Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2024

(126/24). ZAKAMARKI BIAŁEGO DOMU

 
    Autor: Marek Wałkuski

    Wydawnictwo: Editio

    Gatunek: Reportaż

    Liczba stron: 352

    Data premiery: 09. 10. 2024

 *Google

    Marek Wałkuski Dziennikarz radiowy, reportażysta, jedyny Polak w ścisłym korpusie prasowym Białego Domu, przewodniczący White House Foreign Press Group, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych. Autor bestsellerów" "Wałkowanie Ameryki", "Ameryka po kawałku", "To jest napad".
(Źródło: Okładka książki)

    Biały Dom. Tu decydowały się losy Ameryki i świata. Tu zapadały decyzje dotyczące wojen i pokoju. Tu prezydenci wychowywali swoje dzieci i zdradzali żony. Tu rozgrywały się polityczne intrygi i prowadzono zakulisowe negocjacje. Legendarne, niemal mityczne serce Stanów Zjednoczonych.
Biały Dom to ikona Ameryki. Każdy o nim słyszał i kojarzy jego architekturę. Ale mało kto wie, co znajduje się w środku, co się dzieje za jego murami? Jak funkcjonuje? Jakie tajemnice kryje? Kim są ludzie, których można tam spotkać? Kto pociąga za sznurki i jak to robi?
Odpowiedź na te pytania poznał Marek Wałkuski, jedyny polski dziennikarz w ścisłym korpusie prasowym Białego Domu, przewodniczący White House Foreign Press Group, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych. Wałkuski spędził w Białym Domu tysiące godzin. Towarzyszył prezydentom w Gabinecie Owalnym, jeździł w prezydenckim, konwoju, latał Air Force One, a nawet smakował prezydenckiej kuchni.
Z książki dowiesz się, jak się żyje w Białym Domu, co się znajduje w części prywatnej i co kryją jego podziemia, a także jak wyglądała masońska ceremonia wmurowania kamienia węgielnego pod Biały Dom. Autor zdradza, ile zarabia prezydent i jakie przysługują mu apanaże. Wyjawia również, kto w Białym Domu lubi polskie pączki, kiedy serwowano tam placki ziemniaczane i jak jego córka trafiła do gabinetu prezydenta.
Zapraszamy do Białego Domu ― jednego z najważniejszych i najsłynniejszych miejsc na świecie.
(Opis wydawcy)

    Uwielbiam reportaże podane w takiej formie. Autor zabiera nas w kuluary jednego z najważniejszych budynków świata, opowiada o ekscentrycznych prezydentach, wielkich mężach stanu, ikonicznych wydarzeniach i przełomowych słowach, które wpłynęły na kraj i w następstwie na cały świat, ale zadaje też pytania o przepis na sukces, czyli jak stworzyć państwo, z którym niemal wszyscy się liczą, jak trwać w potędze i czy każdy na pewno jest w stanie udźwignąć na ramionach obciążenie, jakim jest prezydentura Stanów zjednoczonych. 
Patrzy w zamierzchłe czasy, opowiada, jak doszło do powstania nie tylko budynku, ale całego serca USA, opisuje pierwszych prezydentów, opowiada anegdoty, ale i pokazuje, jak wielkie to było wyzwanie dla nich samych i z jakimi wyzwaniami musieli się mierzyć na co dzień, szczegółowo opisuje, chociażby ceremonię wmurowania kamienia węgielnego pod budowę, jak na przestrzeni lat zmieniał się Biały Dom, jakie zmiany były wprowadzane na przestrzeni lat, zasypuje nas mnóstwem ciekawych informacji, ale tym samym wcale nie zanudzając.
Spogląda także w przyszłość zastanawiając się jak będzie ona wyglądać gdy w Białym Domu już niebawem rozgości się kolejny prezydent. Jakie zmiany nastąpią.
Pomiędzy tymi rozważaniami zabiera nas na spacer nie tylko po oficjalnych miejscach, gdzie odbywają się kluczowe dla kraju i świata spotkania, zapadają decyzje, trwają konferencje i wywiady, opowiada o funkcjonowaniu najsłynniejszego gabinetu świata- gabinetu owalnego, ale pozwala nam także zerknąć w miejsca przeznaczone nie tylko dla najbliższych współpracowników, ale i prywatne apartamenty dla rodziny urzędującego aktualnie prezydenta, opowiada o ich codzienności w bardzo ciepły i przyjazny sposób, bez wścibstwa, nie plotkując i wyciągając na światło słoneczne tajemnic, za to z wielkim wyczuciem i taktem. 
Nie jest to jednak tylko spacer po budynku, jest to także podróż przez wszystkie prezydentury, które Autor mógł obserwować na bieżąco, zaczynając od George'a W. Busha, przez Baracka Obamę, Donalda Trumpa po obecnie rządzącego Joe Bidena. Opowiada o realiach swojej pracy, jej plusach i minusach, wyzwaniach, które powstają na niemal każdym kroku o współpracy ze służbami bezpieczeństwa w tym tej najważniejszej z Secret Servise, o ludziach którzy mu towarzyszą na co dzień i tych, których dzięki tej pracy mógł poznać. 

Książka podzielona jest na dwadzieścia jeden rozdziałów, które aż kipią od barwnych opowieści, zabawnych anegdot, ciekawych i błyskotliwych spostrzeżeń, jestem przekonana, że każdy znajdzie tu coś, co go zaintryguje. Dodatkowym plusem są zdjęcia, które obrazują nie tylko pracę pana Wałkuskiego ale pokazują piękni i dostojność Białego Domu, a także opowiadają własne historie o ludziach na nich uwiecznionych. 
Książkę czyta się naprawdę dobrze, nie chce się jej odkładać. Napisana bardzo ładnym językiem bez zadęcia i zbędnych ozdobników. Fascynuje od pierwszych stron, rozbudza apetyt na więcej.
 
    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To mega intrygujący reportaż o pracy i życiu w Białym Domu. Pan Wałkuski spędził w Białym Domu setki godzin. Towarzyszył prezydentom na każdym kroku, jeździł w prezydenckim konwoju, latał Air Force One. Teraz tymi doświadczeniami dzieli się z nami. 

POLECAM...

"W Białym Domu mieszkało 45 prezydentów z rodzinami. Wychowywali tu dzieci, tworzyli dla nich szkoły i organizowali śluby. Przeżywali rodzinne tragedie i zdradzali żony. Podpisywali pokojowe traktaty i knuli polityczne intrygi. Niektórzy tu umierali. W Białym Domu występowali najznakomitsi artyści, ale odbywały się pijackie burdy. To miejsce patriotycznych uniesień i politycznych dramatów. Dzięki swojej symbolice, barwnej i pełnej zagadek historii oraz niezwykłym lokatorom Biały Dom na trwałe zapisał się w kulturze masowej. To jedno z najważniejszych, najbardziej intrygujących i najciekawszych miejsc na świecie." 
                            Marek Wałkuski "Zakamarki Białego Domu" str. 11

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję grupie wydawniczej Helion.

środa, 9 listopada 2022

(117/22). SERYJNI MORDERCY. PIERWSI OPRAWCY I I CH OFIARY

 
    Autor: P. J. Wąchal

    Wydawnictwo: Psychoskok

    Gatunek: Dokument, Reportaż

    Liczba stron: 192 (e-book, PDF)

    Data premiery: 22. 09. 2022


 * Google

     P. J Wąchal brak informacji

    Popularny zarys historii kryminalistyki i rozwoju jej najważniejszych metod, które są tłem dla opowieści o dziesięciu wybranych przez autora seryjnych mordercach.
Jeśli sądzicie, że Kuba Rozpruwacz to najbardziej przerażająca postać mrocznego świata psychopatycznych morderców, sięgnijcie po "Seryjnych morderców" Piotra Wąchala. Przekonacie się wówczas, że byli w dziejach kryminalistyki ludzie, przy których Jack the Ripper to amator.
Nie wiadomo na przykład, ile było ofiar Karla Denke, ponieważ większość z nich została zjedzona. I to nie tylko przez swojego zabójcę. Karl miał bowiem kłopoty finansowe i sprzedawał mięso z ludzi sklepom oraz producentowi konserw. Tak w ogóle to na drogę przestępstwa pchnęła go bieda. Nie miał co jeść, więc sięgnął po "zwierzynę", jaką najłatwiej było mu upolować.
Z kolei taki Ed Gein był nieśmiałym chłopcem, który uwielbiał czytać. Po śmierci starszego brata (być może pomógł mu rozstać się z życiem) i matki zupełnie zdziwaczał i zaczął oddawać się wykopywaniu zwłok ze świeżych grobów. Bardzo tęsknił za matką, więc zdarzało mu się ubierać w skórę zdartą z martwych kobiet. No i mordował na skalę tak dużą, że jego ofiar nigdy nie udało się zliczyć.
(Opis wydawcy)

    Zaskakująca i szokująca. Te dwa słowa powinny wystarczyć, by oddać cały sens tej książki. Autor pokusił się o wprowadzenie czytelnika w mroczny świat kryminalistyki i kryminologii. W kilku pierwszych rozdziałach autor przybliża historię kryminalistyki- dowiadujemy się, jak to wszystko się zaczęło, kto jest zwany ojcem kryminologi, a także powstaniu metod śledczych, które są wykorzystywane do dziś. Mowa jest między innymi o daktyloskopii lub profilowaniu psychologicznym. Jeśli kogoś takie zagadnienia nie interesują, może poczuć się trochę znużony- warto jednak przebrnąć przez tę część, bo potem zaczyna się przysłowiowa jazda bez trzymanki. 
Autor przytacza nam sylwetki jednych z pierwszych seryjnych morderców, którzy stąpali po tej ziemi. Właśnie o takich psychopatach, nekrofilach, kanibalach i innych potworach w ludzkiej skórze dowiemy się w tej części. 
Autor przybliża nam postacie 10 sprawców i niezliczoną liczbę ich ofiar. Skrupulatnie opisuje metody, jakich używali podczas morderstw. Tłumaczy ich motywy i opisuje emocje, jakie towarzyszyły im ale i otoczeniu, w którym żyli bądź zostali ujawnieni. 
Najbardziej zaskoczył mnie własny wniosek, że nie myśli się o tym na co dzień, a tacy zwyrodnialcy żyją wśród nas, być może nawet tuż za ścianą. Wydają się opanowani, stabilni emocjonalnie, niczym się nie wyróżniają, a nie wiadomo co się w ich głowach dzieje...
W swej książce autor przybliżył postacie, żyjące w XIX wieku, gdy kryminalistyka dopiero raczkowała, a znane nam dziś metody nie śniły się nawet największym wizjonerom tamtych czasów. 
Zadajemy sobie pytanie, jak wiele istnień można było ocalić, gdy wtedy śledczy wiedzieli to, co teraz, a psychiatria była rozwinięta tak jak w XX i XXI wieku.  

Książki z gatunku true crime, są mocno specyficzne i nie do każdego one przemawiają, ja uwielbiam czytać o nich i zastanawiać się co takiego dzieje się w ich głowach, że decydują się  na pierwsze, a potem kolejne morderstwa. Dlatego też tę książkę przeczytałam dosłownie w jedno południe. Wciąga i naprawdę intryguje. Zostawia czytelnika z pytaniami i pewnym niedosytem oraz rozczarowaniem, że to już koniec.
Autor pisze o makabrycznych rzeczach, ale robi to w delikatny sposób i mogę zagwarantować, że zawartość żołądka nie podchodzi do gardła, naprawdę dobrze się ją czyta.
Autor w przedmowie napisał, że to nie ostatnia książka typu true crime- bardzo mnie to zapewnienie cieszy i już teraz czekam z wielką cierpliwością no kolejne książki.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Choć muszę przypomnieć, że ogrom brutalnych opisów, które się tu znajdują, niejednego czytelnika mogą zaszokować. Ja jestem zachwycona.
Choćby o jednej osobie czytać sto razy to za każdym razem można odkryć coś nowego i zaskakującego.

POLECAM...

"Londyńska policja miała ogromne trudności z określeniem, ilu zabójstw dopuścił się Kuba Rozpruwacz (Jack the Ripper).
Wynikało to z faktu, że w okresie od 3 kwietnia 1888 roku do 13 lutego 1891 roku doszło aż do jedenastu ataków na kobiety lekkich obyczajów ze skutkiem śmiertelnym. Nigdy policja nie
zdołała połączyć wszystkich tych zabójstw z jednym sprawcą, jednakże udało się śledczym wyodrębnić pięć z nich uznawanych po dziś dzień za „kanoniczną piątkę” Kuby Rozpruwacza. Zgodnie twierdzono, że ze względu na modus operandi sprawcy właśnie te pięć zabójstw jest dziełem jednego seryjnego mordercy. Które z nich przypisuje się Rozpruwaczowi? I dlaczego panuje zgodność, że to właśnie te kobiety zginęły z jego ręki? Oto one:
• Mary Ann Nichols,
• Annie Chapman,
• Elizabeth Stride,
• Catherine Eddowes,
• Mary Jane Kelly."
        - P. J. Wąchal "Seryjni mordercy. Pierwsi oprawcy i ich ofiary" str. 57 (e-book, PDF)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Psychoskok.

środa, 8 czerwca 2022

(45/22). UMYSŁ SAMOBÓJCY


 "Śmierć nie dotyka nas wcale, albowiem póki jesteśmy, nie ma śmierci, a odkąd jest śmierć, nie ma nas."
         Epikur

 
    Autor: Ulek Cztery

    Wydawnictwo: Ulek Cztery

    Gatunek: Literatura faktu, Dokument

    Liczba stron: 228

    Data premiery: 01. 01.2022

 *Google

    Ulek Cztery Artysta, osoba której postępowanie rzadko spotyka się ze zrozumieniem. W każdym swoim dziele pozostawia cząstkę siebie, a jego życie owiane jest mgiełką tajemnicy. Każdy dzień wita, spędza i żegna jako amator swojego życia. Amator- po łacinie Miłośnik. Najbardziej charakterystyczną cechą artysty wciąż jednak pozostaje przekonanie, że nie ma on obowiązku przed nikim się tłumaczyć. Ulek Cztery- Artysta Amator
(Źródło: 223 strona książki)

    "Umysł samobójcy" to książka, która pokazuje, jak dzisiejszy świat oraz społeczeństwo przyczyniają się do rozprzestrzeniania się problemu, jakim jest samobójstwo. Ukazuje ona, w jaki sposób każdy z nas przyczynia się do samobójstwa drugiego człowieka oraz jak w prosty sposób każdy z nas może ocalić życie osobie, która myśli o odebraniu sobie życia. Ma ona również na celu zwrócenie uwagi na problem samobójstwa w dzisiejszym społeczeństwie, który niestety z roku na rok staje się coraz bardziej powszechny. Nie jest to żaden poradnik napisany przez specjalistę. Jest to książka napisana przez osobę, którą być może minąłeś kiedyś na ulicy. Jest ona napisana nie z punktu widzenia naukowca czy lekarza, lecz z perspektywy osoby młodej, żyjącej na co dzień w społeczeństwie, osoby, która przeszła tę drogę i zdecydowała się o niej opowiedzieć.
(Opis wydawcy)

    Zgłaszając się do recenzji tej książki, gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że emocjonalnie mogę sobie nie poradzić z jej odbiorem. Bałam się, że treść mnie przerośnie (na szczęście tak się nie stało) a naprawdę dużo zrozumiałam... choć  w tym miejscu muszę przyznać, że spodziewałam się chyba czegoś innego.
Tematyka samobójstw jest mi niestety bliska i od kilku lat szukam książek, które pomogą mi zrozumieć i dadzą odpowiedź na podstawowe pytanie- Dlaczego? 
"Umysł samobójcy" to bardzo ważny głos i po tę książkę, w moim odczuciu, powinien sięgnąć każdy. 
 
Według statystyk każdego dnia odbiera sobie życie 15 osób, co daje nam niechlubne drugie miejsce w Europie. Dwanaście z tych osób to mężczyźni! A coraz częściej na swe życie targają się nastolatkowie i młodsze dzieci. Porażające... jednak prezentowane w książce zestawienia nie pozostawiają złudzeń, z każdym rokiem przybierają one na sile. Coraz bardziej nie radzimy sobie z otaczającą nas rzeczywistością a przy okazji coraz częściej słychać, jak opieka psychiatryczna w naszym kraju mocno kuleje.
Autor, przytaczając wypowiedzi specjalistów i własne doświadczenia wskazuje główne przyczyny, które wpływają na podjęcie tej dramatycznej decyzji. Podpowiada (BARDZO WAŻNY ROZDZIAŁ) jak rozmawiać z rodzinami zmarłych, jak rozmawiać z osobą, która została uratowana, jak otoczyć ich opieką, czuwać nad nimi, ale nie zamykać ich w szklanej kuli.
Znajduje się tu wiele cennych wskazówek i porad dotyczących, chociażby wpływu internetu na dzieci i nastolatków. Autor dokładnie opisuje, jak wielkie jest to niebezpieczeństwo i jakie okropności czekają tam na nasze pociechy.
Autor opisuje przykładowe zachowania, które powinny wzbudzić naszą czujność, jednak musimy pamiętać, że nie u wszystkich one występują, każdy jest inny, ale każdy odchył od normalnego codziennego zachowania powinien zwrócić nasza czujność!

Ciekawymi rozdziałami są również opowieść o miejscach, które szczególnie upatrzyły sobie osoby chcące odejść z tego świata. O lesie samobójców w Japonii słyszałam, ale sporym zaskoczeniem był dla mnie most Golden Gate w San Francisco- opisywany jako najbardziej romantyczne miejsce na pożegnanie się ze światem.
Autor przytacza również historię największego zbiorowego samobójstwa (909 osób) w historii, które miało miejsce w Jonestown za sprawą Jima Jonsa znanego szerzej jako Wielebny Jones.

Książkę ogólnie czyta się bardzo dobrze, nie jest ona obszerna, więc dużo czasu również nie zajmie, a zostanie w głowie na długo. Uczuli na otaczającą nas rzeczywistość, zmusi do refleksji i rozmowy ze swoimi bliskimi.
Poniżej podaję numery, które pomogą w kryzysowych sytuacjach.
Pamiętajcie jeśli potrzebujecie pomocy, a wstydzicie się o tym mówić, nie wiecie, jak pomóc swojemu bliskiemu tutaj znajdziecie pomoc.

TELEFON WSPARCIA DLA DZIECI I MŁODZIEŻY 116 111
KRYZYSOWY TELEFON ZAUFANIA DLA DOROSŁYCH 116 123 (czynny od 14.00- 22.00)
TELEFON ZAUFANIA DLA OSÓB STARSZYCH 22 63509 54

Z każdej sprzedanej książki "Umysł Samobójcy" autor przekazuję 5 zł na działalność inicjatywy "Życie Warte Jest Rozmowy", która stara się dotrzeć z pomocą do jak największej liczby osób znajdujących się w kryzysie psychicznym.
Książka dostępna na www.ulek4.com.pl 

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To ważny głos, wiele ważnych informacji zawartych w jednym miejscu. Każdy z nas powinien sięgnąć po tę książkę!

POLECAM...

"Według badań Światowej Organizacji Zdrowia na świecie co 40 sekund życie odbiera sobie jedna osoba. Badania pokazują, że 80% samobójców sygnalizuje wcześniej, że chce lub myśli o odebraniu sobie życia. W Polsce 15 osób dziennie odbiera sobie życie, z czego 12 z nich to mężczyźni. Światowa Organizacja Zdrowia podaje również, że na jedno samobójstwo, przypada 10- 15 prób samobójczych dziennie. Pamiętaj jednak, że nie mówimy nigdy o liczbach, tylko o ludziach- to jest 15 różnych osób, które miały swoje imiona, rodziny, wspomnienia. To 15 osób dziennie, które nie wytrzymały i zdecydowały się odebrać sobie życie."
                                  - Ulek Cztery "Umysł samobójcy" str. 50-51

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi.

wtorek, 22 marca 2022

(14/22). GRUNT

 
    Autor: Anna Malchárková

    Tłumaczenie: Karolina Pospiszil- Hofmańska

    Wydawnictwo:  Silesia Progress

    Gatunek: Obyczajowa, Historyczna, Dokument

    Liczba stron: 178

    Data premiery: 08. 12. 2021

 
 *Google

    Anna Malchárková (1950) poetka i pisarka, zajmująca się w swojej twórczości tematyką życia wiejskiego na Śląsku, w szczególności na Ziemi Hulczyńskiej, skąd pochodzi i gdzie żyje. Debiutowała jako poetka ze zbiorem pisanym w hulczyńskim dialekcie śląskiego (Vidime to po našemu, 2004). Największe uznanie zdobyło jej opowiadanie Grunt (2011). Wśród ważniejszych dzieł należy wymienić także Modrá barva duhy (2009), Vyhnalovec (2014) i Záhada kamenného svědka (2016).
(Źródło: Okładka książki)

    Grunt jest książką mającą zarówno cechy powieści historycznej, jak i dokumentalnej. Czytelnik będzie śledzić dzieje chłopskiego rodu Rothów od jego początków niemal do jego zaniku. Choć ważną część Gruntu stanowi opis historii rolnictwa na ziemi hulczyńskiej w XX wieku, nie jest to literatura faktu – pojawiają się w książce także sceny pełne niedopowiedzeń i tajemnic, a nawet elementy horroru.
Niektóre rozdziały książki inspirowane są świadectwami uczestników opisywanych wydarzeń historycznych, między innymi brutalnej kolektywizacji w latach 50. i 60. XX wieku. Wielu chłopów straciło wówczas życie, dom, dobrze prosperujące gospodarstwa. Zniszczono odwieczną więź z ziemią, a kolejne pokolenia nie były już zainteresowane rolą.
(Opis wydawcy).

     Historia rozpoczyna się w roku 1897 gdy Johana i Leopold postanawiają się pobrać... Wraz z nimi rozpoczynamy podróż przez ich życie, wspólnie z nimi gospodarzymy w ich gospodarstwie, przeżywamy troski i rozterki, cieszymy się szczęściem i martwimy gdy dzieje się źle. Witamy nowe pokolenia i żegnamy te starsze. Krok po kroku poznajemy tajemnicę rodziny i zaczynamy rozumieć klątwę rzuconą lata temu przez zrozpaczoną służkę. 
Ale czy ta klątwa może tak bardzo wpływać i tak głęboko ingerować w kolejne pokolenia? Czy jest możliwość, by ją zdjąć z rodu, a gospodarstwo mogło przetrwać pomimo przeciwności losu i ustroju, który kładzie na nim swoją "łapę"? 

"Grunt" jest książką, która opowiada o niezwykłej, choć trudnej i wymagającej wielu poświęceń miłości do ziemi i zwierząt. O wierze, która niejednokrotnie zostaje wystawiona na wielką próbę, o wojnie a w następstwie potwornym ustroju, który niszczył nie tylko "obcych", ale także albo i przede wszystkim "swoich". Opisuje wydarzenia, które miały autentycznie swoje miejsce na przełomie lat 50. i 60. Czytając, dochodziło do mnie, że nie miałam  pojęcia, ile ludzi straciło dorobek swojego życia, a także w wielu przypadkach samo życie.   
Jest to historia o miłości, wierze, ale i nadziei, która tli się w sercu każdego człowieka. Nie spodziewałam się, że tak krótka historia jest w stanie wywołać tyle niepowtarzalnych emocji. 

Olbrzymie brawa dla tłumaczki, która sprawiła, że historia rodziny Rohel stała się niezwykle bliska mojemu sercu i zdecydowanie jest to jedna z tych historii, do których nie raz powrócę.
Tłumaczenie cudownie oddaje klimat wsi, miłość i oddanie ziemi, strach o przyszłość,  nastroje polityczne panujące wśród ludzi. Pokazuje, czego ludzie się bali, a co ich cieszyło.
Barwne opisy otulają czytelnika ciepłem i pozwalają przenieść się w malownicze i barwne rejony Ziemi Hulczyńskiej*.

Akcja całej historii może nie goni na złamanie karku, ale trzyma czytelnika cały czas w napięciu, nie pozwala mu opaść. Dzięki temu opowieść pochłania się dosłownie w mgnieniu oka.
Przedstawieni bohaterowie, stali mi się niezwykle bliscy. Są niezwykle autentyczni, obdarzeni wszystkimi możliwymi cechami. Łatwo się przez to z nimi utożsamić... i poczuć jak wśród swoich.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Warto przeczytać, choćby dlatego by uświadomić sobie, jak bardzo na przestrzeni lat staliśmy się komercyjnym społeczeństwem, a ziemia stała się jakby nieistotna.

*Ziemia Hulczyńska-  (ziemia hluczyńska, Kraik hulczyński, kraj hulczyński, czes. Hlučínsko, niem. Hultschiner Ländchen, hulcz. Prajzsko, Prajsko) – fragment dawnego niemieckiego Górnego Śląska, zlokalizowany wokół miasta Hulczyn, przekazany po I wojnie światowej Czechosłowacji, mimo protestów lokalnej społeczności pragnącej pozostać w granicach Niemiec (Republiki Weimarskiej). 
Region położony jest we wschodnio-północnej części Republiki Czeskiej, w kraju morawsko-śląskim, pomiędzy Opawą na zachodzie a Ostrawą oraz Boguminem na wschodzie i w południowo-wschodniej części Niziny Śląskiej – Płaskowyżu Głubczyckim. Historycznie południową granicę stanowiła rzeka Opawa, aż do punktu jej ujścia do Odry (w Ostrawie), wzdłuż której w górę przebiegała dalsza południowo-wschodnia granica regionu. Od strony północnej graniczy z Polską.
(Źródło: Internet)

POLECAM...

"Z każdym nadejściem wiosny budziła się potrzeba orania, siania i czekania na pierwsze zielone pędy. Strach przed przymrozkiem i pożarem, modlitwy o deszcz, prośby o ciepłą, słoneczną pogodę w czasie żniw, a jesienią- dziękowanie Bogu za urodzaj. Jakieś porozumienie ze zwierzętami, cielenie się krów, składanie jaj. Grunt, ziemia to gwarancja przetrwania niezależnie od czasów, podstawa życia.
Chociaż pracowało się cały tydzień, gospodarz nawet niedzielne popołudnia spędzał wśród swoich pól. Przechadzał się w kapeluszu po miedzach, dumny z otaczających go łanów zboża, miął w rękach kłosy, rozgryzał ziarna, sprawdzając ich dojrzałość."
                                          -  Anna Malchárková "Grunt" str.17

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu  Silesia Progress.    

sobota, 17 października 2020

(98/20). ZAUROCZENI KARKONOSZAMI. STOWARZYSZENIE ARTYSTÓW ŚW. ŁUKASZA W SZKLARSKIEJ PORĘBIE GÓRNEJ

 
    Autor: Przemysław Wiater

    Wydawnictwo: AD REM

    Gatunek: Literatura faktu, Dokument, Historia

    Liczba stron: 198

    Data premiery: 2020 (data przybliżona)


 *Google

    dr Przemysław Wiater- Historyk, historyk sztuki, kustosz dyplomowany, wieloletni pracownik Domu Carla i Gerharta Hauptmanów w Szklarskie Porębie, a następnie dyrektor Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze.
Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu historii Dolnego Śląska, a szczególnie dziejów Karkonoszy i Gór Izerskich. W monografiach przedstawił dzieje walońskich poszukiwaczy minerałów i kamieni szlachetnych, dawnych zielarzy- laborantów, postać Ducha Gór, początki hutnictwa szkła czy fenomen karkonoskiej kolonii artystów.
Kanclerz Sudeckiego Bractwa Walońskiego, człowiek honorowy Gildii Przewodników Sudeckich im. Willa- Ericha Peuckerta i Towarzystwa Izerskiego.
Pomysłodawca narciarskich zawodów retro. Chętnie wędruje po różnych górach, bibliotekach i archiwach.
Monografia "Zauroczeni Karkonoszami" adresowana jest do regionalistów i wszystkich miłośników Gór Olbrzymich. Opowiada o działalności niezwykłego "Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza w Szklarskiej Porębie Górnej", które zawiązane zostało pod Szrenicą w 1922 r. i stało się jednym z najważniejszych elementów fenomenu kulturowego- karkonoskiej kolonii artystów.
(Źródło: Okładka książki).

    Na początku przyznać muszę, że Karkonosze znam słabo. Z racji miejsca zamieszkania bliżej mi do Beskidu Śląskiego lub Żywieckiego, ale bardzo się cieszę, że dzięki "Zauroczonym w Karkonoszach"mogę poznać fragment historii Gór Olbrzymich, szczególnie Szklarskiej Poręby, którą miałam okazję odwiedzić. Bardzo żałuję, że w tamtym czasie nie miałam tej wiedzy, którą zdobyłam po lekturze, bo zupełnie inaczej spojrzałabym na to miasto i okolice.
Wędrując po górskich szlakach, nie zawsze zastanawiamy się nad historią związaną z danym miejscem. Nie zaprzątamy sobie głowy przeszłością, podziwiamy to co widzimy, nie myśląc, kto stał w tym samym miejscu kilka czy kilkadziesiąt lat temu i jak interpretował to co widział swoimi oczyma.
Autor,  oddając czytelnikom swą najnowszą monografię, pokazuje piękno karkonoskiego krajobrazu i przedstawia sylwetki ludzi, którzy związali się z Karkonoszami na stałe, bo miejsce zachwycało i inspirowało licznie działających w regionie artystów- najczęściej malarzy, ale nie brakowało również pisarzy czy rzeźbiarzy. Ich dzieła nierozerwalnie łączą się z Karkonoszami i  toczącym się tam życiem kulturalnym i artystycznym.

"Zauroczeni Karkonoszami..." to jedna z tych książek, którym trzeba poświęcić czas i uwagę. Jest wymagająca, ale nagrodą jest nie tylko wiedza stricte historyczna, ale również możliwość podziwiania obrazów, zdjęć, drzeworytów, grafik i map, przedstawiających życie i twórczość w czasach powstania Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza. 
"Spacerując" po Szklarskiej Porębie widzianej oczyma dr Wiatera, możemy odwiedzić miejsca, w których przebywali artyści, poczuć ducha minionych epok, bo autor poprzez swoją olbrzymią wiedzę, doświadczenie zawodowe a przede wszystkim pasję, doskonale oddaje klimat minionych dziejów.

Staranne wydanie publikacji- twarda okładka, przyjemny w dotyku papier i dość spora czcionka, sprawia, że książka może stać się gustownym prezentem nie tylko dla pasjonaty Gór Olbrzymich, ale i  historii oraz malarstwa, literatury i rzeźby.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością dr Wiatera, ale na pewno nie ostatnie. Zafascynowana jego wiedzą i pasją, bez oporów sięgnę po wcześniejsze publikacje. Wam również je polecam

    Czy polecam?
Polecam serdecznie. Pasjonująca i niezwykle ciekawa lekcja historii, nie tylko dla ludzi kochających góry. Ja po pasjonującej lekturze, ponownie nabrałam ochoty, by odwiedzić Karkonosze, i spojrzeć na nie pod zupełnie innym kątem.

POLECAM...

"W pewien ogólny sposób stwierdzić można, że aktywna działalność karkonoskiego środowiska dzieli się na etap trwający od ostatniego dziesięciolecia XIX w. do okresu I wojny światowej, kiedy to w Szklarskiej Porębie dominowali ludzie pióra, choć istotną rolę odgrywały postacie malarzy Hannsa Fechnera czy Hermanna Hendricha. Z wybuchem wojny nastąpiło pewne przytłumienie i wyciszenie życie kulturalno- artystycznego, a etap ten zamknęła śmierć Carla Hauptmanna w 1921 r. Stopniowa odbudowa kolonii artystów w Szklarskiej Porębie nastąpiła dzięki napływowi nowych twórców, w tym głównie malarzy, którzy utworzyli liczne i różnorodne twórczo "Bractwo Artystyczne św. Łukasza"."
                            - dr Przemysław Wiater "Zauroczeni Karkonoszami"


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Paulinie Lulek, oraz wydawnictwu AD REM.
 

środa, 19 sierpnia 2020

(69/20). SCHOWANI DO WORA- WSPOMNIENIA BYŁEGO WYCHOWAWCY WIĘZIENNEGO.


                                                     **PRZEDPREMIEROWO**


    Autor: Andrzej Flügel

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Wspomnienia, Pamiętnik

    Liczba stron: 256

    Data premiery: 09. 09. 2020


                                           Okładka książki Schowani do wora. Wspomnienia byłego wychowawcy więziennego *Google

    Andrzej Flügel- Rocznik 1954. Absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Nauczycielem był zaledwie pół roku, potem na ponad dekadę trafił do Służby Więziennej. Przez sześć lat pełnił rolę wychowawcy, a kolejne trzy spędził za biurkiem w Zakładzie Karnym w Krzywańcu. Przez rok, tym razem już jako szef wychowawców, pracował także w Areszcie Śledczym. W listopadzie 1990 roku został dziennikarzem "Gazety Lubuskiej", od 1991 roku był kierownikiem działu sportowego. W listopadzie 2019 roku przeszedł na emeryturę, nadal współpracując z redakcją. Obsługiwał wielkie imprezy sportowe na czele z igrzyskami olimpijskimi w Atenach, Pekinie i Londynie.
(Źródło: Okładka książki).

    Lata 80., siermiężne czasy minionego ustroju. Młody mężczyzna, świeżo po studiach, przypadkiem trafia do pracy w areszcie śledczym. Rzeczywistość, z jaką będzie musiał wkrótce się skonfrontować, nie napawa optymizmem. Z jednej strony- skostniały system Służby Więziennej, gdzie długie włosy i liberalne poglądy czynią z niego niemal kosmitę. Z drugiej- osadzeni, w gwarze  więziennej zwani złodziejami, bez względu na powód ich zatrzymania. A że złodziej zawsze siedzi za niewinność, to wychowawcy z zasady nie ufa...
Słowo "resocjalizacja" jeszcze nie nabrało swojego prawdziwego znaczenia, a nieżyciowe jak cały ówczesny ustrój i obopólna wrogość czynią codzienną pracę w Służbie Więziennej brutalną szkołą życia.
(Opis wydawcy).

    Urodziłam się w połowie lat 80. Więc świat, który mnie otaczał i zmiany ustrojowe, które miały wtedy miejsce znam tylko z opowieści starszych członków mojej rodziny. Teraz dzięki wspomnieniom pana Flügla mogę zobaczyć, jak te zmiany zmieniały życie za więziennym murem.
Autor w swej opowieści wspomina trudny czas przemian, wprowadzania reform i nowych zwyczajów, które nie zawsze były akceptowane przez tak zwaną "starą gwardię" służby więziennej.
Z nostalgią wspomina byłych osadzonych, przytacza wiele anegdot z więziennego życia, pokazuje, jak było tam na co dzień i od święta, albo w trakcie wielkich wizytacji znakomitych dygnitarzy.
Autor opisuje swoją pracę, ale także system, który był brutalny, momentami nieprzewidywalny wręcz niebezpieczny. Opisy kar za różnego rodzaju przewinienia do tej pory wywołują we mnie szok i niedowierzanie. Doskonale czuć złego ducha tamtych czasów.
Pan Andrzej wspomina również o swoich porażkach, nie każdemu dało się pomóc, a wielu osadzonych wracało za więzienne mury. Potwierdza tym samym tezę, że niektórzy nie potrafili dostosować się do zmian, które ich zastały na wolności. Na szczęście wielu odnalazło się po drugiej stronie i już nigdy nie zeszło na złą drogę.
Nie mogłam się oderwać od każdej opisywanej historii. Szczerze kibicowałam każdemu osadzonemu, niejednokrotnie uroniłam łzę nad ich losem, ale zdarzały się również szczere wybuchy śmiechu. Groteskowość niektórych opisywanych sytuacji powalała wręcz na kolana.
Książka napisana jest w bardzo przystępny i wciągający sposób.  Naprawdę czyta się jednym tchem i nie chce się jej kończyć.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. "Schowani do wora" do bezkompromisowy zapis wspomnień obnażających absurdy służby więziennej z czasów PRL, a przy okazji doskonała lekcja historii.

POLECAM...

"W gwarze więziennej ktoś <schowany do wora> oznaczał skazanego grypsującego, co do którego są jakieś wątpliwości i do czasu sprawdzenia, czy wszystko z nim jest okej, był w poczekalni. Nie ukrywam, że czasem czułem się tam jak w jakimś worze. Przełożeni ciągle patrzyli nam na ręce, skazani siłą rzeczy byli nieufni. Myślę, że nawet w tych wariackich czasach komuś udało się pomóc, coś zrobić, jakieś ścieżki wyprostować."
                                          - Andrzej Flügel "Schowani do wora"

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES. 
   



wtorek, 28 lipca 2020

(63/ 20). KRYSZTAŁOWE DZIECI. HISTORIE UZALEŻNIENIA OD DOPALACZY, OPARTE NA FAKTACH

 
    Autor: Laura Chudzyńska

    Wydawnictwo: NOVAE RES

    Gatunek: Młodzieżowa

    Liczba stron: 296

    Data premiery: 26. 06. 2020

                                          Okładka książki Kryształowe dzieci. Historie uzależnienia od dopalaczy oparte na faktach *Google


    Laura Chudzyńska- brak informacji. 

    Czy istnieje środek, który jest w stanie odebrać ci ciało i duszę?
Tak. Nie musisz po nim jeść i spać, nie czujesz zmęczenia, a jedynie euforię, pobudzenie, błogostan. Dryfujesz na cienkiej granicy usypanej białym pyłem między życiem a śmiercią i nie zdajesz sobie sprawy, że za chwilę pochłonie cię bez reszty, a ty nie będziesz już w stanie powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejną dawkę.
Właśnie tak działa mefedron i jego pochodne. O jego destrukcyjnej sile przekonała się piątka znajomych: Sedonia, Miriam, Kaja, Oskar i Natan. Ci młodzi ludzie spotkali się przypadkiem, dzieląc między sobą sploty wydarzeń, które wkrótce uświadomią im, że przypadki nie istnieją. Każdy z nich ma inny powód, by sięgnąć po narkotyk. Czy uda im się wyrwać ze świata o strukturze kryształu?
Kryształowe dzieci to powieść o dorastaniu, zranionej duszy, miłości i o tym, od czego staramy się uciec, nieświadomie przybliżając się do niej każdego dnia- o śmierci.
(Opis wydawcy).

    Laura Chudzyńska w swej debiutanckiej powieści przybliża nam świat, którego nie znamy, świat którego najzupełniej w świecie się boimy, a krążące opinie i stereotypy bardzo dobrze zniechęcają, by choć próbować zrozumieć, to co często dzieje się obok nas. Dla większości z nas stereotypowy narkoman to ktoś brudny, niegrzeczny i niebezpieczny. A jak wszyscy wiemy, nie każdy narkoman taki jest. Wielu z nich ma rodziny, dobre posady, pieniądze, wyglądają na ludzi godnych zaufania, a za zamkniętymi drzwiami swoich pięknych domów, rujnują sobie życie (w moim odczuciu) na własne życzenie.
Autorka przybliża nam życie młodych ludzi, często mocno zagubionych, nieumiejących odnaleźć się w nowych i nieznanych sytuacjach. Często bitych, gwałconych, i niekochanych, ale także tych bogatych, przebojowych.
Karta po karcie odkrywamy motywy, które popychają ich, by sięgnąć po narkotyk "pierwszy raz", dokładnie opisuje proces staczania się na przysłowiowe dno.
Na przykładzie tych nastolatków udowadnia, że nie ma "bezpiecznej dawki", a każda kolejna sieje olbrzymie spustoszenie organizmu i w wielu przypadkach prowadzi do śmierci.

Jako że książka powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń, dokładnie można poczuć emocje, które targają bohaterami, na własnej skórze poczuć tragizm tego zgubnego nałogu. Współczucie, a zarazem złość towarzyszyły mi przez całą historię. Niejednokrotnie musiałam ocierać łzy, by za chwilę poczuć, jak przedstawione wydarzenia wyprowadzają mnie z równowagi. Kilkakrotnie musiałam ją odłożyć, by się uspokoić i opanować nerwy. Każdej z przedstawionych historii towarzyszy olbrzymi dramat. Ta powieść wstrząsa i zmusza do głębokiej refleksji nad życiem i przemijaniem.

Ogólnie książkę czyta się dobrze. Bardzo przypadł mi do gustu styl pisarski pani Laury, nie owija w bawełnę, pokazuje, jak jest bez lukru i zbędnej koloryzacji. W moim odczuciu jest to książka, którą powinien przeczytać każdy, również nastolatkowie oraz starsze dzieci. Po lekturze otworzy się droga do ważnych rozmów.
To naprawdę bardzo udany debiut. Książka na bardzo długi czas zostanie w mojej głowie.

    Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To bardzo mądra historia, która otworzy nam szeroko oczy na otaczający nas świat i wiele uświadomi.

POLECAM...


"Mimo że przeważnie nie zastanawiamy się nad tym, co i kto nas otacza, jakie wartości wnosi do naszego życia, właśnie to wszystko ma wpływ na naszą codzienność. Nie byłem w stanie określić, co składa się na szczęście ani czym jest cierpienie. Miałem wrażenie, że przez cały czas po prostu dryfuję w pobliżu cienkiej granicy, której przekroczenie skutkowałoby wewnętrznym uniesieniem albo głęboką rozpaczą. Jedyne, co mogłem zrobić, to przebić się przez tę niewidzialną barierę, żeby cokolwiek poczuć".
                                     - Laura Chudzyńska "Kryształowe dzieci"

 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES.



wtorek, 2 czerwca 2020

KLAN MATEJKÓW


    Autor: Marek Sołtysik

    Wydawnictwo: Arkady

    Gatunek: Biografia, Pamiętnik

    Liczba stron: 290

    Data premiery: 2019 (data przybliżona)


                                                   Klan Matejków *Google


    Marek Sołtysik (ur.1950), powieściopisarz, poeta, edytor, scenarzysta, malarz, grafik, krytyk sztuki, absolwent ASP w Krakowie. Wykłada na UJ i krakowskiej ASP. Jest autorem ponad 40 książek oraz kilkunastu słuchowisk, m.in. cyklu dokumentalnego o polskich artystach przełomu XIX i XX wieku. Prowadził dział prozy w "Życiu Literackim" oraz "Pocztę Literacką", pisał dla "Przekroju". W latach 2001-2003 był felietonistą "Rzeczpospolitej". Do niedawna publikował regularnie w miesięcznikach "Palestra" i "Kraków". Współpracuje z "Twórczością" i portalem "Sztuki Piękne".
(Źródło: Okładka książki).

    Pablo Picasso stał w zachwycie przed "Polonią Matejki". Wielki Hiszpan nie musiał znać ani treści, ani patriotycznej genezy tego płótna. Urzekła go siła wyrazu, doskonałość formy i tajemnica, dzięki, której nieliczne dzieła nigdy się nie starzeją.
Jerzy Nowosielski, wybitny przedstawiciel awangardy, podkreślił: "Jeśli chodzi o sposób zdobienia kościoła w Europie XIX wieku, to Matejko stworzył największe dzieło..."

Matejko wizjoner, "cały w prorokach", jak mówił Stanisław Wyspiański, zainspirowany nie tylko w "Weselu" Matejkowskim duchem. Autentyczny artysta, który nie dzielił życia na pracę i zabawę, zaskakiwał formą obrazów, nie szedł w ordynku, chronił swą tożsamość. Samotnik kochający życie, historiozof niepomny na kronikarskie ceregiele.

Historia Matejki i jego rodziny- matki wychowującej dzieci "do sztuki", braci, z których Janek wcale nie czuł się najzdolniejszy, wyjątkowo utalentowanego zięcia Józefa Unierzyskiego, córki Beaty, znakomitego witrażysty Stefana Witolda Matejki (bratanka Mistrza) - to temat na wielką filmową sagę, równie fascynującą jak ta książka.
(Opis wydawcy).

    "Klan Matejków" to opowieść, o życiu człowieka, którego nazwisko słyszał chyba każdy na świecie.
Jan Matejko (1838- 1893) autor znanych i cenionych obrazów takich jak: Bitwa pod Grunwaldem, Konstytucja 3 Maja, Stańczyk, i wielu innych- niemniej ważnych i cenionych.
Jest to również opowieść o jego rodzinie, rodzicach rodzeństwie a później o żonie, dzieciach i innych równie wybitnych członkach rodziny.
Nie jest to jednak typowa biografia, gdzie zostaniemy zasypani suchymi faktami i niezliczoną ilością dat, (o których za chwilę i tak zapomnimy), tę książkę czyta się niczym powieść obyczajową. Poznajemy życie nie tylko Wielkiego Mistrza malarstwa, ale również zwykłego człowieka z wszystkimi jego słabościami i przywarami. Możemy się również dowiedzieć, jakie panowały nastroje polityczne, co ludzi bawiło, co drażniło, czego się obawiali i jakie mieli nadzieje.
Stopniowo odkrywamy dziewiętnastowieczny Kraków i poznajemy przebywające w nim wielkie osobistości.
Opowieść napisana w formie wspomnienia (czy też pamiętnika) pozwala sobie wyobrazić bez problemu miejsca, w których przebywał Jan Matejko, poczuć ich klimat i choć przez chwilę stać się ich częścią.
Towarzyszymy mistrzowi od wczesnych lat dziecięcych aż po kres jego ziemskiej wędrówki.
Mocnym akcentem tej pozycji są zdjęcia przedstawiające samego Jana Matejkę jak i jego największe dzieła. Pozwala to zapoznać się z jego twórczością, przypomnieć największe dzieła a przy okazji zapoznać się z historią powstawania danego obrazu. Otwiera to furtkę wyobraźni, dzięki której można wybrać się podróż po największych muzeach świata, nie wychodząc  z domu.
Książkę czyta się dobrze, dość szybko, jednak z początku drażnił mnie styl pisarski, ale była to chwilowa niedogodność. Musiałam się po prostu przyzwyczaić, a potem była to już istna literacka uczta.

    Czy polecam?
Polecam serdecznie."Klan Matejków" to pozycja dla każdego. Znajdziecie tutaj nie jedną zaskakującą ciekawostkę, o której nie mieliście pojęcia.
Wydanie książki to przepiękna ozdoba domowej biblioteczki, ale także to idealna książka na prezent, nie tylko dla fanów sztuki malarstwa i Jana Matejki.

POLECAM...

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu ARKADY.


 
 

poniedziałek, 4 maja 2020

ŚWIATŁO I CIEŃ. MIGAWKI Z ŻYCIA SOFIE


    Tytuł oryginału:  Weil es dich gibit. Aufzeichnungen uber das Leben mit meinem behindderten                                        Kind.

    Autor: Gisela Hinsberger

    Tłumaczenie: Barbara Grunwald- Hajdasz

    Wydawnictwo: W drodze

    Gatunek: Literatura piękna

    Liczba stron: 208

    Data premiery: 2008 (data przybliżona)


                                        Okładka książki Światło i cień. Migawki z życia Sofie *Google

    Gisela Hinsberger- ur. w 1962 roku, pedagog. Żyje ze swoją rodziną pod Akwizgranem.

    Kiedy podczas badania ultrasonograficznego okazało się, że dziecko będzie upośledzone, lekarze sugerowali przerwanie ciąży. Gisela Hinsberger nie potrafiła i nie chciała się na to zdecydować. Sofie urodziła się z porażeniem poprzecznym. Rodzice towarzyszyli córce w jej krótkiej drodze życia- czasem pełnej cierpienia, często jednak przepełnionej radością- do momentu jej odejścia w wieku pięciu lat. Doświadczyli, że szczęście nie oznacza wolności od cierpienia, że radość może spłynąć na nas w całkiem nieoczekiwanym momencie.
(Źródło: Opis wydawcy)

   "Światło i cień. Migawki z życia Sofie" to jedna z tych książek, którą powinien przeczytać każdy z nas.
Jako matka niepełnosprawnego dziecka, utożsamiam się z tą opowieścią całą sobą i doskonale rozumiem przemyślenia, które autorka zawarła na stronach swej opowieści.
Ne boi się pisać o propozycji aborcji, którą otrzymała tuż po diagnozie, czy wykluczeniu społecznym, które towarzyszy potem całej rodzinie niemal na każdym koku, zwraca olbrzymią uwagę na system zdrowotny i edukacyjny, wytyka ludzkie niezrozumienie i brak empatii dla choroby, udowadnia, że może być "normalnie", choć wymaga to dużej dawki samozaparcia w dążeniu do celu.
Pokazuje, jak wygląda życie z chorym dzieckiem, nie wmawia czytelnikowi, że jest lekko i przyjemnie, ale mimo to potrafi być pięknie, choć bardziej  skomplikowanie.
"Światło i cień..." to historia niezwykle wzruszająca opowiadająca o wielkiej miłości rodzica do ukochanego dziecka.

Opowieść przeczytałam jednym tchem, choć musiałam kilkakrotnie przerywać z powodu olbrzymich emocji, które towarzyszyły mi przy lekturze.
Dzięki zastosowaniu pierwszoosobowej narracji możemy zagłębić się jeszcze bardziej w tej historii i bardziej zrozumieć co autorka nam chce przekazać. Dzięki temu poznajemy Sofie, prawdziwą, niewykreowaną na potrzeby książki- dziewczynkę, która chciała być tylko akceptowana i szczęśliwa....

    Czy polecam?
Polecam każdemu. Niezwykła opowieść o miłości i nadziei, ucząca empatii i skłaniająca do refleksji.

POLECAM...

"Gdy się tak nad tym zastanawiam, czy kiedyś, wcześniej, byłam szczęśliwsza i czy pytanie o szczęście jest dla mnie ważne, wtedy zauważam, co się zmieniło.
Moje życie nabrało znaczenia, nabrało większej wagi, a ja zyskałam pewność, że to, właśnie to, jest moje życie. Nawet jeśli czasem dostrzegam jeszcze to i owo, widzę, że coś mogłoby potoczyć się inaczej, coś można by zacząć od nowa, odrzucam te myśli, by nie zaprzątały mi głowy- bo wiem, dokładnie wiem, że to jest moje życie."
                        - Gisela Hinsberger "Świało i cień. Migawki z życia Sofie"

 

piątek, 24 kwietnia 2020

LEKARZ Z AUSCHWITZ.


    Prawdziwa historia Józefa Bellerta, który zorganizował szpital dla prawie 5000 osób w największym obozie zagłady świata.

    Autor: Szymon Nowak

    Wydawnictwo: ZonaZero

    Gatunek: Literatura faktu, Literatura piękna

    Liczba stron: 368

    Data premiery: 26. 03. 2020


                                      Okładka książki Lekarz z Auschwitz *Google


    Szymon Nowak to urodzony w 1973 r. historyk, absolwent wydziału historii Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu i pracownik Biura Edukacji Narodowej IPN w Warszawie. Ma na swoim koncie kilkanaście książek historycznych, których tematy oscylują głównie wokół Powstania Warszawskiego oraz Żołnierzy Wyklętych. Publikował w czasopismach historyczno-wojskowych (np."Militaria XX wieku", "Biuletyn IPN", "Magna Polonia") oraz na stronach internetowych (np. historia.org.pl i portal Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego 1944).
Jest autorem m.in. prac: "Przyczółek Czerniakowski 1944" (2011), "Oddziały Wyklętych" (2014), "Dziewczyny wyklęte" (dwie części: 2015 i 2016), "Bitwy Wyklętych" (2017), "Niechciani Generałowie" (2018) oraz "Dworzec Gdański 1944" (2019).
(Źródło: Opis wydawcy).

    Styczeń 1945. W Auschwitz-Birkenau pozostało 4800 więźniów, którzy nie nadawali się nawet do pędzenia na zachód w marszach śmierci. Komory gazowe wysadzono w powietrze, a wojska sowieckie wdarły się w głąb obrony hitlerowskiej w takim tempie, że obozowi SS-mani nie zdążyli zabić garstki ocaleńców.
5 lutego Józef Bellert wraz z grupą ponad trzydziestu krakowskich lekarzy i pielęgniarek wyjeżdża do Oświęcimia. Przez osiem miesięcy prowadzi prawdopodobnie największy szpital polowy w Europie. Mimo braku kanalizacji, wody, jedzenia i leków niesie pomoc medyczną ocalonym więźniom. Jego pacjenci ważą średnio 30 kg. Zapadają na dur brzuszny i gruźlicę, nękają ich biegunki głodowe, obrzęki i odleżyny. Boją się ludzi w kitlach i strzykawek, kojarzącymi im się z zastrzykami z fenolu, którymi niemieccy zwyrodnialcy uśmiercali chorych więźniów.

Trudno w to uwierzyć, ale z 4800 chorych przywrócił dożycia i zdrowia 4400 pacjentów.
Józef Bellert- cichy bohater, którego biografią można obdzielić kilkanaście osób. Konspirator, żołnierz Legionów i sanitariusz brygady Piłsudskiego, działacz niepodległościowy i społeczny, żołnierz września 1939 i powstaniec warszawski. Skromny lekarz powiatowy z Pińczowa.
Lekarz, który ocalonym z piekła przywrócił godność, zdrowie i wiarę w drugiego człowieka.

"Jeszcze pod koniec życia samotnym chorym robił zakupy albo palił w piecu".
(Opis wydawcy).


    Trzymając w dłoni książkę "Lekarz z Auschwitz" nie do końca widziałam czego się spodziewać. Obawiałam się nudnej biografii,  wielu dat, których i tak nie zapamiętam oraz wiele nieistotnych faktów. Co dostałam?
Dostałam pięknie opowiedzianą historię człowieka, który nie bał się ruszyć z pomocą ludziom, których tak naprawdę nikt już nie chciał, którzy zostali skazani na śmierć poprzez opuszczenie i zapomnienie.
Józef Bellert (1887-1970) jako naczelny lekarz PCK kierował szpitalem w okresie 05. 02.- 01. 10. 1945 wraz z towarzyszącymi mu lekarzami i pielęgniarkami, wyrwał z rąk śmierci tysiące istnień.
Dał się poznać jako człowiek zasadniczy i wymagający, ale zawsze gotowy nieść pomoc oraz współczucie i zrozumienie. Jego empatią i poczuciem odpowiedzialności można było obdzielić kilkanaście osób. Bardzo żałuję, że nie jest On wspominany na lekcjach historii. Powinno się to zmienić- nie muszę zaznaczać, że postawa tego człowieka jest godna naśladowania.

Historia szpitala i osób, które brały czynny udział w pomocy byłym więźniom, napisana jest w bardzo przystępnej formie. Nie przytłacza jak niektóre książki historyczne, czyta się ją niczym dobrą powieść obyczajową, dzięki temu łatwo wczuć się w mroczny klimat tego tragicznego miejsca, dosadnie zrozumieć ból i cierpienie, które zawarte jest na jej kartach. Zrozumieć emocje, które targały byłymi więźniami, poczuć ich strach  i rezygnację. Zatrzymać się na chwilę i zapłakać nad ich losem...
Zdjęcia zawarte w książce porażają, wyciągają na powierzchnię olbrzymią i do niczego nieporównywalną tragedię, która wydarzyła się w tym miejscu.
Nie pozwala zapomnieć i szczerze wierzę, że takie publikacje nigdy na to nie pozwolą.

    Czy polecam?
Polecam serdecznie wszystkim pasjonatom historii oraz odkrywcom mało znanych lub zapomnianych biografii. Niezwykle wzruszająca i poruszająca historia ludzi, którym należy się nasz  dozgonny szacunek.

POLECAM...


"Zdarzył się jednak jeden z nielicznych dni, kiedy do obozu nie przyjechał żaden pojazd: ani osobowy, ani ciężarowy. Ozdrowieńcy zaopatrzeni na drogę w suchy prowiant oraz wyposażeni w sowieckie dokumenty repatriacyjne, które zapewniały np. bezpłatne przejazdy kolejami w drodze do domu, długo kręcili się przy bramie wypatrując jakiegokolwiek ruchu na drodze. Oświęcimskie ulice jak na złość pozostawały puste. Czasami tylko do obozu podjeżdżała konna furmanka kuchni polowej, dowożąca posiłek dla filii szpitala znajdującego się w Brzezince. Do Birkenau nikt jednak nie miał zamiaru jechać."
- Szymon Nowak "Lekarz z Auschwitz. Prawdziwa historia Józefa Bellerta, który zorganizował szpital dla prawie 5000 osób w największym obozie zagłady świata."

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu FRONDA.  


    

wtorek, 31 grudnia 2019

JAK ZOSTAŁAM PERUWIAŃSKĄ ŻONĄ


    Autor: Mia Słowik

    Wydawnictwo: Annapurna

    Liczba stron: 368

    Data premiery: 27. 11.2019

                                              Jak zostałam peruwiańską żoną* Google

    Witam Was serdecznie. Zastanawialiście się, kiedyś jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście rzucili wszystko i wyruszyli w podróż życia?
Tak właśnie postąpiła nasza dzisiejsza bohaterka, co z tego wynikło? Jak się zakończyła przygoda życia? 
Zapraszam...

    Mia Słowik- debiutująca autorka humorystycznych relacji podróżniczych, urodzona w 1987 r.w Warszawie. Odwiedziła między innymi Indie, Turcję i niemal całą Amerykę Południową. 
Studiowała Indologię, Kulturę, Historię i Archeologię Starożytnych Indii na indyjskim uniwersytecie, a także Psychologię Kliniczną.
Pracowała między innymi w wydawnictwie internetowym Software Media, gdzie koordynowała wydawanie anglojęzycznego magazynu Exploiting Software z branży IT Security.
Prowadziła również bloga, a także była dziennikarką magazynu Wiadomości Turystyczne. Lubi spędzać czas na łonie natury, a oprócz wojaży, interesuje ją medytacja oraz wszelkie tajemnicze zjawiska. (informacja z okładki).

    Podążając za radą ezoterycznej terapeutki, z biletem w jedną stronę Mia wyrusza w podróż życia po Ameryce Południowej, gdzie zmaga się z wrodzonym brakiem asertywności i niezdecydowaniem. W trakcie wyprawy bierze udział w ceremonii Ayahuaski, spędza czas w indiańskich wioskach, centrach medytacyjnych, a nawet w domu niebezpiecznych paramilitares, nieustannie starając się odnaleźć drogę do samej siebie. Ostatecznie podróż rzeczywiście nieodwracalnie przemienia jej życie, w sposób, którego nigdy nie wzięłaby pod uwagę.
Literatura faktu, którą czyta się jak dobrą powieść. Pełna humoru, bez cenzury ukazuje blaski i cienie  spontanicznej podróży europejskiej kobiety w patriarchalnej kulturze macho.
Bezpretensjonalna "Brigitte Jones w podróży". (opis z okładki).

    Biorąc do ręki "Jak zostałam peruwiańską żoną" nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Przyznaję, że miałam pewne obawy, wiedząc, że jest to książka podróżnicza i dokumentalna. Obawiałam się nudy, suchych danych i wytycznych co odwiedzić a co lepiej odpuścić, co jeść, czego nie itd. itp. Co dostałam?
Dostałam zabawną historię młodej kobiety, która słuchając wróżki, wyrusza w podróż życia. Zdobywa odległy kontynent, kraj po kraju zbliżając się do spełnienia marzenia, jakim jest zobaczenie  Puszczy Amazońskiej.
Podziwiam odwagę i samozaparcie w dążeniu do upragnionego celu.

Mia Słowik zabrała mnie w fantastyczną podróż. Opisując dokładnie wszystkie odwiedzone miejsca, emocje, które jej towarzyszyły, sprawiła, że miałam wrażenie, że jestem w tej podróży razem z nią. Niejednokrotnie wywołała u mnie uśmiech, opisując swoje zwariowane przygody.

Olbrzymim plusem dla mnie są zamieszczone w książce szare wstawki, w których są podane istotne informacje dotyczące danego miejsca lub wyjaśnione zagadnienia psychologiczne takie jak- ustawienia systemowe.
Dodatkowo me serce skradły przepiękne obrazy pokazujące życie, krajobraz florę i faunę Ameryki Południowej.

    Czy polecam?
Polecam. Czyta się lekko i bardzo przyjemnie. Bardzo interesująca pozycja dla odprężenia i przeniesienia się w inny świat.
Mamy okazję poznać kulturę i zwyczaje panujące w innych krajach, tak  dalekich i egzotycznych.
Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

POLECAM...

"Deszcz na pustyni, jak wiadomo, zdarza się bardzo rzadko. No i właśnie wtedy, gdy po raz pierwszy w życiu przyszło mi spędzić noce pod chmurką, akurat postanowił uczynić ten niecodzienny wyjątek i zaszczycił mnie swoją obecnością. Mój gospodarz ulitował się nad biedną gringą, usiłującą spać w hamaku. Chciał koniecznie zaprosić mnie do swojej izby. Tak bardzo mu zależało, mimo moich zapewnień, że na deszczu śpi mi się wspaniale, iż wzbudził podejrzenia co do czystości swoich intencji. Ostatecznie musiałam mu zagrozić, że wyjdę na ulicę i pójdę spać gdzie indziej. Dał spokój. I całe szczęście, bo nie wiem, gdzie miałabym znaleźć miejsce na nocleg i uniknąć błąkania się nocą po Adicorze w tej tak niebezpiecznej Wenezueli."
                      - Mia Słowik "Jak zostałam peruwiańską żoną" 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu ANNAPURA.  
   

niedziela, 22 grudnia 2019

TEMPLARIUSZE. FENOMEN, KTÓRY PRZETRWAŁ

 
    Autor: Roman Bolczyk

    Wydawnictwo: KOS

    Liczba stron: 402

    Data premiery: 13. 11. 2019

                                         Templariusze. Fenomen, który przetrwał* Google

    Witam Was serdecznie. Dziś chciałabym pokazać Wam książkę z gatunku, po który sięgam dość rzadko, jednak gdy już to zrobię, oddaje się podanemu tematowi na kilka kolejnych godzin.
Zapraszam...

    Roman Bolczyk- Autor, były prokurator, za opracowanie pod tytułem "Templariusze fenomenem z mroków średniowiecza" otrzymał Nagrodę Internautów w kategorii "Okiem badacza" za Najlepszą książkę Historyczną w edycji 2013, którą wręczono mu podczas Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. Zdopingowany tym wyrazem uznania dla mozolnych poszukiwań prawdy o templariuszach poszerzył swe spojrzenie o zbadanie ich spuścizny, i tego co z niej przetrwało. Rzucił światło na ich naśladowców, kontynuatorów, wolnomularzy, masonerię i tych, którzy podjęli pochodnię pamięci o nich. W demaskatorski sposób rozprawia się z nadużyciami w tej materii. Owoce tych prac Państwu przedkłada z nadzieją na pasjonującą lekturę. (informacja z okładki).

    O książce- Nieuczciwy proces inkwizycyjny templariuszy i likwidacja zakonu miały ich zepchnąć w otchłań czasu i skazać na wieczne zapomnienie. Bohatersko ginęli na torturach lub konając w lochach. Kiedy już wydawało się, że świeca ich dziejów dopaliła się wraz z łuną stosów, okazało się, że niektórym z nich udało się wcześniej zbiec ze skarbem, odpływając z La Rochelle do Portugalii i Szkocji. Znajdujemy tam ślady ich obecności, między innymi w Tomari w Rosslyn.
Waleczny duch i tajemnicze umiejętności zawiodły templariuszy na oceaniczne szlaki. Wyruszyli w nieznane. Na żaglach odkrywców Nowego Świata widniał ich krzyż.
Czy dotarli do Wyspy Dębów?
Ich spektakularne losy sprawiły, że przetrwali w naszej pamięci. O tym właśnie jest ta opowieść.
(opis z okładki).

    Zakon ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona zwanych w skrócie Templariuszami, założony około 1118 roku miał za zadanie strzec relikwii Świętego Krzyża.
Według wielu osób templariusze przetrwali swój upadek i działają do czasów dzisiejszych.
Pan Roman Bolczyk poprzez swoją publikację przybliża nam schemat działania zakonu na rzecz budowy swej potęgi, poznajemy alchemiczne praktyki, którymi się parali, a także stajemy przed pytaniem, czy Święty Graal istnieje i nadal jest pod opieką Zakonu.

"Templariusze. Fenomen, który przetrwał." to fascynująca lekcja historii, opowiedziana przez prawdziwego pasjonata. Ilość przytoczonych detali, dokładne daty i szczegółowe opisy wydarzeń sprawia, że chce się szukać wiadomości i poznać ten tajemniczy zakon jeszcze bardziej i dokładniej. Pomimo że jest to książka historyczna, czyta się ją naprawdę dobrze, nie jest się przytłoczonym nadmiarem informacji, choć jest ich wiele.

Olbrzymim plusem dla książki są również przepiękne grafiki, zdjęcia, i plany budowli, które pokazują nam, jak wyglądało codzienne życie średniowiecznych zakonników.

    Czy polecam?
Polecam serdecznie. Jest to pozycja dla wszystkich, zarówno dla pasjonatów historii, jak i dla osób które chcą dopiero poznać ten tajemniczy, i potężny Zakon.

POLECAM...

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu KOS.



       
   

    

poniedziałek, 17 września 2018

186 SZWÓW. Z CZECZENI DO POLSKI. DROGA MATKI


    Autorzy: Anna Kaszubska, Zargan Nasordinova

    Wydawnictwo: Edipresse książki

    Liczba stron: 181

    "186 szwów. Z Czeczeni do Polski. Droga Matki" to wzruszająca opowieść o macierzyństwie, miłości, strachu i odwadze... opowieść o wojnie. 
Opowieść, którą ciężko zrozumieć.

Sama jestem matką, matką chorego dziecka i nie mogę nawet nie chcę sobie wyobrazić co by z nami się stało gdybyśmy musieli opuścić swój własny bezpieczny dom. 
My nie musimy, Zargan, by ratować siebie i dzieci, musiała wyruszyć w nieznane, nie wiedząc, co czeka na nią za najbliższym rogiem.
Kiedy w 2004 roku Zargan dociera do Polski, poza dziećmi nie ma praktycznie nic (najstarszy syn został w Czeczeni z dziadkami). 
Zespół stresu pourazowego nie daje możliwości normalnego funkcjonowania. Dzieci ze stresu zatrzymują się w rozwoju (córka), synowie są agresywni, cierpią na depresję, są nadpobudliwi. Nie ma co liczyć na pomoc psychologa lub psychiatry, a tułaczki z obozu do obozu nie ułatwiają życia. Jest ciężko.
Losy Anny Kaszubskiej i Zargan Nasordinovej splatają się po raz pierwszy w 2011 roku na wykładzie motywacyjnym dla uchodźczyń. To tam Zargan wyznaje, że chce napisać swoją książkę. Rok później Anna zaprasza Zargan do tworzenia swojej pierwszej książki dla dzieci. Tak powoli rodzi się ich przyjaźń i coraz silniejsza siostrzana miłość.
Gdy Anna zaczyna chorować i jej życie kilkukrotnie wisi na włosku, to Zargan mimo swoich własnych kłopotów jest zawsze przy niej, wspiera na każdym kroku, nie myśli o sobie, ale zaczyna spisywać swoje wspomnienia. 
Jest to swoista terapia pożegnanie z tymi którzy odeszli. Tak powstaje "186 szwów..."

Nie zdradzę Wam znaczenia tytułu, ale wstrząsnęło mną to okrutnie.
Żaden człowiek na świecie nie powinien przechodzić przez takie piekło. Niestety wojna w brutalny sposób odcisnęła na nich swoje piętno... już chyba nigdy nie będzie dobrze.
Po lekturze jestem wstrząśnięta... 
Nie ogarniam wojny, nie ogarniam tego okropieństwa. Nie rozumiem.
Przykro mi na myśl, że cierpią niewinni ludzie, szczególnie dzieci, które powinny mieć beztroskie dzieciństwo, nie wyobrażam sobie jako matka wyboru między nimi... nie mogę, po prostu nie mogę. Dla mnie każdy uchodźca wojenny będzie miał twarz Zargan.
Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto nieprzychylnie patrzy na uchodźców wojennych, posłuchać relacji tych ludzi. 
Zastanowić się nad tym jakbyśmy my się zachowywali w obliczu wojny? Kto by nam pomógł? Czy każdy z nas znalazłby taką swoją "Annę" której może zaufać?
Ta historia pomaga docenić życie i to, co w nim mamy, bo bardzo łatwo jest to stracić. 
Dziś żyjemy w bezpiecznym kraju, ale co się stanie jutro -tego nie wiemy. 
Doceniajmy to co mamy....

"Tak świat przywitał nowe życie. Przepiękną Toszkę, Mahl-Azni, czyli Dźwięk Słońca. W tym momencie przed oczami zawirowała mi karuzelka z pozytywką i kolorowymi żabkami, którą mocowałam moim córeczkom do łóżeczka. Na dobry nastrój i spokojne chwile nakręcałam pozytywkę. Muzyka grała, a dziewczynki obserwowały granatowymi oczami wirujące nad ich głowami uśmiechnięte żaby. To melodia pierwszych dni moich dzieci.
Trzeba przyznać, że macierzyństwo nigdy nie było łatwe. Ale tu, w bezpiecznej, cichej Polsce, jest jednak bajką w porównaniu z macierzyństwem czeczeńskich kobiet. Pierwsza melodia ich dzieci to szalejące ze strachu serce matki, świst, huk, łomot, warkot silników. To melodia wojny toczącej się nad ich małymi główkami i  na wprost ich czarnych, szeroko otwartych oczu. Niemowlęctwo tych dzieci to strach i cierpienie czerpane już z łożyska przerażonej matki, a potem ssane chciwie z pierwszym mlekiem z wysychających jak pustynia piersi."
 -Anna Kaszubska, Zargan Nasardinova "186 szwów. Z Czeczeni do Polski. Droga Matki"

 Moja ocena:    10/10