.
(Opis wydawcy)

    Dzień dobry serdeczne! Dziś przyszła pora napisać kilka słów o kolejnej porywającej książce, której mam olbrzymi zaszczyt patronować.
Nie będę Wam tym razem opisywać fabuły, bo sam wydawca wiele zdradza, a ja nie chce Wam odbierać przyjemności z odkrywania tej historii, zaskoczenia, które zaczyna towarzyszyć czytelnikowi już od pierwszej strony i mnóstwa emocji, które przewijają się przez każda kolejną stronę, aż do samego końca. Zaznaczę tylko, że ta książka niesie w sobie wszystko, to co jest ważne i potrzebne w tak idealnie skomponowanej i zbalansowanej historii. A więc mamy tu płomienny romans, tajemnice, intrygi, sekrety, odrobinę erotyki i sporą dawkę sensacji okraszoną (sporą) nutką brutalności, niedopowiedzeniami, wątpliwie moralnymi i trudnymi wyborami oraz nie zawsze dobrze podjętymi decyzjami, które niosą za sobą niebezpieczeństwo i zagrożenie życia. Dużo się tu dzieje, nie brakuje momentów zaskoczenia, ale i takich gdzie złość i zdziwienie porywają w wir, z którego trudno się wydostać, przyznać też muszę, że w pewnym momencie poczułam także wzruszenie.
I jeśli znacie poprzednie książki Autorki, już w tym momencie macie gwarancję, że będzie się poznawało tę historię z wielką ekscytacją, bo pomysł na fabułę i jej poprowadzenie to prawdziwy majstersztyk.

Akcja płynie szybko i nie brakuje w niej nagłych zwrotów, intryga goni intrygę, na jaw wychodzą coraz bardziej skrywane i mrożące krew w żyłach tajemnice. Autorka od pierwszej strony serwuje czytelnikowi rozpędzony rollercoaster, przez co odłożenie książki na bok bez poznania zakończenia, jest niemal niemożliwe.
Cała historia płynąca na przestrzeni kilkunastu tygodni i naprzemienna narracja głównych bohaterów, pozwala poznać ich głębiej, obserwować zachodzące w nich przemiany, rodzące się marzenia i krystalizujące plany sięgające w przyszłość, pozwala ona poznać punkt widzenia każdej ze stron, emocje i uczucia, które nimi targają oraz motywy, którymi się kierują. W moim odczuciu jest to bardzo dobry zabieg, bo postacie dostają "prawdziwą" twarz, przez co trudno jest je jednoznacznie ocenić, żadna nie jest krystalicznie czysta, ale żadna też nie jest przepełniona złem do szpiku kości.
Postaci pobocznych też jest sporo, ale każda z nich wnosi sporo dobrego do tej opowieści i tworzy niezwykle barwne i wielowymiarowe tło dla głównej dwójki. Wszyscy są doskonale rozpisani i poprowadzeni, przepełnieni autentycznością i emocjami. Ich temperamenty doskonale się uzupełniają, nie brakuje im tego przysłowiowego pazura. Nie sposób ich nie lubić, choć czasami ich zachowanie aż prosi się, by wejść na karty tej historii i porządnie nimi potrząsnąć.
Pojawia się sporo scen dla dorosłych i nie mam tu na myśli, tylko zbliżeń między bohaterami, ale także przemocy fizycznej i psychicznej, więc trzeba zaznaczyć, że nie jest to książka, po która mogą sięgać młodsi czytelnicy, jednak napisane są z dużą dozą wyczucia, są bardzo realne, ale z drugiej strony nie biją czytelnika obuchem po głowie, nie szokują i nie wywołują efektu obrzydzenia- za to też sobie cenię wszystkie książki, które wyszły spod pióra pani Kamili.
Ogólnie bardzo lubię styl pisarski tej Autorki, a jej książki zawsze wywołują dreszczyk ekscytacji, pobudzają wyobraźnię.

Żałuję, że nie powstanie kontynuacja tej historii, o czym poinformowała sama autorka, ale na pocieszenie mogę zdradzić, że z Elizą spotkamy się w kolejnej części z serii "Poza dobrem i złem", gdzie przyjdzie jej spłacić pewien dług, który zaciągnęła u Maksa- bohatera serii, więc już teraz czekam z wielką niecierpliwością na ten trzeci tom.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Na pewno nie jest to "tylko" romans, posiada on wiele intrygujących i porywających warstw. Jestem przekonana, że każdy się tu odnajdzie, zarówno fan obyczajówki, romansu, a także sensacji jak i thrillera a czas spędzony z lekturą będzie naprawdę cudowny, choć zdecydowanie za krótki.

POLECAM...

"Na pierwsze ciało natknęliśmy się zaraz na dole schodów. Zbłąkana kula, która wpadła przez ogromne okno tarasowe, powaliła chłopaka. Ryzyko pracy w tej branży. Ominęłam go, uważając, by się nie poślizgnąć na krwi wyciekającej z jego piersi, i poszłam dalej, w kierunku gabinetu Andrzeja. Jak znałam życie, to tam się zabunkrował. Zerknęłam jeszcze na Nikodema, aby ocenić, czy się trzyma. Był tak skupiony na mnie, że nie dostrzegł człowieka w leżących na parkiecie zwłokach. Po prostu przeszedł, tak jak przeszłam ja, i śledził każdy mój ruch. Z nas dwojga to ja powinnam być tą zimną połówką, nie on. Oby obcowanie ze mną nie zniszczyło jego wrażliwości, która tak mocno mnie do niego przyciągała."
 - Kamila Szczepańska- Górna"Mężczyzna z dołeczkiem w brodzie zwiastuje kłopoty" str. 227

Za możliwość patronatu nad tą wyjątkową historią serdecznie dziękuje Autorce.

poniedziałek, 1 maja 2023

(49/23). TOMO. TOMO W TARAPATACH (TomII)

 
    Autor: Barbara Wicher

    Ilustracje: Łukasz Silski

    Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

    Gatunek: Literatura dziecięca

    Liczba stron: 50

    Data premiery: 22. 03. 2023

 *Google

    Barbara Wicher autorka ponad trzydziestu książek dla dzieci i młodzieży. Jej największą pasją jest literatura. Tę dla dzieci odkryła ponownie, kiedy została mamą. Z przyjemnością czyta książki dla tych najmłodszych i trochę starszych i z radością spisuje wymyślane przez siebie opowieści.
(Źródło: Okładka książki)

    Nowa przygoda rezolutnego robota Tomo, który pragnąc poznawać świat… popada w niezłe tarapaty. Tomo jest już pełnoprawnym członkiem rodziny. Pokochali go nie tylko najmłodsi – Antek i Amelka – ale także dziarski jamnik Drops. Zasłyszana rozmowa prowadzona między dwoma mężczyznami tuż za żywopłotem sprawi, że ciekawski robot uwikła się w aferę, z której nie będzie tak łatwo się wyplątać. 
Barbara Wicher zabiera nas do świata, w którym przyjaźń mimo różnic jest naprawdę możliwa! W końcu, na dobre czy na złe… tomo to znaczy przyjaciel!
(Opis wydawcy)

    Dziś przyszła kolej na kolejną książeczkę dla młodszego czytelnika, ale sięgnąć po nią powinien sięgnąć każdy, bo książeczka ta niesie w sobie ogrom uniwersalnych wartości. 
Rezolutnego i bardzo przyjaznego robocika mieliśmy już okazję poznać by okazji książki "Tomo, niezwykły przyjaciel" i już wtedy skradł on nie tylko serce mojego synka, ale i moje. Z ciekawością wyglądałam jego dalszych przygód i z radością zabrałam się do przeczytania kolejnych perypetii nie tylko samego Tomo, ale i zabawnego jamnika Dropsa. 

Z drugiego tomu dzieci dowiedzą się, co to jest kradzież i jakie konsekwencje za sobą niesie, ponownie przekonają się jaką siłą jest przyjaźń i... że wizyta u dentysty nie musi być przykrym doświadczeniem. Nie będę więcej zdradzać fabuły, by nie odebrać Wam i Waszym dzieciom satysfakcji z odkrywania tej historii, ale zdradzę, że dzieje się tutaj dzieje, a akcja zaskoczy niejednego młodego czytelnika.

"Tomo w tarapatach" to krótka, ale za to idealna książeczka do wieczornego relaksu.
Autorka skupiła się na tym by, dzieci z jej książeczki mogły dowiedzieć się nieco więcej o przyjaźni, lojalności, wzajemnemu zrozumieniu, wierze w siebie i wartości, jaką niesie za sobą rodzina. 
Historia została napisana prostym i przystępnym językiem, jednocześnie doskonale przekazuje wartość, która za nią stoi. Myślę, że każdy rodzic tę wartość zauważy i doceni. Jest to doskonały wstęp do wielu ciekawych i rozwijających rozmów. Przeczytanie jej zajmie dosłownie kilka minut, ale jestem przekonana, że będą to wyjątkowe chwile, pełne ciepła i miłości. 
"Tomo w tarapatach" to pozycja, która z pewnością zauroczy każdego młodszego czytelnika również swoimi przepięknymi i niezwykle barwnymi ilustracjami. Oddziałują one na wyobraźnię, pobudzają i sprawiają, że książeczka nabiera jeszcze ciekawszej formy. Jestem przekonana, że nie jedno dziecko będzie nią zachwycone. Jak wiecie mój syn nie czyta samodzielnie, i nie rozumie tego co mu się czyta, ale ilustracje wspaniale skupiają jego uwagę na dłuższy czas.
Dzieciom czytającym już samodzielnie, na pewno przypadnie do gustu powiększona czcionka i kilka ukrytych w tekście ciekawostek o robotach i o tym gdzie możemy je spotkać.
Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tę historię, z ciekawością wyglądam na kolejne przygody tego przesympatycznego robocika.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak, to fajna i mądra opowieść. Lada dzień będziemy świętować Dzień Dziecka, "Tomo w tarapatach" może okazać się idealnym prezentem. Polecam do wspólnego czytania!

POLECAM

"Tomo nie zwlekał ani chwili dłużej. Zanim złodzieje zdążyli przystawić do żywopłotu znalezioną pod czereśnią drabinę, już go nie było. Nic dziwnego, że był mistrzem gry w chowanego! Zawsze miał przewagę nad Antkiem i Amelką, gdyż potrafił całkowicie znieruchomieć, nie musiał wstrzymywać oddechu i nie kichał nawet w najbardziej zakurzonych kątach. 
Tomo stanął za krzakiem hortensji, przywołał Dropsa i nakazał mu siedzieć cicho."
                         - Barbara Wicher "Tomo. Tomo wtarapatach" str. 15

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce i wydawnictwu Skarpa Warszawska.

wtorek, 8 listopada 2022

(116/22). SIEĆ. CZAS ADEPTÓW (TOM I)

 
    Autor: Agata Lasocka- Myszor

    Wydawnictwo: Empik Go

    Gatunek: Fantasy, Młodzieżowa

    Liczba stron: 422 (e-book, Mobi)

    Data premiery: 26. 04. 2022

 * Google

    Agata Lasocka- Myszor brak informacji

Nick Smith ma niezwykły talent, pozwalający mu bezkarnie kraść samochody. Prosta robota, prawdziwa okazja... Co miałoby pójść nie tak?
Nastoletni złodziej na pewno nie spodziewa się obławy, strzelaniny i rudowłosej piękności, która zwerbuje go do Międzynarodowej Agencji Ochrony Sieci, tajnej organizacji poszukującej takich jak on – Utalentowanych. Od tej chwili Nick będzie ciężko pracował, by zostać Agentem. Wraz z czwórką podobnych do siebie młodych rekrutów rozpoczyna szkolenie dla adeptów.
Jak poradzi sobie z fanatycznymi wyznawcami Nowej Ery, polującymi na Utalentowanych, morderczymi treningami, własnymi lękami i pierwszą miłością? Czas pokaże...
(Opis wydawcy)

    Dziś chciałabym napisać o kolejnym w moim odczuciu genialnym debiucie. 
Nie spodziewałam się, że książka dla młodzieży tak bardzo zawładnie moimi emocjami i uczuciami. Przepadłam w niej od pierwszej strony. I wierzcie mi, nie jest to czcze gadanie, by się przypodobać.
Autorka stworzyła historię, która porywa czytelnika od pierwszych stron, wsadzając go już od pierwszej akcji na rozpędzoną kolejkę górską. Adrenalina i emocje buzują od początku i gdyby nie to, że autorka od czasu do czasu wspomina, po ile lat mają bohaterowie, zupełnie zatraciłabym gdzieś wiadomość, że jest to książka o młodzieży i skierowana (chyba) do młodzieży. 
Czyta się ją niesamowicie a Nick- główny bohater- to dla mnie taki młody i jeszcze nieoparzony James Bond ;) Z automatu stał się moim ulubieńcem.

Poza Nickiem w tajnej agencji poznajemy jeszcze czwórkę innych adeptów o niesłychanych "Talentach"- ktoś potrafi leczyć przez dotyk, ktoś inny potrafi się zmienić w kota, a ktoś jeszcze inny... nie, nie już nic zdradzę więcej na temat zdolności.
Ich szkoleniem zajmuje się Gia i Alex, para Agentów, która ma ich wyszkolić na godnych przeciwników Kościoła Nowej Ery, ale innych głównych postaci i tych drugoplanowych jest naprawdę sporo, ale co najważniejsze każda z nich coś wnosi do tej historii, i bez niej nie byłoby już to samo.
Autorka cudownie je wszystkie poprowadziła i pokazała, jak zbiegiem czasu zaczęły się zmieniać i dojrzewać, nie tylko do powierzonych im zadań, ale szczególności do stania się człowiekiem odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale i za innych. Pojawia się pomiędzy nimi rywalizacja, to oczywiste, ale także co może jest ważniejsze, prawdziwa i szczera przyjaźń- bardzo fajnie jest to też pokazane.
Tak jak wspomniałam wyżej, wartka akcja zapewnia multum wrażeń, dokładne opisy nie tylko walk, ale i różnego rodzaju szkoleń potrafią rozbudzić wyobraźnię, nie brakuje tu również wiedzy co do rodzaju broni i posługiwania się nią, czy też wiedzy na temat różnego rodzaju walk wręcz. 
Kilkukrotnie dałam się naprawdę zaskoczyć, wzruszyć i parsknąć śmiechem.
Ciekawe i błyskotliwe dialogi, spora dawka humoru, pierwsze uczucia i zwady to wszystko zapewnia mega relaks po ciężkim dniu i naprawdę nie czuć, że to książka dla młodzieży. Dorosły czytelnik również się tu fantastycznie odnajdzie.

Bardzo przypadł mi do gustu warsztat pisarki autorki, choć dziej się w  fabule bardzo dużo, wszystkie wątki łączą się w klarowną i przejrzystą całość. Książkę czyta się dzięki temu bardzo szybko i płynnie, nie ma niedomówień, wszystko zostaje dokładnie i z sensem wyjaśnione.

Czy jest coś, do czego można się przyczepić? Jak dla mnie nie, no może poza tym, że nagminnie było powtarzane, że Ruda... jest ruda ;) 
Dla mnie więcej minusów nie ma. Z wielką niecierpliwością czekam na tom II.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Warto sięgnąć po "Sieć" i przekonać się, że każdy z nas posiada talent i wcale nie mam tu na myśli czegoś wymyślonego czy nadprzyrodzonego. Fajna historia nie tylko dla młodzieży.

POLECAM...

"Przesłuchania wszystkich i każdego z osobna trwały wile godzin. Zrozumieli, jak wielkie szczęście mieli, że wyszli z tego praktycznie bez szwanku. Dotarło do nich, jak dużo błędów popełnili, jak wiele muszą się jeszcze nauczyć i dopiero teraz pojęli, czym tak naprawdę ryzykowali. Ich wybryk w związku z nieustającym niebezpieczeństwem ze strony Nowej Ery został uznany za ekstremalnie nieodpowiedzialny. Liczyli jednak na łagodne potraktowanie w zamian za zasługi dla społeczeństwa, które nie mogły zostać pominięte, a dzięki trenerom zostały uznane za uzasadnione."
               - Agata Lasocka- Myszor "Sieć. Czas adeptów" str. 249 (e-book, mobi)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce. 

środa, 14 września 2022

(87/22). ŻYWY LAS II. MIĘDZY CZASEM I PRZESTRZENIĄ

 
     Autor: Iwona Szul

    Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

    Gatunek: Fantasy, Science Fiction

    Liczba stron: 353 (e-book, pdf)

    Data premiery: 12. 01 2021

  
 *Google

      Iwona Szul- Studiuje na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale Orientalistyki, na kierunku Studium Europy Wschodniej. Pasjonatka literatury i sztuki. Od dzieciństwa wymyśla różne historie; pisze opowiadania i powieści, odkąd nauczyła się pisać. Poza tym hobbistycznie zajmuje się również malarstwem i rysunkiem oraz podróżuje - odwiedziła kilka krajów w Europie, Azji i Ameryce. Wyjazdy stanowią jej źródło inspiracji podobnie jak grono jej zwierzaków - adoptowany ze schroniska pies, dwa króliki i Lissachatina fulica, czyli wielki ślimak afrykański.
(Źródło: Lubimy czytać)

    Leon budzi się w szpitalu i dowiaduje się, że był w śpiączce, a wszystko, co mu się przydarzyło w Żywym Lesie, było tylko snem. Próbuje wrócić do normalnego życia, jednak niespodziewanie okazuje się, że Jaźnie nie tylko jak najbardziej istnieją, ale też o nim nie zapomniały. Wysyłają tajemniczą dziewczynę, która ma sprowadzić go z powrotem do ich świata. Leon wyrusza, by odzyskać Miecz, który znalazł się w Niewłaściwej Rzeczywistości – wymiarze, w którym historia potoczyła się nie tak, jak powinna.
Tymczasem królestwo ludzi zostaje zaatakowane przez najeźdźców z innego wymiaru…
(Opis wydawcy)

    Ależ to była fantastyczna (dosłownie i w przenośni) uczta. 
Byłam niezwykle ciekawa, jak potoczą się dalsze losy znanych nam już bohaterów, tym bardziej że pani Iwona zostawiła nas z wieloma niewiadomymi i to w momencie, w którym emocje sięgały zenitu.
Autorka po raz kolejny stanęła na wysokości zadania i stworzyła istny emocjonalny rollercoaster. Chcąc jak najszybciej poznać wyjaśnienie wielu tajemnic i przekonać się jak skończyła się wielka bitwa, zarwałam noc- niemożliwe było oderwanie się od książki nawet na moment.

Tak jak poprzednio całość utrzymana jest na najwyższym poziomie. Spotykamy się ze "starymi" znajomymi, ale pojawia się również wiele nowych postaci. Każda z nich wiele wnosi do opowieści i w jakiś sposób ją ubogaca,
Postacie stworzone przez autorkę są niezwykle dobrze wykreowane- czułam się jakbym, czytała o swoich starych, dobrych znajomych. Są przepełnieni uczuciami i emocjami, bez problemu można zrozumieć, co nimi kieruje, i co sprawia, że są tacy, a nie inni. Autorka pozwoliła, żebyśmy w każdym z nich, odnaleźli cząstkę siebie. Żebyśmy sami ocenili, kto tak naprawdę jest zły a kto dobry. Bo nie wszystko jest takie, jakie powinno być- czarne albo białe, po drodze pojawiają się różne odcienie szarości. 
Akcja jest niezwykle dynamiczna, a ciekawe opisy pozwalają bez problemu wyobrazić sobie daną sytuację. Nagłych zwrotów może nie ma za wiele, ale jak już się pojawią, to naprawdę mocno zaskakują. Zdradzę Wam, że historia Teo totalnie mnie wzruszyła ;)

Barwne opisy magicznych umiejętności poszczególnych postaci i rzeczy, intrygujące i pozwalające działać wyobraźni opisy postaci potrafią przyprawić o dreszcze, ale dzięki temu książka jest naprawdę wyjątkowa.
Przez powieść się wręcz płynie, chce się jak najszybciej zapoznać z nowymi zdarzeniami i przeżyć je na równi z bohaterami. 
Emocje i oczekiwania po prostu rosną z każdą kolejną kartką.
Choć minęło już trochę czasu, odkąd skończyłam czytać "Żywy las II..."  ale nadal pozostaję pod olbrzymim wrażeniem tej historii.

Obydwie części niosą w sobie przesłanie i ważny morał. Ponownie przekonamy się, że zemsta to nic dobrego i czasami lepiej po prostu odpuścić, a dobro dane drugiemu człowiekowi i pomoc w najmniej oczekiwanym momencie może obrócić czyjeś życie o sto osiemdziesiąt stopni i porwać za sobą tłumy.

    Czy polecam?
Oczywiście, że tak. Świetna pozycja dla wszystkich, nie tylko dla fanów fantastyki- każdy w tym zaczarowanym i wyjątkowym lesie się odnajdzie.
"Żywy las II..." wywołała ogrom różnorakich emocji, od śmiechu i niedowierzania po szczere łzy wzruszenia.

POLECAM...

"Niespodziewany atak, do tego tuż po wcześniejszej kampanii, wytrącił wszystkich z równowagi. Najeźdźcy przybyli ze wschodu, z rejonu bezpośrednio przylegającego do Czarciego Potoku, jednak nie należeli do żadnej z ras mieszkających po drugiej stronie rzeki. Audrey natychmiast kazała posłać po uczonych, lecz ci byli równie zaskoczeni. Dopiero po poszukiwaniach w Przedwiecznej Bibliotece, największej skarbnicy wiedzy w całym Odkrytym Świecie, znaleźli opis podobnych istot. Manuskrypt pochodził sprzed trzech tysięcy lat i według niego były to stworzenia zwane elfami. Co kilkaset lat przybywały nie wiadomo skąd i tam też znikały, aż w końcu przestały wracać. Do teraz. "
                 - Iwona Szul "Żywy las II. Między Czasem i przestrzenią" str. 116 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.

piątek, 9 września 2022

(84/22). O DWÓCH PSACH I JEDNYM KOCIE

                            ** RECENZJA PATRONACKA/ PATRONAT MEDIALNY **


    Autor: Karina Krawczyk

    Ilustracje: Maria Wojewodzic

    Wydawnictwo: Million Studio Wydawnicze

    Gatunek: Literatura dziecięca

    Liczba stron: 90

    Data premiery: 09. 09. 2022

 *Google

    Karina Krawczyk- Zawodowo trener biznesu, nauczyciel marketingu oraz recenzent. Prywatnie pasjonatka kryminałów i książek psychologicznych. Kocha Śląsk, uwielbia geniuszy, słucha rocka, nie może żyć bez kota i psa.
Fanka Folletta i Dickera, jak również Mickiewicza i Dostojewskiego.
Autorka powieści "Tajemnica Boga", "Pułapka pożądania", "Nazywam się Milion, "Miasteczko głodnych dusz"- jako Thor Larsen
(Źródło: Okładka książki "Nazywam się Milion")

    Otwórz tę książkę, a przeniesiesz się do świata widzianego oczami zwierząt. Znajdziesz tu zabawne historie przedstawiające codzienne życie przeciętnego kota i psa oraz ich właścicieli. Całość wzbogacona jest wesołymi komiksowymi ilustracjami ręki Marysi Wojewodzic.
Mówiąc krótko - to dawka śmiechu dla każdego wieku!
(Źródło: Opis wydawcy)

    Jeśli zaglądacie na mój blog, orientujecie się pewnie, że bardzo często pojawiają się tu książeczki dla młodszych czytelników,  a wiele z nich trafia pod moje patronackie skrzydła. Jestem z tego niesamowicie dumna, bo są to książki niezwykle interesujące i  przede wszystkim niosące w sobie najważniejsze wartości i nauki.
Nie inaczej jest i teraz...
"O dwóch psach i jednym kocie"to opowieść białego golden retrievera, o życiu pod jednym dachem z zazdrosnym pekińczykiem Puszkiem i sarkastycznym, chadzającym własnymi drogami kotem- Ritą. 
Przy pomocy tej trójki bohaterów młodszy czytelnik dowie się, jak ważny w życiu jest optymizm, wiara w siebie, ale i również w to, że każdy z nas może być dobry, a nasze postępowanie również wpływa na samopoczucie innych. Dowie się również, że strach potrafi mieć wielkie oczy i nie zawsze jest on zależny od zewnętrznego wyglądu. 
Starszy czytelnik (rodzic) dostanie do ręki całą gamę tematów, które może wykorzystać jako świetny start do rozmowy ze swoją pociechą na tematy takie jak szacunek, empatia, wrażliwość czy odpowiedzialność za innych. 

Niezwykle przyjemna i wciągająca opowieść. Zabawna narracja zdradza wiele ciekawostek i prawdziwych anegdot, które przytrafiły się Alexowi i jego przyjaciołom. 
Książka napisana prozą przeplatana komiksem z czarno- białym ilustracjami stanowi spójną i klarowną całość, mocne i wyraziste obrazki przyciągają wzrok i na dłuższy czas go na sobie skupiają. Jak wiecie dla mnie i mojego syna jest to bardzo ważny aspekt każdej książki.
Książkę czyta się bardzo szybko, w moim odczuciu autorka idealnie oddała cechy zwierzaków, obdarzając ich całą gamą emocji i uczuć pozwalając przy tym, byśmy pokochali całą trójkę tak jak ona.

W moim odczuciu pani Karina sprawdziła się fantastycznie w  tym gatunku literackim i trzymam kciuki, by na rynku wydawniczym pojawiła się jeszcze nie jedna jej książka, skierowana do młodszego czytelnika.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To uniwersalna, pełna humoru historia, która przy pomocy trójki zwierzaków zdradza, co siedzi w ich głowach, przy okazji przemycając wiele wartości. 

POLECAM...

"NIE WIEM, CO TEN PUSZEK SOBIE MYŚLI. Ostatnio zagonił kota do kąta i położył na nim łapę. Oczywiście, że skończyło się to awanturą, kot był przerażony, ale podrapał Puszka po nosie. Dobrze mu tak. Puszek chyba myśli, że jest tutaj królem albo cesarzem, jak tam, w Chinach, skąd pochodzi. 
Opowiadał mi kiedyś, że były czasy, kiedy za kradzież pekińczyka karano śmiercią, ale nie wierzę mu. On nie może być taki ważny. A u nas w domu wiadomo przecież, że to ja rządzę!"
                        - Karina Krawczyk :O dwóch psach i jednym kocie" str. 50

Za możliwość objęcia tej historii patronatem medialnym serdecznie dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Million Studio Wydawnicze.

poniedziałek, 28 marca 2022

(18/22). SANATORIUM CUDÓW

                             
                            ** RECENZJA PATRONACKA/ PATRONAT MEDIALNY**



    Autor: Izabella Agaczewska*

    Ilustracje: Iwona Pastuszka- Vedral

    Wydawnictwo: Selfpublishing

    Gatunek: Dla dzieci, Młodzieżowa

    Liczba stron: 60

    Data premiery: 28. 02. 2022

 
 *Google

    Izabella Agaczewska* (pseudonim Agnieszki Imiołek) - to rodowita krakowianka. Jest oligofrenopedagogiem, wraz z uczniami z niepełnosprawnością intelektualną tworzy spektakle teatralne i filmy fabularne. Zapalona podróżniczka uwielbia eskapady rowerowe i piesze wędrówki. Jej pierwszą miłością były i są książki. Jest autorką dwóch powieści obyczajowych: "Aleja cichych szeptów" oraz "Poduszka na parapecie". Od kilku lat publikuje na blogu "Opowiadania na jeden kęs". To krótkie, zabawne, czasem refleksyjne, a niekiedy wzruszające historie. W planach ma kolejną książeczkę dla dzieci, której bohaterowie będą musieli rozwikłać zagadkę- kto nocą straszy w wieżowcu i nie daje spać sąsiadom?
(Źródło: Okładka książki).

    Aleksander to dziewięcioletni chłopiec, który nagle przestał mówić. Przyjeżdża do sanatorium, by odzyskać głos. To bardzo nieprzyjazne miejsce. Bohater nie jest tam szczęśliwy. Trafia do grupy dzieci z różnymi niepełnosprawnościami. Ismenka, Leopold i Ksawery - każdy z nich jest wyjątkowy. I choć Normalsi, jak i personel sanatorium, używają wobec nich obraźliwej nazwy Dziwolągi, nie zrażają się tym. Są dziećmi, które muszą stawić czoła trudnej rzeczywistości, ale walczą z całych sił. Choć mają problem z mówieniem, poruszaniem się, myśleniem… Jednak jest coś, co sprawia, że nie poddają się. Więcej nie zdradzę, ale z pewnością małym bohaterom przyjdzie z pomocą nowa opiekunka. Pani Konstancja sprawi, że w Sanatorium zaczną się dziać cuda!
Książka jest dedykowana dzieciom, ale i dorosły czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Mam nadzieję, że przesłanie płynące z lektury zmieni niejedno serce.
Cudne ilustracje wykonała Iwona Pastuszka – Vedral, a za projekt okładki odpowiada Łukasz
Białek.
(Źródło: Opis autorski)

"Część marzeń niemożliwa jest do spełnienia, bo dzieją się w miejscu, do którego rzeczywistość nie ma wstępu."
                                                               - John Brown

        Bariery, jakie stawia przed dzieckiem niepełnosprawność, dla osób postronnych nie zawsze są zrozumiałe, a chore dziecko nie zawsze potrafi wyrazić swoje uczucia emocje i podstawowe potrzeby. Właśnie o potrzebie zrozumienia i akceptacji opowiada "Sanatorium cudów". 
Jest to książeczka edukacyjno- terapeutyczna, która pokazuje, dzieciom, że każdy z nas jest inny i może cierpieć z powodu choroby, której na pierwszy "rzut oka" nie widać, ale pomimo tego nie umniejsza to jej "ważności". 
Po tę historię powinien sięgnąć również każdy dorosły czytelnik, bo może ona stać się doskonałym zalążkiem wielu cennych rozmów z naszymi pociechami. Pozwoli ona poruszyć w rozmowie takie tematy jak: akceptacja, zrozumienie, otwartość na "inność", empatia i współczucie. Jestem pewna, że wielu z nas, dorosłych, odda się refleksji i być może inaczej spojrzy na świat, w którym żyją niepełnosprawni.
Autorka pięknie pisze o prawdziwej i szczerej przyjaźni, o nadziei i marzeniach. Pokazuje, jak ważne są marzenia... bo w nich możemy być tym, kim tylko sobie wymarzymy, gdzie nie ma chorób i bólu, a niemożliwe nie istnieje. Przyznaję... niejednokrotnie mnie ta historia wzruszyła i nie mogłam opanować łez... 

Jako że mój syn nie czyta samodzielnie, robię to za niego- Tymuś za to uwielbia różnego rodzaju kolorowe obrazki, mocne kontrasty, "śliski" papier, po którym można sunąć dłonią, w którym odbija się światło latarki lub innego tego typu sprzętu. Niejednokrotnie już pisałam, że na takie "atrakcje" zwracam w książkach dla dzieci szczególną uwagę i w dużej mierze jest to wyznacznikiem czy taka książeczka znajdzie w naszym domu swoje miejsce.
Zastanawiacie się pewnie, dlaczego Wam o tym piszę? 
Ano dlatego, że "Sanatorium cudów" to książka idealna dla każdego dziecka, zarówno tego zdrowego jak i tego z głęboką niepełnosprawnością... każde z tych dzieci odnajdzie w niej coś dla siebie!
My poza treścią, odnaleźliśmy również doskonałe źródło codziennej rehabilitacji wzroku i dłoni.

Książeczka jest przepięknie wydana, wyraziste kolorowe obrazki, czytelny tekst,  nie znajdziemy w tej pozycji chaosu i dość częstego u innych autorów tego rodzaju książeczek, rozgardiaszu. Całość tworzy spójną i bardzo ciekawą całość
Doskonałym pomysłem jest umieszczenie na końcu opowieści słowniczka trudniejszych wyrazów. Będzie to dużym uproszczeniem dla rodziców, a zarazem podpowiedzią jak wytłumaczyć dziecku co to jest: mutyzm, emigracja, ewenment. Podpowie także, z jakimi trudnościami borykają się chorzy na autyzm, dziecięce porażenie mózgowe czy zespół downa.

Bardzo się cieszę, że ta książka została wydana i jestem niesamowicie dumna, że mogłam ją objąć swoim patronatem- jest to dla mnie olbrzymi zaszczyt. Na okładce znajdziecie również moją rekomendację. Szczerze wierzę, że zachęci Was ona do sięgnięcia po historię małego chłopca, który przestaje mówić i zostanie z Wami na dłuższy czas. 

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Bardzo mądra, wartościowa książka. Jak zaznaczyłam wyżej... Każde dziecko w jakiś sposób zostanie nią oczarowane, a i dorosły wyciągnie z niej wiele wniosków.

POLECAM...

„Są książki, obok których nie da się przejść obojętnie! Wywołują w czytelniku emocje, z jakimi na co dzień rzadko się stykamy. Powodują, że przypominamy sobie o takich wartościach jak zrozumienie, otwartość na drugiego człowieka czy współczucie. Sanatorium Cudów to idealna pozycja, by pokazać te uczucia naszym dzieciom i nauczyć je tolerancji i szacunku. Uświadomić, że nie każda niepełnosprawność jest widoczna”. (Kilka słów mojej rekomendacji)

"Wiem, że mama przywiozła mnie „Tu” dla mojego dobra, żebym wyzdrowiał. W naszej małej miejscowości nikt nie potrafił mi pomóc. Ani mądry lekarz, ani miła pielęgniarka, ani psycholog z ogromnymi okularami, ani nauczycielka, ani bibliotekarka, którą bardzo lubiłem, ani sklepowa, co o różnych chorobach słyszała, ani znachorka, lecząca świecami, ani nawet pani dyrektor, która znana jest z tego, że każdy jej wszystko wyśpiewa, gdy weźmie go w krzyżowy ogień pytań. Jednak niczego nie wyśpiewałem, chociaż bardzo chciałem. Ja po prostu zaniemówiłem. Nagle przestałem mówić. Mutyzm – orzekł profesor w szpitalu i bezradnie rozłożył ręce. Zalecił dużo spokoju i nakazał wyjazd do sanatorium. I tak znalazłem się w tym ogromniastym, przytłaczającym domiszczu, pośród pustkowia, na całkowitym odludziu. I jak nie mówiłem, tak nadal nie mówię."
                                   - Izabella Agaczewska "Sanatorium cudów" str. 5

Za możliwość przeczytania książki i objęcia jej patronatem medialnym serdecznie dziękuję autorce.

poniedziałek, 22 listopada 2021

(94/21). DZIEWCZYNA Z WNĘKI

 
    Autor: Agnieszka Peszek

    Wydawnictwo: 110 procent

    Gatunek: Kryminał, Thriller

    Liczba stron: 411 e-book

    Data premiery: 11. 10. 2021

 
 *Google

    Agnieszka Peszek-  Autorka zarówno książek sportowych, jak i kryminałów. Na co dzień zajmuje się wspieraniem swoich podopiecznych w dbaniu o ich sprawność i kondycję. Czas wolny dzieli między rodzinę, koty i sport. Z wykształcenia jest marketingowcem, co wykorzystuje w każdym prowadzonym przez siebie projekcie. Dotychczasowo: - wydawała książki sportowe, - wspierała rodzinny gabinet stomatologiczny, - prowadziła markę odzieżową, a na chwilę obecną skupiła się na treningach personalnych oraz pisaniu książek.
(Źródło: Lubimy czytać).

    „Dziewczyna z wnęki” to druga odsłona przygód Doroty Czerwińskiej, która ponownie stanie przed trudnym zadaniem znalezienia mordercy.
Dodatkowo zostanie jej powierzona dawna nierozwiązana sprawa, którą 25 lat wcześniej żyła cała jej rodzina.
Jak tym razem poradzi sobie z trudem pracy policjantki?
(Opis wydawcy).

    Suchodół. Mała, spokojna miejscowość pod Poznaniem. Dorota wraz ze swoim przyjacielem Tymkiem przez przypadek odnajdują zwłoki młodej kobiety zamurowane w hostelowej ścianie. Śledztwo nabiera tempa, ale morderca przepadł niczym kamień  wodzie. Śledztwo staje się jeszcze bardziej zagmatwane gdy "znika" Gosia- recepcjonistka z hostelu, a w sieci pojawia się dramatyczny film.
W międzyczasie Dorota pochyla się nad sprawą zaginięcia sprzed dwudziestu pięciu lat. Na jaw wychodzą zaskakujące fakty...
Czy oba przestępstwa są połączone? Gdzie jest Agnieszka? Co się stało z Gosią? Kim jest Aleksander i co go łączy z Adamem? Te tajemnice zostaną wyjaśnione w momencie przewrócenia ostatniej strony powieści.

    Pół roku temu pisałam Wam o zaskakującym debiucie, który wciąga od pierwszych stron i nieźle miesza w głowie (link znajdziecie poniżej). Dziś przyszła pora na kontynuację, która w moim odczuciu jest jeszcze mocniejsza, co za tym idzie jeszcze lepsza niż poprzedniczka. 
Powieść jest rewelacyjna, trzyma w napięciu niemal od początku, jest nieprzewidywalna i zaskakująca, a opisywane wydarzenia na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie niepołączone. 
Nie dajcie się jednak zwieść i skupcie się na lekturze, bo zakończenie (swoją drogą mogłoby być bardziej dopracowane) połączy wszystkie wątki  w spójną i klarowną całość.

Tak jak poprzednio całą sytuację obserwujemy z pozycji kilku osób, dzięki czemu możemy poznać motywy, które kierują mordercą, poczuć strach i obawy ofiar. 
Postaci jest sporo, ale zdecydowanie mniej niż poprzednio. Część z nich już znamy. Dzięki temu widzimy, jak sobie radzą sobie po trudnych przejściach z przeszłości, jednak co ważne nie wpływa to odbiór tej historii a wszystko, co musicie wiedzieć o ich przeszłości, autorka dyskretnie przypomina.
Bohaterowie są dopracowani w najdrobniejszych szczegółach, są barwni, trudno ich zaszufladkować. 
Szczegółowe opisy pozwalają wyobraźni pracować na najwyższych obrotach. Łatwo poczuć strach, lęk i obawy towarzyszące bohaterom. Czytając, sama czułam ciągłe napięcie.
Ważne jest, by zwrócić uwagę na daty przypisane imionom bohaterów (rozdziałom), ponieważ część z nich dotyczy sprawy z przeszłości.

Warto zwrócić uwagę na poruszony temat mizoginizmu*, który idealnie wpasowuje się w dzisiejszy obraz naszego społeczeństwa- coraz częściej odnoszę wrażenie, że mężczyźni znów marzą o zamierzchłych czasach i próbują zepchnąć kobietę do roli popychadła, którego miejsce jest w kuchni. Bardzo aktualny temat, który pokazuje, jak może wyglądać życie kobiety już niebawem.

 Książkę, dzięki wartkiej akcji, zaskakującym zwrotom, zawiłemu śledztwu, intrydze goniącej intrygę przeczytałam w jeden dzień (co ostatnio jest dla mnie dużym wyzwaniem). Z wielką niecierpliwością czekam na kolejne książki pani Agnieszki, bo za każdym razem jest coraz mroczniej i niebezpieczniej.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Podtrzymuję zdanie, które napisałam przy "Przez pomyłkę"... Zapamiętajcie to nazwisko, bo czuję, że będzie jeszcze o nim głośno.

POLECAM...


* Mizoginizm-  (mizoginia) to chorobliwa niechęć do kobiet. W 95 proc. przypadków dotyczy to mężczyzn, jednak pozostałe 5 proc. to kobiety, które czują nieodpartą nienawiść do przedstawicielek własnej płci.

"Wzięła głęboki wdech i bardzo powoli ponownie otworzyła oczy. Było dokładnie tak jak przy pierwszej próbie. Otaczały ją egipskie ciemności.  Nic nie widziała poza małą, świecącą się na czerwono diodą. To musi być jakaś kamera lub aparat – pomyślała. Chciała wyciągnąć do niej ręce i sprawdzić, co to dokładnie jest, ale nie była w stanie. Zaczęła się szarpać, ale nic to nie dawało. Ręce miała związane czymś z tyłu za krzesłem, a nogi unieruchomione przy jego nóżkach. Delikatnie przechyliła się na prawy bok i niemal od razu poczuła bliskość ściany. To samo stało się, gdy wychyliła się w lewo. Palcami rąk dotykała ściany za sobą, a światełko przed nią było dość blisko, to mogło oznaczać tylko jedno. Była uwięziona w mikroskopijnym pomieszczeniu, bez drzwi i okien. Próbowała krzyczeć, ale to coś w ustach nie pozwalało jej na to. Wiedziała, że jeśli szybko czegoś nie wymyśli, będzie po niej. Dobrze pamiętała z lekcji przyrody w szkole podstawowej, że człowiek jest w stanie wytrzymać bez wody maksymalnie pięć dni. Tylko czy w tym czasie ktoś ją znajdzie i wydostanie z tej pułapki?"
                                 - Agnieszka Peszek "Dziewczyna z wnęki" str. 15

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję pani Agnieszce Peszek.

środa, 10 listopada 2021

(90/21) OBLICZA KSIĘŻYCA 18+ (Wydanie III)

** RECENZJA PATRONACKA **

"Nie można myśleć o dobrobycie świata, chyba że stan kobiet ulegnie poprawie. Niemożliwe jest, aby ptak latał tylko na jednym skrzydle."
                                                             - Swami Vivekanada*

    Autor: Nina Nirali

    Wydawnictwo: Redstone

    Gatunek: Obyczajowa, Dramat

    Liczba stron: 202

    Data premiery: 18. 10. 2021 (wydanie III)

  
 *Google

    Nina Nirali- Mistrzyni culture crossingu. Autorka popularnych książek z gatunku literatury obyczajowej i kobiecej. Twórczyni serii opowieści zatytuowanej "IndianaEuroStory", gdzie ścierają się dwie kultury, hinduska i europejska. Jej najbardziej znane powieści to: "Kiedy znów się spotkamy", "Maharani", "Powiedz, że mnie kochasz" oraz "Królowa pszczół".
(Źródło: Okładka książki).

    Ranya niespodziewanie otrzymuje szansę od losu, by uciec z pełnego przemocy małżeństwa. Rozpoczyna nowe życie, przyjmując inną tożsamość. Na pierwszy rzut oka wszystko zaczyna się układać, jak należy.
Kobieta spotyka prawdziwą miłość, a kariera stoi przed nią otworem.
Jednak bolesna przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Ranya staje przed trudnym wyborem pomiędzy uczuciem a zemstą. Co wybierze?
(Opis wydawcy).

    Nina Nirali należy do grona moich ulubionych autorek, po których książki sięgam bez zastanowienia. 
Znając styl pisarki Niny Nirali, już od pierwszych stron wiedziałam, że ta powieść nie będzie zwykłym romansem, wiedziałam, że moje uczucia zostaną wdeptane w ziemię i że przedstawiona historia doprowadzi mnie niejednokrotnie do potoku łez. Bo tak właśnie pisze Nina Nirali.
Tym bardziej jestem dumna z faktu, że wznowienie wydania mogłam objąć swoim patronatem medialnym. 
Tym razem, ponownie spojrzymy na Indie pełne przemocy, skorumpowane, przepełnione przemocą, poznamy kolejne archaiczne obyczaje (Karva Chauth- święto mężatki**) i znów przekonamy się, jak traktowana jest kobieta, która w Indiach nie znaczy prawie nic. 
Ci, którzy tutaj do mnie zaglądają wiedzą, że jestem olbrzymią fanką Indii i kultury hinduskiej, ale przenigdy nie pogodzę się z kulturą aranżowanych małżeństw, przemocą wobec słabszych, poniżeniem i gwałtem.
Dlatego też ta powieść wywołała we mnie ogromne emocje, i jestem pewna, że długo o niej nie zapomnę. Bohaterka wygrała nowe życie, ale ile jest takich kobiet, które to życie straci z rąk swych najbliższych, tych, którzy powinni ją szanować i chronić?

Autorka opisuje rzeczywistość językiem bardzo przystępnym, łatwo wyobrazić sobie toczącą się akcję, poczuć całą gamę uczuć, zadumać się nad istotą przemijania, zrozumieć i poczuć emocje na własnej skórze.
Dokładne i niezwykle barwne opisy kultury, zwyczajów, ludzkich zachowań udowadniają, że pani Nina wie, o czym pisze. Z kart powieści czuć bijącą z jej serca miłość do tego pięknego i niezwykle kontrastowego kraju.

"Oblicza księżyca" to zdecydowanie nie jest książka dla każdego. Jest ona trudna, brutalna i bolesna. Nie każdy czytelnik zniesie tyle bólu i upokorzenia wypływającego z kart tej historii. 
Jednocześnie jest to opowieść, która niesie w sobie również nadzieję i wiarę w to, że spotykając odpowiednich ludzi na swej drodze, można odmienić swój los.

Akcja dzieje się bardzo szybko, na dwustu stronach zostało opisanych kilka lat. Fabuła niesamowicie zaskakuje, a nagłe zwroty akcji czasami poważnie szokują. 
Bohaterowie są dopracowani w najdrobniejszych szczegółach, niesamowicie "ludzcy" wywołują w czytelniku całą gamę odczuć od nienawiści po szczerą sympatię. Książkę pomimo tego, że porusza niezwykle trudne tematy, czyta się naprawdę szybko.

    Czy polecam?
Polecam z całego serca. Przepiękna, przejmująca opowieść o miłości, przemijaniu i wierze w przeznaczenie. To jedna z tych książek, do których na pewno wrócę i zdecydowanie wchodzi do mojej TOP 10 tego roku.

POLECAM...

"- To nic nie znaczy. Małżeństwa ustalane są w niebie i nic ich nie jest w stanie zniszczyć. Żona należy do swojego męża, ma go kochać i słuchać niczym Boga, i znosić wszystko z miłością i pokorą. Idź do niego i oddaj należne mu hołd i błogosławieństwo. Dam ci jeszcze dobrą radę: urodź mu syna, a wtedy zwiększysz swoją wartość w jego oczach."
                                        - Nina Nirali "Oblicza księżyca" str. 55

Za możliwość objęcia patronatem medialnym i przeczytania tej powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu Redstone.
 

* Swami Vivekanada- (1863- 1902) hinduistyczny swami i mistrz duchowy, uczeń Ramakryszny z Kalkuty, propagator hinduistycznej filozofii na Zachodzie.
(Źródło: Książka)

**Karva Chauth- Karwa Chauth obchodzone jest przez kobiety zamężne w północnych Indiach, dziewięć dni przed Diwali, cztery dni po pierwszej pełni następującej po równonocy jesiennej, w miesiącu karttika (październik/listopad). W tym dniu kobiety poszczą, modląc się o długie życie, dobrobyt i pomyślność swoich mężów oraz szczęśliwe pożycie małżeńskie. Kobiety niezamężne, które niebawem zamierzają wyjść za mąż, również mogą pościć w intencji przyszłych mężów.
Post rozpoczynają na długo przed wschodem słońca, około godziny 4 rano, rezygnując zarówno z jedzenia, jak i picia, nawet wody. Przed wschodem słońca mogą zjeść tyle, ile tylko zdołają.
Mimo iż post jest jednym z najtrudniejszych, Karwa Chauth jest świętem wyczekiwanym przez cały rok, szczególnie przez młode mężatki, obchodzące święto po raz pierwszy, ubierające się w tym dniu w ślubny strój. Wszystkie poszczące kobiety zakładają stroje odświętne oraz rzeczy, które symbolizują i odzwierciedlają ich stan cywilny - biżuterię, bransoletki, robią mehendi, bindi. Modły składają do bogini Gauri. Gdy wzejdzie Księżyc, który zwyczajowo powinny zobaczyć przez sito, a następnie przez to samo sito spojrzeć na męża, mogą przyjąć pierwszy tego dnia kęs, najlepiej podany rękami męża. Dopiero wówczas mogą zacząć wspólny posiłek. Za utrzymanie postu kobiety otrzymują od mężów drogi prezent, najczęściej w postaci złotych bransoletek lub złotego naszyjnika.
Karwa Chauth w założeniu odzwierciedla radość, blask, jasność i szczęście w związku małżeńskim, jest symbolem niezachwianej wierności żony wobec męża, a także okazją dla zbliżenia się mężatki do teściów oraz do spotkań rodzinnych.
(Źródło: Wikipedia)

wtorek, 31 sierpnia 2021

(70/21). TO JAK SZEFIE?

 
    Autor: Dominika Smoleń

    Wydawnictwo: WasPos

    Gatunek: Romans

    Liczba stron: 294

    Data premiery: 18. 08. 2021

 
 *Google

    Dominika Smoleń- Urodzona w 1997 roku mieszkanka Śląska, na co dzień studentka psychologii. Jej wielką miłością jest czytanie i pisanie, ale też zwierzęta, fotografia, gotowanie, oglądanie seriali medycznych oraz słuchanie muzyki. Od niedawna fascynuje ją także dbanie o rośliny doniczkowe.
Zadebiutowała w 2015 roku, ale od tego czasu wydała już kilka innych książek, głównie z nurtu literatury kobiecej, w tym kilka opowiadań do antologii, których część dochodu przeznaczana była na cele charytatywne. Zdradza, że w głowie dalej ma mnóstwo pomysłów, które z wielką chęcią przeleje na papier, jeśli tylko pozwoli jej na to czas.
(Źródło: Okładka książki).

    Zuzanna zakończyła niedawno burzliwy związek. Dziewczyna postanawia zmienić pracę, gdyż jej niewierny (były już) facet jest zatrudniony w tym samym miejscu. Szybko okazuje się, że czeka na nią idealna oferta, gdzie proponują bardzo dobre pieniądze, ale w pakiecie otrzymuje się towarzystwo irytującego szefa - Tymoteusza. Mężczyzna chciałby – wręcz na siłę – zaprzyjaźnić się ze wszystkimi pracownikami, ale Zuzanna nie zamierza wikłać się w miejscu pracy w jakiekolwiek relacje, które wychodzą poza strefę profesjonalizmu. Jak zareaguje na to Tymoteusz, którego kobieta zaintrygowała już przy pierwszym spotkaniu? Czy Zuzanna, która z uporem maniaka tworzy wokół siebie nieprzekraczalne granice, odnajdzie się w nowym miejscu?
"To jak, szefie?" to historia o tym, że warto uwierzyć w miłość, która w każdej chwili może spaść na nas niczym grom z jasnego nieba.
(Opis wydawcy).

    Sugerując się opisem wydawcy, można się spodziewać ognistego i mocno erotycznego romansu, ale moi drodzy... nic bardziej mylnego. W moim odczuciu jest to mocno obyczajowa powieść, a romans jest tylko tłem dla wydarzeń, które przewracają do góry nogami całe dotychczasowe życie bohaterów.
Akcja zaczyna się dość niewinnie, ot zdradzona dziewczyna poszukuje nowej pracy i pomaga w opiece nad dzieckiem swojej przyjaciółce, która jest samotną matką, a jej zdrowotna forma w ostatnim czasie dość mocno szwankuje. 
Po podjęciu pracy w renomowanej kancelarii adwokackiej poznaje władczego, a zarazem tajemniczego (dla mnie mocno irytującego, przynajmniej na początku) Tymka. Nie chcąc się spoufalać ze swoim szefem, dziewczyna buduje wokół siebie mur milczenia i niechęci. Jednak nieustępliwość szefa powoli zaczyna go kruszyć i zaczynają pojawiać się pierwsze iskry. Oboje podchodzą do tego związku dość sceptycznie i nie zdają sobie sprawy, jaki los ich czeka... Na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości i okazuje się, że nie wszyscy są tymi, za których się podają... 

Po książki pani Smoleń sięgam niemal w ciemno, bo wiem, że każda z jej powieści niesie w sobie głębokie przesłanie, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać zupełnie inaczej. Podobnie jest i tym razem, nie spodziewałam się, że ta powieść tak bardzo mnie emocjonalnie poturbuje. 
Przedstawiona historia zmusza czytelnika do refleksji nad kruchością życia i nad tym jak podjęta lata wcześniej decyzja wpływa na nasze dalsze życie i jak mocno potrafi je skomplikować. Opowiada o miłości, która w imię dobra ukochanej osoby, potrafi zrezygnować z siebie i usunąć się w cień, by dać szansę rozwoju drugiej osobie. 
Opowiada o sile przyjaźni, dzięki której widzi się przysłowiowe światełko w tunelu i ma się pewność, że nie jest się nigdy samym. 
W końcu mówi o odchodzeniu, zostawianiu tutaj tych, których kochamy najbardziej na świecie, radzeniu sobie z żałobą i godzeniu się ze stratą. 
"To jak szefie?" porusza, niesamowicie wzrusza, ale są i momenty, w których szczerze bawi. Spotkamy kilka scen dla dorosłych, które niejednokrotnie wywołały salwę śmiechu, ale to tylko dlatego, że wyobrażając sobie komizm danej sytuacji, nie szło zareagować inaczej- przecież nikt z nas nie chciałby by, w nasze zabawy ingerował ślusarz, prawda? Mimo tego napisane są one ze smakiem i wyczuciem.

Generalnie pomysł na fabułę świetny, historia z życia, która może przydarzyć się każdemu z nas. 
Super pomysłem jest naprzemienna relacja Zuzy i Tymka, dzięki temu na jedną sytuację możemy spojrzeć pod innym kątem i bardziej zrozumieć motywy i emocje targające głównymi bohaterami.
Dopracowane i świetnie poprowadzone wątki, rozrywające serce zwroty i akcji, i zakończenie... może trochę przewidywalne, ale jedyne, które pasuje do dramatycznych zdarzeń poprzedzających kulminacyjne sceny.
Bohaterowie są wyraziści i każdy z nich nosi w sobie jakąś tajemnicę, która wypływając na światło dzienne, diametralnie zmieniała moje myślenie na ich temat. Najbardziej łapiącymi za serce są mali bohaterowie, Filip i Laura, których życie od samego początku ma po "górkę". Wylałam morze łez nad ich sytuacją.
Autorka doskonale buduje napięcie, rozbudza ciekawość i nie pozwala by emocje, choć na chwilę się wyciszyły. Serwuje czytelnikowi istny rollercoaster. Historia wciąga i nie pozwala się odłożyć na bok bez poznania zakończenia. Pomimo trudnych tematów, książka napisana jest lekkim stylem, za co szczególnie lubię pióro pani Smoleń.

Ogólnie książkę dzięki dużej czcionce czyta się bardzo szybko i wygodnie. Okładka przyciąga wzrok, współgra z treścią. W moim odczuciu jest to bardzo udana pozycja.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Ciekawa historia z ważnym przesłaniem.

POLECAM...

"Od tygodnia pracowałam w kancelarii notarialnej i jak do tej pory wszystko szło całkiem dobrze. Tymoteusz co prawda nie dawał za wygraną i próbował mnie wypytać o wszystko przy każdej nadarzającej się okazji, ale ja milczałam, bo również byłam uparta. Postawiłam na upór, żeby nie dać się już zranić żadnemu facetowi- a przynajmniej nie do momentu, kiedy zapomnę o Marcinie i o tym, jak podle mnie potraktował."
                                 - Dominika Smoleń "To jak szefie?" str. 42

Za możliwość preczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu WasPos oraz Autorce.

poniedziałek, 26 lipca 2021

(60/21). (Bez) Ludna wyspa


    Autor: Gabriela Kotas

    Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

    Gatunek: Literatura piękna

    Liczba stron: 108

    Data premiery: 16. 04. 2021

   
 *Google

    Gabriela Kotas- blogerka, autorka książek dla dzieci oraz tomików dla dorosłych- tym razem zaprasza nas do lektury o całkiem innym niż dotychczas charakterze.
(Źródło: Okładka książki).

    Akcja tej niecodziennej książki toczy się na bezludnej wyspie, na którą wybrało się osiem kobiet w różnym wieku (od 35 do 79 lat)
Bohaterki książki, zaproszone przez autorkę do wspólnej przygody, na 10 dni przeniosły się na - istniejącą w ich wyobraźni - bezludną wyspę, by tam przeanalizować swoje dotychczasowe życie i równocześnie podzielić się swoim życiowym doświadczeniem.
A to życie w najprawdziwszej jego odsłonie.
Dziesięć wspaniałych dni, pełnych wzruszeń, wspomnień, a także dzielenia się dobrem i siłą do pokonywania trudności mniejszych i tych - zdawałoby się - nie do pokonania.
Kobiety mają moc, której same do końca jeszcze nie znają, a w opowieściach przy płonącym ognisku - moc ta zaczyna ukazywać się coraz wyraźniej.
Krąg kobiet, przy niegasnącym na wyspie ognisku, to prawdziwa torpeda siły, delikatności, śmiechu, łez, cierpliwości, życzliwości i życiowych doświadczeń.
Imiona części bohaterek, na ich życzenie zostały zmienione, lecz wszystko, co tutaj przeczytacie - wydarzyło się naprawdę.
(Opis wydawcy).

    Ostatnio w moim życiu wiele się dzieje. Nieustające kontrole u wielu lekarzy specjalistów, nerwy i strach o przyszłość, mało pocieszające rokowania... to wszystko sprawia, że coraz częściej pojawia się takie wewnętrzne wypalenie i zmęczenie, które nie mija po kilku godzinach snu... wtedy pojawia się taka właśnie książka, która całą sobą mówi "Dziewczyno, stop! Odpuść, choć na chwilę, bo to się źle skończy", ta książka to właśnie  "(Bez) Ludna wyspa".
Biorąc do ręki książkę pani Gabrieli, nie spodziewałam się, że będzie to tak budujące, wyjątkowe i w pewnym sensie magiczne przeżycie...
Wraz z ośmioma kobietami "wybrałam" się na wyspę, by spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Zrobić swoisty bilans zysków i strat, zmierzyć się z własnym strachem i spojrzeć śmiało w przyszłość... i zacząć na nowo marzyć.
Co najbardziej mnie zaskoczyło, czytając zwierzenia tych dziewczyn, czułam się jakbym była wśród przyjaciółek- choć żadnej z nich nie znam osobiście, odnosiłam wrażenie, że są mi niesłychanie bliskie. 
Książka podzielona jest na jedenaście rozdziałów (pomijając wstęp i zakończenie). W każdym dniu (rozdziale) bohaterki mówią o strachu, marzeniach, sukcesach i porażkach. Choć są w różnym wieku, łączy je niesamowita siła, a zarazem delikatność. Z książki płynie niesamowita siła, bohaterki swą postawą, udowadniają, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a z każdym problemem można sobie poradzić. Może wyjdzie się z tego trochę pokiereszowanym, trochę poranionym, ale zawsze zwycięsko. 

Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce. Nie ma tu zawrotnego tempa, nie ma zmyślnych dialogów czy bezsensownych akcji. Jest za to magia wspomnień, nadzieja na jutro, uśmiech i wewnętrzne ciepło.
Książkę czyta się niesamowicie płynnie, sto stron minęło niczym za dotknięciem różdżki, a ja zostałam z niesamowitą siłą. Bo siła to kobieta.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "(Bez) ludna wyspa" to lektura dla każdego. Każdy w tej pozycji odnajdzie cząstkę siebie i spojrzy na swoje życie z totalnie innej perspektywy.

   POLECAM...

"Podróżujemy przez życie, każdy swoim pociągiem. Czasem ktoś wsiądzie, potowarzyszy, czas umili, a potem okazuje się, że nie w tym kierunku jechał, i wysiada.
Czasem robi się tłoczno, a czasem nieco luźniej, a czasem... no właśnie, koniec końców okazuje się, że ten kierunek, ten cel jest tak naprawdę tylko dla nas, dla mnie, dla Ciebie. I w pociągu prędzej czy później jedziesz tylko sama ze sobą, w ciszy słysząc swój oddech i bicie własnego serca."
                                    - Gabriela Kotas "(Bez) ludna wyspa" str. 86 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.


środa, 21 lipca 2021

(59/21). RATUNKU (TOM III cyklu "GRABARZ")

 
    Autor: Karolina Dietrich

    Wydawnictwo: BORGIS

    Gatunek: Kryminał

    Liczba stron: 156

    Data premiery: 07. 05. 2021

  
 *Google

    Karolina Dietrich przyszła na świat 4 stycznia 1980 roku w Gnieźnie. Jest absolwentką Studium Kosmetycznego im. Anieli Goc w Poznaniu, posiada również tytuł technika masażu oraz uprawnienia pilota wycieczek zagranicznych. Od piętnastu lat prowadzi własną działalność handlowo- usługową. Żona, matka dwójki dzieci, na stałe mieszka we wsi Kalina koło Gniezna, gdzie obecnie wraz z mężem prowadzi stadninę koni. Jej pasją jest pielęgnacja ogrodu.
(Źródło: Okładka książki)

    Zbrodnie? Tragiczny, nieszczęśliwy wypadek? Czy ktoś znowu będzie musiał zginąć? Czy człowiek tak łatwo potrafi się zmienić? Co takiego sprawia, że niektórzy ludzie są w stanie z zimną krwią odebrać innym życie?
"Ratunku" to brawurowa, poruszająca, zaskakująca licznymi zwrotami akcji i nieoczekiwanym rozwiązaniem trzecia odsłona wielorodzinnej sagi "Grabarz", w której aż roi się od pytań i niedomówień.
Autorka po raz kolejny wystawia swoich bohaterów na próbę, zdradzając czytelnikom skrzętnie skrywane sekrety oraz pokazując wstrząsający obraz destrukcyjnej siły miłości. Życie głównych bohaterów zaczyna się walić jak domek z kart. Dawne tajemnice i dobrze ukryta zazdrość wychodzą na światło dzienne. Zaczyna się wyścig z czasem. Rosnące między Kingą a Januszem napięcie sprawi, że przyjdzie im się zmierzyć z decyzjami gorszymi niż najstraszliwszy koszmar.
Czy miłość zwycięży i tym razem też to przetrwają? Jak skończy się ta mroczna historia?
(Opis wydawcy).

    

    Najkrótsza a najbardziej emocjonująca ze wszystkich trzech części. Jeśli myślicie, że wszystkie tajemnice ujrzały światło dzienne, a życie wróciło na szczęśliwe tory, jesteście w takim samym błędzie jak ja. 
W tej części (z resztą w poprzednich częściach też, linki do poprzednich części poniżej) nie ma miejsca na nudę, od samego początku akcja rozpędza się niczym "pendolino". 
Janusz trafia do aresztu z zarzutem zabójstwa i jest to dopiero początek kolejnych kłopotów. Jedynymi osobami, które mu wierzą, jest Kinga, wujek Alojzy i więzienny strażnik... Niczym duchy, z zabójczym planem powracają postacie, których nigdy nie mieliśmy już spotkać. Zaczyna się walka z czasem, by udowodnić niewinność Janusza- nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem, a zaskakujące motywy zbrodni, które wypłyną na światło dzienne, zaskoczą nie tylko bohaterów... Liczy się każda minuta, a życie i godność wielu osób stoi pod znakiem zapytania.
Fabuła z każdą stroną coraz bardziej wciąga. Jest mrocznie i atmosfera zagęszcza się z każdą stroną, ale zdarzają się momenty (szczególnie pod koniec), że parskłam niepohamowanym śmiechem gdy tylko wizualizowałam sobie pewną scenę. Czytając książkę, na pewno znajdziecie ten moment bez najmniejszego problemu ;)
Doskonale wykreowani bohaterowie i świetnie poprowadzona akcja sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Niejednokrotnie łapałam się na tym, że oceniam postępowanie bohaterów i zastanawiam się, jak ja bym się zachowała w danej sytuacji- czy dałabym kolejną szansę, godziła się na takie traktowanie, czy może postąpiłabym tak samo jak dana osoba.

Autorka otwarcie pisze o alkoholizmie, stracie najbliższych, wyzysku, oszustwie i przemocy fizycznej psychicznej i seksualnej. Pokazuje, jak ktoś z pozoru przyjaźnie nastawiony z sekundy na sekundę potrafi się stać cynicznym oszustem i wrogiem. Jak łatwo możemy utracić to, na czym najbardziej powinno nam zależeć. 
Wbrew pozorom jednak odnajdziemy w tej powieści także dużo dobra, bo tak jak w życiu... wystarczy w swoim otoczeniu odnaleźć człowieka, który poda nam pomocną dłoń i nie zostawi w najgorszym momencie życia.

Bardzo się cieszę, że ten cykl trafił w moje ręce. Autorka pisze z wielką bezpośredniością, nie owija w przysłowiową bawełnę. 
Uwielbiam jej zaskakująco mocny styl i z wielką niecierpliwością czekam na kolejne książki. W mojej biblioteczce książki pani Karoliny zawsze znajdą miejsce.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Świetnie skonstruowane kryminały na naprawdę wysokim poziomie, które zaskakują, ale i zmuszają czytelnika do myślenia.



POLECAM...

"Było mi cholernie wstyd za poprzednią noc, że tak się spiłam. Siedziałam w kuchni, trzymając małą Zosię na rękach, w pokoju obok bawił się Mikołaj. Może udawał, że świetnie bawi, wiedział, że nie jest dobrze. Szykany w przedszkolu, mój płacz, dzieci nie są głupie, widzą znacznie więcej niż dorośli. Teraz obiecałam mu kilkudniową rozłąkę. O dziwo, bez żadnego sprzeciwu przystał na moją propozycję. Jakby mnie rozgryzł, jakby zrozumiał, że jego tatuś potrzebuje pomocy. Bo choć jest silny i bogaty, to sam sobie nie poradzi."
                                             -Karolina Dietrich "Ratunku" str. 74

Za możliwość przeczytania całej serii serdecznie dziękuję Autorce oraz wydawnictwu BORGIS.

poniedziałek, 1 lutego 2021

WYWIAD Z PAWŁEM J. Ł. WOJDALSKIM (Post grzecznościowy)


    Dziś będzie troszkę inaczej niż zazwyczaj. Chciałabym zaprosić Was do zapoznania się, z którego wywiadem udzielił Paweł Wojdalski- autor książki "Po drugiej stronie maski" dla której miałam okazję napisać recenzję (Recenzję znajdziecie tutaj)  Autor zdradzi nam swój najnowszy pomysł.

Zaznaczam, że nie ja jestem autorem pytań (R- chce zostać osobą anonimową). Pisownia oryginalna niezmieniona (taki dokument dostałam od autora). Post wyłącznie grzecznościowy. 



* Google

    Rozmowa z Pawłem J.Ł. Wojdalskim. Autorem książki pod tytułem"Po drugiej stronie maski".

R: Jest Pan autorem "Po drugiej stronie maski" (*"Pdsm."). Może Pan powiedzieć, kiedy ukaże
się ona na rynku?

P. W: Już się ukazała.

R:Tzn.?

P.W: Gotowa jest jej wersja elektroniczna. Natomiast planowany wydruk książki, niestety, się opóźnił.

R: Czemu?

P. W: Z powodów budżetowych. Zresztą, rozmawiałem już na temat wydania i poznałemwarunki
publikacji (w tym koszty). To skłoniło mnie do przemyśleń.

R: Jakiego rodzaju? Czego one dotyczyły? I czy"Pdsm"jest już ogóle gdziekolwiek dostępna?

P. W: Jest! Na stronie: (Zobacz tutaj) 
 Można znaleźć wszelkie interesujące informacje. W tym, jak nabyć publikację. Co do
przemyśleń, w pierwszym rzędzie postanowiłem zmniejszyć cenę wydruku poprzez
samodzielny wybór drukarni. Co nakierowało mnie na jeszcze jeden temat.

R: Kosztem czego dokonał Pan tej obniżki? I co to za temat?

P. W: Osobiście tak bym tego nie ujął. Jeżeli już; to kosztem pracy własnej, którą już wykonałem.
Okładka plus projekt układu książki, inne drobniejsze aspekty złożenia tekstu-to wszystko we
własnym zakresie. Pozostało tylko ją wydrukować! Albo aż.

R: Zatem całość projektu książki wziął Pan na siebie. Czy naprawdę uwzględnił Pan wszystko?
Korektę?

P. W: Korektę również. To chyba tylko, jedyna  pięta achillesowa tego założenia, szczerze mówiąc.
Resztę aspektów uważam za więcej niż zadowalające.

R: A temat, o którym Pan wspomniał?

P. W: Pomyślałem, kto jeszcze jest w takiej sytuacji jak ja? Planujący swój debiut bądź kolejną książkę?

 R: Kolejną książkę?

P. W: Za chwilę wrócimy do tego. Pozwolę sobie rozwinąć. Każdy autor w trakcie pracy nad materiałem przechodzi przez kilka etapów niezbędnych do
powstania publikacji. Oczywistym z nich jest samo napisanie tekstu, ale...potem następuje
jego skład. Jeżeli nie wybieramy samodzielnej ścieżki konstruowania danego wydania, szukamy
informacji. Mniej lub bardziej gorączkowo, z zapotrzebowaniem. Szukamy odpowiedzi na
pytanie: Jak wydać? A kiedy zdamy sobie sprawę z zakresu prac niezbędnych do
przeprowadzenia; najczęściej wertujemy Internet w poszukiwaniu wydawnictwa, które za nas to
załatwi. I na końcu rozmowy o naszym wymarzonym celu pojawia się...cena. Jak najbardziej
wymierna.

R: I dziwi to Pana?

P. W: Nie! Każda usługa ma swój koszt-to jest rynek. Czy się to komuś podoba, czy nie. Warto
zadać sobie inne pytanie.

R: Jakie?

P. W: Ile rzeczy możemy zrobić sami, a ile musimy powierzyć na zewnątrz.

R: Co dokładnie ma Pan na myśli?

P. W: Wydruk!

R: To znaczy...?

P. W: Jedyne, co powinno kłopotać autora, to wydruk.
Gotowa książka, która wyjdzie z drukarni. Cennik usług w tym zakresie absolutnie pozwala na rozważanie złożonego tekstu jako publikacji. Nawet przy małym budżecie.

R: A co z ilustracjami, wstępem, komentarzami, ISBN (międzynarodowy znormalizowany numer
książki)? Że o okładce nie wspomnę?

P. W: Wszystko to, poza ISBN, leży w granicach naszych możliwości. Trzeba tylko chcieć!

R: Egzemplarze obowiązkowe przysyłane do bibliotek, bycie odnotowanym z imienia i nazwiska?
O tym Pan nie wspomniał.

P. W: Fakt, wydawnictwa oferują takie funkcjonalności; co samo w sobie jest pozytywne. Lecz- obłożone sporym "podatkiem".

R: Ale jak rozumie Pan słowo "podatek"?

P. W: W skrócie- przy nakładzie rzędu 50 egzemplarzy (ilości rekomendowane przez
wydawnictwa zaczynają się od 100), numerze ISBN, itd.; kwota wynosi orientacyjnie 1500 zł.
Może się oczywiście różnić od tego przykładu w zależności od oferty wydawnictwa.
Odchodząc od tego modelu, można obniżyć koszty o więcej niż 50%, bez zbędnych kalkulacji. Bazując tylko na koszcie drukarni.

R: A co, jeżeli zależy nam na wydaniu tzw.profesjonalnym?

P.W: Ujmę to tak: Nie każdemu taka metodologia przypadnie do gustu. Wymagająca o wiele
więcej pracy i świadomości swojego dzieła, głównie w miękkiej oprawie. Ale jeżeli komuś (poza
samym wydawnictwem) zależy na eleganckim opakowaniu produktu-droga wolna.

R: Czy Pan, aby nie przesadza?

P. W: W żadnym wypadku! Uważam tylko, że w tym wszystkim często zapominamy na czym tak
naprawdę polega "robota literacka". Na "robocie literackie"! Cała ta otoczka, poklepywanie po
plecach, uściski rąk, oficjalne wystąpienia. Są potrzebne, ale bywają celem samym w sobie. A
celem pisarza, twórcy ogółem, powinno być tworzenie. Bez względu na okoliczności. I pokusy.

R:Zatem uważa Pan, że np.wieczory literackie organizowane przez wydawców (w okresie
przed pandemią) to zbędny element?

P. W: Nie. Zarówno one, jak i spotkania organizowane przez zrzeszenia autorów, podmioty
formalne; scalają środowisko kultury. Jednak zbyt mocne trzymanie się realizacji statutów
sprowadza je do pewnego rodzaju kół dyskusyjnych. Zaspakaja potrzeby kanibalistycznej
biurokracji. A cele i działania pozostawia na zewnątrz. W rękach wydawnictw. Ważniejszy staje
się wybór nowego zarządu oraz terminarz aktywności (w tym spotkań) zgodny z zapisami
regulaminu. Wystarczy jeden wiersz na miesiąc, aby stać się aktywnym członkiem. A monopol wydawnictw sprawia, że spotkania te jawią mi się jako jarmarki książki. Na których
chcemy sprzedać oddaną nam w leasing własną twórczość.

R: Jak to w...leasing?

P. W: A tak to! Autor, który skorzystał z usług wydawnictwa i otrzymał nakład oczywiście posiada
prawa autorskie. Lecz jest zobowiązany do zapłaty odsetku zysku ze sprzedaży publikacji.
Zostaje ze składem książek, które próbuje zaoferować...na spotkaniach. Koło zamyka się.
Nie jest o tym głośno.

R: A Panu zależy na pełnej niezależności?

P. W: Tak! Zależy mi. I nie tylko dla siebie. Chcę stworzyć środowisko.

R: Czyli kolejny adres, nazwa, liderzy... Kolejne stowarzyszenie do kolekcji.

P.W: Absolutnie!

R: Nie chce Pan być liderem?

P. W: Tego nie powiedziałem. W tym roku zaczynam tworzyć grupę literacką. Nie stowarzyszenie!

 R: Grupę literacką?

P. W: Zgadza się! Ponieważ chcę stworzyć środowisko, a nie tylko regularnie spotykające się gremium. Same spotkania winny być naturalne. Dopasowane do potrzeb i sytuacji. Mieć mniej
formalną, ale za to bardziej owocną atmosferę. Szczerze powiedziawszy: wolałbym spotkać się przy dobrej wódce...

R: To już przesada!

P. W: A okres międzywojenny? Złote czasy właśnie grup literackich. Oczywiście nie były one
tworzone na zamówienie, ale często rodziły się przy dymku i kieliszku. W lokalach, przy okazji.
Nikt wtedy nie myślał "formalnie". Po prostu pisał. Dyskusje (i animozje) miały wymiar osobisty.

R: To były inne realia, okoliczności.

P. W: Racja. Czy tamte były złe? Dziś już nawet nie piszemy do siebie listów. Co najwyżej e-maile.
A żeby być pisarzem, potrzebujemy legitymacji.

R:Trąci to wszystko myszką. Tylko gdzie się spotykać?

PW: Przecież wszyscy pamiętamy legendy o wierszach pisanych na serwetkach w kawiarni.
Grzesiuk nie tylko śpiewał o "Gnojnej", ale także nie wylewał za kołnierz do "tanga milonga". Mój
Dziadek-ZygmuntWojdalski-przed wojną wypływał z bałałajką łódką na Wisłę, i śpiewał...
Do rzeczy. Wszędzie! Jest możliwość nieograniczająca nas co do jednego adresu-domy
kultury! Są w każdej dzielnicy, ostatnio coraz to nowocześniejsze. Idealnie dopasowane do
organizacji wydarzeń. W tym cyklicznych. W dodatku otrzymują na ten cel finansowanie
odgórne, zatem argument, że stowarzyszenie ma siedzibę, słabnie.

R:Czyli widzi Pan działanie jako instytucja kultury? To nieco kłóci się z Pana tezą o
odformalizowaniu życia literackiego.

P. W: Wręcz przeciwnie. Trzeba myśleć perspektywicznie w skali wstępnie około dwóch lat.
Wtedy możemy mówić o realnych efektach planowanych kroków. A grupa literacka jako taka nie
musi być "formalna" aby brać udział w wielu różnego rodzaju wydarzeniach.

 R: Może podać Pan choć jeden przykład?

P. W: Proszę bardzo. Ostatnio natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł na stronie www
Wojewódzkiego Domu Kultury w Łodzi. Był to przegląd grup literackich działających na danym
terenie połączony z prezentacją wydawnictw oraz panelem nt. dokonań i planów na przyszłość.
Bardzo ciekawa inicjatywa udowadniająca moje zdanie o synergii domów kultury i grup
literackich. Naturalne partnerstwo. Same grupy wg. mnie mogą z powodzeniem prowokować i
prowadzić wydarzenia znacznie urozmaicające krajobraz wokół nas. Jeżeli dodać do tego
samodzielną działalność wydawniczą...

 R: ...to wychodzi jedno wielkie marzenie. Trudne do uwierzenia, wybaczy Pan.

P.W: Kategorycznie jestem przeciw! Marzyć można jedynie o czymś, czego się do tej pory nie
robiło bądź nierobi. A ja mówię o rzeczach osiągalnych, gdyż są ku temu możliwości.
Potrzebna jest jedynie wola. To już nie są marzenia, to działanie!

R: Reasumując- zakłada Pan grupę literacką, która nie jest stowarzyszeniem. Chociaż planuje
Pan formalną współpracę z domami kultury. Planuje Pan samodzielne wydawanie książek
chociaż stanowczo odżegnuje się Pan od koncepcji konkurowania z wydawnictwami...

P. W: Bo nie da się z nimi konkurować. Nie ma na to środków. A jeśli by były, to nie byłoby sensu
iść proponowaną przeze mnie drogą. Gdyż istniałaby potrzeba upodobnienia się, aby móc
ogóle o konkurencji mówić. Te tematy i tak rozjechałyby się w oba niezbieżne ze sobą kierunki.

R:...jednocześnie wspomina Pan o spontanicznie powstających ruchach literackich,od razu
przechodząc do programowego nieformalizmu głoszonego niczym odgórne wręcz zasady.

P. W: W czasach, gdy lgniemy do konkretu; szukamy go. Wręcz pragniemy, trudno o inny sposób
komunikacji. Aby być nieformalnym trzeba się wydzielić, określić. Dać kontrast. Za dużo dzieje
 się dookoła, byśmy mogli zauważyć ten stan rzeczy. Na domiar wszystkiego- zapoznać się z
nim. Zacząc funkcjonować.
Trudno jest mówić o koncepcji spółdzielni autorów (działalność wydawnicza) bez szczegółów.
Ciężko jest omawiać udział w wydarzeniach bez reprezentacji pewnej idei. Jeśli pojawi się okazja do dofinansowania aktywności; co będzie wymagało pewnej rejestracji, osobowości
prawnej; temat ten napewno będzie omawiany w razie potrzeby. Na pewno nie teraz. Jeszcze
nie.

R: Mimo to, nadal mowa o ogromie pracy. Skoro uważa Pan te założenia za realne, jaką
 perspektywę czasową Pan przyjmuje?

P. W: W pierwszym rzędzie należy stworzyć środowisko. Autorów, projektów, społeczności... To
rok kalendarzowy, aby efekty były conajmniej pozytywne i zauważalne.
Kolejno- przyznam- zagadnienie trudne i nieco bardziej marzycielskie. Stworzenie takiego
zestawu narzędzi informatycznych, które pozwolą autorowi na stworzenie od podstaw swojej 
publikacji samodzielnie bądź jako udział w pracy zbiorowej. Z kooperacją online z innymi 
uczestnikami platformy na różnych etapach. Wsparciem oprogramowania typu "opensource". W końcu wydruk książki w systemie self publishing'u wraz z opcją wyboru drukarni na zasadzie
porównywarki, lub też dołączenia do wydania zbiorowego. W tym przypadku przy najbardziej
optymistycznych prognozach z mojej strony- dwa lata.To plan minimum.

R: Teraz zaczął Pan już pisać science-fiction!

P. W: Dla mnie ten "pisarskiWindows" to najtrudniejsza karta do zrealizowania; wymagająca tyle
 analiz potrzeb, modeli funkcjonowania. Sam postrzegam ją jako dość...wybujałą. Ale ciekawie
byłoby mieć takie narzędzie do dyspozycji .Zatem poczekam na rozwój tej tematyki w czasie.
Narazie trudno mi powiedzieć więcej. Chociaż bardzo bym chciał. Kiedy będzie to możliwe, 
chętnie podzielę się najnowszymi informacjami na ten temat.

R: Wracając do teraźniejszości przypomnę, że wspominał Pan o kolejnej książce.

P. W: Tak.W tym roku kalendarzowym ukaże się tytuł "CzarnaSeria.*ConfessionTheology"-
kontynuacja wydawnictwa Cumverbis. JakoVolumen2. W tegorocznych ramach znajdzie
miejsce także tom poświęcony tylko i wyłącznie poezji. Opcjonalnie: eksperyment literacki pt.
"Głucholec." W sumie od dwóch do trzech pozycji.
Wszystkie będą wydane samodzielnie po dokonaniu wyboru drukarni obsługującej projekt Cum
Verbis. Istnieje również plan na Volumen 3 poświęcony tylko jednemu dużemu utworowi. To już 
ewentualny rok 2022.

R: Zatem każda kolejna numeracja to nowy rocznik, zgadza się?

P. W: Tak. Według mnie to najlepsze rozwiązanie. Ponadto świetny grunt pod tytuły seryjne,
niekoniecznie mojego autorstwa.

R: O czym będzie Pana najnowsza pozycja?

P. W: W "CzarnejSerii." koncentruję się na "złej" części ludzkiej natury. Dokonuję wiwisekcji 
podstaw konstrukcji człowieka, teologi i otaczającego go świata. Na zewnątrz i wewnątrz.

R: Zakładam, że nawięcej szczegółów musimy poczekać do zakończenia prac nad materiałem...

P. W: Lub szukać informacji na:

Https://wojdalski-pisze.blogspot.com
https://m.facebook.com/CumVerbis/

R: Myślę że po zapoznaniu się z tym, co Pan nam przekazał, na pewno warto to zrobić. A w związku z niektórymi aspektami tej rozmowy wrócimy do niej nie raz.

P. W: Ja również dziękuję za poświęcony czas. I zapraszam ponownie!

=============================================================

Kochani ja również dziekuję, że poświęciliście czas by zapoznać się z tym obszernym wywiadem. Moim zdaniem to bardzo ciekawy pomysł, a Wy co sądzicie?