Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2026

(10/26). SZALONE PORTO

 
    Autor: Jolanta Kosowska

    Wydawnictwo: Zaczytani

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 286

    Data premiery: 06. 08. 2025

 *Google

    Jolanta Kosowska Urodzona na Opolszczyźnie, przez większość życia związana z Wrocławiem, Opolem i Sobótką, absolwentka wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych w Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu lekarka, specjalistka w trzech dziedzinach medycyny. Nieustannie szuka nowych wyzwań i swojego miejsca na ziemi. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Dreźnie. Jest związana z drezdeńską Polonią. Dzieli swój czas pomiędzy pracę zawodową, podróże i pisanie. "Szalone porto" jest dwudziestą pierwszą powieścią autorki.
(Źródło: Okładka książki)

    Miasto pełne kolorów może skrywać mrok…
Życiowe plany Martyny runęły jak domek z kart. Gdy na kilka tygodni przed ślubem odkryła, że ukochany ją zdradza, odwołała uroczystość. Zamierza zrezygnować także z długo wyczekiwanej podróży poślubnej do Portugalii.
Odwodzi ją od tego Clara. Znajoma lektorka proponuje jej gościnę w mieszkaniu w Porto, a Martyna przystaje na jej propozycję. Po dotarciu na miejsce, zachwyca się pięknem miasta, jednak dostrzega też jego drugie oblicze – ubóstwo. Wkrótce poznaje jednego z bezdomnych, młodego Gaspara, a on stopniowo wciąga ją do swojego nietypowego świata.
Z czasem Martyna odkrywa, że ci, którzy nie mają nic, znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. Ktoś na nich poluje. Morderca pozostaje nieuchwytny, a na jego celownik trafia także Gaspar. Martyna mimowolnie angażuje się w sprawę. Wkrótce – wśród ludzi, których nikt nie zauważa – odkryje, po co tak naprawdę tu przyjechała…
(Opis wydawcy. Źródło: Okładka książki)

    Dzień dobry serdeczne! Przy każdej kolejnej książce Jolanty Kosowskiej powtarzam, że autorka jest dla mnie mistrzynią w tym co robi, a jej literacki styl "maluje" przed oczami przepiękne, magiczne i tajemnicze obrazy, przenoszące czytelnika w najpiękniejsze zakątki świata i pokazując życie tam takim, jakie jest bez kolorowania i upiększania, z wszystkimi jego wadami i zaletami, plusami i minusami, radościami i smutkami. 
Nie inaczej jest i tym razem... za każdym razem gdy sięgam po kolejną książkę, wiem, że czeka mnie piękna i emocjonalna podróż... nie tylko w wyjątkowe miejsca, których nie znajdziemy w tradycyjnym przewodniku, ale przede wszystkim w głąb ludzkich serc i dusz.

Ta jak w każdej poprzedniej książce i tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Niejednokrotnie odkryjemy drugie a może nawet i trzecie dno... Genialnie skrojony wątek kryminalny, który tu się znalazł, najpierw złamał mi serce, przeczołgała emocjonalnie, a na koniec przewrócił całą teorię, którą stworzyłam do góry nogami.
Autorka cudownie buduje klimat tajemniczości i sprawia, że momentami niepokój opanowuje całe ciało, rozbudza niesamowite emocje i wyostrza wyobraźnię. Wczuwając się w fabułę, niejednokrotnie miałam gęsią skórkę, wyobrażając sobie opustoszałe ciemne uliczki, oczy bezdomnych obserwujące przechodniów z ciemnych bram, czy odbijające się od ścian zaniedbanych kamienic echo kroków... adrenalina potrafiła podskoczyć.

Książkę czyta się doskonale, choć początek może wydawać się dość monotonny, potem gdy główna bohaterka znajduje się już w docelowym miejscu, akcja nabiera tempa i rumieńców. 
Naprzemienna narracja głównych bohaterów pozwala poznać ich głębiej. Ich spojrzenie na świat wywołuje całą masę emocji, niejednokrotnie zaskoczenie, wzruszenie, ale i współczucie. Zmusza do refleksji nad trafnością podejmowanych przez nich decyzji... Zdecydowanie Gaspar jest moim faworytem tej historii, ale z każdym z nich łatwo się utożsamić, zrozumieć ich emocje i motywy, którymi się kierują, odnaleźć w nich cząstkę siebie.
Autorka jak zawsze porusza wiele trudnych tematów, które zostają otwarte gdzieś z tyłu głowy i sprawiają, że nie tak łatwo przejść nad nimi do porządku dnia codziennego.

Jest to któreś z kolei spotkanie z twórczością pani Joli i nadal podtrzymuję swoje zdanie, że należy Ona do kanonu moich ulubionych twórców. 
Jeśli jeszcze nie znacie książek pani Joli, koniecznie to nadróbcie, bo autorka pisze niesamowicie piękne i  życiowe historie, wplatając w nie przepiękne miejsca.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Przepiękne i barwne opisy wpływają na wyobraźnię, łatwo jest się odnaleźć w sytuacji tuż obok bohaterów, odnosi się wrażenie, że jest się częścią powieści i jest to niezwykle magiczne uczucie. Jolanta Kosowska po raz kolejny udowodniła, że po przeczytaniu jej nowej powieści będzie się chciało zabrać plecak i wyruszyć w podróż szlakami opisanymi w książce.

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Zaczytani.



niedziela, 1 grudnia 2024

(151/24). OPOWIEŚĆ O JAPOŃSKIM NOWYM ROKU

 
    Autor: Paulina Wojnarowska- Wrońska

    Wydawnictwo: Ridero

    Gatunek: Literatura faktu, Podróżnicza

    Liczba stron: 274

    Data premiery: 20. 10.2024

 *Google

    Paulina Wojnarowska- Wrońska pasjonatka kultury japońskiej, interesująca się zwłaszcza zwyczajami, kuchni i literaturą, Od ośmiu lat współpracuje z redakcją kwartalnika "Torii" poświęconego tematyce japońskiej, na łamach którego ma okazję publikować artykuły z kręgu jej zainteresowań. Na co dzień wciąż poszukuje japońskich ciekawostek i wplata je w swoją życiową rutynę, dzieląc się efektami swoich wyczynów w mediach społecznościowych. Niemalże z uporem maniaka próbuje udowadniać, że choć z pozoru nasze kultury są zupełnie różne, a Japonię zwykło się przedstawiać jako kraj pełen dziwactw, to pewne prawdy, potrzeby i dążenia ludzi są zupełnie uniwersalne na całym świecie, więc w rzeczywistości więcej jest tego, co może nas łączyć, aniżeli dzielić.
(Źródło: Okładka książki)

    "Opowieść o japońskim Nowym Roku" to książka częściowo poważna, bo przedstawiająca skrupulatnie współczesne i historyczne zwyczaje Japończyków związane z jednym z najbardziej dla nich rodzinnych świąt — Nowym Rokiem. To też beztroskie wyznania autorki, której jedynie wygląd zdradza, że już od wielu lat może uczestniczyć w wyborach, a bo jak twierdzi stan umysłu ma rodem z piaskownicy. W pogoni za magią świąt i Japończykami wciela ich zwyczaje we własne życie — tutaj i tam, na drugim końcu świata.
(Opis wydawcy)

    Dzień dobry serdeczne! Zaglądając tu do mnie na blog, wiecie, że uwielbiam książki podróżnicze. Są one dla mnie oknem na świat i dzięki nim mogę choć trochę poznać różnorodną mentalność, kulturę, tradycje i obyczaje panujące nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. "Zwiedzić" zabytki, wyobrazić sobie smak, barwę i zapach danego kraju czy regionu- jest to dla nie zawsze cenna lekcja, a gdy jeszcze autor danej książki opowiada o historii danego regionu z pasją, zbytnio nie ubarwia i nie koloryzuje, zachowuje neutralność i dystans co do wydarzeń które działy się w tym miejscu, a w zamian intryguje, rozbudza wyobraźnię, fascynuje i pokazuje emocje Autora, ja jestem wielce uradowana i z radością wyruszam w kolejną "podróż"...  Tym razem "wyruszyłam" do Japonii- kraju, o którym nadal niewiele wiem, choć kilka książek dotyczących tego kraju już poznałam. 
Po skończonej lekturze "Opowieści o japońskim Nowym Roku" jedyne czego jestem pewna, to to, że japońska kultura jest fascynująca, nieco zwariowana i bardzo odmienna od europejskiej. To jedna z tych kultur, które się pokocha bądź znienawidzi, ale na pewno nie będzie się o niej myśleć obojętnie, bo kultura Japonii to harmonijne połączenie tradycji i nowoczesności. Autorka zabrała mnie w fascynującą podróż, z której wróciłam z wypiekami na twarzy i dodanym kolejnym marzeniem do listy rzeczy, które muszę zrobić jeszcze w swoim życiu- uczestniczyć w obchodach japońskiego Nowego Roku. 

Książka rozpoczyna się dość podręcznikowo, Autorka przedstawia chronologię powstawania państwa, kształtowanie się kultury,  tradycji i obyczajności, poprzez przejmowanie władzy w państwie przez kolejne rody, pojawienie się samurajów a kończąc na czasach obecnych. Początkowo są to suche fakty ale jeśli przez nie przebrniecie, gwarantuję, że przeniesiecie się do fascynującej przygody. Autorka w bardzo przyjemny i błyskotliwy spokój opowiada o tym jak bardzo pragnęła przenieść troszkę Japonii do naszego kraju, barwnie opisuje przygody z kuchni, poszukiwań zamienników, które wykorzysta do zamienników tradycyjnych ozdób i dań. Wszystko to podane jest w przesympatyczny sposób, uśmiech nie schodzi z ust.
Druga część książki to emocjonalny i energetyczny zapis podróży po tym wyjątkowym kraju. Autorka dzieli się swoimi przemyśleniami, opowiada o tradycjach i obrzędach, których była świadkiem, przemyca mnóstwo wiedzy i ciekawostek, nie brakuje tu japońskich wierzeń i mitologii. A wszystko to w taki sposób, że nie sposób odłożyć książki na bok. Całość okraszona jest kilkunastoma zdjęciami, z których bije olbrzymia pasja i miłość do tego wyjątkowego kraju.

Bardzo się cieszę, że ta książka trafiła do mojego domu i pozwoliła mi się przenieść w tak ekscytujący świat. Autorce w tym miejscu gratuluję nie tylko książki, ale i tego spełnia swoje marzenia. Trzymam kciuki za to, żeby jeszcze nie raz spędziła swój wymarzony Nowy Rok w towarzystwie Japończyków.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To pięknie napisana książka o pasji, spełnianiu marzeń, ale także swoisty przewodnik po tym co warto docenić i zauważyć w Japonii, jak odnaleźć jej magię i poczuć ją całym sobą.

POLECAM...

"Jak już wspomniałam, zadowolona z sukcesu po przyrządzeniu idealnego w moim mniemaniu kuromame opróżniłam żeliwne naczynie i włożyłam do niego wszystkie składniki gulaszu. Efekt był zniewalający. Nie mam pojęcia, jaka reakcja zaszła tym razem, ale kiedy po około półgodzine podniosłam pokrywkę, okazało się, że ugotowałam danie na miarę samej Bridget Jones. Wszystkie jasne składniki- a więc taro, korzeń lotosu, korzeń łopianu i kurczak- przybrały ciemnoniebieski kolor. Gości byli zachwyceni, ale głównie oryginalnym wyglądem dania, gdyż smak tym razem szczególnie nie dopisał, a wszyscy zgodnie stwierdzili, że na długo zapamiętają przede wszystkim właśnie opisane przed chwilą konyaku."
    - Paulina Wojnarowska- Wrońska "Opowieść o japońskim Nowym Roku" str. 109 

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorce.

piątek, 16 sierpnia 2024

(111/24). POWITANIE SŁOŃCA

 
    Autor: Katarzyna Sarnowska

    Wydawnictwo: LUCKY

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 372

    Data premiery: 20.05. 2024

 *Google

     Katarzyna Sarnowska Katarzyna Sarnowska pisarka, tłumaczka z języka angielskiego, żona, mama. Miłośniczka jogi, jazdy na rowerze i dobrej książki. Autorka powieści: "Smak życia", "Miłość w kolorze sepii", "Szept Anioła" oraz serii "Nad Jeziorakiem", w której ukazały się - "Rejs po szczęście", "Serce za burtą", "Za sterami życia" oraz "Miłość w żagle". W swych książkach stara się podnosić czytelniczki na duchu i nieść nadzieję.
Najchętniej szuka inspiracji w szumie morskich fal. Uwielbia podróże, poznawanie obcych kultur i
smaków. http://www.katarzynasarnowska.pl
(Źródło: Lubimy czytać)

    Beata po nieudanym małżeństwie pragnie odzyskać duchowy spokój i osiągnąć wewnętrzną wolność. To jest główny powód jej podróży do Indii. Zwiedzając kraj, staje się świadkiem wielu zaskakujących i niezwykłych wydarzeń. Joga pozwala jej oderwać się od natłoku niechcianych wrażeń i natarczywych wspomnień.
Choć nie szuka ani miłości, ani nowego związku, szybko staje się obiektem zainteresowania dwóch zupełnie różnych mężczyzn. Dla Beaty otwierają się nowe perspektywy, na które do niedawna nie była gotowa.
Czy w tym pełnym egzotyki kraju odnajdzie spokój ducha?
A może zupełnie niespodziewanie ulegnie nieznanym wcześniej pokusom?
(Opis wydawcy)

   Ta wyprawa nie mogła zacząć się gorzej: już pierwszego dnia swojego pobytu w Indiach Beata zostaje okradziona. Na szczęście dzięki człowiekowi, który postanawia jej pomóc, staje na nogi i postanawia mimo wszystko kontynuować podróż. Wie już jednak, że będzie musiała zweryfikować swoje wyobrażenia dotyczące tej upragnionej "wycieczki życia", zostawić za sobą zachodni sposób myślenia i kierować się zasadą: "Nie oczekuj niczego, bądź gotowy na wszystko"... 
Wkrótce Beata pozna świat, o którym tak naprawdę niewiele wie, uwikła się w zaskakujący trójkąt, przeżyje pełen namiętności romans i zrozumie, że najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy zupełnie się ich nie spodziewamy...
Nie będę opisywać więcej fabuły, bo w tej historii dzieje się mnóstwo, a każdy wątek powiązany jest z poprzednim, bądź jest przyczyną następnego, przez co nie chciałabym Wam czegoś nieopatrznie zaspojlerować, tym bardziej że wydawca już wiele ujawnia...

Indie fascynują mnie odkąd pamiętam i jestem bardzo zaskoczona faktem, że książka pani Sarnowskiej wywołała we mnie tyle skrajnych odczuć. Z jednej strony jest naprawdę intrygująco, a z drugiej strony czuję jakiś niedosyt, być może nawet pewnego rodzaju rozczarowanie, bo spodziewałam się głębszego przekazu i pokazania jaki ten kraj jest naprawdę...
Indie odbieram jako kraj, w którym ludzie są wdzięczni za każdą drobnostkę, która przytrafiła im się w życiu i wierzących, że po coś (ta drobnostka) ona się stała, to kraj najróżniejszych świąt i religii, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie i gdzie wyznawcy różnych religii potrafią żyć obok siebie, a nawet co (czasami mocno) zaskakujące wspólnie świętować, choć czci się zupełnie innego Boga. Ten kraj to wielobarwne festiwale, medytacja, joga, świątynie w tym mój ukochany - Tadż Mahal- pomnik poświęcony miłości, to tańce i jedzenie- każdy region to inny smak, każdy ma swoje wyjątkowe i niezapomniane smaki. Dla mnie Indie to jedność i różnorodność w jednym, to miłość i nienawiść, to tradycja i nowoczesność, to bogactwo i skrajna bieda, to przesyt i walka o przetrwanie do jutra... Tylko że w tej książce tak mało tych Indii, o których piszę, znalazłam. Autorka równie dobrze mogła umieścić fabułę książki w każdym innym kraju i w sumie wyszłoby na to samo. Po opisach trudno poczuć klimat tego kraju, bohaterka gdziekolwiek pojedzie je to samo, pije to samo, odkrywanie tego kraju traktuje jak karę nie przyjemność, i choć Autorka dość dokładnie opisuje poszczególne miejsca, jakoś nie umiałam wykrzesać z tych opisów tego specyficznego flow, które porwałoby mnie od pierwszych stron. Poznajemy za to doskonale główną bohaterkę, jej podejście do życia, nowych związków, przyjaźni z innymi nacjami, i smutno jest mi to stwierdzić, ale jakoś nie mogłam jej polubić, choć w niektórych momentach naprawdę dobrze ją rozumiałam- przypadły mi do gustu jej rozważania na różne tematy, momentami dość mocno filozoficzne, ale pokazujące życie, takim, jakie jest bez zbędnego koloryzowania, zmuszając przy tym do głębokiej refleksji, zgadzałam się z nią, jednak z drugiej strony ciągle coś mi w niej zgrzytało. 
Mimo tych zarzutów bohaterowie są ciekawie wykreowani i poprowadzeni, nie ma tu nikogo zbędnego, każdy wiele do tej historii wnosi. Są oni niezwykle emocjonalni, obdarzeni całą gamą uczuć. Moim ulubieńcem zdecydowanie stał się Maruti- człowiek z zasadami, skrywający w sobie wiele bólu i tajemnic, bezpośredni, może trochę irytujący, ale na pewno życzliwy i pomocny.
Akcja jest różnorodna, raz pędzi na złamanie karku, momentami mocno zwalnia, czułam się jak na górskiej kolejce tuż przed runięciem w dół. Na pewno nie brakuje tu elementu zaskoczenia, jeśli poznało się już wszystkie motywy  i oczekiwania, które kierują bohaterami, choć zakończenie jest dość przewidywalne.
Dlatego mam właśnie problem z tą historią, z jednej strony ciągnęło mnie do niej bardzo, chciałam ją poznać, ale z drugiej ciągle miałam z tyłu głowy, że to nie jest to, na co się nastawiłam... było mi za mało Indii w Indiach....

    Czy polecam?
Myślę, że tak, bo jest to ciekawa opowieść o relacjach uczuciach i emocjach. Jestem przekonana, że każdy tę historię odbierze inaczej. Może dla mnie to nie był odpowiedni czas, i nie znalazłam w niej tego czego szukałam, jednak Was zachęcam z całego serca do sięgnięcia o nią, i spojrzenia na Indie oczami bohaterki, do ich poznawania. 

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Lucky.

środa, 3 lipca 2024

(89/24). USA CZĘŚĆ ZACHODNIA

 
    Autor: Kamila i Paweł Florczak

    Wydawnictwo: Bezdroża

    Gatunek: Przewodnik, Podróżnicza

    Liczba stron: 320

    Data premiery: 30. 06. 2024

 *Google

    Kamila i Paweł Florczak Autorzy bloga podróżniczego readyforboarding.pl, kilku książek i e-booków o ciekawych miejscach w Polsce i na świecie oraz poradników o podróżowaniu z dziećmi. Ich blog jest czytany rocznie przez ponad milion osób, a na kanałach w social mediach inspirują do podróży ponad dwieście tysięcy ludzi. Na co dzień mieszkają w Łodzi, wcześniej przez dwa lata mieszkali za granicą, a w trakcie wszystkich swoich podróży zwiedzili ponad 40 krajów, z czego więcej niż 30 z dziećmi. Ich wspólną pasją są oczywiście podróże, próbują nią zarazić trójkę swoich dzieci, z którymi podróżują już prawie osiem lat.
(Źródło: Okładka książki)

    Zachód Stanów Zjednoczonych - to tutaj z jednej strony wkracza się do tętniących życiem miast pełnych drapaczy chmur, a z drugiej łapie oddech w parkach narodowych ukazujących najpiękniejsze miejsca na świecie.
Zapraszamy w podróż od wybrzeża Pacyfiku, przez Góry Skaliste, po Wielkie Równiny - aby odkryć niepowtarzalne piękno, które charakteryzuje te rozległe tereny. Zabierzemy Cię do największych metropolii, prezentując urokliwe San Francisco, pełne parków rozrywki i kultowych miejsc Los Angeles oraz słynące z kasyn i luksusowych hoteli Las Vegas. Odwiedzimy zagłębia nowych technologii takie jak kalifornijska Dolina Krzemowa, a także zajrzymy do miasteczek pamiętających czasy gorączki złota, wśród nich opuszczonych osad, nad którymi unoszą się duchy dawnych kopalni.
Pokażemy też kiedy najlepiej pojechać do USA, na co zwrócić uwagę, gdzie nocować, jak wynająć samochód i jak przemieszczać się na miejscu, czyli wszystko, co potrzebne, aby dobrze zaplanować wyjazd.
(Opis wydawcy)

    Uwielbiam czytać książki podróżnicze. Są one dla mnie oknem na świat i dzięki nim mogę choć trochę poznać różnorodną mentalność, kulturę, tradycje i obyczaje panujące nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. "Zwiedzić" zabytki, wyobrazić sobie smak, barwę i zapach danego kraju czy regionu- jest to dla nie zawsze cenna lekcja, a gdy jeszcze autor danej książki opowiada o historii danego miejsca, nie ubarwia i nie koloryzuje, zachowuje neutralność i dystans co do wydarzeń które działy się w tym miejscu, a w zamian intryguje, rozbudza wyobraźnię, a przy tym jeszcze nie przynudza masą zbędnych dat (które za chwilę i tak zapomnę) jestem wielce uradowana i z radością wyruszam w kolejną "podróż"... W tym przypadku także nie mamy do czynienia ze zbiorem suchych faktów i wytycznych, gdzie trzeba koniecznie pojechać i co zobaczyć, ale z doskonale napisaną opowieścią pełną wskazówek inspiracji, przydatnych informacji, którą się genialnie czyta.
Autorzy na początek serwują garść istotnych i praktycznych informacji i zaraz zabierają nas w wyjątkową podróż  od wybrzeża Pacyfiku, przez Góry Skaliste, po Wielkie Równiny - razem z nimi odkrywamy różnorodność i piękno, które charakteryzuje te rozległe tereny. Trafiamy do największych metropolii, takich jak urokliwe San Francisco, pełne parków rozrywki i kultowych miejsc Los Angeles oraz słynące z kasyn i luksusowych hoteli Las Vegas. Odwiedzamy zagłębia nowych technologii takie jak kalifornijska Dolina Krzemowa, i zajrzymy do miasteczek pamiętających jeszcze czasy gorączki złota. 
Wszystkie te miejsca są nie tylko dokładnie opisane, ale i pokazane na przepięknych zdjęciach, które chce się oglądać bez przerwy. Autorzy włożyli w tę książkę dużo pracy i naprawdę to zaangażowanie widać na każdym kroku. Przewodnik czyta się momentami fenomenalnie, a barwne opisy łatwo pozwalają wyobrazić sobie przedstawiane miejsca.

Jestem zauroczona tym przewodnikiem, pięknym wydaniem i mnóstwem merytorycznej wiedzy i całą masą przydatnych wskazówek. Bardzo się cieszę, że na nią trafiłam, czy kiedyś wybiorę się do opisywanych miejsc? Być może, jeśli tak, to ta książka na pewno będzie mi towarzyszyć.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Przewodnik "USA. Część zachodnia" to kompendium wiedzy, które zadowoli każdego, zarówno doświadczonego podróżnika, który już zna stany Zjednoczone, jak i  laika, który dopiero planuje swą pierwszą podróż w ten rejon świata.

POLECAM...

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Bezdroża i grupie wydawniczej Helion.

poniedziałek, 27 maja 2024

(71/24). KORONA GÓR POLSKI. SZCZYTY POWYŻEJ 1000 M N.P.M.

 
    Autor: Marek Marcinowski

    Ilustracje: Mariusz Hołod

    Wydawnictwo: Anatta sp. z o.o.

    Gatunek: Literatura dziecięca, Przewodnik

     Liczba stron: 34

    Data premiery: 31. 07. 2023

 *Google

     Marek Marcinowski- Niepoprawny marzyciel. Pasjonat rynków finansowych, podróży i fotografii. Hobbistycznie trenuje fechtunek. Uwielbia łamigłówki, szachy i jazdę na rowerze.
Wielki fan gier planszowych i obserwacji astronomicznych.
(Źródło: Lubimy czytać).

    W drugim tomie Julka i Krzyś, dwoje młodych poszukiwaczy przygód, bierze sobie za cel zdobycie wszystkich szczytów Korony Gór Polski powyżej 1000 m n.p.m. Razem z bohaterami czytelnicy odkryją malownicze krajobrazy polskich tysięczników oraz poznają fascynujące stworzenia, które tam mieszkają. Ta barwna i pięknie ilustrowana bajka dostarczy młodym czytelnikom nie tylko wielu emocji, ale również pobudzi ich wyobraźnię, poszerzy wiedzę i zainspiruje do górskich wędrówek.
"Z całego serca polecam wszystkim zdobywanie szczytów Korony Gór Polski, jak również wszystkie wyprawy górskie. Wycieczki pozwolą Wam nabrać kondycji fizycznej i utrzymać ją, jak również wypocząć psychicznie i zapomnieć o trudach codzienności. W górach będziecie obcować z naturą i podziwiać piękne widoki, jakich nigdzie indziej nie zobaczycie. Pamiętajcie tylko o konieczności przygotowania się na każde warunki pogodowe (deszcz, słońce, wiatr czy śnieg). Zabierzcie ze sobą odpowiednie obuwie, a wyprawy pozostaną niezapomniane" – Krzysztof Orzechowski, miłośnik gór, Zdobywca Korony Gór Polski, a także niezliczonej liczby odznak i jeszcze większej liczby szczytów. Zwyciężył w symultanie szachowej z Viswanathanem Anandem, mistrzem świata w latach 2007-2013.
Dedykowany przedział wiekowy: 5-12 lat.
(Opis wydawcy)

        "Korona Gór Polski. Szczyty powyżej 1000 m n. p.m." to już trzecia książka cyklu dla dzieci "Podróże Julki i Krzysia". W części pierwszej zwiedzaliśmy zamki Polski południowej, a w drugiej poznaliśmy 14 górskich szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski, ale mierzących poniżej 1000 m n.p.m.
Dziś przyszła kolej na kolejną przygodę w towarzystwie tych uroczych dzieciaków i ich rodziców... Tym razem poznamy kolejnych czternaście szczytów, które wliczają się do Korony Gór Polski (jest to 28 najwyższych szczytów we wszystkich dwudziestu ośmiu pasmach górskich występujących w naszym kraju).
Wędrując z rodziną, poznajemy podstawowe zasady i tajniki wspinaczek górskich, obserwujemy górską florę i faunę, dowiadujemy się o wielu ciekawych miejscach zlokalizowanych pod poszczególnymi szczytami i przede wszystkim przypominamy sobie, że czasami lepiej odpuścić i wrócić na dany szczyt  niż narazić się na niebezpieczeństwo lub utratę zdrowia. Przy okazji my dorośli możemy sobie przypomnieć, a nasze dzieci nauczyć, że czas spędzony z najbliższymi to najcenniejszy i najpiękniejszy prezent, jaki możemy sobie wzajemnie ofiarować w tym zabieganym świecie.
Czy udało się zdobyć wszystkie szczyty, nie zdradzę, ale jestem przekonana, że po lekturze tej książki nabierzecie nieodpartej ochoty na wiele pieszych wycieczek, a kto wie, może wyruszycie nawet na górskie szczyty i sami zdobędziecie Koronę Gór Polski?

Czytając moje poprzednie opinie o książkach edukacyjnych pana Marcinowskiego, wiecie już, jak bardzo cenię sobie twórczość tego autora. 
Wszystkie te książki w bardzo przyjemny sposób wprowadzają młodego czytelnika w otaczający go świat, a przy okazji i dorosły czytelnik może zaczerpnąć z nich sporo inspiracji do rozmów i spędzenia wspólnego czasu ze swoją pociechą.
Dokładnie tak samo jest i w tym przypadku. 
Książeczka jest przepięknie wydana, opatrzona wieloma barwnymi przyciągającymi wzrok ilustracjami. Doskonale współgra ze swoimi poprzedniczkami ("Zamki Polski Południowej", "Korona Gór Polski. Szczyty poniżej 1000 m n.p.m."), również tutaj na początku znajdziemy mapę przedstawiającą położenie tych czternastu szczytów, a na końcu miejsce na pieczątki, które można zdobyć po ich osiągnięciu. W tym miejscu doskonale sprawdza się twarda okładka, która nie zniszczy się tak szybko, gdy książka będzie towarzyszyć małym piechurom na niejednym szlaku.
Książeczka przepełniona jest wieloma ciekawostkami, merytoryczną wiedzą, tekst jest bardzo przejrzysty i zrozumiały dla maluchów.
Jak zawsze na końcu znajduje się również quiz sprawdzający, ile zapamiętaliśmy z opowieści, oraz pomysły na to jak spędzić wspólnie czas. Na kartach książki ukryte jest ważne przesłanie, którą dzieci muszą ułożyć z rozsypanych i ukrytych na kartach książki literek.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Książka jest idealna zarówno dla młodszego jak i starszego czytelnika, rozbudzająca ogromny apetyt na podróże... Te małe i te duże, stawiająca wyzwania, ale i niestrudzenie towarzysząca w drodze do ich realizacji.

POLECAM...

"Redyk to wielkie góralskie święto. Zwierzęta wszystkich gospodarzy spędza się w jedno wielkie stado, które nazywane jest kierdel. Gdy owce pasą się już na halach, pasterze budują sobie szałasy, czyli bacówki, w których mieszkają przez całe lato. Przed bacówką rozpalają ognisko nazwane watrą, które nie może zgasnąć przez całe pięć miesięcy!"
   - Marek Marcinowski "Korona Gór Polski. Szczyty powyżej 1000 m n.p.m" str. 5

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Autorowi.

środa, 8 listopada 2023

(137/23). SMARAN. KOLORY INDII

 
    Autor: Magdalena Stępień

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Podróżnicza, Obyczajowa

    Liczba stron: 402

    Data premiery: 23. 10. 2023

 *Google

    Magdalena Stępień Indie przytrafiły mi się po raz pierwszy w 2008 roku, kiedy to nie wiedząc, co mnie czeka, ale też nie zastanawiając się dwa razy, spakowałam walizkę i ruszyłam, zupełnie sama, zgłębiać tajniki lokalnego rynku nieruchomości. Kawałek mojego serca dalej błąka się po zatłoczonych, wypełnionych kolorami, zapachami i dźwiękami ulicach. Wróciłam tam po siedmiu latach, a potem jeszcze raz... Moje wyjazdy budziły zainteresowanie- każdy chciał wiedzieć "jak naprawdę jest", jednak na pytania o ten niesamowity kraj nie ma prostych odpowiedzi. Dla każdego zdania, które wypowiadałam, zawsze mogłabym dołożyć drugie, o przeciwstawnym znaczeniu- i obydwa byłyby prawdziwe. "Smaran. Kolory Indii" jest moim prezentem dla wszystkich, których interesują wyczerpujące odpowiedzi.
(Źródło: Okładka książki) 

    Dla Dominiki właśnie zaczyna się najbardziej egzotyczna przygoda życia: praktyki w firmie Pride Estates w Bengaluru. Dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę, że Indie to kraj kontrastów i nierówności społecznych, które mogą być dla niej trudne do zaakceptowania, a jednak rzeczywistość i tak ją zaskakuje. Każdy kolejny dzień spędzony w Bengaluru jest wyzwaniem i lekcją, podczas której Dominika zgłębia tutejszą kulturę, historię i tradycję. Dziewczyna poznaje mentalność Hindusów, uczy się, co wolno, a czego absolutnie nie, i zaczyna dostrzegać piękno w różnorodności i odmienności od europejskich zwyczajów. A i okazji do gorących romansów nie brakuje…
"Smaran. Kolory Indii" to fascynująca opowieść o Indiach początku XXI wieku, gdy przemiany społeczne dopiero raczkują, pozycja kobiet wciąż jest niższa niż krów, a lista tematów tabu zdaje się nie mieć końca. Jak odnajdzie się tu młoda, wyzwolona dziewczyna z Europy?
(Opis wydawcy)

    Indie fascynują mnie odkąd pamiętam i odbieram je jako kraj, w którym ludzie są wdzięczni za każdą drobnostkę, która przytrafiła im się w życiu i wierzących, że po coś (ta drobnostka) ona się stała. To kraj najróżniejszych świąt i religii, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie i gdzie wyznawcy różnych religii potrafią żyć obok siebie, a nawet co (czasami mocno) zaskakujące wspólnie świętować, choć czci się zupełnie innego Boga. 
Ten kraj to wielobarwne festiwale, medytacja, joga, świątynie w tym mój ukochany - Tadż Mahal- pomnik poświęcony miłości, to tańce i jedzenie- każdy region to inny smak, każdy ma swoje wyjątkowe i niezapomniane smaki. Dla mnie Indie to jedność i różnorodność w jednym, to miłość i nienawiść, to tradycja i nowoczesność, to bogactwo i skrajna bieda, to przesyt i walka o przetrwanie do jutra... 
Dużo miejsca poświęcone jest w tej historii kobietom, ich pragnieniom zbliżenia się kulturowo do Europejek,  ale i ogromnym przywiązaniu do tradycji.
Mnóstwo statystyk, które przytacza autorka, podnoszą momentami włosy na głowie, wydając się momentami niedorzecznymi, ale niestety są niezwykle autentyczne i wstrząsające. Wiedzieliście, że nadal w dwudziestym pierwszym wieku, czasami rodzicom bardziej się "opłaca" usunąć ciążę z żeńskim płodem, niż potem wydać pieniądze na posag? Wstrząsające prawda?
Autorka doskonale opisuje otaczający ją świat, pokazuje kulturę i obyczajność zwykłych ludzi, punktując przy tym różnice i podobieństwa, które nas łączą bądź dzielą. Przemyca przy tym mnóstwo ciekawostek i faktów dotyczących miejsc, w których akurat toczy się fabuła, a także takich, o których w życiu nie słyszeliście między innymi o rozlewni Coca Coli. Oczy momentami naprawdę wychodzą z orbit. Opowiada o ludziach, którzy mają istotny wpływ na poprawę życia ludzi z najniższych kast w społeczeństwie. O kilku z nich sama słyszałam, o kilku przeczytałam pierwszy raz, a ich działania są naprawdę godne podziwu.
Przyznam, że to mocno zaskakujące fakty, które zmusiły do wielu przemyśleń i refleksji nad tym czy wszystkie materialne rzeczy, które posiadam, są mi tak naprawdę potrzebne. 
Czy autorce udało się oddać ducha tego niezwykłego kraju, pokazać go tak jak Ona sam go widzi? W moim odczuciu tak!

Nie będę opisywać fabuły, bo w tej historii dzieje się mnóstwo, a każdy wątek powiązany jest z poprzednim, bądź jest przyczyną następnego, przez co nie chciałabym Wam czegoś nieopatrznie zaspojlerować, tym bardziej że wydawca już wiele ujawnia. Uwierzcie mi jednak na słowo, sięgajcie po tę książkę, bo naprawdę warto. 
Dałam się porwać przygodzie już od pierwszej strony, w której główna bohaterka spełnia swoje marzenie i staje na indyjskiej ziemi... Czytając tę historię, jeszcze bardziej zapragnęłam spełnić własne marzenie...
Napisana bardzo ładnym językiem, porywa w ten bajecznie kolorowy świat już od pierwszych stron, nie sposób się przy niej nudzić nawet przez sekundę. Wartka akcja gwarantuje stały dopływ adrenaliny i pozytywnych emocji. 
"Smaran. Kolory Indii" zaklasyfikowana jako książka podróżnicza, ale ja się z tym nie zgodzę. Dla mnie jet to mix gatunkowy, bo znajdziemy tu wszystkiego po troszku, mamy tutaj dobrą powieść obyczajową z gorącym romansem w tle, nutkę sensacji, a nawet kryminału, ocieramy się momentami o reportaż i książkę podróżniczą. Jestem nią oczarowana i bardzo się cieszę, że trafiła ona w moje ręce.
Jedyne czego mi tu brakło to zdjęcia, wprawdzie jest tu ich kilka, ale jak dla mnie zdecydowanie za mało ;)

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To intrygująca opowieść o ludziach, uczuciach i emocjach, w której każdy znajdzie coś dla siebie, przy okazji  poznając Indie takie, jakie są naprawdę... 

POLECAM...

"... Asdin też nie mógł się doczekać i przez kilka pierwszych miesięcy po przyjeździe ani przez chwilę nie narzekał na nadmiar czasu. Mogło to mieć pewien związek z tym, że idealnie wpasował się w tryb lokalny, w którym zegarek miał znaczenie drugorzędne. Był zachwycony, że nie musi się nigdzie śpieszyć i wreszcie wyrwał się spod terroru kalendarza. Z czasem jednak zauważył, że jeśli zebranie potrwa dwie godziny dłużej, to jemu nikt nie zapłaci za nadgodziny, nie przejmie się tym, że spóźni się na umówioną kolację czy do kina, a pracownicy Microsoftu w Paryżu nie będą skłonni przesuwać terminu oddania projektu."
                          - Magdalena Stępień "Samaran. Kolory Indii" str. 245

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 3 lipca 2023

(79/23). SIEDEMDZIESIĄT SIEDEM SŁONI

 
    Autor: Piotr Biedrzycki

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Obyczajowa, Przygodowa, Podróżnicza

    Liczba stron: 684

    Data premiery: 19. 09. 2018

 *Google

    Piotr Biedrzycki ur. w 1959 roku. Absolwent Wydziału Radia i TV im. Krzysztofa Kieślowskiego na Uniwersytecie Śląskim. Autor czterech tomików wierszy, laureat konkursów literackich, tekściarz, stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2003.
W 2015 roku zrealizował serię 17 odcinków telewizyjnego filmu podróżniczego "77 Słoni- Indie" opowiadającego o kraju, który jest jego wielką pasją i miłością.
(Źródło: Okładka książki)

    Pełna egzotycznych smaków, zapachów i barw historia jednej podróży, która zmieniła wszystko
Ta wyprawa nie mogła zacząć się gorzej: już pierwszego dnia swojego pobytu w Indiach Piotr zostaje okradziony i pobity. Na szczęście dzięki ludziom, którzy postanowili udzielić mu pomocy, wkrótce wraca do zdrowia i postanawia mimo wszystko kontynuować podróż. Wie już jednak, że będzie musiał zweryfikować swoje wyobrażenia dotyczące tej upragnionej "wycieczki życia", zostawić za sobą zachodni sposób myślenia i kierować się zasadą: "Nie oczekuj niczego, bądź gotowy na wszystko". Wkrótce Piotr pozna świat bollywoodzkiego filmu, zostanie uwikłany w narkotykową intrygę, przeżyje pełen namiętności romans i zrozumie, że najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy zupełnie się ich nie spodziewamy...
Tłoczne ulice Bombaju, fetor slumsu Dharavi, baśniowy Bollywood, idylliczne plaże Goa... trudno pozostać obojętnym wobec tej niesamowitej, pełnej kontrastów scenerii. Trzeba tylko mieć otwarte oczy i... pozwolić się nieść przygodzie!
(Opis wydawcy)

    Indie fascynują mnie odkąd pamiętam i jestem bardzo zaskoczona faktem, że książka pana Biedrzyckiego już od kilku lat istnieje na rynku wydawniczym, a ja dopiero teraz mam możliwość jej poznania, tym bardziej że serial (17 odcinków) "77 Słoni- Indie" znam doskonale i był on oglądany już kilkakrotnie (serdecznie go polecam). 
Indie odbieram jako kraj, w którym ludzie są wdzięczni za każdą drobnostkę, która przytrafiła im się w życiu i wierzących, że po coś (ta drobnostka) ona się stała, to kraj najróżniejszych świąt i religii, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie i gdzie wyznawcy różnych religii potrafią żyć obok siebie, a nawet co (czasami mocno) zaskakujące wspólnie świętować, choć czci się zupełnie innego Boga. 
Jest to kraj bardzo zróżnicowany pod względem geograficznym i krajobrazowym, przez co każdy region różni się do tego stopnia, że możesz mieć wrażenie podróży do zupełnie innego kraju. 
Od północy na południe, od zachodu na wschód panuje różny klimat, obejrzymy skrajnie różne krajobrazy, znajdziemy i góry i morze. A mimo to cały czas jesteś w Indiach. Ten kraj to wielobarwne festiwale, medytacja, joga, świątynie w tym mój ukochany - Tadż Mahal- pomnik poświęcony miłości, to tańce i jedzenie- każdy region to inny smak, każdy ma swoje wyjątkowe i niezapomniane smaki. Dla mnie Indie to jedność i różnorodność w jednym, to miłość i nienawiść, to tradycja i nowoczesność, to bogactwo i skrajna bieda, to przesyt i walka o przetrwanie do jutra... Czy autorowi udało się oddać ducha tego niezwykłego kraju, pokazać go tak jak On sam go widzi? W moim odczuciu tak!

Nie będę opisywać fabuły, bo w tej historii dzieje się mnóstwo, a każdy wątek powiązany jest z poprzednim, bądź jest przyczyną następnego, przez co nie chciałabym Wam czegoś nieopatrznie zaspojlerować, tym bardziej że wydawca już wiele ujawnia. Uwierzcie mi jednak na słowo, sięgajcie po tę książkę, bo naprawdę warto.
Mimo tego, że jest to bardzo obszerna lektura (ponad 680) stron, nie nudziłam się ani przez moment. Dałam się porwać przygodzie już od pierwszej strony, w której główny bohater spełnia swoje marzenie i staje na indyjskiej ziemi... Czytając tę historię, jeszcze bardziej zapragnęłam spełnić własne marzenie...
Wraz z głównym bohaterem wędrujemy od największych slumsów świata, po kojące wody Morza Arabskiego, zahaczając o kolorowy świat Boolywood, przebywając w historycznych miejscach, obserwując zataczające się koło życia w Varanasii. Otwieramy się na uczucia i emocje, a tych tutaj naprawdę nie brakuje. 
Akcja jest różnorodna, momentami goni na złamanie karku, nie dając złapać oddechu, by za chwilę zwolnić i dać odpocząć rozkołysanemu sercu. Nie sposób się przy tej książce nudzić, zaskakuje w niespodziewanych momentach, a barwne i plastyczne opisy pobudzają wyobraźnię, słowa malują przed oczami obrazy oddające barwy, zapachy i smaki.
Bohaterowie są ciekawie wykreowani i poprowadzeni, nie ma tu nikogo zbędnego, każdy wiele do tej historii wnosi. Momentami główny bohater może wydawać się zbyt pewny siebie, ale to dodaje mu tylko autentyczności i jakiegoś takiego... uroku? Bardzo przypadły mi do gustu jego rozważania na różne tematy, momentami dość mocno filozoficzne, ale pokazujące życie, takim, jakie jest bez zbędnego koloryzowania, zmuszając przy tym do głębokiej refleksji. Polubiłam go bardzo, choć moim ulubieńcem zdecydowanie został jego towarzysz Popu- cudowna postać.
Autor doskonale opisuje otaczający go świat, pokazuje kulturę i obyczajność zwykłych ludzi, punktując przy tym różnice i podobieństwa, które nas łączą bądź dzielą. Przemyca przy tym mnóstwo ciekawostek i faktów dotyczących miejsc, w których akurat toczy się fabuła, 

"Siedemdziesiąt siedem słoni" zaklasyfikowana jako książka przygodowa, ale ja się z tym nie zgodzę. Dla mnie jet to mix gatunkowy, bo znajdziemy tu wszystkiego po troszku, mamy tutaj dobrą powieść obyczajową z gorącym romansem w tle, nutkę sensacji, a nawet kryminału, ocieramy się momentami o reportaż czy książkę podróżniczą. Jestem nią oczarowana i bardzo się cieszę, że trafiła ona w moje ręce, choć żałuję, że tak późno...

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To intrygująca opowieść o ludziach, uczuciach i emocjach, w której każdy znajdzie coś dla siebie, przy okazji  poznając Indie takie, jakie są na prawdę... 

POLECAM...

"- [..] Pieniądze są bardzo ważne. Zbuduję za nie warsztat, warsztat zbuduje dom, dom zbuduje rodzinę, a rodzina to najcenniejsza i najważniejsza w życiu rzecz, ale nie chodzi tylko o pieniądze, bo one, rzeczywiście są źródłem zła. Chodzi o serce. Indyjskie serce. Serce w Indiach jest królem. W Indiach są bogowie, dużo bogów, miliony bogów, ale król jest jeden; indyjskie serce. To serce wynagradza i karze. Ty je zdobyłeś, jesteś dla nas dobry, król to wie. Jest nas miliard i dwieście milionów, gadamy dwustoma językami, ale serce mamy jedno, a ty je zdobyłeś. W Indiach umierający z głodu podzieli się ostatnim kęsem ryżu, bo rządzi nim Król Serce. Gdybyś był zwykłym gora, już dawno, wraz z kolegami przekręcilibyśmy cię na stoły, no i w ogóle, ale ty jesteś nasz gora, czyli trochę nie gora. Rozumiesz mister? Rozumiesz? Więc teraz, jak już to wiesz, to odpowiem na twoje pytanie. Tak, Dźutakarorpati, robię to dla kasy!"
                         Piotr Biedrzycki "Siedemdziesiąt siedem słoni" str. 431-432 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 26 czerwca 2023

(76/23).NOSTALGIA WSCHODU. ŚLADAMI UNITÓW

 
    Autor: Adam Wiesław Kulik

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Literatura podróżnicza, Reportaż

    Liczba stron: 556

    Data premiery: 10. 02. 2023

 *Google

    Adam Wiesław Kulik Absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Marii Curie- Skłodowskiej w Lublinie. Dziennikarz oraz autor filmów dokumentalnych, edukacyjnych, historycznych, biograficznych i reportażowych. Pisze zarówno poezję, jaki i powieści, opowiadania, reportaże, eseje historyczne i felietony. Za swoją twórczość otrzymał wiele nagród, m.in. nagrodę Bolesława Prusa, Nagrodę Artystyczną Miasta Lublin, nagrody na międzynarodowych festiwalach filmów telewizyjnych w Łucku i Częstochowie, a także Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Interesuje go tematyka wschodniego pogranicza i kresów.
(Źródło: Okładka książki)

    Tylko na polskich kresach poczujesz ten wyjątkowy rodzaj nostalgii, który na chwilę przeniesie cię w przeszłość.
Polskie pogranicze, choć ma bogatą i niezwykle burzliwą historię, wciąż pozostaje nieodkryte. A to przecież jeden z najbardziej urokliwych i różnorodnych zakątków Polski! Miejsce, w którym zachowały się relikty dawnych kresów z całą różnorodnością językową, architektoniczną i kulturową. Tu najlepiej widać ślady tego, czym była kiedyś Rzeczpospolita.
Dziś ten rozległy region rozciąga się na ziemiach Ukrainy, Litwy, Białorusi i Polski. Autor zabiera nas na rowerową wycieczkę po tych terenach. Ujrzymy urokliwe miejscowości Zamojszczyzny, Grodów Czerwieńskich i Roztocza, będziemy podziwiać niezwykłe budynki sakralne, zapomniane dwory oraz przepiękne malowidła, ikony czy rzeźby. To wszystko stanie się także przyczynkiem do opowieści o świecie, którego już nie ma, o historii bolesnej, a jednocześnie fascynującej, o wnioskach, jakie płyną z dziejów Kresowian…
(Opis wydawcy)

  Uwielbiam czytać książki podróżnicze. Są one dla mnie oknem na świat i dzięki nim mogę choć trochę poznać różnorodną mentalność, kulturę, tradycje i obyczaje panujące nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. "Zwiedzić" zabytki, wyobrazić sobie smak, barwę i zapach danego kraju czy regionu- jest to dla nie zawsze cenna lekcja, a gdy jeszcze autor danej książki opowiada o historii danego regionu, nie ubarwia i nie koloryzuje, zachowuje neutralność i dystans co do wydarzeń które działy się w tym miejscu, a w zamian intryguje, rozbudza wyobraźnię, a przy tym nie przynudza masą zbędnych dat (które za chwilę i tak zapomnę) jestem wielce uradowana i z radością wyruszam w kolejną "podróż"... 
W przypadku "Nostalgii Wschodu..." nie wszystko przypadło mi jednak do gustu. O tym trochę niżej...

Książka przekonuje mnie do siebie barwnymi opowieściami i trzeba tu przyznać, że napisana jest pięknym literackim językiem (pomijając kwestie polityczne itp.) Autor włożył w nią dużo pracy i naprawdę widać jego zaangażowanie na każdym kroku. Czyta się ją momentami fenomenalnie, a barwne opisy łatwo pozwalają wyobrazić sobie rozgrzane pola pełne zbóż, zachodzące nad nimi słońce, bzyczenie owadów czy ptasi trel.
Wraz z autorem i jego przyjaciółmi wybieramy się w podróż rowerem, zwiedzamy większe i mniejsze miasteczka, zaglądamy na wsie i przysiółki. Z wysokości rowerowego siodełka oglądamy pałace, zamki i mniejsze dworki, zaglądamy do zniszczonych, zapomnianych cerkwi i kościołów, oglądamy słynne na cały świat kapliczki i prawosławne ikony, z zadumą odwiedzamy zapomniane cmentarze i poznajemy wspomnienia ludzi żyjących na tych terenach od wielu lat, oglądających zmiany które tam zachodziły, na własne oczy. Autor w książce przytacza mnóstwo takich historii, opowiada o dziejach całych rodów. Poznamy historię "zwykłego" chłopa jak i wielkiego właściciela ziemskiego. Wszystkie te historie i opisy są niezwykle szczegółowe, ale przez to pozwalają poznać i "poczuć" tamten klimat. Dowiemy się, co ludzi inspiruje, czego pragną, jakie mają obawy związane z przyszłością. 
Całość okraszona jest mnóstwem fotografii, które odzwierciedlają różnorodność, ale przede wszystkim piękno i nietuzinkowość tego regionu, Pod tym względem książka bardzo przypadła mi do gustu, ale... 
No właśnie to, co mnie najbardziej rozczarowało, momentami zniesmaczyło, a nawet przeraziło to, to, że autor mocno i zbyt często akcentuje swoje poglądy polityczne, momentami nachalnie "wciskając" swoje przysłowiowe trzy grosze w tematy, przy których naprawdę należałoby zachować pamięć o ofiarach, zadumać się przez chwilę nad historią niezwykle tragiczną i bolesną po dzień dzisiejszy, oddać się zadumie, a nie politykować, wyzywać ludzi od hołoty, czerwonych szmat itd. itp. straszyć wydumaną ideologią i wróżyć z przysłowiowych fusów. Nie raz i nie dwa poczułam olbrzymie zniesmaczenie i zażenowanie. Szkoda, bo przez to podróż po Kresach dużo straciła na swej wyjątkowości. 
Mam przez to olbrzymi chaos w głowie i naprawdę trudno mi tę książkę jednoznacznie ocenić. Na pewno rozbudziła moją ciekawość, chcę jeszcze bliżej poznać te tak bardzo doświadczone przez lata tereny, a z drugiej strony czuję się jakbym przeczytała jakiś agitacyjny artykuł o tym co należy robić, kogo szanować a kogo szczerze nienawidzić.
Nie wiem, naprawdę nie wiem...

    Czy polecam?
Osobiście mam bardzo mieszane uczucia. Gdyby autor mnie pisał o polityce, byłabym zdecydowanie na tak. 
Teraz polecam, by każdy wyrobił sobie własne zdanie, sięgając po tą książkę, bo w niektórych momentach zdobyła jednak moje serce.

"Od Kosobud odchodzi w las droga brukowana kocimi łbami. Przy niej stoi do dziś stara leśniczówka. Jeszcze niedawno mieszkała w niej babcia Wanda Lotzowa, wdowa po leśniku, której swego czasu prywatną wojnę wydał- nie wiedzieć dlaczego- dyrektor Roztoczańskiego Parku Narodowego.
Babcia miała w zwyczaju przechadzać się po lesie z białym koniem, którego lubiła i traktowała jak psa. W niedzielę zawieszała na drzewie malutkie radio tranzystorowe i urządzała sobie mszę. Została nawet bohaterką radiowego reportażu. Dziś w leśniczówce urzęduje straż konna parku."
                - Adam Wiesław Kulik "Nostalgia wschodu. Śladami Unitów" str. 550

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Novae Res.

środa, 21 czerwca 2023

(75/23). NASŁUCHUJĄC PIEŚNI WIELORYBA

 
    Autor: Agnieszka Maliwiecka

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Obyczajowa

    Liczba stron: 238

    Data premiery: 12. 06. 2023

 *Google

    Agnieszka Maliwiecka Urodziła się w 1986 roku. Jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Przez dziesięć lat pracowała w bankach, korporacjach i restauracjach w poszukiwaniu własnej drogi. Uwielbia stare legendy, twórczość Marqeza i podróże. Inspiracji szuka w otoczeniu, szczególnie ludziach. Pierwszą książkę pisała przez długi czas i w wielu miejscach, m.in. w Polsce, Wielkiej Brytanii, Kambodży i Laosie. Wierzy, że właśnie literatura pozwala zarówno Czytelnikowi, jak i twórcy odbyć podróż w głąb siebie i świata.
(Źródło: Okładka książki)

    Tam, gdzie pojawia się głód drugiego człowieka, wszystko staje się tak bardzo oczywiste, a jednocześnie tak bardzo skomplikowane
Klara nie wyobraża sobie życia bez miłości. Jej jedynym pragnieniem jest trwać u boku mężczyzny, który jej potrzebuje. Uwikłana w toksyczny związek z uzależnionym od kokainy i pornografii pisarzem, nie snuje planów na przyszłość i odrzuca myśl o jakichkolwiek zmianach. Do momentu, w którym spełnia się jej największe marzenie z czasów dzieciństwa. Podróż do Indii staje się początkiem fascynującej historii, która wkrótce ukształtuje życie Klary. Pomiędzy Londynem, Indiami, Warszawą, Rzymem i Paryżem młoda kobieta uczy się samodzielnie podążać drogą, która jest kręta i nieprzewidywalna jak ludzki los.
"Nasłuchując pieśni wieloryba" to niezwykła opowieść o tym, co na wskroś ludzkie: o relacjach z innymi, które nigdy nie są łatwe; o miłości, która nawet niszcząc, nie pozwala odejść; duszach, które poszukują zrozumienia. Jest to w końcu historia o trwaniu i przemijaniu, o poznawaniu i siebie, i świata, a także o magii, która każdego dnia dzieje się wokół nas.
(Opis wydawcy)

    Dziś przychodzę do Was z książką... która mnie mocno zaskoczyła. Przyznaję, że gdyby w tej książce nie znalazły się moje ukochanych Indie, które zajęły sporą część w tej historii, poddałabym się i odłożyła książkę na bok. Przyznaję, że akurat miałam ochotę na lekką i przyjemną książkę, z którą spędzę leniwe i niewymagające popołudnia, a w moje ręce wpadła ambitna, momentami wręcz filozoficzna opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, godzeniu się z przeszłością, patrzeniu z optymizmem, ale i niepokojem w przyszłość, o ludzkich niezbadanych drogach, zwadach i pojednaniach, o trudnym wybaczeniu, ale przede wszystkim o trudnej miłości- która rani, krzywdzi, ale za nic nie chce odejść i wciąż przyciąga jak magnes, bo co można uczynić, gdy miłość jest wielka, zniewalająca, nie można bez niej żyć, a jednocześnie wszystkie okoliczności źle rokują na przyszłość?
Książka jest poprowadzona w trzecioosobowej narracji, ale trudno tu szukać zniewalających dialogów, znajdziemy tu za to mnóstwo opisów, nie tylko architektury, flory czy fauny, ale przede wszystkim uczuć, emocji, motywów, rozważań i refleksji.
Jest to wnikliwa analiza wszystkich czynników, jakie determinują losy nie tylko głównej bohaterki, ale i pozostałych postaci. Dostajemy więc różnorodny wielobarwny i wielowymiarowy obraz opisujący współczesne związki, zależności między kompleksami a niespełnionymi ambicjami. 
Autorka pisze o roli przyjaźni, dojrzewaniu do trudnych i ryzykownych decyzji, o poszukiwaniu rozwiązań, które dadzą wolność... nie tylko tą emocjonalną.

Książka jest dość trudna w odbiorze, trzeba się w nią "wczytać" całym sobą. Autorka pisze ją wymagającym językiem, nie brakuje tu metafor, które na pierwszy rzut trudno jest zrozumieć. Tekst wymaga sporej dawki skupienia i uwagi.
Tak jak wspomniałam wyżej, gdyby nie Indie, odłożyłabym książkę na bok. Autorka przepięknie mi je pokazała, zabrała w miejsca, o których nie słyszałam, cudownie oddała, klimat, tajemniczość i wyjątkowość tego kraju. Za to z całego serca dziękuję. 

    Czy polecam?
Tak jak wspomniałam wyżej, jest to książka wymagająca. Nie każdy się w niej odnajdzie, ale jeśli dacie jej szansę, odkryjecie coś nietuzinkowego, a dla każdego będzie to coś innego. 

"Czułam się samotna, samotna w jakiś niezmierzony, przeogromny sposób. Zwiedzałam grobowce i powinno mnie to wzruszać, a jednak zasmucało.
Gdy wczesnym rankiem opuszczałam Orchę, patrzyłam z rikszy na ściółkę lasu pokrytą plastikiem i śmieciami, spod których nie przebijał ani jeden skrawek zieleni, potem zawiesiłam wzrok na jednorazowych torbach, które porwał jakiś odległy wiatr i umieścił na gałęziach, by z góry straszyły nas rozkładem, który- być może- nie nastąpi, a potem poszybował wzrok mój wyżej i rozbolało mnie serce, ponieważ zamiast różnych odcieni zieleni odnalazłam jedynie szarość w wielu jej subtelnościach. Wtedy zrozumiałam, że tym razem ziemia ta nie chce mnie przyjąć, jakby kazała mi gdzieś wracać, jakby tym razem to nie miało być tu."
                      - Agnieszka Maliwiecka "Nasłuchując pieśni wieloryba" st. 99-100

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

piątek, 5 maja 2023

(53/23). BIALI I CZARNI. INNI CZY PODOBNI?

 
    Autor: Jerzy Gilarowski

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Reportaż, Podróżnicza

    Liczba stron: 214

    Data premiery: 23. 03. 2023

 *Google

    Jerzy Gilarowski geograf, specjalizujący się w problematyce afrykańskiej. Po dwudziestu latach pracy na Uniwersytecie Warszawskim przeniósł się na stałe do Tanzanii, gdzie prowadzi własny biznes, wykłada na tamtejszych uczelniach i przede wszystkim... integruje się z lokalną społecznością. Jest autorem licznych publikacji popularyzujących wiedzę o Afryce.
(Źródło: okładka książki)

    Afryka często zdumiewa, czasami przeraża, ale zawsze fascynuje.
Afryka ma różne oblicza, jest pełna kontrastów i sprzeczności. Jerzy Gilarowski, polski geograf i wykładowca, nauczający również na Czarnym Lądzie, zabiera nas w podróż po tym zaskakującym kontynencie. Autor za cel stawia przybliżenie Czytelnikowi kultury suahili, tworzonej głównie przez mieszkańców wybrzeża Afryki Wschodniej i sąsiednich wysp. Dowiemy się, co grozi albinosom, jakie wierzenia oraz przesądy wciąż są żywe i jakie znaczenie ma nauka sztuki uwodzenia. Wybierzemy się do hałaśliwych miast, łączących lokalną tradycję z europejską nowoczesnością. Spróbujemy miejscowych potraw, obejrzymy wyroby rękodzielnicze, wspólnie potańczymy i pomuzykujemy. Autor nie ucieknie też od tematów trudnych, aby pozwolić Czytelnikowi w pełni zrozumieć, z jakimi problemami borykają się dziś Afrykanie. Biali i czarni – inni czy podobni to zbiór błyskotliwych, osobistych impresji na temat miejsc i ludzi, którzy tworzą dzisiejszą Afrykę – barwną, różnorodną i niezmiennie fascynującą.
(Opis wydawcy)

    Uwielbiam książki przybliżające mi kulturę, mentalność, obyczajowość, tradycję i symbolikę innych krajów, dlatego też na moim blogu coraz częściej można znaleźć opinie o książkach podróżniczych. 
Z wielką fascynacją "poznaję" świat, jego podobieństwa i różnice. Tym razem wraz z panem Jerzym Gilarowskim wybrałam się w fascynującą podróż po krajach Afryki Wschodniej, szczególnie Tanzanii, by lepiej poznać i zrozumieć ludność żyjącą w bardzo tajemniczej (dla nas Europejczyków) kulturze suahili. 
"Biali i Czarni..." to intrygujące połączenie książki podróżniczej, reportażu i osobistego pamiętnika, w którym z jednej strony otrzymujemy ogromną dawkę wiedzy na tematy polityczne, geograficzne, kulturalne, obyczajowe itp. a z drugiej możemy przeczytać, jak w tym środowisku funkcjonuje osoba z zewnątrz, osoba wychowana w innej kulturze, osoba o innej mentalności, religii, etyce i światopoglądzie. Niesamowite zderzenie dwóch różnych światów, ale dzięki temu książka wciąga, fascynuje, wywołuje emocje i zmusza do spojrzenia na niektóre sprawy pod innym katem, "otwiera" głowę na inność.  
Bohaterem tej książki jest ludność- ta bogata i biedna, kobiety i mężczyźni, ci dobrzy i ci źli. Autor opisuje ludzi zwyczajnych jak i tych wyjątkowych, zabiera nas na wieś i do miasta, pokazuje, co go nadal zaskakuje, a co stało się już powszechne i normalne...

Bardzo przypadł mi do gustu układ tej książki. Tytuły poszczególnych rozdziałów zaczynają się od kolejnych liter alfabetu. Przeczytamy między innymi o: Albinosach, Biurokracji, Czarnej magii przesądach, Edukacji... i wielu innych niezwykle ciekawych, ale i nieoczywistych tematach. Dwadzieścia dwa krótkie rozdziały są krótkie, ale bardzo treściwe. Informacje są przekazane w bardzo ciekawy i interesujący sposób, i dzięki temu przeczytanie tej książki nie zabiera wiele czasu.
Bardzo się cieszę, że mogłam poznać kolejny kraj i kontynent widziany oczyma jego wieloletniego mieszkańca. Kolorowy, różnorodny, fascynujący, momentami zatrważający i brutalny... Zdecydowanie chcę więcej.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Biali i czarni. Inni czy podobni?" nie jest publikacją przepełnioną suchymi faktami, to wciągająca podróż opowiedziana niezwykle przyjaznym językiem.

POLECAM...

"Z albinosami wiąże się wiele przesądów. Na przykład w wielu afrykańskich wierzeniach uważa się, że w ich ciała wcieliły się duchy zmarłych niegdyś przodków albo duchy europejskich kolonizatorów, albo że można się nią zarazić przez dotyk bądź samo przebywanie w pobliżu albinosa. Niektórzy wierzą, że widok dziecka z albinizmem stanowi zły znak (podobnie jak u nas widok czarnego kota przebiegającego drogę). Wszystko to sprawia, że albinosi są najbardziej prześladowaną grupą społeczną, ale jak wspomniałem, nie przez wszystkich, przez niewielu, bardzo niewielu, ale to wystarcza, by ich życie zamieniło się w koszmar."
                    - Jerzy Gilarowski "Biali i Czarni. Inni czy podobni?" str.16

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Novae Res.

piątek, 7 października 2022

(101/22). MOJE BIEGUNY. DZIENNIKI Z WYPRAW (Wydanie III poprawione i rozszerzone)

 "Zobaczyłem jak na dłoni to, co wiedziałem od dawna. Ziemia to nie tylko bieguny, jest na niej nieskończenie wiele światów, które stwarzane są przez nasze marzenia. Biegunów jest tak wiele, jak wielu jest ludzi na świecie".- Marek Kamiński
    
    Autor: Marek Kamiński

    Wydawnictwo: MAKAMI

    Gatunek: Reportaż, Literatura faktu

    Liczba stron: 450

    Data premiery: 08. 10. 2022 (Wydanie III)

 *Google

    Marek Kamiński polski polarnik, przedsiębiorca, filozof, coach i autor bestsellerów "Wyprawa" i "Idź swoją drogą". Jego teksty, filmy, webinary, programy rozwojowe i działalność Fundacji inspirują setki tysięcy ludzi na całym świecie. Jest założycielem Kaminski Academy, gdzie rozwija warsztaty i programy motywacyjne z wykorzystaniem Metody Biegun oraz filozofii Power4Change. Programy dostarczają narzędzi do rozwoju osobistego i rozwoju biznesu.
(Opis wydawcy)

    "Moje bieguny", wydane po raz pierwszy w 1998 roku, to surowe zapisy z dzienników Marka Kamińskiego - pierwszego człowieka w historii, który zdobył oba bieguny Ziemi w tym samym roku bez pomocy z zewnątrz. Były uhonorowane Nagrodą Artusa w kategorii Najlepsza Książka Roku 1998 i Nagrodą Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fidlera za najlepszą polską książkę o tematyce podróżniczej i krajoznawczej.
Niniejsze wydanie wzbogacono o zapiski z podróży na "trzeci biegun - Santiago de Compostela - różniącej się od poprzednich wypraw bogactwem miejsc i ludzi przewijających się w niej jak w kalejdoskopie.
"Moje bieguny" to nie tylko książka podróżnicza. Zaczynając od Spitsbergenu, a kończąc na przylądku Finisterre, poznajemy wewnętrzną narrację towarzyszącą wędrówkom - nie tylko tym geograficznym ciągnącym się tysiące kilometrów, ale i metafizycznym w poszukiwaniu motywacji, sensu życia i działania. Poznajemy wewnętrzne dialogi człowieka pokonującego zmęczenie i ból, odnajdującego wciąż na nowo siły, by iść dalej, zachowującego w sobie głęboką miłość do świata i ludzi.
(Opis wydawcy)

    Marek Kamiński, polarnik, który jako pierwszy na świecie zdobył oba bieguny w jednym roku. Człowiek legenda. Myślę, że każdy choć raz w życiu o nim słyszał. 
Ja usłyszałam o nim po raz pierwszy (tak sądzę) w 2004 roku gdy ponownie zdobywał bieguny z Janem Melą, Wojciechem Ostrowskim i Wojciechem Moskalem. Byłam wtedy nastolatką, ale do dziś pamiętam, jak bardzo mnie ta wyprawa zafascynowała i jak długo nie umiałam wyjść z podziwu dla determinacji i hartu ducha ludzi biorących udział w tej wyprawie. Nawet dziś czytając książki o himalaizmie czy innych zimowych wyczynach zastanawiam się, co motywuje człowieka do takich poświęceń... Tak dla mnie gorąco-lubnej istoty jest to naprawdę niezrozumiałe. Dlatego też szukam wyjaśnienia i odpowiedzi w książkach podróżniczych i innych tego typu pozycjach.

"Moje bieguny. Dzienniki z wypraw" to ponad 440 stron niezwykle ciekawej i inspirującej historii opisującej codzienne zmagania z przerażającym zimnem (czy -19 stopni to ciepło? Według Autora tak ;) ), wiatrem, monotonnym krajobrazem, ale chyba co najważniejsze z samym sobą. 
Autor dzień po dniu opisuje swoje zmagania, spisuje wspomnienia, wraca myślami do przeszłości, rozważa i zastanawia się, po co to robi. Te dzienniki to surowy zapis tego wszystkiego, niekolorowany, nie słodzony, uczący pokory wobec natury i udowadniający, że nie ma granic, których człowiek nie mógłby pokonać. 
Czytające te zapiski, czułam się, jakbym siedziała obok pana Marka, a On opowiadał mi o mijającym dniu, o przeciwnościach, które stanęły mu na drodze, trasie, jaką pokonał danego dnia, o tym jak się czuje- to wciąga i intryguje. Zmusza do refleksji nad życiem i swoim jestestwie w tym świecie.

Czytając opis wydawcy, pewnie nie raz nasunie się pytanie - Jak to trzeci biegun? O co z tym chodzi?
Autor nazwał tak swą kolejną wyprawę, w którą ruszył śladami św. Jakuba. Pokonując pieszo tysiące kilometrów (ponad 4000), dotarł do Santiago de Compostela- miasta w położonego w północno-zachodniej Hiszpanii- celu pielgrzymek ludzi z całego świata.
Opis tej wyprawy to piękne świadectwo wiary i miłości do drugiego człowieka. Fascynujące!

Na końcu każdego rozdziału, który jest poświęcony danej wyprawie, znajdziemy listę ekwipunku, który miał przy sobie podróżnik, wykaz położenia geograficznego, a także wykaz najważniejszych kodów używanych w łączności. To wszystko pokazuje jak bardzo taka wyprawa, wymaga  koordynacji i logistyki, jak ważne jest, by o wszystkim pamiętać i być jeszcze przygotowanym na różne niespodziewane sytuacje.
Nie brakuje też zdjęć, i choć nie są one najlepszej jakości, doskonale udokumentowują, jak bardzo natura potrafi być piękna, a zarazem nieobliczalna, a człowiek, choć to wątła istota doskonale stawia jej czoła...
Książka została pięknie wydana, co też jest olbrzymim plusem. Twarda oprawa, szyty środek, duża i przejrzysta czcionka- to wszystko składa się na prawdziwą perełkę, która nie tylko ozdobi domową biblioteczkę, ale przede wszystkim zabierze nas w podróż w głąb siebie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Moje bieguny" to książka nie tylko dla podróżników, to książka dla każdego z nas. Zmuszająca do refleksji i niezwykle motywująca. Budząca olbrzymi szacunek.

POLECAM...

"Jesteśmy coraz bliżej. Idę na wiatr. Wojtek idzie z GPS z tyłu i bada na bieżąco pozycję. Jesteśmy blisko: kilometr, 800 m, 700 m, 500 m. Chodzimy w kółko, szukamy bieguna. W końcu o 2. 00 we wtorek 23 maja dochodzimy do tego miejsca. Jesteśmy 100 m od bieguna. Odpinamy sanki. Jesteśmy zmęczeni, przez godzinę szukamy bieguna, chcemy złapać na GPS 89 59'59,9''N, ale to trudne. Zabawnie to wygląda, dwóch facetów chodzi w kółko, jeden trzyma przed sobą kompas, drugi GPS i szukają czegoś. Nie ma czasu na żadne refleksje, rozbijamy namiot dokładnie na biegunie, przez nas przechodzi oś Ziemi. Gotujemy posiłek. Ciężar spada, czuję ogromną ulgę, ale nie dociera do mnie, że jestem na biegunie. Najważniejsze, że ten dzień się skończył, zmęczenie wypełnia mnie tak szczelnie, że nie ma miejsca na nic innego. Ani na radość, ani na żadną myśl."
                 - Marek Kamiński "Moje bieguny. Dzienniki z wypraw." str. 148

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu MAKAMI.

niedziela, 4 września 2022

(79/22). DALEKO PO TORACH. PRZEZ ROSJĘ AŻ DO CHIN

 
    Autor: Ewa Nowak

    Wydawnictwo: Novae Res

    Gatunek: Reportaż, Przewodnik

    Liczba stron: 414

    Data premiery: 19. 04. 2022

 *Google

    Ewa Nowak Urodziła się w Warszawie w 1998 roku. Ukończyła studia prawnicze oraz studium prawa rosyjskiego. Współpracuje z producentami spożywczymi z Syberii poprzez import ich unikatowych wyrobów do krajów unijnych. Pasjonatka motocykli- jej kolekcja składa się z ponad dwustu pięćdziesięciu sztuk miniaturowych jednośladów. Podróżniczka- przemierza świat koleją, ponieważ uważa, że w ten sposób lepiej pozna kulturę danego narodu. Miłośniczka tradycji i architektury Wschodu- głównie Rosji, którą stale odkrywa.
(Źródło: Okładka książki)

    Trzydzieści niesamowitych dni ze wschodnimi krajobrazami w tle
Ewa od lat marzyła, by rzucić wszystko i ruszyć na Wschód: najpierw koleją transsyberyjską dojechać aż do Irkucka, a następnie pójść za ciosem i kolejnymi pociągami przez mongolskie stepy dotrzeć aż do Chin. Udało się i… tak właśnie powstała ta książka! Oto zapis szalonej, trzydziestodniowej wyprawy przez świat wschodnich kultur, odmiennych mentalności i niecodziennych krajobrazów widzianych zza okna rozpędzonego pociągu. W lekki i humorystyczny sposób opowiada o paradoksach życia w Moskwie, nostalgicznym bezkresie mongolskich stepów czy fascynującym chaosie charakterystycznym dla Pekinu, Szanghaju i Hongkongu. Czy ty też dasz się uwieść pełnemu kontrastów Wschodowi?
(Opis wydawcy).

     Uwielbiam czytać książki podróżnicze. Są one dla mnie swoistym oknem na świat i dzięki nim mogę choć trochę poznać mentalność, kulturę i obyczaje innych narodowości, "zwiedzić" zabytki, wyobrazić sobie smak, barwę i zapach danego kraju. 
Przy okazji podziwiam odwagę ludzi, którzy organizują sobie podróże sami od A do Z, zastanawiam się, czy ja znalazłabym w sobie tyle siły i odwagi, by wyruszyć w tak długą i bądź co bądź niebezpieczną, nieobliczalną, ale i zaskakującą podróż.

Tymczasem autorka zabiera nas w fascynującą podróż zarówno po trudno dostępnych terenach małych miast, miasteczek jak i wsi, bezkresach stepów oraz przeludnionych miast- opowiadając przy tym fascynujące historie o ludziach i ich życiu, dzieląc się anegdotami, pokazując wyjątkowe zdjęcia i mapy, które przybliżają czytelnikowi rozmiar wyprawy. 

Książkę czyta się fenomenalnie, napisana przyjemnym w odbiorze językiem barwnie opowiada o miejscach, które w pewien sposób znamy, ale i o takich których nie znajdziemy w standardowym przewodniku. 
Opisy te pobudzają wyobraźnię, intrygują i pozwalają marzyć. Przy okazji jest podróż w głąb siebie, inspirująca do odkrycia w sobie duszy podróżnika,  pozwalająca sprawdzić naszą wytrzymałość i to na ile nas stać w obliczu nieznanego,
Pierwszoosobowa narracja sprawiła, że momentami sama czułam się niczym pasażerka kolejowego przedziału, która spotkała w trakcie długiej podróży niesamowicie ciepłą i życzliwą osobę.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. W dzisiejszych niepewnych czasach, w których szaleje wojna i pandemia, jest to cudowna odskocznia, która daje nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli podróżować w każdym wymarzonym kierunku.

POLECAM...

"Pociąg nieustanie kołysał wszystkie wagony, moje powieki również zrobiły się ciężkie i mimo że za oknem było jeszcze jasno, pozwoliłam sobie uciąć krotką drzemkę. Cały dotychczasowy rytm funkcjonowania, do którego byłam przyzwyczajona, zaczął tracić jakikolwiek sens, podróż, która wydawała się bez końca, zawiesiła mnie w próżni. Nawet gdyby teraz ktoś zapytał, gdzie jestem, mogłabym odpowiedzieć, że dwa tysiące kilometrów od Moskwy, a może trzy... co to właściwie byłaby za różnica? Żadna.
Wiedziałam, że ciągle się przemieszczam i jestem coraz bliżej celu, nie interesowało mnie jednak, w jakiej strefie czasowej jestem ani to, która konkretnie jest godzina."
          - Ewa Nowak "Daleko po torach. Przez Rosję aż do Chin." str. 132-133

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.